Siedem największych mitów o zmianach klimatu [KOMENTARZ]

12 lipca 2019, 17:21
earth-4180280_1920
Fot. Pixabay

Jeśli myślisz, że wulkany emitują więcej dwutlenku węgla niż ludzkość, za Bolesława Chrobrego było w Polsce cieplej, a Grenlandia pozostawała w średniowieczu wyspą wolną od lodu, to tekst ten jest właśnie dla ciebie.

Mit #1 – Dwutlenek węgla nie przyczynia się do zmian klimatu

Jak wynika z badań, dwutlenek węgla jest głównym spośród wielu czynników przyczyniających się do zmian klimatu. CO2, będąc gazem cieplarnianym, tworzy swoistą warstwę w ziemskiej atmosferze, która wpływa na bilans energetyczny całej planety. Jak działa ten mechanizm? Można wytłumaczyć go w następujący uproszczony sposób.

Ziemia przyjmuje promieniowanie słoneczne, będące dla niej głównym źródłem energii cieplnej. Następnie, planeta wysyła „swoje” promieniowanie cieplne, różniące się jednak od słonecznego (gdyż Ziemia jest chłodniejsza). Część promieniowania ziemskiego zostaje „przetrzymana” w atmosferze, dzięki czemu nasza planeta nadaje się do zamieszkania – bez atmosfery, średnie temperatury na jej powierzchni sięgałyby od -27 do -18 stopni Celsjusza. Jednakże wzrost stężenia gazów cieplarnianych – przede wszystkim zaś dwutlenku węgla – powoduje, że w atmosferze „zatrzymuje się” więcej ziemskiego promieniowania (potwierdzają to m.in. pomiary satelitarne). Rośnie przez to średnia temperatura jej powierzchni, a więc występuje tzw. globalne ocieplenie.

Rola CO2 jest w tych procesach szczególna. Gaz ten, raz wyemitowany, może zalegać w atmosferze przez tysiące lat, co odróżnia go np. od pary wodnej (przyczyniającej się co prawda do przyspieszenia zmian klimatycznych, ale niepotrafiącej wywołać ich samodzielnie). Co więcej, jak podaje portal skepticalscience.com, dwutlenek węgla wykazuje szczególne właściwości w „przytrzymywaniu” promieniowania Ziemi.

Jak podaje amerykańska NASA, stężenie dwutlenku węgla rośnie w zatrważająco szybkim tempie. Na przestrzeni lat 2006-2019 skoczyło ono z 380 do 411 ppm (parts per milion, czyli cząsteczek na milion cząsteczek powietrza). W roku 1960 było na poziomie „zaledwie” 318 ppm.  Jeśli zaś chodzi o temperaturę powierzchni Ziemi, to NASA podaje, że jej wzrost od ery przedprzemysłowej (a więc przed 1850 rokiem) wynosi ok. 1 stopień Celsjusza. Agencja zaznacza, że 18 z 19 najcieplejszych lat w od roku 1950 przypadło na okres po roku 2001. Jak podaje Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC), obecny wzrost temperatury jest nieporównywalny z żadnym innym tego rodzaju procesem od tysięcy lat.

Mit #2 – Nie ma dowodów na antropogeniczność zmian klimatu

Biorąc pod uwagę powyższe uwagi o wpływie dwutlenku węgla na klimat, warto pochylić się nad pochodzeniem tego gazu. Jak wskazują badania rdzeni lodowców, stężenie CO2 w atmosferze ziemskiej odnotowało poważny skok po tzw. rewolucji przemysłowej, czyli po roku 1800, a więc wtedy, gdy najbardziej uprzemysłowione państwa świata zaczęły spalać na potęgę paliwa kopalne, co uwalniało m.in. CO2 do atmosfery. Potwierdza to spadek zawartości tlenu w atmosferze (ten pierwiastek jest przecież wykorzystywany przy spalaniu) oraz badania tzw. sygnatury izotopowej węgla, czyli – w prostych słowach mówiąc – analizy umożliwiające ustalenie, czy dana cząsteczka CO2 powstała wskutek spalania paliw.

Na zmiany klimatu wpływają też inne rodzaje ludzkiej aktywności, m.in. wylesianie (które, według szacunków, odpowiada za ok. 15% globalnych emisji dwutlenku węgla).

Człowiek, poprzez swoją działalność, „dodaje więc” odpowiednie ilości m.in. dwutlenku węgla do naturalnego obiegu tej substancji (w którym naturalne absorpcje równoważą naturalne emisje). Innymi słowy mówiąc: człowiek „dorzuca” do pudełka zwanego atmosferą dodatkowe ilości substancji, które przekładają się na wzrost temperatury.

Mit #3 - Wulkany emitują więcej dwutlenku węgla niż ludzkość

W sobotę 22 grudnia doszło do erupcji indonezyjskiego wulkanu Anak Krakatau. Światowe media lotem błyskawicy obiegły zdjęcia dymiącego krateru, wyrzucającego w powietrze chmury pyłów. Od razu też w Internecie zaroiło się od komentarzy sugerujących, że to wulkany – a nie człowiek – są głównym światowym emitentem dwutlenku węgla. Niestety, ich autorzy byli biegunowo odlegli od prawdy.

Jak podają statystyki amerykańskiej Energy Information Administration globalna gospodarka wyemitowała w 2016 roku ok. 35 miliardów ton dwutlenku węgla. Sama Azja i Oceania odpowiadały aż za 17 miliardów ton tego gazu. Według danych EIA, polskie emisje sięgnęły poziomu 302 milionów ton. Tymczasem, jak donosi portal Skeptical Science, całkowite roczne emisje wulkanów wahają się od 65 do 319 milionów ton. Oznacza to, że maksymalna aktywność wulkaniczna „pompuje” do ziemskiej atmosfery niewiele więcej CO2 niż polska gospodarka.

Mit #4 – W średniowieczu Grenlandia była zielona ze względu na globalne ocieplenie

Grenlandia to największa wyspa świata, która w 80% pokryta jest lodem. Gdyby naprawdę w średniowieczu była zielona, a więc wolna od czapy lodowej, oznaczałoby to, że zgromadzona na niej woda w stanie stałym musiała spłynąć do wód oceanicznych. Jak podkreśla portal naukaoklimacie.pl, taki scenariusz, czyli rozmrożenie i uwolnienie grenlandzkiej wody, doprowadziłby do wzrostu poziomów oceanów o ok. 7 metrów. Gdyby tak było w istocie, miasta takie jak Wenecja, Gdańsk czy Aleksandria znalazłyby się pod wodą.

Tymczasem, jak wynika z analiz dostępnych na portalu skepticalscience.com, południe Grenlandii zostało dotknięte zjawiskiem średniowiecznego optimum klimatycznego. Oznacza to, że temperatura na tym obszarze była nieco wyższa od współczesnej. Prawdą jest zatem, że pas zieleni mógł rozciągać się na południu wyspy, ale nie zniknął z niej całkowicie – przynajmniej nie w ciągu ery ludzi.

Mit #5 – Jeśli zawartość CO2 w atmosferze wzrośnie, to Ziemia się zazieleni

Tezy dotyczące pozytywnego wpływu wzrostu zawartości dwutlenku węgla w atmosferze na ziemską roślinność wysnuwał m.in. Janusz Korwin-Mikke w swych artykułach i wystąpieniach. Choć faktycznie rośliny korzystają na zwiększeniu ilości CO2 (co widać m.in. w badaniach NASA), to jednak wysunięcie wniosków o zazielenieniu Ziemi jest nieuprawnione – wynika to m.in. stąd, że wraz ze zmianami klimatycznymi spowodowanymi m.in. wzrostem zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, flora świata będzie narażona choćby na gwałtowne zjawiska pogodowe oraz niedobory wody. Zwiększanie się średniej temperatury powierzchni Ziemi wpłynie negatywnie m.in. na zbiory zbóż, czyli roślin kluczowych dla ludzkiej gospodarki żywnościowej. Patrząc całościowo, ewentualne zyski z bujniejszego wzrostu roślin zostaną szybko skonsumowane przez straty spowodowane innymi aspektami globalnego ocieplenia.

Zazieleniania nie można bowiem postrzegać w oderwaniu od reszty zjawisk składających się na kompleksowość zmian klimatu. Podobnie błędnym myśleniem jest założenie, że nadmiar CO2, który generuje ludzkość, pochłonięty zostanie przez rośliny.

Mit #6 – W średniowieczu w Polsce było cieplej

Mit ten dotyczy poruszonego już w micie dotyczącym Grenlandii średniowiecznego optimum klimatycznego, które miało miejsce w latach 950-1250. W tym okresie w niektórych miejscach na Ziemi temperatury faktycznie były wyższe niż obecnie. Dotknęło to szczególnie północnego Atlantyku, południowego Pacyfiku i wschodu oraz południa obecnych Stanów Zjednoczonych. Jednakże na terenie dzisiejszej Polski średnia temperatura była niższa niż obecnie. Podczas średniowiecznego optimum klimatycznego, w Europie cieplej niż obecnie było w Skandynawii, Irlandii, na Bałkanach i na północy Francji. Warto jednak podkreślić, że raport IPCC uznał optimum średniowieczne za wyznacznik o ograniczonej użyteczności do opisywania globalnych zmian temperatury. Podobne stanowisko zajęła amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna (NOAA). Wynika to stąd, że trendom ociepleniowym istniejącym za czasów optimum średniowiecznego nie sposób nadać przymiotu globalności – średnia temperatura nie rosła bowiem wszędzie, a jedynie na określonych obszarach, podczas gdy pozostałe tereny zanotowały spadek temperatur. Inaczej rzecz ma się w przypadku obecnie notowanego globalnego ocieplenia – to zjawisko pociąga za sobą wzrost średniej temperatury na praktycznie całej powierzchni planety.

Mit #7 – W latach 60-tych naukowcy prognozowali globalnie ochłodzenie

Nie jest to prawda – w latach 60-tych XX wieku większość naukowców uważała, że klimat się ociepli. Jak podaje serwis naukaoklimacie.pl, przytłaczająca większość recenzowanych artykułów z lat 1965-1979 prognozowała wzrost średnich globalnych temperatur (stosunek 42:7), a sprawa ochłodzenia żyła głównie dzięki mediom (m.in. artykule z czasopisma Time pt. „Another Ice Age?”). Tak więc, choć większość uczonych stała na stanowisku zbieżnym ze współczesnymi prognozami, to mniejszość badaczy o przeciwnych poglądach mogła liczyć na zainteresowanie mediów, co zniekształcało odbiór stanowiska nauki. Obecnie, miażdżąca większość klimatologów (ok. 97%) stoi na stanowisku, że klimat będzie się ocieplał.

KomentarzeLiczba komentarzy: 36
lol
środa, 15 stycznia 2020, 13:10

Każdy pomiar można dostosować do swoich potrzeb, w 2015 roku mierzę stężenie CO2 w jednym miejscu albo kilku miejscach na ziemi, gdzie jest go mało, po 5 latach biorę pomiary z miejsc na Ziemi gdzie jest go wiecej (strefy miejskie przemysłowe), intencyjne wnioski gotowe, wystarczy zapłacić

Endriu
piątek, 27 grudnia 2019, 11:22

Jakby nie było CO2 w powietrzu niemożliwa byłaby wymiana gazowa I transport tlenu mówi o tym tzw krzywa bohra wyższy poziom co2 powoduje że spada pH krwi a to ułatwia oddawanie tlenu przez hemoglobiny i lepsze dotlenienie tkanek więc nie takie to CO2 straszne.

schfeyk
poniedziałek, 16 grudnia 2019, 12:16

CO2 tworzy w atmosferze warstwę, i w niej zalega, na pewno? Proszę podać nazwiska tych "licznych naukowców", tytuły i miejsca publikacji w których w latach 60-tych prognozowali ocieplenie. Aha, czyżby zawartość CO2 w powietrzu, nie miała wpływu na intensywność fotosyntezy? I wreszcie, błagam o oświecenie, jak gaz który występuje w śladowych ilościach 0,04% (cztery setne procenta), w decydujący sposób wpływa na temperaturę atmosfery? Może tutaj się wreszcie tego dowiem, bo jak do tej pory, to znikąd pomocy!

Manthas
niedziela, 29 grudnia 2019, 20:03

Twórca teorii o efekcie cieplarnianym - Svante Arrhenius Co do prac z lat 60-tych: Poszukaj sobie w wyszukiwarce prac google schoolar, wybierając zakres niestandardowy 1960-1970 i wpisując frazę: global warming Zawartość CO2 w powietrzu wpływa na intensywność fotosyntezy, ale cieplejszy klimat klimat na świecie to gorsza retencja wody z opadów do gleby. Bardziej intensywne opady gorzej się wchłaniają, a większe parowanie zmniejsza zawartość wody w glebie. W konsekwencji większe stężenie CO2 na nic się zda (prawo minimum Liebiega) Obecne globalne ocieplenie to wzrost naturalnego efektu cieplarnianego. To nie CO2 lecz para wodna wpływa w decydujący sposób na naturalny efekt cieplarniany. Para wodna ma krótki czas życia w atmosferze, natomiast CO2 ługi czas życie, w konsekwencji emisje pary wodnej nie wpływają na wzrost naturalnego efektu cieplarnianego natomiast wzrost emisji CO2 wpływa. Gdyby czas życia pary wodnej był taki jak czas życia CO2, wtedy naszym zmartwieniem na pierwszy miejscu byłyby emisje pary wodnej. Wkład CO2 w naturalny efekt cieplarniany wynosi około 18%, natomiast podwojenie stężenia CO2 w atmosferze skutkuje wzrostem temperatury globalnej o 3 stopnie. Trzeba też pamiętać, że klimat bardziej jest czuły na wzrost o x% tego gazu cieplarnianego, który występuje w mniejszości.

Jozef Olech
niedziela, 24 listopada 2019, 00:12

O jednym autor nie wspomniał to jest o liczbie mieszkańców jest na 7 miliardów a ile było w średniowieczu czy lecac samolotem Nocą nie widać ze nie ma już prawie cIemnych niedoświetlonych sztucznym światłem miejsc. Brak lasów zakłóca gospodarkę wodną. Oceany dusza się od śmieci. Takie gadanie ze nie mamy wpływu jest tzw pobożnym życzeniem. Praktycznie wykończyliśmy swój dom a zaczęło się od księgi rodzaju / czyńcie sobie ziemie poddana. Tylko globalne działania mogą te agonię naszego miejsca do życia odsunąć ale w to już wątpię.

Ziutek Destylator
wtorek, 20 sierpnia 2019, 02:41

1. O ile nie pomyliłem jednostek (piszę z pamięci) to Słońce dostarcza Ziemi około 170 000 TW energii, chmury odbijają 30%, zostaje jakieś 120 tys. TW. Spalanie paliw kopalnych to jakieś 10 TW zatem mniej niż promil bilansu. 2. Średniowieczne optimum klimatyczne było przerwane krótkim minimum Oorta, jednak było ciepło. 3. Bada się, jeśli dobrze pamiętam, stosunek węgla 14C do 12C, słoje drzew, stosunek izotopów tlenu 18/16 itd. Co daje nam możliwość określenia i temperatury i zawartości CO czy tam CO2 w przeszłości. 4. Słońce nie świeci tak samo, wysyła nam różne ilości energii, od czego mocno zależy hm... aktualny klimat. 5. Nie twierdzę, że ochrona środowiska nie ma znaczenia, ale nie wszystko załatwia emisja CO. 6. Nie pamiętam, gdzie czytałem ładnie rozpisany bilans skąd pochodzi tlenek/dwutenek węgla, ale poziom ten spadał przez miliony lat od 0,2% do obecnego 0,03x%. 7. Sprawy nie są zerojedynkowe, ale śmiem twierdzić za jakimiśtam poglądami mądrymi, że przeważającym czynnikiem są cykle słoneczne, których istnienie jest dość oczywiste. 8. Występowanie efektu cieplarnianego (bez którego na powierzchni Ziemi byłby mróz) w ponad 90% związane z parą wodną w atmosferze, a CO2, metan i inne gazy mają dość małe znaczenie. 9. Morza się nie podnoszę aż tak mocno, zachodzi też parowanie tym większe, im cieplej. Tyle. Klimatologia nie należy do moich zainteresowań naukowych, zatem proszę, niech jakiś miły człek mnie poprawi, jeśli błędnie wywodzę. Kłaniam się.

Emedue
sobota, 23 listopada 2019, 21:48

Klimatologiem nie jestem, lubię tylko czytać ciekawe rzeczy. 1) Ocenianie Efektu Cieplarnianego w jednostkach ciepła jest nieadekwatne/dziwne. Nie wiem co to jest te 10 Terawatów ale skoro to tylko promil bilansu to podejrzewam że wytworzona energia która ostatecznie zmienia się w cieplną. Dlatego do globalnego ocieplenia nie uwzględnia się produkcji ciepła, bo jak wynika z twoich obliczeń nic nie zmienia. Patrzy się na produkcję CO2 i jak wpływa na % procent zatrzymywanego ciepła od słońca. Pomnóż jakikolwiek procent razy 120tys TW wyjdzie więcej niż 10 TW. 4) Gwiazdy im starsze tym mocniej grzeją, dlatego też obecnie słońce grzeje mocniej niż w okresie Permu, a mimo to jest o 15 stopni zimniej niż wtedy, to pokazuje jaki wpływ ma CO2 którego obecnie jest właściwie mało z powodu 6. 8) Para wodna jest związana z CO2, im więcej CO2 tym więcej pary. 9) Napewno ma to mizerny wpływ, atmosfera to mały magazyn na wodę. Obecnie wody tak bardzo się nie podnoszą, bo jeszcze topią się lodowce zanurzone w wodzie, zacznie źle się dziać gdy zacznie się topić lądolód - lód osadzony na lądzie.

Wierny Tomasz
wtorek, 6 sierpnia 2019, 01:12

ad. 1. Jako gazy cieplarniane o wiele groźniejsze od CO2 i o kilka rzędów większe są emisje metanu i pary wodnej. Na tych gazach powinniśmy się skupić w pierwszym rzędzie - co "naukowcy" mają do powiedzenia w tej sprawie? Czytałem ad. 2. A jakie temperatury na naszej półkuli były w średniowieczu? Wyższe niż obecnie! Tyle w temacie. ad. 3. Istnieją inne badania, które podają odwrotne proporcje. Niestety, nie potrafię teraz podać ich źródła - więc pkt. dla Autora, nie potrafię udowodnić, że Autor nie ma racji. ad. 4. Częściowe potwierdzenie tego, co napisałem w ad. 2. Przy okazji Państwo z portalu naukaoklimacie.pl są bardzo aktywni na różnych forach i jako wiarygodne źródło podają... naukaoklimacie.pl - czyżby i tu dotarli? Na cire.pl też się bardzo angażują. ad. 5. Mętne tłumaczenie, CO2 jest korzystne dla roślin i każdy biolog to potwierdzi - tylko trzeba mu nie mówić, że to chodzi o walkę z globalnym ociepleniem :D ad. 6. A świstak siedzi .... W średniowieczu Polska była w okresie jednego z największych rozkwitów rolnictwa, co było związane z wysokimi temperaturami. Ale ok, załóżmy, że to było zjawisko lokalne. To co z występowaniem niskich temperatur w Europie w okresie tzw. potopu szwedzkiego? Jak to Autor wytłumaczy? ad. 7. I znowu: "Jak podaje serwis naukaoklimacie.pl ..." Tak się składa, że pamiętam z ok. połowy lat 70. publikacje w prasie okołotechnicznej (Przegląd Techniczny - Innowacje??) i nawet dla młodzieży (Młody Technik) o zagrożeniu "globalnym ochłodzeniem". Mam więc dowód, że Autor mija się z prawdą. Moje prywatne zdanie, jako inżyniera - globalne ocieplenie jest faktem ale jest to proces naturalny i powinniśmy się przygotować na jego skutki. A całe to biadolenie o emisjach CO2 jest jednym wielkim szwindlem, z którego bardzo dostatnio żyje przy minimalnych nakładach własnej pracy wiele grup - naukowców, biznesmenów, urzędników (cóż może być lepszego, niż siedzieć [jako zespół z KE wyznaczający nowe standardy emisyjne] na plaży w słonecznej Hiszpanii i pod koniec okresu sprawozdawczego uciąć o 50% dotychczasowe limity emisyjne i za kolejne 5 lat znów o 50%.

Emedue
sobota, 23 listopada 2019, 21:56

Masz pewne problemy z czytaniem ze zrozumieniem. 5) W artykule potwierdzili że CO2 jest korzystne dla roślin. 7) W artykule również potwierdzili że było opisywane w prasie globalne ochłodzenie.

Miro
sobota, 10 sierpnia 2019, 11:16

Ad. 7. Autor nie mija się z prawdą, wyraźnie napisał, że większość publikacji klimatologicznych z lat 60 i 70 przewidywała ocieplenie, ale nie wszystkie. Do tej mniejszości widocznie należał Młody Technik, który zresztą nie był recenzowanym pismem klimatologicznym ani nawet naukowym. Autor mówi o recenzowanych publikacjach naukowych. Nie widzisz różnicy między między "prasą okołotechniczną" a recenzowanymi pismami naukowymi? Jeśli nie widzisz, to merytoryczna wartość twojego argumentu jest zerowa. AD.7 CO2 jest korzystny dla roślin, oczywiście, jest niezbędny. Ale żeby rośliny mogły skorzystać z dodatkowego CO2, musi jednocześnie być spełnionych wiele innych czynników: odpowiednie nasłonecznienie, wilgotność, temperatur, zasoby mineralne gleby itd. Roślina nic nie zrobi z samym tlenem i węglem z CO2, jeśli np. będzie rosła w jałowej przegrzanej glebie w ciemnym pomieszczeniu. Wyciągasz jeden czynnik, pomijając wszystkie inne, ta manipulacja obnaża twój sposób "argumentacji" (albo niewiedzy). AD 6. Temperatury w czasach potopu też były lokalne, a ówczesna tendencja temperaturowa nie była zbyt długa.

jpr
piątek, 1 listopada 2019, 14:25

Autor przytacza jakieś twierdzenia kategoryczne, ale nawet nie podaje źródła. A twierdzenia są mocno wątpliwe. Np. kto i na jakiej podstawie stwierdził, że w czasie średniowiecznego optimum klimatycznego, w Polsce jednak było zimniej? Archeologia i palinologia wskazują, że w tym czasie, na ziemiach polskich uprawiano soczewicę, winorośl i szereg innych roślin wymagających cieplejszego klimatu, niż ten, jaki był w XX w. i wcześniej (obecne ocieplenie umożliwia ponowne wprowadzanie tych upraw, ale nie w takim rozmiarze, jak za Chrobrego).

Andrettoni
wtorek, 30 lipca 2019, 02:38

Moim zdaniem CO2 nie jest przyczyną tylko objawem choroby. Teoretycznie wzrost CO2 powinien być przyczyna wzrostu roślin. Tylko, że my cały czas zabijamy rośliny zanieczyszczeniami lub bezpośrednio poprzez wycinkę lasów. W dodatku wycinając lasy spowodowaliśmy dodatkowe czynniki - drzewa wiązały dużo węgla w swej masie oraz wodę, w dodatku brak drzew wzmaga wymywanie gleby w trakcie powodzi. Mamy więc mniej biomasy, słabsze wiązanie wody w glebie i szybsze wymywanie gleby prosto do oceanu. na dodatek wymyta gleba i różne środki np pestycydy i zanieczyszczenia przemysłowe dalej zabijają życie w oceanach - choćby dlatego, że zabijają bezpośrednio, ale także dlatego, że mniej przejrzysta woda nie dopuszcza w głąb wody słońca. Te czynniki nawzajem się napędzają. Kurczy się warstwa życia na Ziemi, a to uwalnia węgiel w postaci gazów, ale też osadów dennych. oczywiście nie podważam tutaj negatywnych wpływów spalania paliw kopalnych, ale uważam, że gdyby nie wycinanie lasów i zatruwanie środowiska to nie było by to aż tak zgubne. Gdybyśmy sadzili lasy i dbali o czystość oceanów (rzek, mórz itd.) to spalany węgiel byłby mniej szkodliwy. Oczywiście gdybyśmy nie powycinali lasów to węgiel byłby niepotrzebny, bo dalej palilibyśmy drewnem. Uważam, że ograniczenie CO2 w wyniku spalania to nie jest lekarstwo na chorobę, tylko na jej objaw. Nawet gdybym się mylił, to sadzenie drzew, rekultywacja gruntów i oczyszczanie ścieków w niczym nie zaszkodzi. Natomiast jeśli mam rację to "dekarbonizacja" w niczym nie pomoże. Fakty są jednak takie, że dekarbonizacja jest droga, natomiast inne działania możemy wykonać sami. Na podwórku bloku w którym się wychowałem rosło drzewo - ocieniało około 1/3 podwórka. Ktoś "mądry" wpadł na pomysł wycięcia drzewa i zabetonowania podwórka - jakieś 5 lat temu, więc "ekologia" była już znana. W chwili obecnej deszczówka spływa do kanału zamiast wsiąkać w glebę, a podwórko zamieniło się w "studnie gorąca" średnio 5-10 stopni więcej niż oficjalnie i "od ulicy". Oczywiście drzewo nie produkuje tlenu i nie wiąże w sobie jakiejś tony węgla. Wystarczy zmienić debilną decyzję i rozkuć beton oraz posadzić kilka drzew, żeby ocienić całe podwórko. Takich decyzji podjęto więcej - np. w moim mieście wycięto wiele drzew wzdłuż ulic - ograniczały widzenie, powodowały wypadki itd. Chodniki zabetonowano, a wzdłuż nich dla bezpieczeństwa pobudowano murki, balustrady itd., a na jezdni progi zwalniające... Teraz zamiast cienia chodniki toną w skwarze, woda spływa do kanalizacji... Jest "pięknie", czysto, sterylnie i betonowo. Żeby było ładniej władze miasta zimą słupy latarni iluminują choinkowymi światłami... Skwery zamieniają się w budynki-przybudówki. Baseny ppoż są osuszane i zabudowywane (po co zbiorniki deszczówki...). Czy tylko ja widzę w tym debilizm? Dalej - mamy piękny cmentarz - groby pomiędzy drzewami w starej części - w nowej wycięto las i upchnięto wielkie połacie grobów jeden obok drugiego. Liście z drzew już nie śmiecą, bo ich nie ma... Stara część to przyjemny spacer, a nowa to użyteczna, komercyjna patelnia... Niestety pod względem ekologicznym i hydrograficznym moje miasto spada coraz niżej i staje się mniej przyjazne życiu, a nieprzyjemny mikroklimat jest rekompensowany np. montowaniem klimatyzacji... Czyli zwiększonym zużyciem prądu... Zmniejszenie emisji CO2 nic nie poradzi na głupotę i krótkowzroczność.

ob. Kane
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:55

Nie wiem skąd autor wziął informację że średniowieczne optimum klimatyczne nie miało miejsca w Polsce. Jak najbardziej miało! A świadczą o tym kroniki mówiące o dość powszechnej uprawie winorośli. To ocieplenie miało charakter globalny, m.in. spowodowało przesuszenie stepów w Azji i skłoniło Mongołów do ekspansji - pisał o tym prof. Jania, glacjolog i paleoklimatolog. W ogóle dobór cytowań jest w tym tekście wątpliwy; wyjąwszy dane NASA (niejednoznaczne), to tylko strony organizacji zajmujących się walką z globalnym ociepleniem, czyli coś raczej z ideologii niż nauki.

Emedue
sobota, 23 listopada 2019, 22:44

Dzięki za dobry komentarz. "Brak takich śladów gdzie indziej nie musi świadczyć, że tego ocieplenia tam nie było" Pewnie naukowcy uznali, że gdyby ocieplenie było globalne, to podwyższył by się poziom wód. Pytanie jak długo trwało średniowieczne ocieplenie i jak duże zmiany poziomu wód z tamtych lat naukowcy byliby w stanie odnotować. Sądzę że obecny okres porównawczy został wybrany bardziej politycznie niż naukowo.

goldie
wtorek, 16 lipca 2019, 11:15

Północny Atlantyk to też wpływ na klimat Polski, więc autor potwierdza, że w Polsce to miało miejsce. Ale to wciąż nie jest wpływ globalny. A zresztą i tak teraz już po trochu przekraczamy te wartości - zimy są coraz mniej śnieżne, wino się uprawia coraz szerzej.

ob. Kane
środa, 17 lipca 2019, 00:49

...ale na Grenlandii poza lodem wciąż króluje tundra, podczas gdy za czasów Erikssona były tam bujne pastwiska. Jeżeli na podstawie analiz pyłków, rdzeni z lodowców czy sekwencji osadów w korytach rzek, z różnych rejonów świata znajdujemy ślady świadczące o cieplejszym (lub chłodniejszym, jak w latach 1550 - 1850) klimacie, to mamy prawo wysunąć tezę, że ocieplenie (ochłodzenie) było globalne. Brak takich śladów gdzie indziej nie musi świadczyć, że tego ocieplenia tam nie było, ale o tym że inne warunki (np. mniejsze opady, działanie procesów wiatrowych zacierających np. sekwencje osadów) nie pozwoliły tym śladom przetrwać. Ze źródłami przytoczonymi w tym tekście (IPCC) nie można dyskutować, bo nie ma tam żadnych referencji ani jasnego opisu źródła danych, ani metodyki ich przetwarzania. Ponadto, po prostu autorytatywnie stwierdzili, że średniowieczne ocieplenie nie może być traktowane jako okres porównawczy i już. Żadnych argumentów. Żadnego odniesienia do cykli paleoklimatycznych. Zdecydowanie, to nie jest naukowa dyskusja.

Wiechs
poniedziałek, 15 lipca 2019, 16:13

Za kilka dni postaram się przytoczyć antytezy do ww tez. A gdzie jest racja to niestety nie wiem!

MemyPolityczne
niedziela, 14 lipca 2019, 20:23

Przydałby się zestaw wykresów temperatur dla Polski, i to nie w postaci niezrozumiałej dla większości "anomali", ale po prostu średniej temperatury lipca i stycznia, jak to zwykle w atlasach szkolnych podają.

Miro
sobota, 10 sierpnia 2019, 11:05

Żeby realnie oceniać stan temperatur na Ziemi, trzeba go podawać w postacie anomalii w odniesieniu dla danego okresu referencyjnego (średniej). Chodzi o to, że w danym momencie w jednych częściach globu jest cieplej niż "normalnie", w innych chłodniej niż "normalnie". Ta nierównomierność zależy od aktualnego stanu prądów morskich, np. El Nino, oraz wielu innych czynników. Jeśli klimat (globalny lub danego kraju) jest stabilny, to średnia temperatura (uśrednienie pomiarów z wielu miejsc w dłuższym okresie czasu) się nie zmienia. W ten sposób otrzymujemy pewien punkt odniesienia, na tle którego widoczne anomalie (odchylenia od tej średniej) pokazują nam ewentualne zmiany klimatyczne. Na przykład w poniedziałek mamy 5 stopni, we wtorek 3, w środę 5, w czwartek 6, w piątek 4, w sobotę 7, w niedzielę 6. Średnia tygodniowa to 36:7, czyli 5.14. Jednak średnia pierwszych trzech dni to 4.33, w trzech ostatnich dni to 5.67. Czyli widać tendencję wzrostową, chociaż środa jest cieplejsza od piątku. Właśnie dlatego podaje podawanie anomalii jest czytelniejsze niż podawanie średniej danych miesięcy.

bestka
niedziela, 14 lipca 2019, 19:44

no to albo sie ochlodzi also sie ociepli natura sama zadziala

Tommygun
niedziela, 14 lipca 2019, 01:20

1. Największy wpływ na temperaturę Ziemi ma słońce-jedyny de facto dostawca energii na planetę. 2. Jak wyjaśnić j skąd wiadomo, że w średniowieczu optimum było tylko miejscowe? Nie prowadzono wtedy badań temperatury na całym świecie. 3. Jak wpisać to w cykl aktywności Słońca? 4. Ziemia ma strefy klimatyczne więc jeśli ociepliło się w naszym pasie, ociepliło się na całej długości... 5. Jak mogło być chłodniej niż obecnie skoro Polska była jak Włochy obecnie krajem winiarskim... 6. Są gorsze gazy cieplarniane-para wodna. 7. Astronomowie przewidujący spadek aktywności Słońca, a więc ochłodzenie jak w XVI w. i sugerują, że efekt cieplarniany może nam się przydać...

Miro
sobota, 10 sierpnia 2019, 11:47

1. Oczywiście, że ma, lecz na przestrzeni ostatniego tysiąca lat zmiany aktywności słonecznej mogły odpowiadać za globalne zmiany temperatur na poziomie 1-maks. 10% tychże zmian, a od ok. 100 lat aktywność słońca jest wyjątkowo niska i stale maleje. Dane źródłowe, bezpośrednie pomiary w czasie rzeczywistym są powszechnie dostępne, a jeśli im nie wierzysz, to sobie zrób z folii Baadera prosty filtr słoneczny, kup tani teleskop z Allegro i samodzielnie licz plamy słoneczne, których ilość bezpośrednio przekłada się na aktywność (i "energetyczność") Słońca. Twój "słoneczny" argument jest do obalenia na poziomie paruletniej amatorskiej obserwacji spod osiedlowego bloku.

mosze
poniedziałek, 15 lipca 2019, 15:43

W średniowieczu w ogóle nie prowadzono zapisów temperatury, które można by wykorzystać do współczesnych badań choćby dlatego, że nie istniały urządzenia pozwalające na w miarę obiektywne i zestandaryzowane zapisywanie. Mimo to wiemy (możemy oszacować względnie precyzyjnie) jakie wówczas panowały temperatury, dzięki badaniom paleoekologicznym. Bada się więc rdzenie z lodowców, ale także np. pyłki, makroszczątki roślinne, pozostałości po chrząszczach, ochotkach i innych zwierzętach, zachowane w archiwach przyrodniczych, jakimi są np. torfowiska. Stan tej wiedzy wynika ze stopnia nasycenia danego obszaru badaniami oraz zidentyfikowanego zasobu takich archiwów. Wiadomo, że w Polsce torfowisk będzie więcej, niż np. w Afganistanie. Polska nie była krajem winiarskim, jak Włochy. W Polsce uprawiano winorośl, głównie na południu kraju. Uprawa koncentrowała się w dobrach kościelnych i służyła wytwarzaniu wina do celów liturgicznych. Dzisiaj także, w ograniczonym stopniu, uprawia się u nas winorośl.

geolog
niedziela, 14 lipca 2019, 00:33

przychylam się do komentarza "Xd". Danymi pozyskanymi z badań naukowych można w łatwy sposób manipulować, co gorsza często ciężko jest je odtworzyć by nie budziły kontrowersji. Innymi słowy, bywa też tak, że różni naukowcy osiągają sprzeczne wyniki, o zgrozo, obaj mogą mieć rację. Co do samej treści artykułu, nie do końca przekonywujące jest wytłumaczenie Mit-u #4. Mianowicie, założenie jest takie, że skoro w średniowieczu Grenlandia miałaby być zielona, to wówczas "chwilę" wcześniej lodowce musiały się stopić...a co jeżeli "chwilę" wcześniej nie było tam lodowców/lądolodów przynajmniej nie na taką skalę jaką dzisiaj obserwujemy? lub proces topienia lodu na Grenlandii rozłożony był w dłuższej perspektywie czasowej? Mam nadzieję, że się nie mylę ale panel ONZ ICCP w swych badaniach nie bierze pod uwagę działalności kosmicznej jako potencjalny wpływ zmian klimatu na Ziemi, m.in. Słońca. Fakty są takie, że w niektórych epokach geologicznych stężenie CO2 było dużo wyższe od dzisiejszego, a zmiany klimatu następowały dużo gwałtowniej. Nawet jeżeli człowiek jest odpowiedzialny za aktualne zmiany klimatu na Ziemi to należy patrzeć na nie kompleksowo, czyli np. uwzględniać wycinkę lasów czy zanieczyszczenia oceanów (rośliny pochłaniają CO2) - opis w Mit#2. Nie ulega również wątpliwości, że dzisiejszy problem zmian klimatu często traktowany jest politycznie co zmniejsza wiarygodność badań, wyników czy ich przekazów.

Bever
sobota, 13 lipca 2019, 23:22

pominal pan wplyw najwiekszy pary wodnej, przeciez ziemia to planeta wody, potem absorpcji co2 przez oceany, emisji metanu nie tylko przez hodowle ale przez jego poklady krystaliczne podmorskie, jak rowniez to ze teperatura ziemi w wiekszosci badan nie wzrasta mimo wzrastania poziomu co2, pominal pan najwazniejszy sceptycyzm wobec tych rewelacji o wymarciu ziemi z przegrzania, bo jest on znany w europie a poza nia nikt o ocieplaniu nie slyszy. a jesli wszytko trudno wytlumaczyc badz akceptowac znaczy ze chodzi o pieniadze. kraje europejskie opetane zmiana klimatu rozwijaja techologie wiatrowe, solarne, gazowe itd by wmusic je innym krajom ktore nie posiadaja takich technologii w tym nam, bo jesli nie ograniczymy wegla to placic bedziemy kary. polityka niemiecka zawsze szla za potrzebami niemieckiech koncernow co zawsze wywolywalo wojny, niemcy od swojego zjednoczenia za czasow bismarcka zawsze b yly przyczyna masakr, a teraz ledwo sie zjednoczyly wywolaly europejski kryzys imigracji rak do pracy dla niemieckich koncernow. powinien pan dodac deforestacje ziemi i jej przenaczanie na zasie kukurydzy lub soji po rafinacji jako dodatkow do paliw tez w imie ekologii i obrony przed ociepleniem a tu jak wiadomo mozna po kilkudziesieciu latach uruchomisz szyby juz dawno zamkniete. no a na koniec zapomnial pan o najwazniejszej rzeczy ze za 10-15 lat bedziemy prawie wszyscy jezdzili samochodami elektrycznymi.

Miro
sobota, 10 sierpnia 2019, 11:57

Ciekawe, jakie mroczne niemieckie siły zaczęły sponsorować rozwój OZE i badań n/t globalnego ocieplenia 50 lat temu, kiedy to dominacja przemysłu paliw kopalnych była nokautująca i cały świat przemysłowy i polityczny był był nimi bezkrytycznie zachwycony. Troszkę logiki :)

Tomasz G.
sobota, 13 lipca 2019, 21:45

Brak uwzględnienia wpływu zmian aktywności słonecznej.

Rozsadna
sobota, 13 lipca 2019, 11:25

A, co jeśli efekt cieplarniany jest skutkiem różnej aktywności słonecznej. Raz słońce grzeje mocniej by np. za 500 lat grzać słabiej.

MemyPolityczne
niedziela, 14 lipca 2019, 20:23

Niestety nie jest. Gdyby to był efekt cyklu naturalnego to właśnie robiłoby się zimniej

Dozey
niedziela, 14 lipca 2019, 12:07

No chyba nie. Proszę zaznajomić się z wpływem naszej macierzystej gwiazdy na naszą atmosferę i klimat. Artykułów i książek w tej tematyce jest multum.

P22
niedziela, 14 lipca 2019, 05:12

Jak najbardziej, ilość energii słonecznej docierającej do ziemi ma i miała w historii istotny wpływ na klimat (ilość tej energii zależy od aktywności słonecznej, zmian orbity ziemi, zmian nachylenia osi obrotu ziemi). Od 40 lat aktywność słoneczna spada. Gdyby nie to - już dzisiaj odczuwalibyśmy jeszcze bardziej katastrofalne efekty globalnego ocieplenia. Od początku epoki przemysłowej podnieśliśmy poziom CO2 w atmosferze z 280 ppm do 410 ppm (i dalej szybko rośnie) - więc nawet przy malejącej aktywności słonecznej zaczyna się proces katastrofy klimatycznej.

MemyPolityczne
niedziela, 14 lipca 2019, 23:18

Naprawdę przydałoby się tu trochę wykresów. Najlepiej uproszczonych bo te robione przez klimatologów są dla większości publiczności niezrozumiałe.

Xd
sobota, 13 lipca 2019, 09:13

Samemu nie prowadząc badań ciężko jest zanegować badania innych jednak 30lat "kapitalizmu" nauczyło nas iż wyniki badań zależne są od tego kto je sponsoruje (przykłady można mnożyć ze spożywki czy farmaceutyki to najbardziej nas dotykające) więc nie dziwcie się że ludzie podchodzą sceptycznie do kolejnych "rewelacji" "naukowców" a i dziennikarze dokładają dużą cegłę do braku zaufania ludzi do tego co oficjalnie pisane a czemu to proszę sobie samemu panie autorze odpowiedzieć

Emedue
sobota, 23 listopada 2019, 22:53

Dokładnie, zacierają się też granicę między Teoriami Spiskowymi a rzeczywistością. Dlatego też w ostatnich latach ruchy antyszczepionkowców, płasko-ziemców itd. stają się coraz popularniejsze.

MemyPolityczne
niedziela, 14 lipca 2019, 23:20

To łatwo obalić - kto ma więcej pieniędzy - przemysł naftowy, samochodowy, energetyczny i wydobywczy razem wzięci czy producenci wiatraków oraz paneli słonecznych?

inżynier
sobota, 13 lipca 2019, 03:31

Czyli trzeba zbudować elektrownię atomową i nie kopcić.

Tweets Energetyka24