Eksport gazu z Polski na Ukrainę: "Umiarkowany optymizm jest uzasadniony" [ANALIZA]

25 października 2017, 12:23
Fot. www.psgaz.pl

W 2017 roku nasiliły się sygnały o ekspansji polskich firm dostarczających gaz ziemny na Ukrainę. O tym, czy perspektywy eksportowe na znacznie większą skalę niż obecnie na tym kierunku są rzeczywiście jasne, zdecyduje rozwój wydarzeń wokół szeregu elementów. Na razie można skonkludować wykształtowanie się warunków do co najmniej podwojenia eksportu z Polski.

 

Eksport gazu z Polski na Ukrainę: umiarkowany optymizm uzasadniony

W 2017 roku nasiliły się sygnały o ekspansji polskich firm dostarczających gaz ziemny na Ukrainę. O tym, czy perspektywy eksportowe na znacznie większą skalę, niż obecnie są rzeczywiście jasne, zdecyduje rozwój wydarzeń wokół szeregu elementów. Na razie można zdefiniować powstawnie warunków do co najmniej podwojenia eksportu z Polski.

Symptomy ożywienia

Wstrzymanie przez Ukrainę importu gazu z Rosji stworzyło szansę na rozwój rynku traderów, który w segmencie dostaw dla odbiorców przemysłowych rozwija się bardzo dynamicznie od 2014 roku. Obecnie gaz na Ukrainę importują, oprócz Naftogazu spółki partnerskie znanych światowych firm, a także przedstawiciele oligarchów ukraińskich. Przy czym cały czas rynek ten się rozrasta – tylko w pierwszym półroczu bieżącego roku wśród importerów znalazło się 10 nowych kompanii w porównaniu do ubiegłego roku.  

Import gazu z Polski na Ukrainę regularnie rośnie w ostatnich trzech latach. W 2015 roku z polskiego kierunku wpłynęło na Ukrainę 0,1 mld m3 gazu, a w rok później już 1 mld m3. Dane spływające za pierwsze półrocze bieżącego roku pozwalają na poprawę tych wskaźników nawet do 1,5 mld m3.  Mimo tego wciąż stanowi on znikomy odsetek całości importu Ukrainy, a tym bardziej jej zapotrzebowania (w 2016 r. odpowiednio, 8,5% i 3,75%).

Warto zwrócić uwagę, że z tych wolumenów gaz sprzedawany na Ukrainę przez polskie firmy stanowił dotąd tylko połowę. Mimo tego bieżący rok przyniósł całą serię pozytywnych sygnałów świadczących o ich powolnej ekspansji na tamtejszy rynek. W kwietniu 2017 roku PGNiG współpracująca w tym zakresie z największym po Naftogazie importerem surowca na Ukrainę, spółką amerykańskiej ERU Trading, wygrało przetarg na dostawy 218 mln m3 gazu dla Ukrtransgazu na potrzeby własne spółki.

W październiku PGNiG podpisała z Ukrtransgazem umowę o transporcie surowca na terytorium Ukrainy. Oznacza to, że odtąd PGNiG nie tylko będzie sprzedawała gaz na granicy, ale także dostarczała do odbiorców. Umowa ma być ważna do końca roku z możliwością prolongacji.

W 2016 roku PGNiG sprzedał na Ukrainie 370 mln m3 gazu, a według zapowiedzi prezesa zarządu spółki Piotra Woźniaka w bieżącym roku ten rezultat ma zostać podwojony. Główną przeszkodą w dalszym zwiększeniu eksportu gazu na Ukrainę są ograniczone możliwości przesyłu z kierunku polskiego przez punkt w Hermanowicach. Rozważany jest także alternatywny wariant zwiększenia dostaw PGNiG nad Dniepr z wykorzystaniem infrastruktury przesyłowej w Czechach i Słowacji.

Od września 2017 roku zwiększono przepustowość połączenia gazowego Polski z Ukrainą – obecnie pozwala on na przesył 2 mld m3 gazu rocznie. Ponadto, na początku grudnia ubiegłego roku Gaz System i Ukrtransgaz podpisały umowę regulującą współpracę przy rozbudowie interkonektora łączącego Polskę z Ukrainą. Urzeczywistnienie projektu pozwoli transportować 5 mld m3 rocznie w obydwu kierunkach, a po ewentualnej rozbudowie – 8 mld m3 w kierunku Ukrainy i 7 mld m3 z Ukrainy do Polski. Kijów musi wybudować 110 km gazociągu od ukraińskiej strony, które ma kosztować Ukrainę ok. 245 mln dol. Wyzwaniem w tym zakresie będzie kwestia shipperów na tranzyt rosyjskiego gazu, ale nie jest to problem nie do przejścia. W sierpniu tego roku eksport gazu na Ukrainę rozpoczął także PKN Orlen, współpracując z azerską SOCAR. Na razie mowa jest o niewielkich ilościach. Ma to być bardziej przymiarka i badanie terenu. Czy tak liczne komunikaty oznaczają, że przed polskimi firmami rynek ukraiński stoi otworem i lada moment na dobre zajmą tam swą niszę? Co zdecyduje o sukcesie planów eksportowych na ukraiński rynek?

Czynniki kształtujące rynek gazu na Ukrainie

a) Zapotrzebowanie

Jednym z kluczowych elementów decydujących o szansach na ekspansję polskich firm na rynku ukraińskim jest kształtowanie się popytu wewnętrznego w tym kraju. Po okresie dynamicznego spadku zapotrzebowania, szczególnie widocznego w latach 2014–2015 oraz w mniejszym stopniu 2016, w bieżącym roku notowany jest niewielki wzrost popytu na gaz. Jest to związane z odbiciem się od dna ukraińskiej  gospodarki, w tym przemysłu, który po upływie 8 miesięcy 2017 roku zużyła o prawie 11% więcej surowca, niż w tym samym okresie 2016 roku.

W segmencie gospodarstw domowych i komunalnej energetyki cieplnej na razie nie ma mowy o istnieniu rynku. W świetle archaizmów w tych segmentach, odbiorcy przemysłowi są obecnie najważniejszą grupą docelową dla polskiego gazu. Inną, jak pokazuje świeże doświadczenie, są potrzeby technologiczne Ukrtransgazu. Rynek odbiorców przemysłowych nie powinien ulegać znaczącej redukcji ze względu na realizację projektów energooszczędnych (w przeciwieństwie do segmentów gospodarstw domowych i energetyki cieplnej).

Redukcja zużycia obserwowana w ostatnich latach była efektem kilku czynników: aneksji Krymu i wojny na Donbasie, kryzysu gospodarczego oraz działań doraźnych w zakresie oszczędzania. Po stosunkowym unormowaniu się sytuacji na froncie i odwróceniu negatywnych trendów gospodarczych, dla kształtowania się zapotrzebowania na gaz na pierwszy plan wychodzą kwestie związane z poprawą efektywności energetycznej. Przy czym potencjał doraźnych metod już został praktycznie wyczerpany i pozostają systemowe oraz kosztowne działania dotyczące wdrażania technologii energooszczędnych - a z tym Ukraina ma spore problemy. Oznacza to, że najprawdopodobniej zapotrzebowanie na gaz na Ukrainie w perspektywie 5 lat w najlepszym wypadku będzie zaznawało tylko niewielkiej redukcji i wynosić będzie około 30–33 mld m3 rocznie.    

b) Wydobycie krajowe

Kijów wielokrotnie ogłaszał bardzo ambitne plany zwiększenia rodzimego wydobycia, aż do pełnej samowystarczalności, co mogłoby uderzyć w założenia eksportowe polskich firm. Jednak rzeczywistość znacząco weryfikuje te plany. Ukraińskie firmy wydobywcze tylko w ograniczonym zakresie wykorzystują nowoczesne i kosztowne technologie wydobycia, a proces pozyskiwania licencji na opracowanie nowych złóż (czyli kluczowy element dla sukcesu Kijowa) pozostaje biurokratyczną gehenną. Stawki podatkowe pozostają wciąż zbyt wysokie, co jest dodatkowym czynnikiem utrudniającym minimalizowanie kosztów inwestycyjnych. Wreszcie, sfera ta pozostaje obiektem szczególnej uwagi i aktywności ukraińskich oligarchów, co zagraża stabilnemu rozwojowi segmentu. Na podstawie osiąganych obecnie wskaźników wydobycia i odwiertów już dziś można konstatować, że w odniesieniu do założeń rządowych (wzrost do 2020 roku wydobycia własnego do 27 mld m3 rocznie z obecnych 20 mld m3) Kijów zanotuje co najmniej dwuletnie opóźnienie. Mniej optymistyczne, a zarazem bardziej realistyczne, oceny mówią o tym, że do około 2025 roku Ukrainie nie uda się osiągnąć zamierzonego pułapu, co będzie sprzyjało importowi surowca.    

c) Import z innych kierunków

Mimo oficjalnie deklarowanych dążeń do osiągnięcia gazowej samowystarczalności, wiele wskazuje na to, że Ukraina wybrała realizację modelu rynku gazu, który zakłada dość szerokie i elastyczne możliwości pozyskiwania surowca z różnych źródeł jednocześnie – wydobycia własnego, kierunków słowackiego, węgierskiego, polskiego i rumuńskiego. Potencjalni eksporterzy gazu z rynku polskiego będą zatem musieli brać pod uwagę konieczność konkurowania z innymi dostawcami, zwłaszcza z kierunku słowackiego. Trudno o precyzyjne prognozy, co do gotowości do takiej rywalizacji, ale skoro obecnie PGNiG udaje się wygrywać przetargi, to nie ma podstaw do poddawania w wątpliwość takiej możności w przyszłości - i to na większą skalę niż obecnie.

Warto jednak dodać, że jest jedno źródło importu nad Dniepr, z którym polskie firmy mogą mieć trudności w konkurowaniu. Chodzi oczywiście o Gazprom. Głównym czynnikiem warunkującym rozwój sytuacji wokół tego zagadnienia jest ostateczna decyzja Sądu Arbitrażowego w Sztokholmie, która spodziewana jest najpóźniej pod koniec listopada. Teoretycznie możliwy jest scenariusz, gdy Sąd uzna, że pewne ilości gazu od rosyjskiego monopolisty Naftogaz jest jednak zobowiązany kupować. Takie rozwiązanie mogłoby mieć poważne reperkusje dla rozwoju rynku gazu nad Dnieprem, w tym perspektyw eksportu z Polski. Już wkrótce jednak będzie wiadomo na ile ten czynnik zagraża perspektywom sprzedaży gazu z Polski na Ukrainę. Zakładając, że Arbitraż zwolni Naftogaz od takiego obowiązku, szanse na wznowienie dostaw od Gazpromu będą możliwe tylko w przypadku zmiany władzy w Kijowie na przychylną Moskwie, czego w dalszej perspektywie czasowej nie da się wykluczyć.      

d) Warunki biznesowe i wolna konkurencja

Po upływie 9 miesięcy 2017 roku firmy prywatne sprowadziły na Ukrainę 24% gazu – resztę kupił Naftogaz. Jednak odsetek importowanego gazu przez Naftogaz (66% w bieżącym roku) ma stałą tendencję do spadku – rok temu wynosił on 74%, a w 2015 roku 94%. Świadczy to o tym, że pole do eksportu dla nowych firm jest coraz większe i o wzrastającym poziomie konkurencji. Przy czym struktura dostawców importowanego gazu dla Naftogazu jest także dość dobrze zdywersyfikowana – dostawcy pochodzą z 12 krajów, a żaden z nich nie zapewnia więcej, niż 30% dostaw. Jednocześnie monopol Naftogazu zostanie w pełni usunięty tylko po zakończeniu unbundling, a z tym jak wiadomo pojawiają się trudności.

Większość eksporterów dostarcza gaz tylko do granicy (30 sprzedawców) nie sprzedając go bezpośrednio odbiorcom. Nawet jeśli firmy otwierają swoje przedstawicielstwa w Kijowie, to nie prowadzą jeszcze samodzielnej działalności, a szukają partnerów, bo obawiają się wciąż trudnych warunków biznesowych. Niestety nie zanosi się, by to się miało zmienić. Do najczęściej wskazywanych problemów należą:

  • Biurokracja we współpracy z operatorem GTS, nie wspominając o operatorach sieci dystrybucji;
  • Konieczność dokonywania nieprzejrzystych operacji walutowych związanych z ocleniem surowca;
  • Słabość giełd gazowych;
  • Nieprzejrzysta i długotrwała procedura wydawania licencji na dostarczanie gazu odbiorcom;
  • Brak precyzyjnego mechanizmu egzekwowania długów;
  • Brak cyfrowych instrumentów monitoringu obiegu gazu w sieciach i rozmiarów zużycia przez poszczególnych odbiorców.

Z punktu widzenia rozwoju konkurencji na rynku gazowym Ukrainy pewne wątpliwości może wzbudzać coraz większe zainteresowanie i aktywność importem surowca przez struktury związane z ukraińskimi oligarchami. Firmy Rinata Achmetowa, Dmytra Firtasza, Igora Kołomojskiego i Wiktora Pińczuka już kupują gaz na granicy zachodniej. Jednak wszystkie z wymienionych struktur nie traktują importu priorytetowo – gaz wydobywany przez nie na Ukrainie jest bowiem tańszy, co niweluje takie ryzyko. Ogółem w segmencie dostaw dla odbiorców przemysłowych można mówić o wykrystalizowaniu się warunków  do równej konkurencji, co dodaje optymizmu polskim firmom myślącym o zwiększeniu eksportu gazu na Ukrainę. Jednocześnie niezbyt sprzyjające warunki biznesowe znacząco komplikują dostarczanie gazu bezpośrednio do odbiorców.

e) Przyszłość reformy gazowej

W świetle zaostrzenia sporów wewnętrznych wokół reformy gazowej na Ukrainie, zwłaszcza dotyczącej unbundlingu, pojawiają się wątpliwości o to czy nie odbije się to na warunkach do działalności. Wiele wskazuje na to, że prezentowany w ostatnich tygodniach - w mediach i niektórych ośrodkach analitycznych - pogląd o krachu reformy rynku gazu na Ukrainie, nie jest w pełni uzasadniony. Owszem, problemy w realizacji przemian się nasiliły, a tempo wdrażania reform wyraźnie spadło. Ale bardziej zasadnym od nazywania tego stagnacją reform jest mowa o ich wyhamowaniu.

Co więcej, o tym, że reformy spowolnią było wiadomo co najmniej od lipca ubiegłego roku po opublikowaniu rozporządzenia Gabinetu Ministrów Ukrainy dotyczącego unbundling, a także przyjęcia ustawy o regulatorze, o czym pisałem ponad rok temu. Absolutnie oczekiwane i logiczne spowolnienie reformy jest związane nie tylko ze specyfiką uwarunkowań nad Dnieprem (choćby bardziej rozbudowanym sektorem gazowym, niż w pozostałych krajach), ale także bardziej zaawansowanymi etapami przekształceń, do których dotarł Kijów. Wymaga to więcej czasu i wysiłków, niż zakładały nazbyt optymistyczne plany. Jest to zatem też kwestia zawyżonych oczekiwań wobec reform sektora gazowego na Ukrainie – polskie firmy mieć ich nie powinny, jeśli chcą prowadzić działalność w oparciu o realistyczne oceny sytuacji. Nie będzie zatem żadną niespodzianką dalszy ruch ku reformom, ale w bardzo wolnym tempie. Jednocześnie mimo nasilania się wewnętrznych sprzeczności, które zostaną utrzymane w najbliższych miesiącach, nie należy oczekiwać całkowitego krachu reformy.

f) Rynek gospodarstw domowych i energetyki cieplnej

Osobny temat stanowi segment odbiorców indywidualnych (gospodarstw domowych), który na razie trudno nazwać konkurencyjnym i płynnym rynkiem. Nie wykluczone jednak, że w świetle trwającej reformy i coraz silniej artykułowanych przez Naftogaz zamierzeń naruszenia monopolu tzw. obłgazów (dystrybutorów), także ten segment może się okazać atrakcyjnym. Do tego jednak daleka droga – przed Kijowem pokonanie bardzo trudnych i czasochłonnych zadań: ostateczna podwyżka cen, monetyzacja subsydiów (wraz z uporządkowaniem procederu ich wypłat bez ryzyka dla dostawców gazu) i wspomniana kwestia obłgazów. Realizacja tych celów w najlepszym wypadku zajmie 3–4 lata, co praktycznie wyklucza sens rozpatrywania tego segmentu, jako interesującego dla polskich sprzedawców

Niewiele lepsze perspektywy praktycznie z tych samych powodów posiada wciąż dotowany przez państwo segment komunalnej energetyki cieplnej. Pozytywne zmiany mogą tu jednak wykrystalizować się nieco szybciej.

g) Rynek LPG

Nieco inaczej wygląda sytuacja wokół trochę zapomnianego przez polskie firmy rynku gazu LPG. Na Ukrainie przeżywa on dynamiczny rozkwit, który jest jednak obarczony licznymi patologiami. Najważniejsza z nich to niezrozumiała interwencja służb specjalnych w interesy traderów związanych z Rosnieftem, a także ograniczone możliwości gromadzenia zapasów LPG. Ponadto problemem, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim, jest deficyt wagonów transportujących LPG. Dla polskich firm ryzyko stabilnego angażowania się na rynku z takimi mankamentami jest zbyt wysokie. Jednocześnie bardzo duże pole do działania stwarza występujący corocznie późną wiosną i latem deficyt LPG, który mogliby z korzyścią dla siebie uzupełniać polscy sprzedawcy. Z uwagi na powyższe, warto rozważyć sezonową sprzedaż autogazu na Ukrainę.

Konkluzje

Analiza powyższych elementów pozwala na dokonanie uogólnionej prognozy dotyczącej perspektyw sprzedaży gazu przez polskie firmy na rynku ukraińskim. Obejmuje ona maksymalnie najbliższe 5 lat – próby prognozowania w dłuższym terminie mijają się z celem z uwagi na brak wystarczającej ilości informacji o kształtowaniu się rynku.

  1. Zmiany na rynku gazowym Ukrainy stwarzają sporą przestrzeń do działalności dla firm z Polski. Dotyczy to segmentu odbiorców przemysłowych. Jednocześnie wiele aspektów bezpośrednio wpływających na te perspektywy jest w trakcie formowania i takimi pozostanie w ciągu co najmniej 2–3 lat.
  2. Kluczowym z nich jest rezultat dobiegającego do końca postępowania przed Sądem Arbitrażowym w Sztokholmie, który spodziewany jest w listopadzie. Werdykt wiele wyjaśni w zakresie perspektyw polskich eksporterów gazu na Ukrainę. Pewną furtkę możliwości dla Gazpromu, który według wstępnych ocen przegrał postępowanie, jest złożenie apelacji mające na celu przeciągnięcie sporu o kolejne miesiące.
  3. W perspektywie najbliższych pięciu lat nie stwarzającym niemal żadnego ryzyka dla polskich firm jest budowanie planów komercyjnych zakładających stopniowe zwiększanie wolumenów sprzedawanego gazu, ale z wykorzystaniem firm partnerskich na Ukrainie Bezpieczną granicą są około 2–3 mld m3 gazu – taka ilość surowca zawsze znajdzie odbiorców na ukraińskim rynku niezależnie od rozwoju wydarzeń wokół powyższych aspektów. Osiągnięcie tego pułapu pozwoli z łatwością zintensyfikować działalność w przypadku korzystnego rozwoju sytuacji w dłuższym terminie.
  4. Mimo nasilania się kłopotów z wdrażaniem reformy gazowej obserwowanych w ostatnich miesiącach, ryzyko całkowitej stagnacji nie jest wysokie. Nie ma jednak wątpliwości, że przekształcenia będą implementowane powoli i towarzyszyć im będą liczne spory zainteresowanych środowisk na Ukrainie. Do takiego rozwoju wydarzeń polskie firmy powinny być gotowe.
  5. Obecnie za docelowy rynek może być traktowany wyłącznie rynek odbiorców przemysłowych. W ciągu najbliższych 3–4  lat trudno sobie wyobrazić stworzenie w pełni konkurencyjnego rynku gospodarstw domowych oraz komunalnej energetyki cieplnej, co powoduje, że nie warto rozpatrywać go jako potencjalnego kierunku ekspansji. Warto jednak rozważyć sezonowe wyjście na ukraiński rynek gazu LPG.     

Zobacz także: KE: nowelizacja dyrektywy gazowej zostanie skonsultowana z Ukrainą i Rosją

Zobacz także: Przez Nord Stream 2 Ukraina może stracić do 3 proc. PKB. Co z Polską?

KomentarzeLiczba komentarzy: 5
xx
środa, 25 października 2017, 22:14

a może chociaż 2-3 słowa o cenie i warunkach zapłaty?

Liczyrzepa
czwartek, 26 października 2017, 16:33

Handluj Wojtek chodź bez portek! Ukraina nam zapłaci cynamonem z gaci! Ku przestrodze!

ccc
środa, 25 października 2017, 13:13

Tak długo jak będzie panować Giedrojićowski debilizm, zamiast Piłsudczykowsko -Dmowskiego polsko - centryzmu, nic się nie zmieni. Ludzie chyba do tej pory nie rozumieją o co chodziło zarówno w jednej, jak i w drugiej koncepcji. Większość osób ani nie czytało Piłsudskiego ani tym bardziej Dmowskiego. Teza jakoby Dmowski był prorosyjski, a Piłsudski antyrosyjski czy o zgrozo, pro ukraiński jest po prostu tak debilna, że trudno to w ogóle tłumaczyć. Obaj byli propolscy i nic więcej. Z tym niestety Polacy do tej pory mają problem. Z nacjonalizmem. Rządzi u nas jakieś karykaturalne połączenie liberalizmu czy raczej libertarianizmu z patriotyzmem. I to jest problem dla Polski, numer jeden. To połączenie zresztą występuje i na Wschodzie, na Ukrainie. To libertarianizm i dosłownie, sranie na własny naród, doprowadziło Ukrainę do upadku. Tak jak doprowadza Polskę. Można się śmiać z Rosjan, ale oni, kwestie państwa i władzy stawiają wyżej niż własne, prywatne dobro. U nas jest na odwrót. A nacjonalizm polega na stawianiu interesu narodu ponad własne dobro, jako jednostki. Po prostu, jeśli całemu narodowi, żyje się dobrze i mi, jako członkowi tegoż narodu, również żyje się dobrze. Wszystkie państwa, z Polską na czele mają z tym problem, choć Zachód przynajmniej miał to w przeszłości. Tak długo jak Polacy, Ukraińcy czy Rosjanie, będą stawiać interes własny, własnego tyłka niż interes kraju i narodu, wspólnoty, tak długo będzie u nas syf, kiła i mogiła. O tym właśnie pisali zarówno Dmowski jak i Piłsudski, a nie o tym, komu trzeba laskę robić czy Ukraińcom czy Rosjanom, a może Zachodowi czy innej kloace.

Swarożyc
czwartek, 26 października 2017, 02:28

Ile pieniędzy Polska dopłaci do EKSPORTU GAZU DO BANDEROSTANU ?!

ROSLAN
środa, 25 października 2017, 12:39

Posiadamy bardzo duże doświadczenie w budowaniu domów, co w połączeniu z elastycznością sprawia, że jesteśmy godną zaufania. Tylko dzięki nam będziesz miał piękny dom. http://roslandomdesign.pl

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24