Czesi zawstydzili Polaków. Południowy sąsiad wybuduje dwa reaktory jądrowe [KOMENTARZ]

6 kwietnia 2020, 14:00
the-flag-of-the-4702837_1920
Fot. Pixabay

Czeska spółka energetyczna ČEZ złożyła do Państwowego Biura Bezpieczeństwa Jądrowego wniosek o zaakceptowanie planu budowy dwóch nowych reaktorów jądrowych. Tym samym Czesi zawstydzili Polaków, którzy od pół wieku nie mogą postawić pierwszej „jądrówki”.

Czechy – kraj czterokrotnie mniejszy od Polski pod względem ludności i powierzchni – będzie miał dwa nowe reaktory jądrowe. Jednostki te, mające posiadać łączną moc rzędu 2400 MW, staną w elektrowni jądrowej Dukovany, w której już teraz działają cztery reaktory typu VVER.

Już teraz wiadomo, że do wyścigu o czeski atom stanie kilka firm z całego świata. Jak podaje portal worldnuclearnews, zainteresowanie wykazały takie spółki, jak: China General Nuclear, EDF, Korea Hydro & Nuclear Power, Rosatom oraz Westinghouse.

Czesi wybiorą dostawcę technologii wraz z końcem 2022 roku, a oddanie reaktorów do użytku zaplanowane jest na rok 2036, co wydaje się rozsądną perspektywą, umożliwiającą nieśpieszne prace, zwłaszcza, że badania lokalizacji już się zakończyły.

Nowe reaktory dołączą do floty sześciu czeskich jądrowych jednostek wytwórczych, które odpowiadają za ok. jedną trzecią tamtejszej produkcji energii elektrycznej. Pierwsza elektrownia jądrowa w Czechach została oddana do użytku w roku 1985. Według zatwierdzonej przez rząd w Pradze polityki energetycznej kraju, do 2040 roku atom ma się stać głównym źródłem elektryczności dla Czech i odpowiadać za 58% miksu.

Te ambitne plany Pragi oraz ich realizacja mogą wywołać ukucie zazdrości u Polaków, którzy od pół wieku bezskutecznie próbują wybudować swoją pierwszą elektrownię jądrową.

O ile porażki związane z budową atomu w czasach PRL da się jeszcze zrozumieć i wytłumaczyć strachem przed Czarnobylem (który był wtedy niezbadanym dokładnie przypadkiem) oraz trudnościami transformacji gospodarczej kraju, o tyle obecne tarapaty programu jądrowego są trudne do pojęcia.

Polski program jądrowy, stojący obecnie pod dużym znakiem zapytania w związku z pandemią koronawirusa, jeszcze przed zarazą wpadł w swoisty impas. Brakowało decyzji, lokalizacji, o modelu finansowym nie wspominając.

„Nieformalna decyzja dotycząca budowy elektrowni jądrowej w Polsce zapadła, formalna jeszcze nie” – powiedział podczas Kongresu 590 w 2018 roku minister energii Krzysztof Tchórzewski. Choć od tego czasu minęło już 1,5 roku, to formalnej decyzji dot. atomu nad Wisłą wciąż nie ma (nawiasem: nie ma też resortu energii).

Podobnie rzecz się ma z lokalizacjami, które znane są obecnie „mniej więcej” – pod uwagę bierze się trzy możliwe miejsca, dwa na wybrzeżu i jedno w centrum kraju.

Z kolei jeśli chodzi o model finansowania, to w listopadzie 2019 roku minister Piotr Naimski zapowiedział, że sprawa ta ma zostać rozstrzygnięta w ciągu „najbliższych kilku miesięcy”. Tymczasem rzecznik rządu Piotr Müller powiedział trzy miesiące później, że w roku 2020 można spodziewać się rozstrzygnięć w sprawie budowy elektrowni jądrowej. Trudno powiedzieć, czy słowa te to dodatkowe przesunięcie harmonogramu czy może ogólne potwierdzenie zapowiedzi ministra Naimskiego – wiadomo natomiast, że dosłownie z dnia na dzień zarysowany w Polityce Energetycznej Polski do 2040 roku termin oddania pierwszego bloku jądrowego do użytku (2033 rok) staje się coraz mniej realny.

KomentarzeLiczba komentarzy: 103
Ceska Meska
środa, 8 kwietnia 2020, 15:54

Ahoj !!!! Dwie nówki sztuki to i na ,zaolzie starczy

Krzysiek
środa, 8 kwietnia 2020, 09:07

Czesi poprostu zobaczyli jak wyciągac kasę z budżetu panstwa i robią to 2 razy szybciej

Tak
środa, 8 kwietnia 2020, 06:29

Jak to morze być że Polska nie ma do tej pory żadnej takiej elektrowni Polska jest większa od Czech i dobrze stoii jaki?. że ludzie stracą pracę to znajdą inną

czwartek, 9 kwietnia 2020, 12:23

bo Polska ma morze a Czesi góry

Jerzy Lipka
środa, 8 kwietnia 2020, 01:18

Elektrownie jądrowe pracują z wydajnością nieosiągalną dla żadnego procesu spalania, mimo wyższych kosztów inwestycyjnych dają tanią energię przez 80 lat. Koreańczycy mogą wybudować elektrownię 2800 MW mocy brutto, dwa bloki za łącznie 20 mld USD, jak sami poinformowali na konferencji w Warszawie 5 grudnia 2019. Brak energetyki jądrowej to energetyczne kalectwo i skansen na skalę Europy, to realizacja u nas interesów niemieckich nie polskich. Bo Niemcy są zainteresowani by sprzedawać nam swój gaz, i abyśmy nie mieli tańszej od nich energii. Przy takiej strukturze jak mamy - węgiel + OZE nigdy nie będzie u nas taniej energii.

niedziela, 12 kwietnia 2020, 21:05

Warto też prostować te bzdury o nie wiadomo jak wielkich ilościach strasznych odpadów i składowiskach.... które (jeszcze) nie istnieją.

suawek
niedziela, 12 kwietnia 2020, 20:59

Spokokojnie. Wbrew lamentom i krzykom EJ w Polsce w końcu powstanie. Jak nie za 10 lat to za 20. Po prostu nie ma innego wyjścia.

Karkses
wtorek, 7 kwietnia 2020, 21:45

Czy ja wiem czy zawstydzają. Po pierwsze Czesi mają już elektrownie atomową - dołożenie tam kilku dodatkowych reaktorów to jednak zupełnie co innego niż budowa takiej elektrowni zupełnie od podstaw. Druga sprawa jest taka, że poczekajmy aż oni to zrealizują. Narazie złożyli wnioski. U nas też dużo papieru się przemieściło w związku z budową elektrowni atomowej i plany też były "ambitne". Ja osobiście się cieszę, że ten drogi program został porzucony. Szkoda tylko, że żaden polityk nie ma odwagi by to otwarcie przyznać i ostatecznie go zamknąć. Prawda jest taka, że budowa elektrowni atomowej od podstaw w naszych warunkach się po prostu nie opłaca i taki projekt nigdy się nie zwróci, a będzie to wydatek rzędu podejrzewam min. 100 mld złotych. Samo Ministerstwo Energii zakładało, że ten koszt może wynieść 70 mld, a wiadomo że te koszty na końcu są dwukrotnie wyższe. Już na dzień dzisiejszy wydaliśmy na "polski atom" kilkaset milionów złotych, a nawet nie ma wybranej lokalizacji. Odpowiedzmy sobie na pytanie po co nam atom? Już odpowiedzieliśmy sobie na pytanie, że napewno nie po to żeby na nim zarabiać. Czy po to żeby się uniezależnić? No raczej nie. Nie mamy odpowiednich technologii, nie mamy też złóż uranu wobec tego i w jednym i drugim przypadku będziemy uzależnieni od partnera zagranicznego. Czy chodzi o politykę UE i dostosowanie się do norm środowiskowych? To jedyny argument wart rozważanie acz moim zdaniem jednak niepewny. W UE tworzy się silne lobby antyatomowe do którego dołączyły Niemcy mające bardzo duży wpływ na politykę UE. Im zależy na oparciu energetyki na gazie żeby móc korzystać ze swoich bałtyckich rur. Nie mamy pewności, że w perspektywie 10-15 lat atom nie znajdzie się na cenzurowanym jak obecnie węgiel. Nie jest wykluczone, że w związku z kryzysem, który się zbliża krucjata przeciwko CO2 ucichnie i nagle się okaże, że nasz węgiel nie jest aż taki zły. W tak długiej perspektywie (a budowa elektrowni atomowej to właśnie perspektywa 10-20 lat nawet) trudno wyrokować - może zdarzyć się wszystko łącznie z upadkiem UE. Może się więc okazać, że zainwestowaliśmy 100 mld złotych żeby spełniać normy środowiskowe, które już dawno nie obowiązują lub nie ma komu ich egzekwować, a my zostajemy z elektrownią i koniecznością dopłacania do każdej wyprodukowanej przez nią MWh w ramach kontraktu różnicowego. Już WB to przerabiała jak wspaniale się buduje elektrownie atomowe w obecnych czasach - Hinkley Point C. Więc dajmy sobie z tym spokój i szukajmy bardziej realnych rozwiązań,a przede wszystkim tańszych.

suawek
niedziela, 12 kwietnia 2020, 21:08

Zaproponuj więc praktyczne, bezemisyjne, stabilne, niezależne od pogody źródło energii zamiast pisać androny. Węgiel nie jest zły - bo produkujemy z niego lekarstwa i tworzywa sztuczne i z tego względu nie powinie być spalany, bo to marnotrawstwo.

Pytajnik
czwartek, 9 kwietnia 2020, 12:02

Przyjacielu, o prawo do wydobycia uranu w naszym kraju stara się kilka innych. Odwierty próbne po formalnych zgodach już zostały przeprowadzone. Skąd masz informacje ze nie mamy uranu?

Proszę
środa, 8 kwietnia 2020, 06:38

Odpaty z atomu są zatapiane w szkle które jak się rozłoży odpadu promiennego już nie będzie a z węgla masz rtęć ktura krąży i truje to jest główny powód a zdrowia nie policzyłeś doktorów służbę zdrowia itd proszę człowieku myśl dalekowzrocznie

Zzzz
środa, 8 kwietnia 2020, 02:33

Masz rację. Najwazniejszy gaz i fotosynteza. Elektrownia atomowa nigdy tu nie powstanie bo nikt nie dba o to aby chronic spoleczenstwo przed głupotami pismaków. Poza tym zbyt czesto zmieniaja się rządzący. Nie masz racji, EJ jest potrzebą czasu. Na mazurach juz braknie prądu. Jasne że łatwiej go kupic z Białorusi (EJ), Litwy (EJ), Rosji (EJ) czy Ukrainy (EJ). Wszyscy mają a my musimy rżnąć głupa ze nam nie potrzebna......

Jerzy Lipka
środa, 8 kwietnia 2020, 01:12

Bzdurny komentarz! W duchu lobbystycznym, bo to lobbyści zwalczają atom z powodu obaw o potencjalna konkurencję na rynku. Po pierwsze co do kosztów. Proszę podać jakieś konkrety, źródło! !00 mld zł, za jaką moc konkretnie, jaka technologia! Żonglować dowolnie liczbami każdy może. Ja powiem konkretnie: 5 grudnia 2019 konferencja w Warszawie organizowana przez ambasadę Korei Płd. Dwa pierwsze bloki APR każdy po 1400 MW mocy brutto koszt łączny 20 mld USD. Do negocjacji jeszcze bo to cena wyjściowa przed przetargiem. Więc 2800 MW w dwóch pierwszych blokach za cenę daleką od owych 100 mld zł. Do OZE każdego roku dopłacamy 16 mld zł, do energetyki węglowej 7 mld zł rocznie. Elektrownie jądrowe produkują energię z wydajnością nieosiągalna dla jakiegokolwiek procesu spalania! Po drugie, niezależność energetyczna bez atomu to mrzonki! Jaka niezależność? Importowany z Rosji węgiel, sprowadzane z zagranicy dodatkowe miliardy m3 gazu? Niestabilne OZE, działają gdy wiatr zawieje czy słońce świeci? Jaka niezleżność? A uran w takiej ilość jak do EJ to możemy od razu zgromadzić zapas na kilkadziesiąt lat!!! Po trzecie, nadzieje, że UE odejdzie od emisyjnych ograniczeń to mrzonki. Już teraz to widać. Wręcz przeciwnie jeszcze zaostrzy wymagania. Z naszym energetycznym skansenem, to nie opłaci się w Polsce wogóle produkować energii, trzeba będzie ją importować z zagranicy bo będzie tańsza, a ceny emisji CO2 będą rosły, nawet do 50 euro za tonę! Brak decyzji co do atomu w Polsce świadczy jedynie o decyzyjnej patologii, tchórzostwie i niedojrzałości klasy politycznej z którym to przywództwem od 30 lat Polska na psy schodzi! Potrzebne są tu zmiany i to radykalne, by doszli wreszcie do głosu politycy kierujący się Polską Racją Stanu a nie interesem lobby branżowych. I po czwarte mamy jednak nadzieję, że Kaczyński pod wpływem sugestii amerykańskich (odbudowują swój przemysł jądrowy obecnie i może zależeć im na tym kontrakcie) wpłynie na PIS, by jednak budować atom w Polsce w oparciu o techologię z USA, bo będzie chciał mieć tu duże inwestycje z tego kraju. On wciąż liczy, że USA będą nas bronić w czasie jakiejś wojny, gdy będą mieli powody nas bronić (interesy nad Wisłą). Ja w tą obronę ze strony USA nie wierzę, lecz nie zamierzam wyprowadzać go z błędu. Chcę tu bowiem elektrowni jądrowej, którą w końcu na przełomie lat 80 i 90 prawie mieliśmy. Jej brak to energetyczne kalectwo.

zaiste
czwartek, 9 kwietnia 2020, 16:52

Może jeden blok na Uran, a kilka mniejszych bloków na Tor, które dopalałyby te odpady z Uranu. Zapasów Toru jest dużo więcej, odpadów z niego 1%, a można dopalać odpady z prętów uranowych - więc może jeszcze dałoby się na tym zarabiać z tytułu odbioru odpadów z francuskich elektrowni?

Karkses
czwartek, 9 kwietnia 2020, 01:31

Ee 20 mld dolarów to przy aktualnym kursie dolara ponad 80 mld złotych i to nie jest konkret tylko propozycja Korei. O konkretach to możemy dyskutować jak elektrownia powstaje. Doświadczenia innych państw i to dużo wyżej rozwiniętych od nas jak np. Wielka Brytania pokazują, że w trakcie budowy okazuje się, że jej koszty są dwa a nawet trzy razy wyższe niż pierwotnie planowane. Po drugie ja nie mówię, że OZE czy węgiel to coś lepszego - każde źródło energii do którego trzeba dopłacać jest równie złe. Elektrownia atomowa to jednak potężna inwestycja i olbrzymie pieniądze na coś co też się nie opłaci. Żeby ten projekt się spinał trzeba zastosować kontrakty różnicowe czyli dopłacać do każdej jednostki prądu wytworzonej przez EA. Czy Koreańczycy Ci o tym powiedzieli? Policzyłeś ile to będzie? Zrozum człowieku, że mówisz o perspektywie 20 lat - 20 lat temu nawet nas w UE nie było skąd możesz wiedzieć jak będzie wyglądała przyszła polityka klimatyczna. Ja wiem natomiast już teraz, że Niemcy będą dążyli do tego aby była zdominowana przez gaz. Wiem też, że już teraz atom zaczyna być w UE na cenzurowanym i to też może być zagrożenie. Tak naprawdę jedynym rozsądnym wyjściem dla nas byłoby wypowiedzenie pakietu klimatycznego i postawienie na węgiel ale to równie prawdopodobne jak elektrownia atomowa. Elektrownia atomowa to żadna niezależność. Oprócz Uranu zapominasz o skomplikowanej technologii z jaką mamy tu do czynienia. Jeżeli to byłby taki świetny biznes to dziwię się, że musimy kogokolwiek namawiać do tego przecież te firmy powinny drzwiami i oknami się dobijać żeby móc zbudować u nas elektrownie atomową - nieosiągalna wydajność, zero zagrożeń czyli czysty zysk. Tymczasem jakoś nikt tego nie robi a PGE ostatnio ogłosiło że ich po prostu na to nie stać. Więc proponuje Panie Jerzy niech Pan działa i rusza z budową jak tak bardzo Pan chcę ale pozwoli Pan że ja będę walczył z tym, żeby polski podatnik który i tak jest przez tą i poprzednie władze maltretowany nie musiał wykładać ze swojej kieszeni jeszcze ponad 100 mld złotych bo ktoś ma mokre sny o atomie a być może, że tak odbiję piłeczkę lobbuje za USA.

Zzzz
środa, 8 kwietnia 2020, 23:57

Na naszym realtorze sprzedanym finom po cenie zlomu ci zbudowali swoja EJ

Qwest
wtorek, 7 kwietnia 2020, 22:18

Brawa za zdrowy rozsądek. B.dobry komentarz.

Tweets Energetyka24