Cios USA w rosyjską energetykę. Cel: pozbawić Putina „broni” i… przykryć blamaż Trumpa [KOMENTARZ]

19 lipca 2018, 14:39
7795213132_135800fee9_b-1
Fot.: US Capitol

W amerykańskim Senacie przedstawiono projekt ustawy, który ma „zapobiec wykorzystywaniu przez Rosję surowców energetycznych jako broni politycznej”. Dokument został zaprezentowany przez republikańskiego senatora, co świadczy o tym, że partia, która poparła w wyborach obecnego prezydenta USA, stara się jak najszybciej zmazać negatywne wrażenie, jakie zostawił za sobą szczyt Trump-Putin.

Przedstawiony w Senacie projekt zatytułowany jest „Energy Security Cooperation with Allied Partners in Europe Act” (ESCAPE). Dokument zaprezentował senator John Barrasso. 

Projekt nowego prawa definiuje dość precyzyjnie pewne elementy polityki Stanów Zjednoczonych w obszarze rywalizacji z rosyjskimi wpływami energetycznymi i politycznymi. Jako cele polityczne Ameryki wskazano m.in. „redukowanie zależności sojuszników i partnerów USA od rosyjskich surowców energetycznych, zwłaszcza zaś od gazu ziemnego, celem umożliwienia tym państwom osiągnięcia trwałego bezpieczeństwa energetycznego”.  Projekt mówi także o „odstraszaniu rządu Federacji Rosyjskiej od używania surowców energetycznych jako broni politycznej” oraz „zwiększeniu bezpieczeństwa energetycznego w Europie” poprzez dostarczanie na Stary Kontynent amerykańskiego LNG.

Projekt jasno wskazuje też na sprzeciw USA wobec budowy gazociągu Nord Stream 2 między Rosją a Niemcami. W celach politycznych znaleźć można bowiem wzmiankę o „kontynuowaniu silnego sprzeciwu wobec gazociągu Nord Stream 2, z uwagi na szkodliwy wpływ tego projektu na bezpieczeństwo energetyczne Europy i gospodarki Ukrainy oraz innych państw Europy Środkowej”

Dokument określa też model Transatlantyckiej Strategii Energetycznej, która ma polegać na dywersyfikacji dostaw energii przez członków NATO. 

Co najistotniejsze, projekt podkreśla obowiązek nakładania sankcji wymierzonych w rosyjskie gazociągi przez prezydenta USA. Dokument wskazuje, że „prezydent powinien nałożyć sankcje na podmiot, jeśli podmiot ten świadomie, po dacie wejścia w życie niniejszej ustawy (…) sprzedaje, dzierżawi, zapewnia rządowi Federacji Rosyjskiej, albo podmiotowi kontrolowanemu przez ten rząd, dobra, usługi, technologie, informacje (…) celem budowy gazociągów eksportujących rosyjską energię”. Prezydent USA może jednak odmówić nałożenia sankcji, uzasadniając odmowę interesem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

W kwestii sankcji, projekt jeszcze bardziej radykalizuje podejście określone w Ustawie o Przeciwdziałaniu Wrogom Ameryki Poprzez Sankcje, obowiązującej od 2017 roku.

Senator Barrasso po zaprezentowaniu projektu podkreślał, że ma on przeciwdziałać wykorzystywaniu przez Rosję surowców energetycznych jako broni politycznej. „Prezydent Władimir Putin używa rosyjskiego gazu by naciągać i grozić naszym sojusznikom i partnerom. Ustawa ESCAPE pozbawi Rosję tej broni poprzez sankcje na gazociąg Nord Stream 2 i ułatwianie eksportu amerykańskiego gazu do naszych sojuszników. Czas, by USA zapewniły naszym sojusznikom trwałe i spolegliwe bezpieczeństwo energetyczne” - powiedział. 

Warto w tym miejscu powiedzieć parę słów o Johnie Barrasso. Pochodzący z Wyoming senator John Barrasso to polityk partii republikańskiej włoskiego pochodzenia. Kiedy w 2007 roku zaczął angażować się w ogólnokrajową politykę, określany był mianem umiarkowanego. Popierał m.in. prawo do przerywania ciąży oraz niektóre świadczenia socjalne. Tymczasem, zdaniem portalu govtrack.us, obecnie Barrasso jest jednym z najbardziej konserwatywnych senatorów partii republikańskiej. Zasiada obecnie w komisji ds. środowiska i prac publicznych, komisji ds. energii i surowców naturalnych oraz w komisji ds. relacji z zagranicą.

Przedstawienia projektu ustawy ESCAPE nie da się analizować w oderwaniu od szczytu Trump-Putin w Helsinkach, gdzie – zdaniem wielu komentatorów – prezydent USA skompromitował się, oddając pole gospodarzowi Kremla. Szczegóły szczytu serwis Energetyka24 opisał tutaj.

Wkrótce po powrocie z Europy, Donald Trump przedstawił dość wątpliwej jakości wyjaśnienia, jakoby miał… przejęzyczyć się podczas konferencji z Putinem w kwestii możliwej ingerencji Rosji w wybory w USA. Tłumaczenie takie raczej na pewno zostało na prezydencie Stanów wymuszone przez jego otoczenie polityczne, które chciało podważyć wygodną dla Moskwy wypowiedź Trumpa, sugerującą, że gospodarz Białego Domu „nie widzi powodu, dla którego to Rosja miała ingerować w wybory w USA”. 

Można z dużą dozą pewności założyć, że po szczycie w Helsinkach konflikt między establishmentem Partii Republikańskiej a Trumpem przybrał na sile. Zapowiedzi dotyczące kroków przeciwko rosyjskiej energetyce pojawiły się w USA tuż po powrocie prezydenta do kraju. Projekt ustawy jest najprawdopodobniej autorstwa konserwatywnego skrzydła partii Republikańskiej, kojarzonych m.in. z wiceprezydentem USA Mikem Pencem.

Cała ta sytuacja sugeruje, że ustawa ESCAPE jest częścią wizerunkowego kontrataku ze strony otoczenia prezydenta USA po kompromitującym spotkaniu w Helsinkach. Dokument wymierzony został w jedną z najbardziej newralgicznych dla Rosji sfer, czyli energetykę. Projekt wyjaśnia zagmatwaną przez Trumpa kwestię podejścia Waszyngtonu do rosyjskich wpływów energetycznych w Europie – jednoznacznie wskazuje, że Stany Zjednoczone zamierzają zapewnić swoim sojusznikom na Starym Kontynencie odpowiednio duże wolumeny energii, torpedując jednocześnie rosyjskie projekty gazociągowe pokroju Nord Stream 2.

Zwłaszcza ta ostatnia kwestia jest szczególnie ważna – kilkanaście dni temu w przestrzeni informacyjnej pojawiły się wiadomości o „nowych instrukcjach” Waszyngtonu, zapewniających, że podmioty pracujące przy kontrowersyjnym podbałtyckim połączeniu mogą się nie obawiać sankcji. Doniesienia takie zostały szybko zdementowane, a amerykański Departament Energii ostrzegł ponownie partnerów Gazpromu przed możliwymi restrykcjami. Niemniej, sprzyjało to chaosowi informacyjnemu w tej kwestii.

Dodatkowe zamieszanie nastąpiło w trakcie lipcowego europejskiego tournée prezydenta Trumpa. Podczas szczytu NATO w Bruskeli i w rozmowach z brytyjską premier May, w ostrych słowach skrytykował on koncepcję zawierania umów gazowych z Rosją, a gazociąg Nord Stream 2 nazwał „strasznym”. Tymczasem, podczas spotkania z Putinem w Helsinkach, prezydent USA uznał kontrowersyjne połączenie za „decyzję Niemiec”, dając tym samym do zrozumienia, że nie zamierza interweniować w tej sprawie za pomocą sankcji. Te dwa komunikaty pojawiły się na przestrzeni zaledwie kilku dni, co również zaskoczyło wielu komentatorów.

Choć dynamika zmian w kwestii podejścia Stanów Zjednoczonych do rosyjskich działań energetyczno-politycznych jest imponująca, to jednak założenie, że ustawa zostanie szybko wprowadzona, a projekt Nord Stream 2 storpedowany sankcjami USA, jest pozbawione solidnych podstaw. Przyjmując nawet, że prace w Kongresie pójdą szybko, a w projekcie nie zostaną wprowadzone istotne zmiany, to ostateczna decyzja nadal należeć będzie do prezydenta USA.

Tymczasem, dla Donalda Trumpa, działanie takie byłoby porażką wizerunkową i polityczną (w ujęciu wewnętrznym). Okazałoby się bowiem, że Kongres (a raczej: partia Republikanów) postawił gospodarza Białego Domu pod ścianą i nie dał mu możliwości manewru, zaprzeczając jednocześnie narracji Trumpa, jakoby spotkanie z Putinem było „wielkim sukcesem”. Sam gazociąg Nord Stream 2 jest zaś najprawdopodobniej częścią pewnych szerszych negocjacji między Trumpem a Putinem, które koncentrują się na trójkącie Syria-Iran-Izrael.

KomentarzeLiczba komentarzy: 13
observer48
sobota, 28 lipca 2018, 02:47

Prezydent Trump chce utrącić NS2 w celu zapobieżenia wzrostowi zdolności przesyłowych kacapskiego gazu do Europy o kolejne 55 mld m3 rocznie. Obecnie USA mogą skroplić i wyeksportować jako LNG około 80 mld m3 gazu rocznie, ale już w roku 2022 objętość ta wzrośnie do ponad 200 mld m3 rocznie, aby osiągnąć 320 mld m3 w roku 2025. Przy masowym skraplaniu na olbrzymią skalę i transporcie megatankowcami ceny LNG znacznie spadną, bo surowiec w postaci gazu łupkowego jest w USA bardzo tani. Niewykorzystana moc regazyfikacji LNG w europejskich terminalach to blisko 200 mld m3 rocznie i wystarczy tylko zbudować sieć dystrybucyjną. Również Kanada jest producentem olbrzymich ilości taniego gazu do tej pory zużywanego w kraju i eksportowanego do USA. W USA spala się, lub wypuszcza do atmosfery ponad siedem mld m3 gazu łupkowego rocznie, bo nie da się go zagospodarować. Część amerykańskiego i kanadyjskiego LNG zostanie sprzedana w Azji, ale tam jest bardzo silna konkurencja cenowa ze strony Australii, która produkuje gaz jeszcze taniej, niż USA i Malezji. Osobiście dość dokładnie śledzę rynek LNG w basenie Pacyfiku od 2011 r., a w Europie od drugiej połowy 2013 r.

observer48
sobota, 28 lipca 2018, 02:40

Naiwny! Chiny nie kupią jamalskiego gazu, bo przesył rurociągami jest nieopłacalny, a Novatek może skroplić maksymalnie 23 mld m3 gazu rocznie.

Gonić Ruskich
środa, 25 lipca 2018, 14:17

@Naiwny Nawet jeśli Rosja nie dostarczy 70 mld3 gazu to będzie musiała zapłacić karę za niewykonanie kontraktu. Nie jest tak, że wszystkie kontrakty z krajami EU kończą się w jednym czasie. Poza tym jeśli ten gaz Rosjanie przekierowaliby na inne rynki to wtedy inny dostawca nie sprzeda swojego gazu czyli będzie musiał go ulokować gdzieś. Ech żelazna logika.

Naiwny
wtorek, 24 lipca 2018, 03:53

Kolego \"Podatnik\" - produkcja światowa gazu jest imponująca (3680mld m3 - 2017r) ale nie jest to gaz który czeka na kupca do tego trzeba go jakoś dostarczyć do odbiorcy. UE w 2017r wyprodukowała 117,8 mld m3 gazu ziemnego a zużyła 466,8 mld m3. Czyli musiała importować 349 mld m3 z czego ok 198 mld m3 z Rosji. (Znamienne jest, że jeszcze 2006r UE produkowała prawie 2x więcej gazu - 211 mld m3 gazu.) Brak dostaw w wysokosci 70 mld m3 w dostawach do UE to już 20% importu UE - tego nie da się uzupełnić przez wiele lat. Właśnie dla tego tyle się mówi o uzależnieniu energetycznym UE od Rosji. Tylko na razie nie ma rozsądnej alternatywy a wobec przyczyn o których pisałem poniżej w przyszłości będzie jeszcze gorzej. Armia rosyjska zbroi się obecnie w rublach a te drukują w Moskwie to po pierwsze a po drugie gaz który nie dostarczą do UE kupią np Chiny tak więc swoje dolary Kreml i tak zarobi. To Oni mają ten gaz i wcale nie muszą go Nam sprzedawać. Nie piszę tego bo kocham Rosję ale dlatego, że mam piec na gaz i nie bardzo chce go wymieniać na szyszki.

Podatnik
niedziela, 22 lipca 2018, 13:05

Panie #Naiwny te 70 mld m3 gazu dostarczanego przez Rosje do UE to 2% produkcji światowej gazu. Wstrzymanie dostaw tego gazu do UE spowoduje z pewnością przejściowy wzrost cen i przekierowanie gazu z innych stron. Dla nas żaden problem ponieważ my obecnie i tak kupujemy ten gaz z Rosji o 20% drożej niż reszta. Sądzę, że UE da sobie radę. Jak poradzi sobie Rosja z gigantycznymi kosztami Nord Sream i South Stream to nie wiem. Do tego do budżetu nie wpłynie około 30 mld $ czyli prawie połowa budżetu wojskowego Rosji. Świat szybko poradzi sobie bez tych 2% gazu ale czy Rosja sobie poradzi?

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24