Brama Północna - kieszonkowa inwestycja, czy "game changer"?

December 29, 2016, 12:05
Fot. Energetyka24.com

Budowa "Bramy Północnej" jest potrzebna i niezbędna dla wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski. Pojawiają się jednak wątpliwości dotyczące zakresu inwestycji oraz tego w którym momencie powinno nastąpić rozbudowywanie połączeń międzysystemowych z sąsiadami - pisze dr Krzysztof Księżopolski w swoim blogu na Energetyka24.com.

Kilka dni przed Świętami wiceminister Energii Michał Kurtyka stwierdził, iż studium wykonalności połączenia Polski z norweskimi złożami jest w fazie końcowej. Z doniesień prasowych wynika, iż przedmiotem analizy są trzy warianty. Zgodnie z nimi największa analizowana przepustowość jest na poziomie 10 mld m 3. Łącznie z terminalem LNG daje to możliwość importu 15 mld m3 gazu. W przypadku rozbudowy terminala - 17,5 mld m3 . Takie zdolności dywersyfikacji dostaw gazu zaspakajają obecną konsumpcję gazu w Polsce, która wynosi 16,7 mld m3 (BP 2015).

Biorąc pod uwagę produkcję krajową na poziomie 3,7 mld m3 (BP 2015) wybór tego wariantu oznacza nadwyżkę umożliwiającą eksport gazu do innych krajów, która jednak biorąc pod uwagę prognozowany wzrost popytu na gaz będzie ulegać zmniejszeniu. Co prawda, w 2017 roku PGNiG zakłada wzrost wydobycia gazu do poziomu 4 mld m3, ale z punktu widzenia podejmowanych decyzji ten fakt ma znaczenie marginalne.

Podczas II Forum Przemysłowego w Karpaczu organizowanego przez Instytut Studiów Wschodnich odbył się niezwykle interesujący panel dotyczący „Bramy Północnej”. Uczestnicy dyskusji stwierdzili, iż realizacja tego projektu jest konieczna z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Jednak wyraźnie widoczne były różnice w sprawie budowy interkonektorów. Przedstawiciel PGiNG stwierdził, iż budowa interkonektorów powinna rozpocząć się po realizacji „Bramy Północnej”, tak aby nie stały się one narzędziem sprzedaży gazu rosyjskiego w regionie. Z tym stwierdzeniem nie zgadzali się pozostali uczestnicy panelu.

Warto nad tym zagadnieniem się zastanowić również w kontekście przepustowości „Bramy Północnej”. Uważam, iż koncepcja ograniczenia „Bramy Północnej” jedynie do zaspokojenia potrzeb Polski,  nie jest najlepszym sposobem rozwiązania problemu bezpieczeństwa energetycznego. Jestem zdziwiony, jeśli doniesienia prasowe okażą się prawdziwe, tak konserwatywnym podejściem do rozwiązania problemu, które ogranicza pulę możliwych rozwiązań. Tak jak pisałem wcześniej łączne możliwości importu gazu z innego państwa niż Rosja powinny wynieść ok. 29,5 mld m3. Tylko taka skala inwestycji będzie stanowiła realną przeciwwagę dla rosyjskiego gazu i oczekiwanego zastosowania cen dumpingowych przez Rosję. Przewijanie się w dyskusji na temat „Bramy Północnej” elementu cenowego jest istotne, ale nie najważniejsze. Ponieważ sama cena gazu pomija inne istotne konsekwencje polityczne i ekonomiczne importu gazu z Rosji. Obawiam się, iż realizacja „Bramy Północnej” w tzw. „kieszonkowej” formie, nie będzie optymalnym ekonomicznie i politycznie rozwiązaniem. Po drugie duża przepustowość gazociągu i terminal LNG oznaczają możliwość budowy zbiorników gazu, które w dużym stopniu decydują o bezpieczeństwie energetycznym UE. Obecnie są wykorzystywane te położone na terenie Ukrainy. Ten kto będzie je kontrolował w przyszłości, a tego nie wiemy biorąc pod uwagę trudną sytuację polityczną i ekonomiczną na Ukrainie, będzie miał istotny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne całej Unii Europejskiej. Po trzecie, poszukiwanie sojuszników w trudnej walce o wolność dla Polski i regionu nie jest zajęciem łatwym. Duża skala inwestycji może stymulować zaangażowanie Danii ,a przede wszystkim Norwegii w realizacji tego projektu. Po czwarte, jeśli Polska chce być liderem regionu, ale nie na zasadzie narzucania – tak jak to prezentował w swoim wystąpieniu w Karpaczu, podczas prowadzonego przeze mnie panelu „Jak zapobiec (ewentualnemu) kryzysowi energetycznemu? Plany i rozwiązania na najbliższe lata”, Pan Jurij Sołozobow, Dyrektor Projektów Międzynarodowych Instytutu Strategii Narodowej, ale na zasadzie współpracy. Polska powinna zachęcać państwa regionu do rozbudowy infrastruktury przesyłu  i magazynowania gazu oraz finansowej partycypacji w tym projekcie. Tylko bowiem Polska posiada na tyle duży rynek wewnętrzny, położenie geograficzne oraz wiarygodność, iż może taki projekt podjąć jako lider.

Reasumując - więcej gazu przez „Bramę Północną”, rozbudowa interkonektorów i możliwości magazynowania, to mój pogląd na tę inwestycję. Nasze plany odzyskania pełnej wolności po 27 latach od przełomu 1989 roku i wycofania wojsk radzieckich z Polski (17 września 1993 r.)  w sektorze energetycznym uzyskały wczoraj kolejny istotny impuls w postaci wstrzymania przez Trybunał Sprawiedliwości UE kuriozalnej decyzji Komisji Europejskiej w sprawie gazociągu OPAL. 

Zobacz także: Postępowanie antymonopolowe: Gazprom przedstawił swoje propozycje

Zobacz także: Rzecznik prezydenta: Decyzja TSUE ws. OPAL to sukces Polski i Ukrainy

KomentarzeLiczba komentarzy: 2
Dakota
Wednesday, January 4, 2017, 15:33

Po zmianie ustroju Polska stanęła przed problemem, jak zapewnić sobie źródła energii inne niż węgiel. Według ówczesnych analiz, gaz z Norwegii kosztowałby 120 procent ceny gazu rosyjskiego, a LNG sprowadzany z Algierii statkami 140%. Przy tym nie zyskiwalibyśmy dochodów z tranzytu. Wybrano zatem Rosję i 25 sierpnia 1993 r. zawarto porozumienie rządowe w sprawie budowy rurociągu jamalskiego, a następnie kontrakt między PGNiG i Gazpromem, zapewniający dostawy na 20 lat. Dokumenty te nie tylko zapewniały, ale wręcz zobowiązywały nas do odbioru surowca pod rygorem klauzuli „bierz albo płać”, czyli konieczności zapłaty także za niepobrany gaz. Jest to klauzula w takich projektach powszechna i umożliwia ich realizację. W 1997 r. popłynął przez Jamał pierwszy gaz do Niemiec, a we wrześniu 1999 r. ukończono budowę rurociągu przez Polskę. Rozpoczęły się dostawy gazu do Polski i – tranzytowe – do Niemiec. Rola państwa tranzytowego jest korzystna ekonomicznie – za przesył uzyskuje się dochody, które zostały przez nas zaprzepaszczone. Dlaczego? Otóż w tym samym czasie, gdy budowano rurociąg jamalski, (i zaczynano przeprowadzać radykalne plany dywersyfikacji), PGNiG bankrutowało. Przyczyną była polityka państwa – do 1999 r. obowiązywały ceny urzędowe, określane przez Ministerstwo Finansów, które, aby ochronić gospodarstwa domowe, nie zgadzało się na podniesienie cen coraz kosztowniejszego gazu. Z powodu dramatycznej sytuacji finansowej, PGNiG nie opłaciło swoich zobowiązań związanych z budową Jamału, co groziło tym, że rurociąg mógł w ogóle nie powstać. Rosjanie zaproponowali wówczas sfinansowanie całej inwestycji, ale postawili warunki, z których najdotkliwszym dla nas było obniżenie opłat tranzytowych. Zdecydowaliśmy się je przyjąć i w 1999 r. zawarto 20-letni kontrakt tranzytowy, przewidujący obniżenie stawek za przesył gazu rosyjskiego – z 1,35 dolara do 0,9 dolara za 1000 m³ (metrów sześciennych) na odcinku 100 km. Pod koniec rządów AWS – w grudniu 2000 r. zaczęto, podnosząc ceny gazu, reanimować PGNiG. Jednak sytuacja firmy było tak zła, że w październiku 2001 r. Urząd Skarbowy zablokował konta spółki, pomimo prób pomocy ze strony ministra skarbu i finansów. Jak na ironię losu – PGNiG pomógł wówczas tylko Gazprom, odraczając płatności za dostawy. Jednocześnie planowano sprzedać PGNiG na podstawie planu restrukturyzacji, przewidującego sprzedaż zagranicznym inwestorom spółek dystrybucyjnych, i w efekcie – wyprzedaż polskiego rynku gazu. Odbywały się już rozmowy z zainteresowanymi firmami. Ponadto starania o dywersyfikację odbywały się w sytuacji, gdy w PGNiG trwała karuzela kadrowa. W czasie 4 lat funkcję prezesa zarządu pełniły po kolei cztery osoby, w składzie rady nadzorczej spółki aż 9-krotnie dokonywano zmian, przy czym tylko raz była ona związana z końcem kadencji. W takich warunkach niezmierne trudno jest skutecznie zrealizować ambitne projekty. Taka niestabilna sytuacja nie budzi także zaufania partnerów. W tych niesprzyjających okolicznościach podjęto decyzję o dywersyfikacji, czyli sprowadzania do Polski norweskiego gazu.

MAG
Thursday, December 29, 2016, 23:39

Szanowny panie Krzysztofie Księżopolski, czy pan sam wierzy w to co pisze? Ja osobiście wątpię ale kro wie? Może coś "konkretniejszego" poza narracją próbującą uświadomić Polakom, że powinni kupować 2 x drożysz gaz z Kataru (który sponsoruje terrorystów m. in. w Syrii) zamiast dużo tańszy z Rosji? (która "popiera" separatystów w Donbasie)?

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24