Bańka na rynku EU ETS? "Potrzebna jest cena maksymalna"

23 kwietnia 2021, 12:26
bańka canva
Fot. Canva

"Tempo wzrostu ceny zanotowane w ciągu ostatnich miesięcy uzasadnia jednak pytanie, czy, w wyniku działań Inwestorów EU ETS, na cenie uprawnień tworzy się bańka?" – czytamy w raporcie "EU ETS a bańki cenowe" ekonomisty Marka Lachowicza, do którego dotarł portal Energetyka24.com.

Nie jest tajemnicą, że zwyżka cen unijnych uprawnień do emisji CO2 (EUA), zwiększa koszty działalności elektrowni i elektrociepłowni opartych na paliwach kopalnych, co z kolei prowadzi do podwyższenia cen za energię elektryczną i ciepło. Polska produkuje energię głównie z węgla, dlatego wzrost cen uprawnień jeszcze z kilku euro trzy lata temu do prawie 50 euro w ostatnich tygodniach znacząco obciąża polskich konsumentów, bo to oni na końcu zapłacą za wywindowanie cen uprawnień. A przypomnijmy, że elektrownie w Polsce musza posiadać pulę uprawnień do emisji, żeby móc produkować energię. 

Jak każdy instrument finansowy podlegający wolnemu obrotowi na rynkach, uprawnienia mogą być kupowane w różnych celach inwestycyjnych oraz poddane spekulacji. W opracowaniu przygotowanym dla Zespołu ds. suwerenności energetycznej, który niedawno powstał w Sejmie, ekonomista, prof. Marek Lechowicz zwraca uwagę na rozbieżność interesów producentów energii i inwestorów. 

"Cele Instalacji oraz Inwestorów EU ETS są diametralnie różne. Choć obie strony zainteresowane są zakupem uprawnień na jak najkorzystniejszych warunkach, Instalacje EU ETS zobowiązane są do ich pozyskania, podczas gdy Inwestorzy ETS takiego obowiązku nie mają. Obie grupy mają wpływ na stronę popytową ceny uprawnień do emisji EU ETS. Tempo wzrostu ceny zanotowane w ciągu ostatnich miesięcy uzasadnia jednak pytanie, czy, w wyniku działań Inwestorów EU ETS, na cenie uprawnień tworzy się bańka? Przypomnieć można tutaj przypadek Zielonych Certyfikatów, których cena stopniowo rosła do poziomu ok 250 zł/MWh w 2014 r., a dwa lata później spadła do 100 zł/MWh i zatrzymała się w 2017 r. poniżej 30zł/MWh" – czytamy w raporcie.

 

Bańki występowały na rynkach wielokrotnie, często bez uzasadnienia czynników fundamentalnych, a wynikały jedynie z przekonania spekulantów, że cena będzie rosnąć. Tutaj specyfika sytuacji polega na tym, że EUA będą musiały zostać zakupione przez producentów niezależnie od ceny. Inaczej legalnie nie mogłyby one emitować dwutlenku węgla. 

„Jednocześnie Inwestorzy EU ETS mają świadomość, że Instalacje EU ETS zakupią uprawnienia do emisji po niemal dowolnej cenie, alternatywą dla nich jest bowiem zaprzestanie działalności. Maksymalny poziom ceny uprawnień do emisji mogłaby stanowić wysokość kary za emisję CO2 bez niezbędnych uprawnień. Ta wynosi ok. 100 Euro za tonę, ale nie likwiduje obowiązku rozliczenia się z emisji. Oznacza to, że cena EU ETS nie posiada sztywnego maksimum, zatem może szybko i gwałtownie zwyżkować” – czytamy w raporcie. Autor poddaje pod dyskusję pomysł maksymalnej ceny za uprawnienia.

Reklama
Reklama

Raport będzie zaprezentowany w piątek podczas prac sejmowego zespołu ds. suwerenności energetycznej. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
po trzecie sankcje
czwartek, 29 kwietnia 2021, 00:39

Całą ta paranoja jest tak skonstruowana, że Niemiec zużywający wielokrotnie więcej energii i eksploatujący środowisko naturalne (surowce) dużo bardziej, jest "ekologiczny", bo osiągnął ten poziom przed 1990 rokiem, a Polak będący biedakiem energetycznym, ale rozwijający się po 1990 roku "niszczy" środowisko. Nawet gołym okiem widać, że w PL jest bardzo dużo lasów utylizujących CO2 w proporcji do ludności. Gęstość zaludnienia rzędu 123osób/km jest znacząco niższa niż w Niemczech (232). Poza tym kraje Zachodu, etap rozwoju przemysłu średnich technologii mają już za sobą i zajmują się np. produkcją telefonów komórkowych. Taki telefon to powiedzmy 1000EUR, a my produkujemy np. grille elektryczne po 50EUR za sztukę. Potem oni nam mówią, że jesteśmy "brudasami", bo produkcja 20 grilli, bardziej zanieczyszcza środowisko niż 1 telefonu komórkowego. Tego, że to są grille, które oni potem używają w swoich domach już nie mówią - bo to konsumpcja w dużej mierze zanieczyszcza środowisko, a produkcja jest tylko "podażą". Niemcy konsumują dużo więcej i dowalają nam podatek. Nie piszę tutaj o takich rzeczach jak różnice klimatyczne (mamy bardziej kontynentalny klimat zimniej zimą, cieplej latem więcej grzania zimą i więcej chłodzenia latem), wiatry znad Atlantyku (czyste powietrze) etc.

zarażony OZE
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 13:41

Maksymalna cena TAK, ale aby nie było tak jak z zielonymi certyfikatami, że można było "wykupić " się za gotówkę, która szła na konto NFOŚiGW. Ten natomiast ogłaszał np. konkurs na "inteligentne liczniki" i kasa wracała do energetyki z nadwyżką! Ciągle te ręczne sterowanie!!!

AB
piątek, 23 kwietnia 2021, 15:45

A może niech socjalizm w końcu przestanie bohatersko walczyć z problemami, które sam wyprodukował i wycofamy się z samobójczej polityki dekarbonizcyjnej?

AA
piątek, 23 kwietnia 2021, 15:20

Tak rozpętując ekohisterie sojusz lewaków z liberałami postanowił sie wzbogacić kosztem naiwnych

Tweets Energetyka24