Zgoda Niemiec na budowę Nord Stream 2 - pyrrusowe zwycięstwo Gazpromu

29 marca 2018, 10:25
pt1_5025
Fot. premier.gov.pl

Uzyskanie zgody na budowę kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2 na niemieckich wodach to pyrrusowe zwycięstwo Gazpromu. Koncern nadal nie posiada kompletu pozwoleń międzynarodowych koniecznych do rozpoczęcia procesu budowlanego. Perspektywa oddania do użytku nowego rurociągu w 2019 r. oddala się, a Rosjanie będą zmuszeni przedłużyć umowę na tranzyt gazu do Unii Europejskiej przez ukraiński system przesyłowy.

Niemiecka Federalna Agencja Morska i Hydrograficzna wydały 27 marca pozwolenie na budowę gazociągu Nord Stream 2 w wyłącznej morskiej strefie ekonomicznej Republiki Federalnej. W Polsce ta informacja spotkała się z olbrzymim zainteresowaniem.

Władze w Warszawie liczyły na to, że skoordynowana akcja wydalenia oficerów wywiadu pod przykrywką dyplomatyczną z rosyjskich ambasad w krajach Unii Europejskiej może wpłynąć negatywnie na plany budowy nowego bałtyckiego gazociągu Gazpromu. Chodzi o retorsje jakie spotkały Rosję ze strony Wielkiej Brytanii i jej sojuszników w związku z zorganizowaniem przez nią próby zabójstwa byłego oficera GRU Siergieja Skripala, który przeszedł na stronę brytyjską. Użyto do tego celu gazu bojowego na terytorium brytyjskim, co jest bezprecedensowe.

Polska próbowała wykorzystać nadarzającą się sytuację (Niemcy wydaliły czterech rosyjskich oficerów wywiadu z ambasady w Berlinie) do wzmocnienia swojej ofensywy dyplomatycznej wobec Nord Stream 2. Przypomnijmy, że chodzi o gazociąg pomiędzy Rosją i Niemcami, który miałby powstać w 2019 r. i mieć przepustowość 55 mld m3 rocznie. Łącznie z Nord Stream 1 byłaby to moc (110 mld m3), która utrwaliłaby dominację Gazpromu na europejskich rynkach na całe dekady zaprzepaszczając proces dywersyfikacji dostaw realizowany przez Unię Europejską. Władze w Warszawie próbowały powiązać projekt szkodliwego rurociągu ze sprawą Skripala poprzez zatrzymanie Marka W. Poinformowano, że to urzędnik Ministerstwa Energii, który przekazywał Rosjanom informacje dotyczące polskiego stanowiska wobec projektu Nord Stream 2. Wśród wydalonych dyplomatów z ambasady Rosji w Warszawie miało być dwóch oficerów prowadzących Marka W.

Dziś wiadomo już, że próba wzmocnienia nacisku na Nord Stream 2 przez Polskę za pomocą tzw. „sprawy Skripala” okazała się tylko częściowo skuteczna. Dzięki Wielkiej Brytanii kwestia kontrowersyjnego gazociągu pojawi się co prawda jako jeden z omawianych tematów na szczycie Rady Europejskiej. Jednak z drugiej strony widać już, że Niemcy nie zmienią swoich planów wobec planowanego rurociągu. Decyzje pozwalające konsorcjum Nord Stream 2 rozpocząć budowę na niemieckich wodach zostały bowiem wydane dokładnie w dniu wydalenia przez Berlin czterech rosyjskich oficerów wywiadu pod przykryciem dyplomatycznym. Paradoksalnie nie oznaczają one jednak klęski polskiej polityki wobec Nord Stream 2.

Na stole nadal pozostają narzędzia, które mogą skutecznie opóźnić bądź zablokować szkodliwy gazociąg:

  • W każdej chwili mogą go objąć dodatkowe amerykańskie sankcje (wystarczający jest tu akt wykonawczy prezydenta Donalda Trumpa),
  • nadal możliwe są zmiany w dyrektywie gazowej UE, które mogłyby doprowadzić do objęcia Nord Stream 2 prawem antymonopolowym UE,
  • ponadto Dania zgodnie z przyjętą niedawno Ustawą nie wyklucza zblokowania rurociągu na swoich wodach terytorialnych, co wymusiłoby zmianę jego trasy i otwarło na nowo batalie ekologiczne.

Najbardziej istotne jest jednak nie to, że walka z kluczowym projektem Gazpromu trwa, ale to, że jest coraz skuteczniejsza. Mimo, że Nord Stream 2 uzyskał zgody na budowę na niemieckich wodach to nadal nie posiada kompletu takich pozwoleń (np. ze Danii, Szwecji). Tak naprawdę nie można więc rozpocząć budowlanej fazy projektu. Oddanie do użytku gazociągu w 2019 r. wydaje się w tym kontekście nierealne, a to data absolutnie kluczowa. Dlaczego? Ponieważ właśnie wtedy upływa ważność umowy tranzytowej w oparciu, o którą Gazprom wysyła swój gaz do Unii Europejskiej przez terytorium ukraińskie.

Mimo buńczucznych deklaracji Rosjan z początku marca o wypowiedzeniu umowy tranzytowej z Ukrainą (była to reakcja na niekorzystny dla Gazpromu wyrok Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie) będą oni zmuszeni zawrzeć nowy kontrakt z tym państwem. W obliczu nieoperacyjności Nord Stream 2 i oddania do użytku zaledwie jednej nitki gazociągu Turkish Stream w 2019 r. główne wolumeny eksportowe Gazpromu zakontraktowane w Unii Europejskiej będą musiały być tłoczone przez terytorium ukraińskie. To duża klęska Rosjan, która pokazuje, że walka Polski i jej sojuszników z nowym bałtyckim projektem rurociągowym mają sens.

KomentarzeLiczba komentarzy: 13
Jarosław Bobiński
czwartek, 31 stycznia 2019, 22:53

Narodzie niemiecki! Staraj się jak najszybciej naprowadzać swój rząd na drogę, która posłuży dobru, ponieważ rząd wasz znowu zaczyna iść drogą, która znów poprowadzi kraj do nikąd. Tak jak podprowadziła wasze dawne i dawniejsze rządy, przez które musicie się wstydzić. Cieszę się, że większość waszego narodu wstydzi się tego i to potępia, bo to świadczy o was, że potraficie przyznać się i powiedzieć "przepraszam". Narodzie niemiecki, przypomnij obecnej waszej władzy, do czego doprowadziły rządy ludzi podstępnych, które w podły sposób, niegodny bohatera, ale tchórza, napadł znienacka na kraj, który nie spodziewał się czegoś takiego, na co nie ma słów, żeby wasz obecny rząd przypomniał, że zło zadane wraca. Tak samo, jak powstawały getta, tak jak Warszawa podzielona murem getta, tak później oddzielono was murem i podzielono na strefy okupacyjne. I powinniście pamiętać, że dzięki takiemu państwu jak Polska, któremu zadaliście największe cierpienie, nie jesteście podzieleni murem. To dzięki niemu staliście się wolni. To dzięki niemu obce wojska, tak jak rosyjskie, nie pomijając pana Putina, w ryzykowny sposób nie wchodzą w życie waszego narodu. Dlatego rząd niemiecki powinien brać przykład z naszego obecnego rządu i nie podrzucać np. kęsków mięsa wygłodniałemu zwierzęciu, któremu kęski nie wystarczą. On chce całe stada, tak jak przekonały się niektóre z państw, np. Ukraina, o których rząd niemiecki znowu zapomina. Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że znałem wielu uczciwych i zarazem mądrych Niemców, takich jak architekt konserwator, Ulrich Schneider, który zgadzał się z moimi rysunkami i szanował polską fachowość prac wykonanych dla państwa niemieckiego.

Marek1
niedziela, 1 kwietnia 2018, 14:39

Oczywiście, ze walka Polski o NS2 ma sens, ale NIE warto epatować czytelników zbytnim optymizmem niestety : 1). Gazprom ogłosił, ze brak zezwolenia ze strony Danii NIE wstrzyma rozpoczęcia fazy realizacyjnej NS2. Przygotowano już 3 wersje korekty przebiegu trasy rurociągu omijające wody duńskie i szwedzkie. Dla rurociągu o dług. ponad 1200 km wydłużenie tej trasy o 20-50 km NIE stanowi większego problemu(i kosztu). 2). Niestety lobbyści zmiany w prawie gazowym UE póki co NIE są w stanie zdobyć poparcia wystarczającego, by projekt zmian przepchnąć choćby do fazy głosowania. 3). Trump wcale NIE jest taki szybki do rozbicia interesów gazowych Moskwy, bo WIE, ze byłoby to już nieomal wypowiedzenie wojny Kremlowi, który tak ze względu na ogromna kasę o jaka chodzi, jak i ze względów polityczno-wizerunkowych będzie walczył o NS2 do ostatniej \"kropli krwi\".

Szukacz
niedziela, 1 kwietnia 2018, 11:51

Jest rok 2011. W 2006 roku Rosjanie wymusili na Polsce 10-procentową podwyżkę ceny gazu. Ludowcy chcą poznać szczegóły negocjacji. Ludowcy chcą odtajnienia raportu NIK na temat negocjacji kontraktów gazowych. Wskazują na podejrzaną rolę ministrów w rządach PiS. W ubiegłym tygodniu ludowcy zwrócili się do Najwyższej Izby Kontroli z wnioskiem o odtajnienie tego raportu, argumentując, że NIK przeprowadza swoje kontrole w interesie obywateli, a więc opinia publiczna powinna mieć dostęp do pełnej informacji o wynikach. „Taką sprawą jest kwestia negocjacji kontraktów gazowych i wystąpienia możliwych nieprawidłowości po stronie funkcjonariuszy państwa czy też osób odpowiedzialnych za prowadzenie negocjacji\" – napisali ludowcy w uzasadnieniu swojej prośby. – Opinia publiczna powinna poznać szczegóły i motywację działań chociażby byłego ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego, który zadziwiająco szybko zgodził się na podpisanie przez PGNiG umowy, w wyniku której Polska mogła stracić od 4 do 17 mld złotych – dodają ludowcy. Autorzy wniosku tłumaczą, że pełne ujawnienie wyników kontroli może przyczynić się do postawienia zarzutów konkretnym osobom, wszczęcia postępowań karnych, a nawet do poniesienia odpowiedzialności politycznej przed Trybunałem Stanu. Ta ostatnia sankcja dotyczy wyłącznie ministrów konstytucyjnych, a więc wskazanie na podejrzaną rolę Wojciecha  Jasińskiego – ministra Skrabu Państwa w rządach PiS – jest wyraźne. Jan Bury, szef Klubu PSL, który podpisał się pod wnioskiem o upublicznienie raportu NIK, w rozmowie z „Rz\" argumentuje, że negocjacje gazowe zaakceptowane przez ówczesnego ministra skarbu Jasińskiego były prowadzone w sposób budzący kontrowersje. – Jeżeli ktoś czegoś nie dopatrzył albo był nieprzygotowany do negocjacji i w efekcie nasze przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe przepłacały za gaz, to powinniśmy o tym wiedzieć – zaznacza Bury. Paweł Biedziak, rzecznik NIK, dziwi się wnioskowi PSL. – Po pierwsze, większa część raportu jest dostępna dla wszystkich w Internecie na stronie Biuletynu Informacji Publicznej NIK – mówi. – Po drugie, posłowie, którzy posiadają certyfikat dostępu do informacji niejawnych, a w PSL na pewno są takie osoby, mogą się zapoznać z całym raportem, bo jest on do wglądu w tajnej kancelarii Sejmu. Ale oczywiście przeanalizujemy wniosek PSL, jak już wpłynie. Rzecznik NIK dodaje, że zwykle jest kilka raportów rocznie, które zostają utajnione, bo dotyczą obszarów podlegających szczególnej ochronie, np. ze względu na bezpieczeństwo państwa. – Do tej pory nikt nie domagał się ich upublicznienia – mówi Biedziak. Wojciech Jasiński, który został wymieniony z nazwiska w piśmie ludowców, zapoznał się z całym raportem i twierdzi, że jest jak najbardziej za odtajnieniem i upublicznieniem tego dokumentu. – Niech opinia publiczna pozna okoliczności, w jakich negocjowaliśmy kontrakt gazowy w 2006 roku i w jakich warunkach robił to Waldemar Pawlak w 2009 roku, który nie zmienił cen – mówi Jasiński. Polityk PiS dodaje, że gdy został ministrem skarbu pod koniec 2005 roku, wszyscy wiedzieli, iż Polska musi szybko wynegocjować nowe ceny, bo stary kontrakt wygasł.– Nigdy nie ukrywaliśmy, że w tej sprawie działaliśmy pod presją czasu, o czym Rosjanie doskonale wiedzieli i podyktowali nam paskarskie ceny – tłumaczy Jasiński. – Ale Waldemar Pawlak, lider PSL, odnawiając kontrakt w 2009 roku, był ministrem gospodarki już od 2007 roku. Z całą pewnością nie był pod presją, negocjując kolejne opłaty za gaz. Według Jasińskiego akcja PSL ma wyłącznie wymiar polityczny. – Ludowcy dobrze wiedzą, że jesteśmy dla nich rywalem na wsi, bo to widać we wszystkich badaniach, i wyraźnie postanowili nas zaatakować – mówi Jasiński. – Oni bardziej wierzą w nasze zwycięstwo wyborcze w 2015 roku niż my sami. Ale żądanie upublicznienia raportu to strzał samobójczy, bo ten raport bardziej obciąża Pawlaka niż mnie. Raport NIK, którego upublicznienia domaga się PSL, powstał na wniosek posłów z Sejmowej Komisji Skarbu, którzy w 2011 roku zażądali, by NIK przyjrzała się negocjacjom z Gazpromem od 2006 roku. Od tego roku bowiem PGNiG nie może podpisywać kontraktów na import gazu bez zgody resortu skarbu. Wtedy też Rosjanie wymusili na Polsce 10-procentową podwyżkę ceny gazu. Według jawnej części raportu NIK w 2006 roku nie było możliwe podpisanie innej umowy z Gazpromem, gdyż Polska nie miała możliwości pozyskiwania gazu z innych źródeł, a naszym przedsiębiorstwom groziło, że od 2007 roku nie będą miały dość tego surowca. Zastrzeżenia Izby dotyczą natomiast faktu, że Wojciech Jasiński miał tylko jeden dzień na zatwierdzenie kontraktu. Według NIK okazja do obniżenia cen gazu pojawiła się w 2009 roku, kiedy ministrem gospodarki był Waldemar Pawlak, a ministrem skarbu Aleksander Grad. Ale z powodu błędów w negocjacjach popełnionych przez PGNiG do tego nie doszło. Grad tak samo jak wcześniej Jasiński miał tylko dzień na zaakceptowanie kontraktu.

Artur
piątek, 30 marca 2018, 18:07

Nasze wymyślanki do prowadziły do tego , że jesteśmy całkowicie niezależni od rosyjskiego gazu. Wszystko było by dobrze gdyby gaza z poza Rosji był tańszy i pozwolił na konkurencję z Rosjanami naprzykład w dziedzinie, nawozów sztucznych. Na swopim teryrorium mamy gazociągi z gazem dla Niemiec, co z nimi?

Fun funów USA
sobota, 31 marca 2018, 22:24

Dla naszej władzy nie jest istotna cena (czy też potencjalna cena) tylko \"pochodzenie\" gazu (to, że będzie on dalej \"ruski\" czyli oficjalnie znienawidzony nie ma znaczenia bo tego \"ciemny lud\" wiedział nie bedzie) jeżeli będzie kupiony - najlepiej od USA, ale może to tez być np. Katar a nawet Japonia (wprawdzie nie ma swojego gazu ale importuje go z politycznie poprawnego _jeszcze!!!) źródła i może nam go \"odsprzedać). Dlatego tez po uruchomieniu NS2 m. in. nasz przemysł chemiczny , w tym rynek nawozów sztucznych padnie na przysłowiowy \"pysk\"i zajmą go głownie Niemcy (ale i inni tez coś z niego \"uszczkną) a Polska jak zwykle \"z ręka w nocniku\".

Victor
piątek, 30 marca 2018, 01:05

Nasze stanowisko byłoby dużo lepiej słyszalne, gdyby wraz z nami wystąpiły chociaż kraje Wyszehradu. Ale one są zadowolone z dostaw rosyjskiego gazu i nie chcą uczestniczyć w naszych projektach dywersyfikacji dostaw. Najbardziej prorosyjski jest premier Orban, który poprzez akces do Tureckiego Potoku na dziesięciolecia uzależnił swój kraj od Rosji. Czechy zainteresowane są dostawami przez Niemcy gazociągiem OPAL wzdłuż polskiej granicy. W tej sytuacji polski sprzeciw jest traktowany z przymrużeniem oka jako przejaw fobii antyrosyjskich. Niestety polska polityka zagraniczna nie zdołała niczego uzyskać w tej kwestii, oprócz wzajemnego poklepywania się po plecach. Pokazuje to dobitnie że państwa nie mają przyjaciół, tylko interesy.

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24