Węgierska dywersyfikacja czy antypolska dywersja? [KOMENTARZ]

February 6, 2019, 12:11
putin orban 2
Fot.: Kremlin.ru

Polak-Węgier dwa bratanki, Budapeszt w Warszawie, nasz największy sojusznik... Wokół przyjaźni polsko-węgierskiej narosło wiele mitów. Jeśli jednak spojrzymy na realną politykę, okazuje się, że Budapeszt kompletnie podkopuje polskie plany energetyczne.

Dywersyfikacja to ostatnio modne pojęcie, zwłaszcza w kontekście dostaw gazu ziemnego w Europie Środkowej. Mogłoby się wydawać, że jego interpretacja nie powinna nastręczać wielu problemów. Dywersyfikacja to wszak nic innego, jak zróżnicowanie.

I tak na przykład dla Polski, która większość swojego gazu importuje z Rosji, dywersyfikacją jest zwiększenie importu z kierunków nierosyjskich, głównie USA, Norwegii i Kataru i zmniejszenie swojej zależności od Kremla. Podobnie rzecz się ma z Ukrainą, która jednak poszła o krok dalej – nie importuje już z Rosji ani metra sześciennego gazu. Pochodzi on w całości z rewersu z Europy Środkowej i Zachodniej.

Niemcy również mówią o dywersyfikacji, ale bardziej jako o obecnym stanie panującym w dziedzinie importu gazu, aniżeli o realizowanym procesie. Jeśli spojrzymy bowiem na strukturę importu błękitnego paliwa naszych zachodnich sąsiadów, to zauważymy, że Norwegia odpowiada za ok. 20% dostaw gazu, Holandia za 30%, a Rosja za ok. 40%. Co prawda budowa Nord Stream 2 może zachwiać tą równowagą, ale wciąż kraj nad Sprewą będzie w dosyć komfortowym położeniu.

Innowacyjną interpretację dywersyfikacji dostaw gazu zaprezentował natomiast ambasador Węgier w Moskwie Norbert Konkoly podczas spotkania z izbą wyższą rosyjskiego parlamentu w poniedziałek 4 lutego.

„Węgry są zainteresowane dywersyfikacją kierunków dostaw gazu. Obecnie rosyjski gaz płynie na Węgry ze wschodu, ale jesteśmy zainteresowani tym, aby był dostarczany również z południa” – stwierdził Konkoly, mając na myśli powstający Turk Stream łączący Rosję z Turcją i biegnący dalej, jedną z odnóg, do Austrii. 

Węgry są obecnie uzależnione od dostaw gazu z Rosji w ponad 50%, co plasuje je na podobnej pozycji do Polski. Mimo to rząd Victora Orbana nie dość, że nie podziela polskiego zdania w kwestii dywersyfikacji dostaw gazu, to w dodatku staje się w coraz większym stopniu „rosyjskim gazowcem” w Europie Środkowej. W dodatku uzbrojonym gazowcem, atakującym polskie plany dywersyfikacyjne.

Polska strategia zakłada stworzenie korytarza północ-południe, opartego na Terminalu LNG w Świnoujściu i Baltic Pipe na północy oraz gazoporcie w chorwackim Krk na południu. Celem jest przełamanie istniejącej od czasów ZSRR zależności regionu od przesyłu z Rosji szlakiem wschód-zachód.

W celu realizacji tych założeń niezbędne jest nie tylko powstanie i efektywne wykorzystanie wymienionych projektów, ale również zwiększenie przepustowości połączeń pomiędzy krajami leżącymi między Polską a Chorwacją. 

Teoretycznie plan ma szanse na powodzenie jest uzasadniony – wszystkie kraje regionu charakteryzują się dużym stopniem zależności od rosyjskiego gazu, niekiedy sięgającym 100%.

Niestety na drodze do realizacji tych planów stoją Węgry. Obecnie błękitne paliwo czerpią one głównie z Rosji, za pomocą tranzytu przez Ukrainę. W 2017 roku było to ok. 7 mld m3 gazu z całkowitego zapotrzebowania na poziomie 10,3 mld m3. Jednocześnie rewersem na Ukrainę Węgry przesłały w tym samym 2017 roku 2,8 mld m3 gazu. Warto przypomnieć w tym miejscu, że Ukraina od 2015 roku nie kupuje tego surowca bezpośrednio od wschodniego sąsiada, w którym znajduje się w stanie wojny.

Budapeszt wyraźnie stara się, podobnie jak Polska, zająć miejsce „hubu gazowego” w regionie, z tym że nie z pomocą gazu amerykańskiego i norweskiego, a rosyjskiego. „Dywersyfikacja na południe” nie oznacza nic innego jak rezygnację z zakupu rosyjskiego gazu z tranzytu przez Ukrainę i zastąpienie go gazem rosyjskim z Turk Stream. Rząd Victora Orbana planuje sprowadzić tym kanałem od 6-8 mld m3.

W tym układzie Węgry stałyby się ważną figurą Rosji na europejskiej szachownicy gazowej. Rosyjski gaz mógłby bowiem ostatecznie trafiać na rynek ukraiński z pominięciem tranzytu. Tym sposobem Węgry pod każdym względem torpedują plany polskie – wspierając Turk Stream i aktywnie przyczyniając się do ominięcia przesyłu gazu przez Ukrainę.

Pozytywnie nastrajać może fakt, że wolumeny przesyłane w kierunku Baumgarten przez europejską odnogę Turk Stream są stosunkowo niewielkie. W dodatku zachodnia odnoga połączenia polsko-chorwackiego wieść by miała przez Czechy i Austrię i zakłada rozbudowę gazociągów, co zagwarantowałoby moce przesyłowe.

W kwestii ukraińskiego tranzytu natomiast, stroną gwarantującą go miałyby być natomiast Niemcy, a więc to na nich spoczywałby w największym stopniu obowiązek zakupu gazu z Rosji przez terytorium Polski i Ukrainy.

Najbardziej cieszy natomiast podjęcie 31 stycznia br. przez Chorwatów ostatecznej decyzji inwestycyjnej ws. budowy terminala LNG w KRK. Tym samym nie tylko Baltic Pipe, ale także terminal w Chorwacji z kraju marzeń przechodzi w rzeczywistość.

Walka o środkowoeuropejski rynek gazu między Rosją a sojuszem polsko-chorwackim pozostaje nierozstrzygnięta. Obie strony zaangażowały olbrzymie środki w rozbicie zależności od Rosji z jednej strony i w jej zacementowanie z drugiej. Niestety Budapeszt po raz kolejny pokazał, z kim mu bardziej po drodze. I nie jest to bratanek z Warszawy.

KomentarzeLiczba komentarzy: 6
:)
Thursday, February 7, 2019, 10:00

To udało się jakoś przepchnąć roczny open season na KRK? :D Ładnie tam Departament Stanu musiał ich cisnąć :)

Michnik
Thursday, February 7, 2019, 09:23

Siłą rzeczy hubami wszyscy w regionie nie będą mogli być. Węgry leżą w środku Bałkanów więc ciężko będzie taka wizję opierać na rewersach. Postrzegam to raczej jako grę na dwóch fortepianach niż jako podkopywanie Polski, ale kto wie.....?

Zawisza
Thursday, February 7, 2019, 00:35

To wierutne łgarstwo pisać, że jakoby Ukraina nie importuje gazu z Rosji. Nie importuje go bezpośrednio, co świadczy o zacietrzewieniu i głupocie do "n" potęgi... Importuje gaz rosyjski z nadwyżek krajów UE, płacąc dodatkowo za tranzyt do siebie!?

Niuniu
Wednesday, February 6, 2019, 21:52

Może zamiast narzekać na innych, że nie chcą pomóc Nam zostać potentatem na rynku dostaw gazu w Europie pomóżmy sobie sami. To naprawdę niesamowita hipokryzja czepiać się Węgier jednocześnie zwiększając w 2018r o jakieś 11% zakupy gazu od Gazpromu. I to mając w 2/3 niewykorzystane moce własnego gazoportu. Rozumiem, że skoro mamy podpisaną umowę z Rosją to musimy odbierać określone ilości gazu od nich ale dlaczego zwiększamy sami ten wolumen zamiast zacząć w większym stopniu wykorzystywać własny gazoport? Morze odpowiedź jest banalna - to się Nam po prostu nie opłaca. Ale tak samo importowany gaz z USA i do tego sprzedawany z Naszą marżą może się nie opłacać Węgrom. Zamiast ciągle biadolić zacznijmy rozsądnie działać nie wymagając od Naszych partnerów aby "umierali za Gdańsk". Wybudujmy naszą sieć odbioru i przesyłu gazu, Rosja wybuduje swoją. I za dwa, trzy lata zaoferujemy krajom UE amerykański gaz a Niemcy i Austria zaoferują Rosyjski. Przecież pragmatyczna Europa kupi ten tańszy gaz a oczywiście tańszy ma być gaz z USA czyli Nasz. I sprawa będzie załatwiona na polu ekonomicznym. A tak przy okazji to jak możemy liczyć na zmianę dyrektywy gazowej UE skoro nie tylko Niemcy, Francja, Holandia, Austria, Finlandia ale również Węgry są przeciwne tej zmianie dyrektywy?

anda
Wednesday, February 6, 2019, 21:37

Problem w tym, że Chorwaci od lat mówią że już, już budują gazoport a jak dotychczas to ani łopaty nie wbili, miał być gazoport a będzie statek taki jak w Kłajpedzie i jeżeli dobrze zrozumiałem, to tylko pod warunkiem jak UNIA sfinansuje całość jego zakupu i utrzymania inaczej Chorwaci nie mają zamiaru wydać ani jednego euro na jego budowę i utrzymanie a tym bardziej zmuszać ludzi do zakupu drogiego gazu.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24