Pomorzu fuzja pomoże

25 czerwca 2018, 16:59
lotos
Fot.: youtube.com

Fuzja Orlenu i Lotosu jest tematem, który w debacie o bezpieczeństwie energetycznym oraz o kształcie polskiej energetyki i rynku paliwowego powraca od kilkunastu lat. Oznacza to, że w zasadzie wszystkie argumenty za i przeciw zostały już kiedyś wymienione. Niemniej w sytuacji, kiedy fuzja obu firm jest pod względem decyzyjnym najbardziej zaawansowana w dotychczasowej historii warto zastanowić się, jakie konsekwencje będzie miała ona dla Lotosu i regionu Pomorza.

Rozważania na temat korzyści i strat regionu wyglądałyby inaczej w sytuacji, kiedy ważyłaby się kwestia zachowania centrali Lotosu w Gdańsku oraz marki Lotos. Tymczasem deklaracja złożona już na bardzo wstępnym etapie rozmów o połączeniu firm, zakładająca pozostawienie centrali Lotosu w Gdańsku, zachowanie organizacyjnej odrębności przedsiębiorstwa, a także zachowania marki Lotos w detalu w dużym stopniu eliminuje konieczność tego typu rozważań.

Jeśli sparafrazujemy słynne zdanie Kennedy’ego „co jest dobre dla General Motors, jest dobre dla USA”, jako „co jest dobre dla Lotosu, jest i dobre dla Pomorza”, to trzeba stwierdzić, że to właśnie dobre funkcjonowanie i rozwój Lotosu są tym, co jest dla niego i dla regionu optymalne. Trzeba więc postawić pytanie, czy przypadkiem Lotos nie wyczerpał już możliwości wzrostu organicznego - czyli zbudowanie silnego segmentu petrochemicznego oraz instalacji głębokiego przerobu ropy. Na dalszy organiczny rozwój nie ma już w zasadzie miejsca, wymaga on też kapitałów, zaś Lotos po inwestycyjnej ofensywie ostatnich lat mocno swoje zdolności kapitałowe wykorzystał.

Nie może też rosnąć poprzez ekspansję, gdyż sam jest za słaby, aby przejąć inny podmiot, a z drugiej strony same warunki rynkowe i dynamiczna sytuacja na rynku ropy (wzrost podaży, przy jedoczesnej perspektywie rozwoju elektromobilności) nie dają gwarancji pozytywnego zakończenia takiego procesu.  Jednocześnie jak już wspomniano Lotos jest zbyt mały, aby samodzielnie realizować np. projekty elektromobilnosci bądź tworzenia bazy dla wykorzystywania w motoryzacji alternatywnych czystych źródeł energii. Dlatego wejście w europejską strukturę Orlenu jest optymalnym działaniem, powalającym na tworzenie Lotosowi dalszych możliwości rozwoju -  a pamiętać trzeba że w zamiarach ma pozostać odrębnym bytem i marką, tyle że udziały zamiast w skarbie państwa będą w rękach kontrolowanego przez to państwo Orlenu.

W tym rozumieniu, w interesie Pomorza jest silny i dynamicznie rozwijający się Lotos. Nie ulega wątpliwości, że szybki rozwój to dostęp do kapitału, funkcjonowanie w europejskiej czy ponadregionalnej strukturze oraz zasoby pozwalające na uczestnictwo w dużych strategicznych w skali nie tylko kraju, ale i regiony Europy Środkowo -Wschodniej projektach. Podkreślając, że jakkolwiek przez ponad dwie dekady Lotos umiał wykorzystywać swoją regionalność o tyle ten etap, wobec zmian zachodzących na rynku energetycznym się skończył i to, co było przed długi czas atutem Lotosu, teraz staje się obciążeniem i skazywałoby go na marginalizację.

Trzeba zauważyć, że polityka pogoni za Orlenem w istotnym stopniu wyczerpywała zasoby kapitanowe Lotosu. W ub. roku Lotos wygenerował ok. 1,7 mld nakładów inwestycyjnych (capex) wobec ok. 5 mld Orlenu, przy czym Lotos posiada zdolność przerobu ok. 10 mln ton ropy wobec 35 mln ton Grupy Orlen oraz sieć dystrybucji Lotos posiada w Polsce ok. 450 stacji wobec ok. 1800 stacji Orlenu (tylko w Polsce). Te cyfry pokazują, że Lotos doszedł de facto do istotnej granicy organicznego rozwoju -  na inwestycje wydaje procentowo w stosunku do swojej wartości znacznie więcej niż o wiele większy Orlen i ta inwestycyjna ofensywa ostatnich lat nie daje już przestrzeni na skok wartości gdańskiej firmy.

Dlatego dalszy rozwój Lotosu może być warunkowany wykorzystaniem synergii z Orlenem. Po pierwsze -  słabością Lotosu jest słaba sieć dystrybucji, i w zasadzie niewielka możliwość jej organicznego wzrostu -  rynek polski jest mocno nasycony stacjami benzynowymi i plan dojścia do 1000 stacji przez Lotos wydaje się być bardzo ryzykowny, a na pewno bardzo kosztowny. W sytuacji połączenia nie będzie on w zasadzie potrzebny, Lotos nie tylko zyska dostęp do sieci dystrybucyjnej Orlenu w 4 krajach, ale też nowopowstające w ramach grupy stacje będą mogły być brandowane marką Lotos.

Dodatkowo, Lotos, który zainwestował w ostatnich latach w nowoczesny kompleks petrochemiczny nie będzie musiał rywalizować na europejskich rynkach z silnym na tym obszarze Orlenem, przeciwnie-  będzie optymalnie włączony w program budowy nowej grupy, jako potentata i lidera na europejskim rynku petrochemicznym.

Dodatkowo, Lotos posiada dobre kompetencje w zakresie wydobycia (upstreamu),  zwłaszcza działań na morzu, jednocześnie nie posiada środków na pozyskanie np. poprzez zakup czy akwizycje odpowiednich aktywów wydobywczych, które pozwoliłyby w pełni te kompetencje wykorzystać. W ten sposób połączenie zasobów-  także finansowych Orlenu oraz kompetencji Lotosu może być dla tego ostatniego kolejną szansa rozwojową. W sytuacja postępującej skokowo dywersyfikacji zaopatrzenia w ropę – silą rzeczy dostarczaną z morza -  to Lotos może stać się istotną morską odnogą Nowego Orlenu -  czy to poprzez koncentrację na przerobie ropy z morza ,czy też na eksporcie drogą morską, co da istotną przewagę całości w kosztach logistyki.

Lotos jako firma mniejsza i słabsza kapitałowo, przed którą nie stawiano istotnych zadań w zakresie np. budowy grupy paliwowej, fuzji i przejęć, czy generalnie tworzenia samodzielnie czy przy współpracy z państwem zrębów polskiej polityki bezpieczeństwa energetycznego, była firmą wyłączoną z tych działań. W czasie, kiedy PKN Orlen realizował największe w historii polskiej gospodarki przejęcia (Unipetrol, Możejki) czy generalnie brał udział w działaniach mogących zmienić europejską mapę energetyczną, Lotos korzystał z przywilejów firmy lokalnej, nie mając tego typu wyzwań. W efekcie Orlen, pomimo przejściowych kłopotów stał się koncernem w skali europejskiej oraz nabył unikalne kompetencje z jednej strony tworzenia dużych międzynarodowych grup kapitałowych, szukania synergii w tego typu działaniach – generalnie, PKN Orlen stał się klasyczną korporacją międzynarodową.

To w dużej mierze stwarza wyzwania i szanse dla pracowników-  zwłaszcza średniej kadry menedżerskiej, którzy z jedne strony muszą mierzyć się a nowymi wyzwaniami pracy w środowisku międzynarodowym, a z drugiej dostają szansę nabycia unikalnych kompetencji oraz kariery w środowisku międzynarodowym. Co by mówić o Lotosie, jako pracodawcy, tej szansy akurat swoim pracownikom i menedżerom nie oferował.
Dlatego połączenie obu firm będzie istotną szansą dla pracowników i menedżmentu Lotosu na powstanie nowych ścieżek karier -  zwłaszcza międzynarodowej, ale także szukanie innej drogi i nabywania unikalnych kompetencji już w strukturach połączonej firmy. Jest to ewidentna korzyść dla samej kadry Lotosu, ale także dla regionu Pomorza- zwłaszcza że większość kadry gdańskiej firmy to właśnie mieszkańcy czy osoby związane z regionem.

Także dla samego Lotosu oznacza to szansę na wyjście z niszy regionalności. Z powodów, o których wspomniano wcześniej Lotos funkcjonował właśnie jako firma regionalno – ogólnopolska, podczas gdy w strukturze nowej połączonego przedsiębiorstwa będzie funkcjonował w składzie największej grupy paliwowej regionu Europy Środkowo – Wschodniej.

Dawid Piekarz, ekspert Instytutu Staszica

KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24