Polski reaktor jądrowy działa od lat. I to tuż pod Warszawą [KOMENTARZ]

4 stycznia 2019, 11:31
Zrzut ekranu 2019-01-03 o 19.18.38
Fot. Źródło: Narodowe Centrum Badań Jądrowych

Wszyscy, którzy obawiają się potencjalnych zagrożeń płynących z polskich planów w zakresie energetyki atomowej mogą teraz przeżyć szok: tuż pod Warszawą działa reaktor jądrowy. A 80 kilometrów od Pałacu Kultury i Nauki funkcjonuje składowisko odpadów promieniotwórczych.

Duża część społeczeństwa patrzy na energetykę jądrową przez pryzmat tragedii w Czarnobylu czy Fukushimie. Wydarzenia te odcisnęły w ogólnoludzkiej świadomości tak mocne piętno, że niektórzy obawiają się samego wybudowania i uruchomienia reaktorów jądrowych. A przecież do wypadków w ZSRS i Japonii doszło nie ze względu na sam fakt istnienia i działania elektrowni atomowych, a z racji winy człowieka oraz splotu nieprzewidzianych, potężnych zjawisk, czyli trzęsienia ziemi i tsunami.

Tymczasem, od ponad pół wieku pod Warszawą pracują reaktory jądrowe. Co więcej, zaledwie 80 kilometrów od Pałacu Kultury i Nauki działa składowisko odpadów promieniotwórczych. Zarówno jednostki atomowe jak i składowisko nigdy nie zagroziły bezpieczeństwu Polaków.

Informacje te – choć całkowicie jawne – nie są powszechnie znane. Dlatego też, wiele osób może zaskoczyć fakt, że w sektorze jądrowym Polska postawiła pierwsze kroki już w 1958 roku.

Atomowa Maria

W Narodowym Centrum Badań Jądrowych w podwarszawskim Otwocku od prawie pół wieku działa Reaktor Maria. Jest on obecnie jedyną działającą jednostką tego typu w Polsce. Jego budowę rozpoczęto w czerwcu 1970 roku, a uruchomienie nastąpiło w grudniu 1974 roku.

Reaktor Maria nosi imię Marii Skłodowskiej-Curie. Jest to niewielka, badawcza jednostka - jej moc cieplna wynosi 30MW. Służy ona celom badawczym i produkcyjnym. Jak podaje na swych stronach Narodowe Centrum Badań Jądrowych, Reaktor Maria przeznaczony jest do m.in. napromieniań materiałów tarczowych do produkcji radioizotopów, wykorzystania wiązek neutronów dla celów medycznych i celów szkoleniowych w zakresie fizyki i techniki reaktorowej.

Dziewczyny z Otwocka

Jednakże, historia reaktorów jądrowych działających w Polsce sięga jeszcze lat 50-tych ubiegłego wieku. Wtedy też, a dokładniej w roku 1958, na terenie otwockiego Instytutu Badań Jądrowych uruchomiono reaktor EWA (skrót od Eksperymentalny Wodny Atomowy). Była to jednostka produkcji sowieckiej, typu WWR-S, miała ona moc cieplną wynoszącą 2MW. Reaktor EWA przepracował ok 3,5 tysiąca godzin. Wykorzystywano go przede wszystkim do produkcji izotopów promieniotwórczych.

Wizerunek pierwszego polskiego reaktora jądrowego został umieszczony na odwrotnej stronie banknotu o nominale 20 tysięcy złotych. Jednostkę tą wyłączono w 1995 roku. Przez następne siedem lat trwało usuwanie paliwa jądrowego oraz demontaż reaktora.

Z kolei w 1963 roku w otwockim instytucie uruchomiono reaktor Anna. Miał on moc cieplną 10kW. Został on w latach 1964-1971 włączony do międzynarodowego programu badawczego, który finansowany był przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. W ramach tego przedsięwzięcia badano głównie zmiany strumienia neutronów w czasie. Reaktor Anna został wyłączony w latach 80-tych. W tym samym roku w Instytucie powstał zestaw podkrytyczny Helena, różniący się od reaktora nieosiąganiem masy krytycznej.

Również w roku 1963 w Otwocku uruchomiono reaktor MARYLA (Mały Reaktor Laboratoryjny). Zaprojektowano go do pracy na mocy cieplnej rzędu zaledwie 250 W, choć realnie pracował on na ok. 100 W. Z tego względu nie potrzebował czynnego odprowadzania ciepła.

Jednostka ta była kilkukrotnie modernizowana. Ostatecznie wyłączono ją w połowie lat 70-tych.

W roku 1973 w Instytucie uruchomiono natomiast reaktor Agata o mocy jedynie 10 W. Jednostka ta była pilotem powstającego reaktora Maria. Wyłączono ją, tak jak Annę, w latach 80-tych.

W otwockim ośrodku powstać miał jeszcze reaktor WANDA (nazwa była akronimem od słów Wodny, Akademicki, Naukowy, Dydaktyczny, Aplikacyjny). Jednakże, jednostka nie wyszła poza fazę prototypu. Znana jest szerzej pod nazwą UR-100.

Radioaktywne odpady na Mazowszu

Ośrodek w Otwocku i jego reaktory to nie jedyny dowód na rozwój technologii jądrowych w Polsce. Od 1961 roku w Różanie nad Narwią działa bowiem Krajowe Składowisko Odpadów Promieniotwórczych (KSOP).

Obiekt ten jest jedynym w Polsce składowiskiem tego typu materiałów. Jest to miejsce ostatecznego przeznaczenia dla odpadów krótkożyciowych, nisko- i średnioaktywnych oraz zamkniętych źródeł promieniotwórczej.

KSOP położone jest na terenie byłego fortu wojskowego. Do celów składowania odpadów zaadaptowano też fragment fosy.

Działające od ponad 50 lat składowisko nie spowodowało nigdy najmniejszego choćby zagrożenia dla życia i zdrowia okolicznej ludności i zatrudnionych na nim osób.

Oswajanie atomu

Na świecie działa ponad 440 reaktorów jądrowych używanych w celach energetycznych. Mniej więcej 200 jest w fazie budowy lub planowania. Jednakże, ludzkość patrzy na energetykę atomową przede wszystkim przez pryzmat dwóch elektrowni – w Czarnobylu i Fukushimie. Tymczasem, energia z atomu może być istotnym wsparciem m.in. w kwestii redukcji emisji dwutlenku węgla.

Choć Polska nie posiada elektrowni jądrowych, a instalacje w Otwocku nie są wykorzystywane w celach energetycznych, to jednak ich przykład może pomóc w walce ze szkodliwymi stereotypami dotyczącymi bezpieczeństwa wytwarzania energii z atomu.

KomentarzeLiczba komentarzy: 19
Wojciech
niedziela, 6 stycznia 2019, 18:17

Urabianie opinii publicznej. Co innego malutki reaktorek do badań a co innego duża instalacja przemysłowa. Poza tym prawdziwym problemem nie jest fakt posiadania i użytkowania reaktora tylko brak: - własnych źródeł uranu - własnych źródeł finansowania - kadry - firm wyspecjalizowanych w działaniach około jądrowych (likwidacja skażeń, przechowywanie i dezaktywacja śmieci) - technologii. Jednym zdaniem: zmienimy uzależnienie od Rosji na uzależnienie od innego dostawcy. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. A można mądrze wykorzystać polski węgiel do produkcji wodoru (z wodoru można w prosty sposób uzyskać metan czyli gaz ziemny). Bez obcych pieniędzy, bez obcych technologii, bez zagrożeń atomowych. W dodatku rozdrobniona energetyka - dziesiątki elektrociepłowni - nie jest tak podatna na atak potencjalnego przeciwnika a elektrownia jądrowa i terminal LNG to cele pierwszego rzutu.

znawca
niedziela, 6 stycznia 2019, 17:39

Cały cywilizowany świat korzysta z elektrowni jądrowych, elektrowni jądrowych nie maja niektóre kraje Afrykańskie i Polska !!! ale zawsze znajdzie się pretekst żeby nie zbudować, najśmieszniejsze jest twierdzenie że za drogie !! a dopłacanie miliardów do węgla i modernizowanie starych niewydajnych elektrowni jest tanie ? rządzący się ockną jak ich na taczkach zaczną wywozić.

rob ercik
niedziela, 6 stycznia 2019, 16:41

@dime.Mowa o gazie. ile jest prywatnego kapitalu w Polsce? Jaka jest konkurencja na rynku ? Jesli o EA to tylko przypomne ze nie mamy rud z pierwiastkami, technologii ani zakladow do ich wytwarzania, technologii ani kompetencji do budowy EA, technologii ani miejsca do skladowania odpadow radioaktywnych i demontarzu. Mowiac krutko, nie mamy nic i wszystko jest szalenie drogie, Po experymentach z LNG ceny enegii w PL wzrosly o 70% w ciagu roku. Strach myslec co bedzie dalej

szorosz
niedziela, 6 stycznia 2019, 14:14

Trzeba go natychmiast zamknąć! Tu nie ma kultury pracy do obsługi takich technologii!

Gojan
niedziela, 6 stycznia 2019, 12:33

@Uczenko. W Polsce i w UE dziwnie mało się pisze o problemie składowania zużytych materiałów radioaktywnych z EA. Czytałem kilkanaście lat temu, w gazecie "spoza głównego nurtu", artykuł o składowisku odpadów w Różanie. Sytuacja miała tam być dramatyczna. Odpady radioaktywne znajdowały się w metalowych beczkach, które nie wiadomo kiedy przerdzewieją. Były zmieszane z innymi szkodliwymi odpadami chemicznymi i medycznymi. Nie było zabezpieczenia przed wyciekiem szkodliwych substancji do wód gruntowych; zresztą nikt tego chyba nie badał. Administrator składowiska utrzymywał, że wszystko jest dobrze, a władze ds. ochrony środowiska dostawały od niego uspokajające sprawozdania i też nie widziały problemu. Nie wiem, czy dzisiaj jest tam inaczej. Ale znając rzeczywistość wysypisk w Polsce, jak np. letnie pożary dzikich wysypisk importowanych odpadów, w ucieczce przed ustawą zaostrzającą kontrolę nad wysypiskami, obawiam się, że i w Różanie niewiele się zmieniło.

Reklama
Tweets Energetyka24