Opóźnienie projektu Baltic Pipe śmiertelnie groźne dla polskiej gospodarki

30 maja 2018, 11:40
1200_650_matched__p0yhaj_82f9112b0787a2d4d4393a423b698fa5

Dziennik Fakt informuje dziś, że według trzech niezależnych od siebie źródeł, do których dotarł, budowa gazociągu Baltic Pipe może poważnie się opóźnić. Jeżeli informacje gazety potwierdzą się, polską gospodarkę czekają trudne chwile.

Gazociąg Baltic Pipe to kluczowy projekt, który ma uniezależnić Polskę od rosyjskiego gazu. Niestety jego harmonogram jest niezwykle napięty. Rura łącząca nasz kraj ze złożami na Morzu Północnym ma powstać do 2022 roku, w którym wygasa dotychczasowy kontrakt PGNiG i Gazpromu na dostawy rosyjskiego gazu nad Wisłę. Jakiekolwiek opóźnienie przy zapowiadanym przy każdej okazji przez ministra Piotra Naimskiego wypowiedzeniu umowy z Rosjanami, może więc oznaczać potężne problemy dla krajowego przemysłu, uzależnionego od importu gazu. 

Sytuacja jest więc bardzo poważna. Tymczasem według Faktu, opierającego swoje doniesienia na trzech niezależnych źródłach, projekt Baltic Pipe może się opóźnić. Gazeta twierdzi, że „błędy popełnił odpowiedzialny za projekt pełnomocnik rządu Piotr Naimski”. Warto zastanowić się nad rewelacjami dziennika, odpowiadając na pytanie czy opóźnienie projektu Baltic Pipe zaszkodzi polskiej gospodarce? 

Już w przyszłym roku strona polska musi podjąć decyzję czy przedłużyć kontrakt z Gazpromem na dostawy gazu do naszego kraju. Innymi słowy, kluczowa jest tu świadomość tego czy Baltic Pipe powstanie na czas, tak aby po 2022 roku mieć zapewnione źródło importu tego surowca. Niestety 2019 rok to okres, w którym odbędą się wybory parlamentarne co mocno komplikuje sytuację. Możliwe jest tu kilka scenariuszy:

  1. W pierwszym wariancie harmonogram Baltic Pipe jest niezagrożony. W 2022 roku wygasa kontrakt z Gazpromem, który wstrzymuje dostawy gazu do Polski, a w ich miejsce pojawia się surowiec importowany przez terminal LNG i Baltic Pipe. Kwestią otwartą jest to, czy w opisywanym scenariuszu znajdzie się miejsce na umowy krótkoterminowe z Rosjanami.
  2. W drugim wariancie harmonogram Baltic Pipe nie zostaje dotrzymany a dostawy gazu dla polskiej gospodarki po 2022 roku są zagrożone. Możliwe są tu trzy rozwiązania:

a) Polska podejmie próbę kupna gazu z rynków ościennych. Widzę tu jednak duże zagrożenia. Dlaczego połączenia z Czechami czy Słowacją miałyby powstać w terminie (obecnie nie istnieją), skoro o wiele ważniejszy projekt Baltic Pipe opóźniłby się? Nawet gdyby interkonektory powstały, Gazprom mógłby zmniejszyć dostawy gazu do tych państw do minimów kontraktowych aby uniemożliwić im reeksport surowca do Polski (działał tak już w przeszłości). Niewykluczone, że w wyniku realizacji projektu Nord Stream 2 wygaszony zostałby także tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę co oznaczałoby konieczność importu surowca przez ten kraj głównie ze Słowacji. Utrudniłoby to naszemu państwo posiłkowanie się „błękitnym paliwem” z tego kierunku. W obrębie tego scenariusza pozostają jeszcze Niemcy. Czy nasz zachodni sąsiad okaże się pewnym dostawcą na wypadek kryzysu? Będzie to zależało od pogody i działań rosyjskich. W tym roku w całej Europie Zachodniej w lutym i marcu brakowało gazu z powodu rekordowych mrozów. Dlaczego sytuacja miałaby się nie powtórzyć skoro klimat się zmienia? Rosjanie mogliby także wstrzymać przesył gazu Nord Stream’em tłumacząc się remontem. Efekt? Olbrzymie straty gospodarcze Polski i chaos.

b) Istnieje również alternatywna możliwość. W 2019 roku, jak już wspominałem, Polska musi podjąć decyzję o kontynuacji umowy gazowej z Gazpromem. Ponadto będzie to także rok wyborczy. Co się stanie jeśli rosyjska spółka zaoferuje naszemu państwu ceny równie niskie jak Niemcom w zamian za długi okres kontraktu i zmianę punktów dostępowych (gdzie dostarcza się gaz) ze wschodniej granicy Polski na zachodnią? Wizerunkowo taka sytuacja mogłaby być nie do uniesienia dla władz w Warszawie. Przystanie na propozycję oznaczałoby pełne poparcie dla dotychczas zwalczanego Nord Stream 2, z którego pochodziłby gaz dla naszego kraju dostarczany przez punkty dostępowe na zachodzie i wstrzymanie importu do Polski przez Ukrainę. Odrzucenie oferty Gazpromu otworzyłoby mu drogę do kampanii informacyjnej, w której Polacy z powodu „rusofobii” zignorowali kontrakt z cenami na poziomie Europy Zachodniej.

Nie licząc scenariusza, w którym Baltic Pipe jest realizowany zgodnie z harmonogramem pozycja państwa polskiego wydaje się nie do pozazdroszczenia. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że rewelacje dziennika Fakt nie potwierdzą się, a proces dywersyfikacji dostaw gazu do Polski zakończy się w 2022 r. dzięki oddaniu na czas funkcjonalnego gazociągu łączącego nas ze złożami na Morzu Północnym.

KomentarzeLiczba komentarzy: 36
Gojan
czwartek, 31 maja 2018, 00:12

@Piotr Maciążek: >>Co się stanie jeśli rosyjska spółka zaoferuje naszemu państwu ceny równie niskie jak Niemcom w zamian za długi okres kontraktu i zmianę punktów dostępowych (gdzie dostarcza się gaz) ze wschodniej granicy Polski na zachodnią?<<. ==== @Gojan: Zaoferują niskie ceny w długim okresie. To rzeczywiście będzie cios dla polskiej gospodarki! Halo, halo! Pogotowie? ...

TRW
piątek, 1 czerwca 2018, 18:48

To będzie cios w polskie bezpieczeństwo. Nie chodzi tu tylko o to, że sponsorujemy im rakiety, ale o to że to niesolidny dostawca. Co udowodnił już wielokrotnie...

Gojan
piątek, 1 czerwca 2018, 19:11

Dla polskiego bezpieczeństwa gospodarczego będzie uzyskanie DYWERSYFIKACJI dostaw: z gazociągu Jamalskiego i z Baltic Pipe. Każda inna opcja, to utrzymanie monopolu dostaw, skutkujące wrażliwością Polski na naciski polityczne ze Wschodu i z Zachodu. Tematu nacisków z Zachodu nie rozwijam, bo już raz admin. go ocenzurował :)

TRW
piątek, 1 czerwca 2018, 19:47

I tu przydałaby się zasadą, że 1/3 wolumenu może pochodzić od jednego dostawcy, z zastrzeżeniem, że ruski gaz sprzedawany przez Niemców traktowany jest jak dostawy ze Wschodu.

Gojan
sobota, 2 czerwca 2018, 00:21

Trzymajmy się rury Jamalskiej, póki działa. Czy, jak dotąd, Rosja i Białoruś nas nią szantażowały? Natomiast biorąc gaz z rury NS uzależnimy się dodatkowo od niemieckiego pośrednika, choć będzie to dla nas jakieś rezerwowe źródło dostaw. Jest jeszcze Gazoport w Świnoujściu. Ogólnie im więcej alternatywnych kierunków dostaw gazu do Polski, tym lepiej dla nas. A świata i tak nie zbawimy; Rosja i bez eksportu do Polski będzie finansować swoje zbrojenia, bo na świecie jest popyt na jej surowce i uzbrojenie (ceny węglowodorów zaczynają chyba iść w górę?). Więc kontynuujmy budowę rury BP, ale z głową! Bo ten, kto podpowiada nam zamianę jednego monopolu (czy oligopolu) na drugi, ten dobrze Polsce nie życzy!

Fort
czwartek, 31 maja 2018, 13:39

To proste. Nawet jakbyśmy mieli przepłacać dwukrotnie za każdy inny gaz niż rosyjski to i tak nam się to bardziej opłaca, bo do każdej złotówki wydanej w Rosji trzeba dorzucić jeszcze ze 2-3 na rekompensatę ich zbrojeń, za te pieniądze. Rosja nie jest normalnym państwem, które można traktować jak zwykłego partnera biznesowego. To skrajnie zaklamana, bandycka władza która od wieków niezmiennie wykorzystuje wszystkie narzędzia do napadania, podporzadkowywania i mordowania słabszych w okół siebie, w tym nas i nie przestrzegajaca żadnych umów i reguł, a skłamac dla niej to jak splunac (co jak widać po ich napadzie na Krym i różnych komentarzach odnośnie tej sytuacji w stylu: że takich żołnierzy to sobie można kupić w każdym sklepie albo że to wina Ukrainy bo się nie broniła, po tym jak wcześniej przez 80 lat trzymali ja pod butem, rozwalajac ten kraj i jego armie, jest cały czas aktualne). A jedynym z tych narzędzi jest dziś gaz. Ps. Pytasz co będzie jeśli rosja zaproponuje nam gaz po cenie dla niemiec? To ja spytam inaczej. Dlaczego do dzisiaj rosja, sprzedaje nam gaz najdrozej w europie, zarówno patrząc na zachód jak i na wschód?

Gojan
czwartek, 31 maja 2018, 15:27

Zgadzam się Pana argumentacją, tyle, że jest ona natury politycznej. Gdyby tak argumentował autor @P.Maciążek, to bym rozumiał (polityka, to polityka). Ale on użył argumentu gospodarki, a ona się kieruje swoimi prawami: jest bardziej krótkofalowa od polityki i bardziej pragmatyczna (zysk to zysk, a strata to strata). Co więcej, żeby uprawiać samodzielną politykę, trzeba mieć silną gospodarkę. Autor tego nie zauważa. Nie wspomniał o konieczności DYWERSYFIKACJI dostaw gazu dla Polski. Sama zamiana dostawcy, z Gazpromu na Norwegię via Dania (bez ponownego zawarcia kontraktu z Gazpromem), będzie tylko zmianą monopolisty. A np. skąd wiemy, że nowy monopolista nie zacznie nas czymś szantażować? Jeśli nie sama z siebie Norwegia czy Dania, to ktoś inny, poprzez naciski na któryś z tych 2 krajów, może chcieć na nas wpływać. Świat jest pełen różnych interesów, a „okazja rodzi złodzieja”. Czy np. awantura wzniecona przez Izrael i USA wokół wiadomej ustawy o IPN i kampania w USA wokół ustawy 447, akurat w momencie finalizowania umowy na Patrioty, nie pachniała zagrywką negocjacyjną ze strony USA? To hipoteza (mogła tu i Rosja maczać palce), ale prezydent Donald Trump, jest, z całym szacunkiem, rasowym negocjatorem, agresywnym (jak to w amerykańskim biznesie) i chyba skutecznym, skoro w finale transakcji odsunięto ministra Antoniego M. (który próbował się Amerykanom trochę stawiać) i MON od razu spuścił z tonu. A działo się to w sytuacji, gdy wcześniej trąbiliśmy światu, że nie ma w Polsce alternatywy dla Patriota. ==== Dlatego pozwoliłem sobie na ironię wobec dość naciąganej argumentacji autora.

Gojan
czwartek, 31 maja 2018, 03:15

...zaś z technicznego punktu widzenia perspektywa zawarcia przez Polskę umowy na długoterminowe dostawy tańszego gazu z Rosji może poprawić naszą sytuację negocjacyjną wobec Danii, która też przecież chce coś ugrać dla siebie przy okazji Baltic Pipe.

buc
środa, 30 maja 2018, 17:38

Niemiecki Fakt troszczy się o Baltic Pipe. Doceniam.

As
środa, 30 maja 2018, 17:11

Realnie to Polska może o rurze prowadzić sympozja, kongresy itp, ale żeby ją zbudować trzeba więcej niż jednego zainteresowanego i pieniędzy. Jeśli na Kremlu zapadła decyzja, o tym że opóźniają nam budowę o 20 lat to tak zrobią.

Realista
środa, 30 maja 2018, 16:20

Źródło : Fakt . Pełnomocnik popełnił błąd . Tylko jaki tego się już nie dowiedziałem.

Jakub
środa, 30 maja 2018, 16:16

Ale koniec końców chodzi o cenę gazu. Wiec 2-gi scenariusz jest jak najbardziej do zaakceptowania. Dla czego mamy zawsze oglądać sie na innych. Jak inny kraj niż Rosja chce zarabiać na gazie, to niech zaoferuje lepsze warunki. To my możemy odciąć Ukrainę od gazu tak naprawdę dogadając się z Niemcami bądź Rosją. Czekamy wiec na ofertę USA. Tylko czy nasi rządzący to widzą?

ZZZ
czwartek, 31 maja 2018, 15:21

Tyle że najtańszy gaz to ten z rury. A największa rura w Polsce to ta z gazem z Gazpromu. Gaz amerykański to gaz skroplony, droższy ze względu na instalacje konieczne do jego skroplenia w terminalu wysyłającym oraz przeprowadzenia procesu odwrotnego w terminalu przyjmującym.

Reklama
Tweets Energetyka24