Niemcy proponują USA deal: import LNG w zamian za Nord Stream 2 [ANALIZA]

14 lutego 2019, 09:12
Zrzut ekranu 2019-02-13 o 12.16.16
Fot.: The White House

We wtorek 12 lutego niemiecki minister gospodarki Peter Altmaier zapowiedział, że w przyszłości Niemcy mogą wybudować dwa terminale importowe LNG. Nie bez powodu słowa te padły w toku batalii o Nord Stream 2, w obecności przedstawicieli USA.

Francuska lekcja dyplomacji

W piątek 8 lutego w Brukseli na posiedzeniu ambasadorów państw UE uzgodniono kompromisową propozycję dotyczącą poprawek do dyrektywy gazowej. W stolicy Belgii starły się dwa stanowiska – przeciwników i zwolenników gazociągu.

Po jednej stronie barykady znalazły się takie kraje jak Polska czy państwa bałtyckie, które za pomocą dyrektywy gazowej chciały osłabić Nord Stream 2, albo wręcz sprawić, że stanie się on nieopłacalny.

Z drugiej strony pierwsze skrzypce grały Niemcy, którym zależało na takim osłabieniu dyrektywy, żeby została formalnie przegłosowana, ale niewiele realnie zmieniła.

W tym układzie z pomocą przyszedł Berlinowi Paryż, który postanowił upiec przy okazji swoją pieczeń. I podczas gdy niektórzy Polscy publicyści rozpływali się nad tym, jak Francja wreszcie doceniła rolę Polski jako przeciwwagi dla Niemiec w UE, Pałac Elizejski zwyczajnie rozgrywał swoje własne interesy.

W przeciągu niespełna dwóch dni okazało się, że wielki francuski sprzeciw wobec Nord Stream 2 i poparcie dla Polski jest niczym innym, jak podbijaniem stawki. Prezes Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski jest zdania, że Francuzi przehandlowali zgodę na warunki niemieckie w zamian za poparcie Berlina dla dyrektywy o prawach autorskich. Klasyczna dyplomacja.

W rezultacie w piątek 8 lutego ambasadorowie UE podpisali się pod bezzębną dyrektywą, która nie spowoduje praktycznie żadnych szkód dla Nord Stream 2. Przede wszystkim obowiązywać będzie jedynie na obszarze niemieckiego morza terytorialnego – na duńskim morzu i w wyłącznych strefach ekonomicznych innych państw już nie.

Walka o niemiecki rynek

Choć mogłoby się wydawać, że Niemcy osiągnęli pełen sukces w kwestii Nord Stream 2, to nie wszystko jeszcze jest przesądzone. Niemieckim politykom sen z oczu spędza wciąż wizja amerykańskich sankcji, które mogłyby zostać nałożone na spółki pracujące przy budowie gazociągu. Jest to największą nadzieją Warszawy, ale także Kijowa i innych przeciwników rosyjsko-niemieckiego gazociągu.

O amerykańskich sankcjach mówi się od dawna, a wyjątkowo głośno stało się o nich w połowie stycznia 2019 roku, gdy ambasador USA w Berlinie Richard Grenell wysłał do niemieckich firm listy z ostrzeżeniami dotyczącymi zaangażowania się w projekt Nord Stream 2.

Dyplomata apelował w nich, by spółki wzięły pod uwagę zagrożenie, jakie gazociąg ten stwarza dla Europy, koszty wizerunkowe, a przede wszystkim - ryzyko sankcji.

Niemieckie media bardzo ostro zareagowały na list Amerykanina, posuwając się wręcz do stwierdzenia, że Niemcy powinny przestać traktować Grenella jako dyplomatę. Berlin podszedł do sprawy jednak nieco bardziej pragmatycznie i postanowił zagrać z Waszyngtonem w podobny sposób jak z Paryżem, czyli po prostu dyplomatycznie.

We wtorek 12 lutego niemiecki minister gospodarki Peter Altmeier, w obecności przedstawicieli USA, wyraził swoją pewność, że spośród trzech rozważanych lokalizacji (Brunsbuettel, Stade and Wilhelmshaven), powstaną dwa terminale importujące LNG do Niemiec.

Z kolei już dzień później w rozmowie z Financial Times zastępca Sekretarza Energii USA Dan Brouilette stwierdził, że jest wręcz „podekscytowany” niemiecką deklaracją i rozpatruje ją jako „wielką szansę dla LNG z USA”. 

Długo rozgrywana, wielopoziomowa gra dyplomatyczna wokół Nord Stream 2 zaczyna się zatem klarować. Zdecydowany sprzeciw USA wobec rosyjsko-niemieckiego gazociągu wydaje się być niczym innym, jak podbijaniem stawki w grze z Niemcami, w której Waszyngton chce ugrać jak największą liczbę amerykańskich gazowców dostarczonych do europejskich gazoportów.

Niemcy, jak dotychczas, nie posiadają żadnego terminala LNG, będąc przy okazji bardzo dużym i centralnie umiejscowionym w Europie rynkiem. Nakłonienie, poprzez umiejętną grę dyplomatyczną, Berlina do budowy aż dwóch terminali i zapełnienia ich amerykańskim surowcem umożliwi dalszą penetrację rynku środkowoeuropejskiego przez amerykańskie LNG. Rezygnacja z sankcji wobec Nord Stream 2 jest bardzo niewygórowaną ceną za długoterminowe kontrakty na dostawy do Niemiec.

Perspektywy dobicia targu w tej kwestii są całkiem realne. Z jednej strony już w marcu 2018 roku z powodzeniem zakończona została procedura Open Season dla pierwszego niemieckiego terminalu LNG w Brunsbuettel. Z drugiej strony prace nad Nord Stream 2 są coraz bardziej zaawansowane, a ostatni kompromis niemiecko-francuski, pod którym podpisała się również Polska, oddala perspektywę zablokowania budowy gazociągu.

Możliwe zatem, że USA uznają, że warto skorzystać z oferty Altmeiera i zezygnują z sankcji na Nord Stream 2, zwłaszcza, że mogłyby one i tak nie powstrzymać budowy gazociągu.

Nic jednak nie pozostaje jeszcze przesądzone. Historia dyplomacji już nie takie zwroty akcji widziała.

KomentarzeLiczba komentarzy: 19
uiujghgf
piątek, 22 lutego 2019, 13:22

@Wiercę głębiej niż inni - wiercisz, wiercisz i dowierciłeś się do teorii spiskowej , w dodatku niezbyt mądrej. USA w oczywisty sposób próbują forsować swoje interesy, jak zresztą każdy. Jednak z punktu widzenia Polski to Rosja jest zagrożeniem, na pewno dużo większym niż USA i żadne skomplikowane teorie tego nie zmienią. Jeśli chodzi o jedwabny szlak - to nie jest to jedna nitka, która będzie przechodziła tylko przez Polskę, ale wiele dróg, przechodzących przez wiele krajów. Główne drogi będą szły: 1. Chiny, Ocean Indyjski, Może Martwe, Kanał Suseski, Europa (punkt wejścia kraje południowej Europy). 2. Chiny, Pakistan, Iran, Turcja, Europa (punkt wejścia Bułgaria, Grecja) 3. Chiny, Pakistan, Iran, Irak, Syria, Europa, Może śródziemne (punkt wejścia kraje południowej Europy). 4. Chiny, Azja środkowa, Może Czarne lub Turcja, Europa (punkt wejścia Bułgaria, Grecja, Rumuniam Ukraina) 5. Chiny, Rosja, Białoruś/Ukraina, Europa (Punkt wejścia, Polska, Rumunia) 6. Chiny, Rosja, Może Bałtycke, Europa (Punkt wejścia, Polska, Niemcy, Skandynawia) 7. Chiny, Ocean Arktyczny, Może Północne, Europa (Punkt wejścia skandnawia, Wielka brytania, Niemcy, Holandia) 8. Chiny, Kanał Panamski, Europa (Punkt wejścia Wielka Brytania, Francja, Holandia, Niemcy) Jak więc widać pozycja Polski nie jest tu w żadnym razie wyjątkowa. Co więcej przewagę handlową mają tu szlaki od południa Europy, z tego względu, że przechodzą przez bardzo zaludnione tereny, które będa generowały bardzo duży popyt i wiele okazji handlowych.

Wiercę głębiej niż inni
poniedziałek, 18 lutego 2019, 09:55

Nie zapominajmy, że od południa Turcja i Rosja już budują "Turecki Stream" przez Bułgarię, Rumunię, Serbię, Węgry do Słowacji, Austrii, można i do Grecji oraz Włoch. USA chcą chyba tak naprawdę zmonopolizować tą część gazu, która nie ma pochodzić z Rosji, czyli USA grają przeciw gazowi LNG z Bliskiego Wschodu, a nie przeciw gazowi z Rosji. Raz, że gaz z Rosji jest zbyt tanii w porównaniu z gazem z LNG, dwa, że dochodzi "Turecki Stream", a trzy, to drukowanie dolara. Handel gazem z Bliskiego Wschodu USA muszą wymuszać wojną, natomiast swój sprzedają drukując dolara w sposób naturalny. Jako konurencja gazu LNG dla Bliskiego Wschodu mogą USA łatwiej wymuszać na Arabach używanie dolara metodami gospodarczymi, a nie wojną, kolorowymi rewolucjami itp., które można stosować przez kilka lat, ale nie na zawsze. Konkurencja cenowa z gazem LNG Arabów jest też bardziej sensowna niż z bezkonkurencyjnym cenowo gazem z Rosji. _________ Zupełnie niepotrzebnie doprowadziliśmy do strachu Rosji i zach. UE przed puszczeniem "Nord Stream" przez Polskę, bo łatwo było oprzewidzieć, że niskiej ceny rosyjskiego nic nie powstrzyma, że gazociągi dookoła Polski są możliwe. Straciliśmy zarobek na tranzycie i doprowadziliśmy do tego, że będziemy płacić za rosyjski gaz nieco więcej niż inni, zaś brak politycznego wykorzystywania gazu przez Rosję uczyni nakłady na Gazoport zbędnymi, bo Rosja i bez Gazoportu sprzedawałaby nam gaz taniej niż gaz z Gazoportu. "Nord Stream", "Turecki Stream" oraz zaopatrywanie Królewca z jego własnego gazoportu, aby uniknąć tranzytu przez Litwę, most Kierczeński do Krymu itp. dowodzą, że w perspektywie najbliższych 100 lat Rosja myśli o gospodarczym, naukowym i zamożnościowym dogonieniu Zachodu, a nie o zajmowaniu państw bałtyckich, czy Ukrainy, lub w ogóle o wojnie. Domaganie się wojsk USA w Polsce ma zatem jako prawdziwy cel uniemożliwienie stania się Polski hubem eksportowym dla Azji na miarę drugiego Singapuru, który także eksportuje nie swoje towary jako huib handlowy, ale szlakami morskimi i lotniczymi. Za straszeniem Polaków Rosją i wołaniem o wojska USA w Polsce stoją więc interesy zbrojeniówki USA i Izraela, które chcą podrożyć lądowy Jedwabny Szlak z najtańszym hubem w Polsce oraz sprzedać Polsce swą broń. Oczyiście dochodzą Polacy, którzy chcą się prywatnie wzbogacić pomagając oszukiwać co do zagrożenia ze strony Rosji oraz różni pożyteczni idioci.

gosc
niedziela, 17 lutego 2019, 15:23

proponuje czaputowiczowi zrezygnowac zjamalu i nie pozwolic na zaden tranzyt z rosji do europy ,to sie uczucia ssameryki rozgrzeja do temperatury slonca.

Praktyk
niedziela, 17 lutego 2019, 10:16

Niemcy kręcą jak zwykle i grają na czas.

werte
sobota, 16 lutego 2019, 17:38

USA niczego tą umową dla Polski nie zmieni. Gaz do Świnoujścia dalej będzie płynął. Jedyne co się stanie to fakt że Niemcy umocnią się jako hub z obu stron i będą grały na pozycję monopolisty gazowego co w sytuacji gdy mają KE za sobą może być do osiągnięcia. Rosja tak czy siak skończy NS2 nawet sama. Zatem gaz wschodni i tak popłynie. Niemcy nie przejmą całości gazu z USA i Polska nie ma się czego obawiać nawet po wzroście zapotrzebowania. Poza amerykańskim gazem możemy kupować go wszędzie na świecie. Może po koncercie bezczelności amerykańsko-izraelskiej w Warszawie czas na zakupy w Iranie? Ameryka co najwyżej kolejny raz pokaże że ma w nosie transatlantyckie bezpieczeństwo (po zapowiedziach wycofania wojska z Europy) tym razem energetyczne. Niemcy pokazały to już dawno zatem to żadne zaskoczenie.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24