Klimatyczny rozbiór Polski. Jak zmiany klimatu doprowadziły I Rzeczpospolitą do upadku

12 października 2018, 16:02
Rejtan_at_Sejm_of_1773_by_Jan_Matejko,_1866
Jan Matejko - image taken by User:Mathiasrex Maciej Szczepańczyk, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid42447465

Kwestia zmian klimatu należy do najbardziej kontrowersyjnych tematów, jakie pojawiają się w światowej debacie publicznej. Dyskutuje się o nich w parlamentach, w mediach, a także w domowych zaciszach. Jedni negują fakt ich istnienia, inni podważają ich związek z działalnością człowieka, jeszcze inni zaś domagają się podjęcia natychmiastowych kroków zaradczych. Nad Wisłą świadomość dotycząca zmian klimatycznych jest jeszcze ograniczona. A to właśnie Polska jest przykładem kraju, który utracił swoją podmiotowość w związku z niszczycielskim wpływem wahań w globalnej temperaturze.

Zmiany klimatu, poprzez swoje tempo i trudną mierzalność, są tematem dość abstrakcyjnym dla osób, które na bieżąco nie śledzą naukowych doniesień. Dlatego też, żeby poznać wymiar i wpływ wahań klimatycznych na życie narodów i państw, warto sięgnąć w przeszłość. Jednym z koronnych przykładów na niebezpieczny wpływ tych zmian jest historia upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Historycy wskazują, że na losie Rzeczypospolitej, która zniknęła z map Europy po trzecim rozbiorze w 1795 roku, zaważyła przede wszystkim degeneracja szlachty, wynikająca z jej postępującego ubożenia. Pogorszenie pozycji majątkowej stanu szlacheckiego było z kolei następstwem spadku dochodów z najważniejszego ówczesnego produktu eksportowego RON, czyli zboża.

Od XVI wieku w Rzeczpospolitej mieścił się największy w Europie kompleks folwarczno-pańszczyźniany. W tym samym czasie, na zachodzie kontynentu wzrosło zapotrzebowanie na zboże. Do popytu tego dostosowano zatem cały system polskiej gospodarki, czego dokonano głównie dzięki dominującej roli szlachty. Jak pisze dr Jerzy Łazor ze Szkoły Głównej Handlowej, produkcję zboża oparto na pracy pańszczyźnianej, której wymiar od 1520 roku wynosił co najmniej 1 dzień w tygodniu (z czasem wzrastając). Taki system dawał eksporterom olbrzymie zyski, upośledzając jednak ogólny rozwój gospodarki

Handel zbożem odbywał się dzięki żeglownej Wiśle, która – razem ze swoją siecią dopływów – łączyła centrum i południe kraju z morzem. Najważniejszym portem handlowym był Gdańsk. Wisła była wtedy najważniejszą gospodarczo rzeką świata. W końcu XVI wieku spływało nią tyle przewozów, ile Renem spływać będzie dopiero dwa wieki później. Już w okresie schyłkowym, a więc w latach 1740-1796, do gdańskiego portu zawijało ok. 1000 statków wiślanych rocznie.

Za złoty okres handlu dokonywanego za pośrednictwem rzeki uważa się okres, w którym Rzeczpospolita kontrolowała ujście Wisły, czyli lata 1466-1772. Z kolei apogeum handlu zbożem przypada mniej więcej na rok 1618. Eksport produktów rolnych na zachód zaczął spadać po 1620 roku.

Tak uregulowana gospodarka była zatem praktycznie całkowicie zależna od handlu jednym towarem. Tymczasem, od 1570 roku rozpoczęła się tzw. klimatyczna Mała Epoka Lodowa (MEL). Po okresie średniowiecznego optimum klimatycznego średnie temperatury na półkuli północnej spadły o ok. 1 stopień Celsjusza. Jej przyczyn naukowcy doszukują się w szeregu rozmaitych czynników.

Uważa się, że MEL jest efektem zmiany aktywności słonecznej połączonej z wyższą aktywnością wulkaniczną, która dodatkowo ochłodziła klimat. Z kolei geochemicy z Uniwersytetu Stanforda wysunęli teorię, że przyczyną Małej Epoki Lodowej była kolonizacja odkrytej przez Kolumba Ameryki, w czasie której wymordowano ogromną część rdzennych mieszkańców Nowego Świata.

Ludy Ameryk wypalały bowiem duże połacie lasów i łąk pod uprawy, przez co emitowali sporo dwutlenku węgla do atmosfery. Sprzyjało to ocieplaniu klimatu. Gdy nastąpiła depopulacja tych ziem, tereny uprawne na powrót porosły lasem, a gęsta roślinność pochłaniała CO2 i przyczyniała się do spadku średniej globalnej temperatury.

Choć w kwestii decydujących przyczyny Małej Epoki Lodowej toczą się wciąż spory, to skutki tego zjawiska są bezdyskusyjne. W połowie XVII wieku szereg wiosek w Alpach został zniszczony przez rosnące lodowce. Kanały Anglii i Niderlandów zamarzały, co sprzyjało rozwojowi łyżwiarstwa. W 1608 roku Londyńczycy zaczęli urządzać festiwal na zamarzniętej Tamizie (organizowano go do 1814 roku). W 1622 roku zamarzła południowa część Bosforu. W 1658 roku szwedzka armia przeszła przez cieśninę Wielki Bełt i zaatakowała Kopenhagę. Anomalie klimatyczne, będące niezrozumiałymi dla ówczesnych społeczności, sprzyjały oskarżeniom o czary i procesom czarownic.

Zmiany klimatyczne przesunęły obszar optymalny do uprawy zbóż na zachód Europy, co zaowocowało samowystarczalnością żywnościową tamtejszych państw. Tymczasem, na teren Rzeczpospolitej Obojga Narodów spadły klęski nieurodzaju. Od 1620 roku obroty zbożem zaczynają spadać. Produkty żywnościowe RON zaczynają napotykać konkurencję. Co więcej, napływ srebra z kolonii w Ameryce powoduje inflację waluty opartej na tym kruszcu, którą używano w handlu zbożem.

Szlachta starała się kontrolować ceny ingerując w gospodarkę za pomocą tzw. taks wojewodzińskich. Nie udało się jednak uzdrowić gospodarki, nękanej dodatkowo przez wojny i rokosze (m.in. powstanie Chmielnickiego, wojnę z Moskwą, wojnę ze Szwecją, wojnę Północną czy rokosz Lubomirskiego). W latach 1709-1711 na Polskę spadła jeszcze epidemia dżumy.

Największy kryzys gospodarczy dotknął Polskę w trakcie i po Potopie Szwedzkim (1655-1660), który wyludnił wsie i miasta oraz zostawił hektary nieobsianych pól. Szwecja rozpoczęła inwazję na południe również ze względu na coraz trudniejszy klimat, który ograniczył zbiory i połów ryb. Przejęli z rąk duńskich wtedy m.in. Skanię, będącą wówczas spichlerzem Danii.

Wszystkie te czynniki drastycznie pogorszyły sytuację drobnej i średniej szlachty, która – pozbawiona swego źródła utrzymania – oddawała się pod opiekę nielicznym, ale potężnym magnatom. Prowadziło to do wynaturzenia demokracji szlacheckiej i oparcia systemu politycznego na zasadzie klientelizmu. Frakcje magnackie, dysponujące „rządem dusz” u niezamożnej szlachty, utrzymującej się niekiedy wyłącznie z wielkopańskiej jałmużny, blokowały reformy ustroju. Od roku 1717 RON popadała w coraz to głębsze uzależnienie od Rosji. Gdy w XVIII wieku koniunktura na zboże nieco się poprawiła, zyski z jego sprzedaży wpływały głównie do magnackich kieszeni.

Teorię o wpływie klimatu na rozbiory Polski popierają naukowcy zajmujący się relacją między środowiskiem a polityką. Takie wytłumaczenie kryzysu polskiej państwowości podał m.in. brytyjski historyk Geoffrey Parker. Popiera je również inż. Bogdan Góralski z Uniwersytetu Warszawskiego. Tezę taką podważa natomiast dr Piotr Guzowski z Uniwersytetu w Białymstoku, który twierdzi, że dopiero wojny z połowy XVII wieku zaważyły o upadku Rzeczpospolitej.

Co ciekawe, zmiany klimatu oddziaływały też na przyszłych zaborców Polski. Dzięki badaniom niemiecko-czeskiej grupy naukowców pod kierownictwem dr Hedi Oberhänsli, udało się ustalić, że od roku 1750 na terenie carskiej Rosji panowały dotkliwe susze, które prawdopodobnie były jednym z czynników skłaniających Petersburg do zajęcia nowych, żyznych ziem należących do Rzeczypospolitej.

KomentarzeLiczba komentarzy: 15
zeus89
czwartek, 18 października 2018, 13:13

Yyy no chyba nie. Z tego co mnie uczono i z tego co sam czytałem to na zmniejszenie popytu na polskie zboże były nowe technologie, które pozwoliły zachodniej europie na znaczną poprawę wydajności upraw gdy u nas cały czas robiło się po staremu, a szlachta nie była skora do reform bo każdy dbał o swój dworek tylko i wyłącznie

bender
czwartek, 18 października 2018, 03:24

Bardzo ciekawy artykuł i super merytoryczne komentarze poniżej. Aż chciałoby się widzieć tego więcej. Dołożę swoje 3 grosze, że autor nie wspomniał o tym, że wzrost produkcji rolnej na Zachodzie był głównie pochodną nowych technik uprawy roli, podczas gdy w Polsce wydajność z hektara nie wzrastała, wzrastał za to areał upraw. Zapóźnienie technologiczne (i związane z nim postępujące zapóźnienie cywilizacyjne i polityczne) było głównym problemem Polski tamtych czasów. Może zresztą nie tylko tamtych.

stach
środa, 17 października 2018, 12:44

W I Rzeczpospolitej pańszczyzna (czyli podatek) wynosił 1 dzień w tygodniu, we współczesnej nowoczesnej Rzeczpospolitej wynosi.. 2-3 dni/tydzień, bo tyle pracujemy na różnego rodzaju podatki. I choć obecnie ta współczesna pańszczyzna się powolutku zmniejsza (tzw. Dzień Wolności Podatkowej: 2017-9.06,, 2018-6.06, ale był już nawet 6 lipca!!-1995). I my jeszcze ubolewamy nad uciskiem pańszczyźnianych chłopów. Płaczmy nad sobą pracując przez pół tygodnia "na cudze"..

Pi
środa, 17 października 2018, 12:32

Czyli im cieplej tym lepiej. Czyli zamiast walczyć z ociepleniem klimatu powinniśmy je przyspieszać, z korzyścią dla wszystkich.

Sailor
wtorek, 16 października 2018, 20:46

Panie tagore zgadzam się, że artykuł ma niewiele wspólnego z historią i trudno nawet go zaklasyfikować. Natomiast mylisz się co do stosunków społecznych panujących w Rosji na przełomie XVII i XVIII w. Sytuacja chłopów w Rosji i schyłku Rzeczpospolitej Szlacheckiej była całkiem różna. Natomiast faktycznie rosyjska pszenica popsuła rynek ale nie na skutek jak piszesz niewolnictwa w Rosji. Tylko z powodu przebicia się Rosji za czasów Piotra I do Bałtyku. Natomiast różnica w między chłopem rosyjskim i polskim w tamtych czasach była taka, że z rosyjskiego Car ciągną podatek bo miał z czego. Natomiast w Polsce Król już nie miał czego ciągnąć bo wcześniej do gołej skóry złupił go szlachcic lub pleban w zależności czyj był chłop.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24