Gazowy zamęt wokół Czaputowicza obnażył słabości komunikacyjne rządu [KOMENTARZ]

9 października 2018, 15:49
galeria-nyc-21
Fot. Tymon Markowski / MSZ

W ciągu ostatnich kilku dni przez polskie media przetoczyła się fala doniesień związanych z wypowiedziami ministra Czaputowicza dotyczącymi dostaw gazu do Polski. Sytuacja obnażyła problemy komunikacyjne rządu, objawiające się nadmierną kategorycznością, wpadaniem w pułapkę zgubnej konsekwencji i trudnościami w odpowiednim przedstawianiu swoich racji.

Niemiecki gaz z Rosji

W sobotę 6 października na portalu Onet ukazał się artykuł Witolda Jurasza, który stwierdzał, że minister Czaputowicz na konferencji „Polska w świecie kryzysów” nie wykluczał, iż w razie wygaśnięcia umowy z Gazpromem oraz opóźnienia projektu Baltic Pipe, nad Wisłę trafiać będzie gaz z Niemiec, a więc – jak zaznaczył autor tekstu, podkreślając charakterystykę niemieckiej sieci przesyłowej – z gazociągu Nord Stream 2, przeciwko któremu rząd w Warszawie zażarcie protestuje.

„Będziemy kupować najtaniej, być może ze Stanów Zjednoczonych, być może z Niemiec” – miał powiedzieć Czaputowicz.

„Wypowiedź szefa dyplomacji potwierdza, że w kołach rządowych istnieje rosnące przekonanie o zagrożonym harmonogramie budowy Baltic Pipe. Zapewnienia Pełnomocnika Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej min. Piotra Naimskiego o tym, że Polska nie będzie zmuszona do przedłużania umów z Gazpromem, mogą okazać się nierealne (...) Słowa ministra Czaputowicza brzmią szokująco. Jednocześnie świadczą o skandalu, jakim są opóźnienia projektu Baltic Pipe. Może okazać się, że Polska tak nieprofesjonalnie realizuje program dywersyfikacji źródeł energii, że na końcu i tak będzie kupować gaz od Gazpromu” – pisał w swoim tekście Jurasz.

Tekst zamieszczony na portalu Onet wywołał niemałe poruszenie. Kilkanaście godzin po opublikowaniu artykułu Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało specjalne oświadczenie, w którym oskarżyło Witolda Jurasza o manipulację wypowiedzią ministra Czaputowicza. „Artykuł wprowadza czytelników w błąd przypisując szefowi MSZ wypowiedź, która nie miała miejsca” – stwierdzało oświadczenie resortu.

„Wbrew treści artykułu (...), minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz nie zasugerował, jakoby Polska zamierzała kupować rosyjski gaz transportowany gazociągiem Nord Stream 2. Zapytany o to, co zrobi Polska, jeśli skończy się długoletni kontrakt z Gazpromem a Baltic Pipe nie będzie gotowy i Niemcy zaproponują nam odbiór gazu na granicy z Niemcami, minister Jacek Czaputowicz odpowiedział: <<Jeżeli chodzi o Gazprom i Baltic Pipe, to jeżeli by tak byłoby, poczekajmy mam nadzieję że się zdąży wybudować, to będziemy kupować tu gdzie jest najtaniej, być może ze Stanów Zjednoczonych do terminal LNG, a być może z Niemiec, jak będą dobre ceny, ale mam nadzieję, że będzie to rozwiązane>>” – podkreślało w oświadczeniu MSZ.

W poniedziałek 8 października Witold Jurasz odniósł się do komunikatu ministerstwa. Na swoim profilu na portalu Facebook stwierdził, iż nie zacytował dokładnej wypowiedzi ministra, a jedynie jej fragment. Przyznał, iż nie rozumie dlaczego MSZ twierdzi, że przypisał on Czaputowiczowi „wypowiedź, która nie miała miejsca, a następnie samo ją cytuje potwierdzając to, co [Jurasz – przyp. JW] napisał”.

„MSZ zapomina, że mój tekst w ogóle by nie powstał, gdyby minister Jacek Czaputowicz na moje pytanie udzielił krótkiej odpowiedzi, że harmonogram Baltic Pipe nie jest w ogóle zagrożony i taka sytuacja, o którą pytałem w ogóle nie będzie mieć miejsca. Tekst nie powstałby również, gdyby minister dyplomatycznie zapomniał odpowiedzieć na moje pytanie, które było jednym z czterech, które zadałem. Tak się również jednak nie stało” – pisał Jurasz.

Autor tekstu na portalu Onet przyznał jednak, że „przejęzyczył się” w trakcie zadawania pytania ministrowi. „MSZ ma rację w jednym. Zadając pytanie ministrowi w istocie przejęzyczyłem się i spytałem o sytuację gdy propozycję dostaw złożą nam Niemcy, a nie jak napisałem w tekście - Rosjanie. Moja pomyłka nie ma jednak znaczenia, bowiem niezależnie od tego, czy oferta będzie formalnie podpisana przez prezesa Gazpromu czy tej lub innej niemieckiej spółki nadal będziemy w takiej sytuacji kupować rosyjski gaz, a zważywszy na ułożenie gazociągów - konkretnie rosyjski gaz z Nord Stream 2” – stwierdził Jurasz.

Ile za LNG?

Sprawa gazu z Niemiec to nie jedyna kwestia, którą zajęły się media ze względu na wypowiedź ministra Czaputowicza. W poniedziałek ukazał się pierwszy wywiad szefa polskiej dyplomacji dla rosyjskich mediów. Dziennikarz Kommiersanta zadał tam politykowi następujące pytanie: „Jako alternatywę dla rosyjskiego gazu polska strona nie raz podawała LNG. Nie deprymuje Pana, że jest on droższy”? Czaputowicz odparł: „Tak, ale kierujemy się nie tylko ceną. Po pierwsze chcemy, żeby rynek gazu był bardziej konkurencyjny, a relacje na nim budowane były na zasadach popytu i podaży. Po drugie budujemy magazyny dla LNG w celu zabezpieczenia dostaw. Wreszcie, Rosja jako dostawca gazu jest partnerem, który może wykorzystać gaz dla (stosowania – red.) nacisków i szantażu, a dla nas jest to bardzo ważny czynnik bezpieczeństwa energetycznego. Dlatego jesteśmy zmuszeni szukać sposobów dywersyfikacji tak poprzez zakupy LNG, jak i budowę Baltic Pipe, który przysłuży się całej gospodarce europejskiej”.

Do tej niejednoznacznej i trudnej w rzetelnej interpretacji wypowiedzi ministra prawie od razu odniósł się Maciej Woźniak, wiceprezes PGNiG. „Nigdy nie podpisaliśmy umowy na dostawę LNG, który byłby droższy niż gaz rosyjski” – powiedział Polskiej Agencji Prasowej. "Ten gaz jest konkurencyjny względem gazu rosyjskiego w Polsce" – dodał Woźniak. Niektórzy komentatorzy podejrzewali manipulację medium rosyjskiego, ale jak dotąd MSZ nie wydało oświadczenia w tej sprawie.

Pułapki kategoryczności i zgubnej konsekwencji

Powyższe sytuacje obnażyły istotne problemy komunikacyjne polskiego rządu ( przede wszystkim zaś MSZ), które wynikają w pierwszej kolejności z przyjętej kategorycznej linii narracyjnej. Artykuł Witolda Jurasza bazował na tym, że zapowiedzi rządowe dotyczące projektu Baltic Pipe praktycznie nie uwzględniają scenariusza, w którym budowa tego gazociągu napotyka opóźnienia. Opcja ta jest notorycznie pomijana w rozważaniach dotyczących przyszłości rynku gazu w Polsce.

Rząd w Warszawie sygnalizuje co prawda, że alternatywą dla Baltic Pipe jest terminal FSRU w Zatoce Gdańskiej, aczkolwiek plan ten jest wyjściem awaryjnym w sytuacji niepowstania gazociągu łączącego Polskę z Danią. Natomiast o tym, jakie kroki zamierzają podjąć władze w razie opóźnień przy projekcie Baltic Pipe nikt z rządu Polaków nie poinformował.

Tymczasem, rzeczywistość pokazuje, że opóźnienia są rzeczą całkowicie normalną przy realizacji tego typu projektów infrastrukturalnych. Świadczy o tym choćby przykład gazociągu Nord Stream 2, który – ze względu na postawę Danii – będzie musiał pobiec trasą inną od pierwotnie wytyczanej (spółka Nord Stream 2 AG rozpisała już przetarg na dodatkowe rury).

Oznacza to, że całe przedsięwzięcie będzie musiało liczyć się z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Warto podkreślić, że Rosjanie są znacznie bardziej doświadczeni w budowie podmorskich gazociągów niż spółki z Polski, co dodatkowo zwiększa prawdopodobieństwo opóźnień przy realizacji Baltic Pipe.

Podobnie rzecz ma się z kwestią dostaw (najprawdopodobniej rosyjskiego) gazu z Niemiec. Polscy politycy niejednokrotnie oświadczali, że po roku 2022 nad Wisłę nie będzie już trafiało błękitne paliwo z Rosji, a wolumen dostarczany na mocy obecnych umów z Gazpromem zostanie zastąpiony surowcem przesyłanym przez Baltic Pipe i Terminal LNG w Świnoujściu.

Do mediów trafiały komunikaty o „uniezależnieniu od Rosji” i „nieprzedłużaniu kontraktu jamalskiego”. Wciąż jednak brakowało informacji na temat tego, jakie plany ma rząd w przypadku opóźnienia gazociągu Baltic Pipe oraz czy strona polska – uzbrojona w nowe argumenty w postaci dużych dostaw nierosyjskiego gazu - rozważa w ogóle rozpoczęcie negocjacji z Gazpromem, celem np. uzyskania atrakcyjnej ceny w krótko- lub średnioterminowym kontrakcie.

Natomiast w kwestii LNG problem komunikacyjny objawił się w postaci nieumiejętności odpowiedniego przedstawienia sprawy cen skroplonego gazu. W toku debaty na temat słów ministra eksperci podkreślali, że co do zasady LNG jest droższe od gazu rurociągowego, ale da się je kupić – w spotach – po cenach niższych. Niestety, szef polskiej dyplomacji potwierdzając słowa rosyjskiego dziennikarza o cenie LNG, dał pożywkę propagandzie dotyczącej wyższości ekonomicznej gazu z gazociągów. Można też zastanawiać się, dlaczego wywiad został autoryzowany w takim kształcie – autoryzacja przecież musiała mieć miejsce.

Zrozumiałym jest, że politycy chcą kreować się na ludzi zdecydowanych, pewnych siebie i kompetentnych. Wizerunek taki może zostać zbudowany za pomocą kategorycznych oświadczeń dotyczących nadzorowanych przez nich projektów. Jednakże, gdy na szali znajduje się bezpieczeństwo państwa, warto odłożyć na bok PR-owe sztuczki i przygotować się na najgorsze scenariusze, by uniknąć ewentualnego bolesnego zderzenia z rzeczywistością.  

Należy też pamiętać, że wszelkie komunikaty wychodzące na zewnątrz kraju mogą zostać (i najczęściej są) interpretowane przez ośrodki przeciwne polityce rządu w Warszawie. Dlatego też należy pozostawiać im jak najmniejsze pole do eksplikacyjnych popisów.

KomentarzeLiczba komentarzy: 14
hermanaryk
wtorek, 9 października 2018, 21:46

Czaputowicz powiedział coś, co nawet dla średnio rozgarniętego Polaka, który nie jest specjalistą od rynku paliw, jest oczywiste. Niestety nie jest oczywiste dla pana Jurasza, który ostatnio zapuszcza się znacznie dalej, niż sięgają jego kompetencje :)

Niuniu
wtorek, 9 października 2018, 20:45

Dopiero co pisaliście, że eksport Gazpromu do Polski wzrósł ostatnio o prawie 60%. I to mimo niewykorzystanych mocy Naszego gazoportu. Dzieje się tak właśnie dlatego, że gaz z rury jest zdecydowanie tańszy niż LNG. Nie da się dużych ilości LNG systematycznie w kolejnych latach kupować tanio na rynku spotów. Jeśli Polska będzie skazana na import gazu przez BP i Terminal LNG to zainteresowani eksporterzy i pośrednicy skrzętnie wykorzystają taką okazję i będą windować ceny do oporu. Przypomnieć może po ile sprzedawano LNG tej zimy do USA właśnie w kontraktach spotowych? Pan Minister nie powiedział nic nowego ani zaskakującego. Od uprawiania propagandy to jest Pan Kurski a ostatnio Pan Premier. Jakoś trzeba powoli zmieniać narrację bo faktów zmienić się nie da. Albo po 2022 nie będziemy kupować gazu od rosjan ale gaz w Polsce będzie kosztował tyle co np w Italii i elektorat trochę się zdenerwuje albo jednak będziemy kupować ten śmierdzący ruski gaz bo na inny polaków jednak nie stać. I dobrze, że w końcu ktoś z Rządu o tym zaczyna mówić.

KrzysiekS
wtorek, 9 października 2018, 20:13

Czaputowicz mimo mojego słabego zdania o jego zdolnościach dyplomatycznych powiedział szczerą prawdę. Dywersyfikacja oznacza różnicowanie dostaw ale zależne od możliwości i tyle w temacie.

rob ercik
wtorek, 9 października 2018, 20:03

Niesamowity bełkot tylko po to co? Gaz LNG jest droższy, umowy z USA, Katarem czy BP mają harakter polityczny a nie ekonomiczny i nikt tu nic nowego nie odkrył

Reklama
Tweets Energetyka24