Czy porozumienie PGNiG z USA na dostawy gazu dojdzie do skutku? Opinia ekspertów

28 czerwca 2018, 14:05
lng
Fot.: Twitter

PGNiG poinformowało o podpisaniu porozumień z dwoma producentami LNG ze Stanów Zjednoczonych. Dotyczą one warunków długoterminowych kontraktów na zakup skroplonego gazu o bardzo dużym jak na polskie warunki wolumenie 5,5 mld m3. O perspektywy tego porozumienia zapytaliśmy ekspertów.

PGNiG podpisał porozumienia z amerykańskimi spółkami Port Arthur LNG i Venture Global LNG. Oba podmioty dopiero realizują inwestycje umożliwiające im przesyłanie LNG do Polski, a dokumenty podpisane przez polską spółkę określają podstawowe warunki, które umożliwią finalizację przyszłych umów.

Polska będzie w stanie odebrać surowiec?

Wraz z zawarciem porozumienia pojawiły się wątpliwości co do tego, czy uda się je zmaterializować. Olbrzymie ilości gazu, jakie mają zostać sprowadzone do Polski, jak na razie nie miałyby gdzie zostać zregazyfikowane. Terminal w Świnoujściu nie posiada bowiem aż tak dużych zdolności regazyfikacyjnych, aby wtłoczyć cały zakontraktowany surowiec do sieci.

Bartosz Wiśniewski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zauważa, że istniejące plany rozwoju polskich zdolności regazyfikacyjnych pozwalają sądzić, że będziemy w stanie odebrać amerykański gaz:

„Kontrakty opiewają na spore, jak na warunki polskie, wolumeny. Mowa o 5,5 mld m3. A zatem więcej, niż wynosi dzisiejsza przepustowość terminala w Świnoujściu. Do 2022-23 roku ta instalacja ma zostać rozbudowana, więc przynajmniej na papierze będziemy dysponować możliwościami zaimportowania tego gazu” – mówi Wiśniewski.

Analityk zaznacza również, że warunki kontraktu dają nam większą elastyczność w podejmowaniu decyzji o tym, co z odebranym gazem zostanie następnie uczynione:

„Nie jest powiedziane, że cały ten gaz ma trafić do Polski, lub za pośrednictwem polskiego terminala do klientów w naszym regionie. Takimi kontraktami – na mniejsze wolumeny, na rynku spot - można operować na rynku wtórnym” – zaznacza Wiśniewski.

„Spodziewam się, że będzie się on bardzo dynamicznie rozwijał w nadchodzących latach, w miarę jak rynek LNG staje się coraz płynniejszy. Przybywa terminali, ale też gazowców. Chodzi zatem o to, że oprócz perspektywy zabezpieczenia dostaw do Polski porozumienie z amerykańskimi podmiotami pozwala myśleć o czerpaniu zysków z dynamicznie rozwijającego się rynku” – dodaje.

USA będą w stanie wysłać surowiec?

Druga poważna wątpliwość dotyczy perspektywy realizacji kontraktu przez Amerykanów. Jak dotychczas terminale, z których ma pochodzić LNG dostarczane do Polski, istnieją jedynie na papierze i nie posiadają nawet zgód środowiskowych. W związku z powyższym pojawiły się głosy krytyczne, zgodnie z którymi sukces PGNiG jest jedynie zagrywką PR-ową, z której nic nie wynika.

Według Bartosza Wiśniewskiego z PISM zagrożenie to jest mało prawdopodobne, a PGNiG podjął decyzję o zawarciu porozumienia w odpowiednim momencie:

„Globalny rynek LNG to dziś rynek kupującego. Inwestorzy poszukują finansowania, w zamian za które oferują moce skraplające w mających dopiero powstać terminalach eksportowych. Polskie firmy nie załapały się na pierwsze kontrakty gwarantujące długoterminowe korzystanie z instalacji powstających w odpowiedzi na północnoamerykańską „rewolucję łupkową”. Pierwsze w kolejce były np. koncerny japońskie, ale też europejskie giganty. My dopiero mieliśmy wejść na ten rynek, inne było też otoczenie regulacyjne – a właściwie ono dopiero się tworzyło, bo USA zwyczajnie nie były przygotowane na eksport gazu ziemnego” – mówi analityk PISM.

Wiśniewski jest optymistyczny co do perspektywy wywiązania się z porozumienia przez USA:

„Czy porozumienie dojdzie do skutku? To zależy od trzech głównych czynników: sprawności menedżerów spółki budującej terminal w pozyskiwaniu inwestorów, czasu trwania procedur biurokratycznych, oraz tego czy amerykańska „rewolucja łupkowa” będzie trwać, czyli mówiąc potocznie, czy w Ameryce starczy gazu na eksport” – stwierdza analityk. 

„Tego rodzaju porozumienia nie są zawierane bez drobiazgowych analiz, więc spodziewam się, że trzeci czynnik został zweryfikowany pozytywnie przez polską stronę. Co do drugiego, to już administracja Obamy wydatnie uprościła i skróciła procedury niezbędne do uruchamiania inwestycji. Administracja Trumpa tego nie zepsuje, tym bardziej, że prezydent USA jest przywiązany do swojej wizji Ameryki jako „energetycznego supermocarstwa”. Gaz skroplony odegra tu rolę kluczową. A co do pierwszego czynnika – te sprawy owiane są oczywiście tajemnicą, niemniej warto śledzić kolejne doniesienia z USA” – mówi Wiśniewski.

Optymizm Wiśniewskiego podziela Anna Mikulska. Jej zdaniem nie ma obaw co do tego, że powstające terminale mogłyby nie uzyskać zgód środowiskowych:

„Obecna administracja jest zdecydowanie za "unleashing US energy potential" (uwolnieniem amerykańskiego potencjału energetycznego – red.) i wypowiada się bezpośrednio o "streamlining the permitting" (usprawnieniu wydawania zgód – red.) nie w stosunku do zgód wydawanych przez Departament Energii, ale również Federalną Agencję Regulacji Energetyki, która udziela zgód środowiskowych” – mówi Mikulska.  

„Zgody takie zostały udzielone wcześniej dla obecnie funkcjonujących terminali i to za czasów poprzedniej administracji Baracka Obamy. Ciężko sobie wyobrazić, żeby teraz takich zgód nie wydano” – dodaje.

Co więcej, zdaniem analityczki w USA panuje konsensus ponadpartyjny co do polityki sprzyjania eksportowi LNG. Dzięki temu realizacji porozumienia ze strony USA nie zagraża nawet ewentualna zmiana na stanowisku prezydenta, czy też składu Kongresu:

„Również Kongres jest raczej pozytywnie nastawiony co do eksportu i procesu "streamlining". Nie jest to tylko pozycja Republikanów. Również wielu Demokratów widzi w eksporcie LNG ważny element gospodarki USA” – mówi.

Silniejsi w rozmowach z Rosją

Anna Mikulska wskazuje również na dodatkowy aspekt porozumienia, jakim jest umocnienie pozycji Polski w relacjach energetycznych z Rosją: 

„Ruch PGNiG jest bardzo mądry jeżeli chodzi o relacje z Gazpromem. Oba kontrakty zaczynają się po tym, jak obecny kontrakt z Gazpromem się kończy. Podpisując kontrakty z US LNG PGNiG wysyła ważny sygnał i daje Polsce o wiele lepszą pozycję negocjacyjną w stosunku do Gazpromu. Oczywiście jeżeli Polska zdecyduje się na jakiekolwiek dostawy z Rosji po wygaśnięciu obecnej umowy” – mówi Mikulska. 

Opinię Mikulskiej podziela Bartosz Wiśniewski z PISM. Jego zdaniem nie należy oczekiwać, że Polska będzie negocjowała kolejny kontrakt długoterminowy z Rosjanami, a w ewentualnych rozmowach na temat dostaw Warszawa będzie miała o wiele silniejszą pozycję: 

„Wszelkie przesłanki wskazują na to, że kolejnego kontraktu długoterminowego z Rosją, na warunkach takich jak dotychczasowe, nie będzie. Czy zastąpi go inna umowa? Jeśli tak, to będzie musiała uwzględniać nie tylko to jak na rynek gazu wpływa coraz większa dostępność LNG, ale też to, że Polska dysponuje narzędziami dywersyfikacji których nie miała kilka lat temu” twierdzi analityk. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24