Bunt w mieście Łódź – co dalej z cenami energii? [KOMENTARZ]

30 maja 2019, 09:42
money-256312_1920
Fot. Pixabay

Wydawało się, że polska energetyka przedryfuje bez stosownych rozporządzeń wykonawczych do „ustawy prądowej” z 28 grudnia 2018 r. Mało już kto pamięta, że do 1 kwietnia 2019 r. był zakreślony ustawowy termin, dla przedsiębiorstw wykonujących działalność gospodarczą w zakresie obrotu energią elektryczną, do zmiany umów sprzedaży energii elektrycznej lub umowy kompleksowej, w zakresie stawek opłat lub cen, na takie jakie występowały najpóźniej 30 czerwca 2018 r.

Mija właśnie pięć miesięcy od wejścia w życie ustawy, a rynek energetyczny nie ma najmniejszego pojęcia jak wywiązać się z zapisów ustawowych. Państwowe spółki energetyczne zawiązały rezerwy na skutki działania ustawy, na łączną kwotę ponad 800 milionów złotych, a spółka Energa przyznała, że w skutek dostosowania się do zapisów ustawy poniosła „utratę przychodów w Linii Biznesowej Sprzedaż” w I kwartale 2019 r. w wysokości 209 milionów złotych. Bez względu na to jak ezopowym językiem zostanie nazwana strata na działalności operacyjnej, stan zawieszenia w sektorze staje się nie do zniesienia i nie wątpliwie będzie miał wymierne, negatywne skutki dla całej gospodarki.

Szerokim echem w przestrzeni gospodarczej odbiła się informacja, że łódzki magistrat podjął decyzję, że od czerwca 2019 r. miasto Łódź i jego spółki komunalne przestaną płacić za energię elektryczną po wyższych, tegorocznych stawkach. Urząd Miasta Łodzi wyliczył, że tylko jego koszty wzrosną w 2019 r. o 12 milionów złotych, a koszty spółek komunalnych o 16,5 miliona złotych, co przy braku podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, grozi utratą płynności przez miejską spółkę komunikacyjną.

Miasto Łódź uzasadniając swoją decyzję gospodarczą powołało się na przyrzeczenie publiczne złożone przez rząd, że nikt, w tym również samorządy oraz spółki komunalne, nie zapłaci więcej za energię elektryczną, a wszelkie dodatkowe koszty w tym zakresie będą zrekompensowane przez budżet państwa. Nie rozstrzygając obecnie czy miejski magistrat miał prawo postąpić w ten sposób, niewątpliwie mamy do czynienia z pogłębiającym się kryzysem wywołanym ustawą, która w zamierzeniu miała chronić odbiorców przed skutkami wzrostu cen rachunków za energię, a doprowadziła do niepewności cały sektor energetyki.

Niewątpliwie, również mocnym argumentem za podjęciem działań związanych z niepłaceniem wyższych rachunków za energię elektryczną, jest fakt prawdopodobnej manipulacji cenami energii elektrycznej na hurtowych giełdach towarowych, do jakich miało dojść w połowie 2018 r. Głównymi „podejrzanymi” w tej sprawie są niewymienione z nazwy państwowe spółki energetyczne, które miały poprawić swoje wyniki finansowe w kontekście planów budowy węglowego bloku energetycznego Ostrołęka C. Prezes URE wydał w tym zakresie oficjalne komunikaty, jak i złożył zawiadomienia do prokuratury o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Gdyby miało się okazać, że rzeczywiście doszło do manipulacji cenami energii na taką skalę, która doprowadziła aż do konieczności zmian ustawowych, byłby to jeden z największych skandali w polskiej energetyce, stawiający pod znakiem zapytania płacenie wyższych rachunków za energię elektryczną.

W kontekście już wskazanych strat lub potencjalnych strat, jakie mogą powstać u głównych spółek obrotu, sytuacja, w której w ślad za magistratem łódzkim pójdą inne samorządy i ich spółki komunalne oraz przedsiębiorcy, może mieć katastrofalne skutki dla spółek energetycznych. Nie płacenie rachunków, które same w sobie jest rzeczą złą, może zachwiać płynnością tychże spółek, doprowadzając do niemożliwości finansowania inwestycji prowadzonych w sektorze energetycznym. Trudno bowiem sobie wyobrazić sytuację, w której spółki sprzedające prąd, po upływie terminu na zapłacenie faktur, zaczną odcinać od energii elektrycznej przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, urzędy miejskie czy szpitale. Raz, że będzie to niezwykle trudne ze względów ustawowych, dwa niemal nie wykonalne ze względów społecznych. Stąd też i tak kryzysowa sytuacja w koncernach energetycznych będzie się tylko pogłębiać, co może mieć wpływ na jakość świadczenia usług dla obywateli.

Gdyby i tego było mało, przed koncernami energetycznymi kolejne wyzwanie : jak naliczać opłatę akcyzową za dostarczony prąd po 1 stycznia 2019 r. Zgodnie z literalnym brzmieniem ustawy, przedsiębiorstwo energetyczne jest zobowiązane do uwzględnienia niższa cen i stawek opłat, w rozliczeniu z odbiorcami za okres od dnia 1 stycznia 2019 r. Problem jednak w tym, że rachunki za energię elektryczną płacone są w zdecydowanej większości przypadków z 2 lub 3 miesięcznym poślizgiem, co oznacza, że w okresie pomiędzy styczniem a marcem 2019 r. odbiorcy płacili za energię elektryczną, która była przez nich zużyta w listopadzie i grudniu 2018 r., a więc teoretycznie w okresie, w którym obowiązywały inne stawki opłat. Stąd pytanie, jakie stawki opłat zastosowali sprzedawcy usług energii elektrycznej : zgodnie z rozsądkiem czy może zgodnie z brzmieniem ustawy ?

Jak już wiadomo, wiele kwestii związanych z tzw. zamrożeniem podwyżek cen prądu nie da się rozwiązać i znaczna część odbiorców zapłaci wyższe rachunki za prąd, niż w 2018 roku. Smutne jest to, że zdecydowana większość ekspertów z branży energetycznej i znawców rynku przestrzegała przed takimi, a nie innymi, skutkami wprowadzonych zmian. Dla nikogo nie było tajemnicą, że są one nierynkowe, zawierają wielką liczbę rozwiązań, które ze względów praktycznych, jak i legislacyjnych, będą niemożliwe do zastosowania. Stąd też, nie tylko ze względu na przepisy związane z niedozwoloną pomocą publiczną, rozwiązania ujęte w tym akcie prawnym nie miały szans na uzyskanie akceptacji Komisji Europejskiej. Bezwzględnie konieczne jest zatem, możliwie jak najszybsze, przynajmniej takie uchwalenie kolejnej nowelizacji ustawy i wydanie rozporządzeń wykonawczych, które pozwoliłyby znieść stan niepewności w polskiej energetyce i całej gospodarce.

Jerzy Kurella

Ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica

Przewodniczący Rady Firm Przemysłu Elektrotechnicznego i Energetyki SEP

KomentarzeLiczba komentarzy: 3
Cezar
czwartek, 30 maja 2019, 14:20

Naczelnik nakazał aby ceny prądu nie wzrosły. Więc państwowe elektrownie kombinują jak utrzymać dotychczasowy poziom cen i jednocześnie nie zbankrutować z powodu rosnących kosztów wytworzenia prądu. Tak wygląda ręczne sterowanie gospodarką. Tak wygląda socjalizm.

Czeslaw
niedziela, 2 czerwca 2019, 01:17

Pare miesiecy temu czytalem artykul pt."Czy Bialorus zaleje nas tanim pradem?" A tu dzisiaj takie kwiatki? A moze za tanio "sprzedajemy" prad panstwom baltyckim i Ukrainie i dlatego u nass musza rosnac ceny

pga
piątek, 31 maja 2019, 11:36

Jest to socjalizm w odpowiedzi na socjalizm. Wzrost cen nie wynika bowiem z uwarunkowań rynkowych, tylko z obciążeń parapodatkowych, wynikających z absurdalnej polityki UE.

Reklama
Tweets Energetyka24