Bankructwo albo porażka wyborcza. Ceny na gaz zaważą na stabilności politycznej Ukrainy?

17 maja 2018, 09:24
treasure-chest-619887_1920
Fot.: Pixabay

Powrót z majówki dla ukraińskich polityków nie należy w tym roku do najłatwiejszych. Od razu czekają ich szalenie trudne dyskusje z MFW, który wymaga powołania sądu antykorupcyjnego i urynkowienia cen na gaz. W przeciwnym wypadku Ukraina nie otrzyma kolejnej transzy kredytu i zawiśnie nad nią widmo bankructwa. Jednakże, spełnienie tych żądań może oznaczać porażkę prezydenta w zbliżających się wyborach.

Taryfowe ludobójstwo

„To jest taryfowe ludobójstwo” – krzyczy Julia Tymoszenko, przewodnicząca partii Batkiwszczyna, pretendująca na stanowisko prezydenta w nadchodzących w 2019 roku wyborach. Walka z planowanymi podwyżkami na gaz jest jednym z głównych oręży „Julki” w kampanii wyborczej, która choć formalnie się jeszcze nie zaczęła, to faktycznie trwa już w najlepsze. 

Prezydent Petro Poroszenko również jednak nie jest zagorzałym zwolennikiem podwyższania cen na gaz. Zdaje sobie on sprawę z tego, że taka decyzja oznaczałaby de facto jego porażkę w wyborczym wyścigu jeszcze zanim ten się na dobre rozpoczął. Obecnie notowania jego i Tymoszenko są na podobnym pułapie i wahają się od dziesięciu do kilkunastu procent.

Koniec tymczasowości

Dlaczego zatem temat podwyżek cen gazu w ogóle jest rozważany? Ponieważ domaga się tego Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Z perspektywy organizacji obecne taryfy są niczym innym jak państwowymi subsydiami dla energochłonnych gospodarstw domowych i hamulcem dla modernizacji energetycznej Ukrainy.

Obecnie na Ukrainie funkcjonują cztery taryfy zróżnicowane ze względu na segment: 

  1. Przemysł (za wyjątkiem 13 zakładów państwowych);
  2. Instytucje budżetowe i odbiorcy indywidualni;
  3. Ciepłownictwo
  4. Potrzeby technologiczne systemu.

„O całkowitym urynkowieniu możemy mówić tylko w przypadku segmentu przemysłowego (wyłączając z tego 13 państwowych zakładów, którym gaz jest dostarczany po ulgowej taryfie). O elementach urynkowienia można mówić też w przypadku potrzeb technologicznych, które polegają na zakupie surowca w przetargach, na czym skorzystało na przykład w zeszłym roku PGNiG, ale obejmuje to tylko część "technologicznego" gazu. Gaz jest realizowany w oparciu o wyniki gry rynkowej - "kto da lepszą cenę" – wyjaśnia Paweł Kost, Członek Rady Ekspertów Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie.

„W przypadku dwóch pozostałych segmentów i wspomnianych 13 zakładów państwowych taryfy są ustanowione specjalnym rozporządzeniem, którego działanie pod koniec marca przedłużono do 1 czerwca. Taryfa jest ustanawiana odgórnie i wynosi 4942 hrywien za tys. m3 bez VAT i kosztów transportu. Dla porównania w maju Naftohaz sprzedawał odbiorcom przemysłowym surowiec po około 8368 hrywien. Różnicę między ceną "rynkową" (NCG) i ustanowioną w rozporządzeniu pokrywa państwo poprzez subsydia” - mówi Kost.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy zabiega o skończenie z subsydiami i zbilansowanie budżetu, podczas gdy politycy zgromadzeni wokół prezydenta i premiera wolą omijać temat z daleka, zwłaszcza przed wyborami. Z tego samego względu Tymoszenko robi wszystko, by o sprawie było głośno, proponując nie tylko odrzucenie wymagań MFW, ale nawet obniżki cen gazu i anulowanie zaległości w płatnościach za surowiec gospodarstwom domowym.

Dżuma czy cholera?

Alternatywą dla wypełnienia skrajnie niepopularnych w społeczeństwie wymogów MFW jest niestety widmo bankructwa. „Ukraina jeszcze w tym roku musi spłacić kilka miliardów zagranicznego długu, a najwyższe obciążenie spłatami zobowiązań przypada na następny rok” – zaznacza Rusłan Kermacz, analityk Fundacji Inicjatyw Demokratycznych w Kijowie.

To właśnie wtedy mają się odbyć wybory prezydenckie. Kolejna transza kredytu oraz powiązane z nią wsparcie finansowe Komisji Europejskiej mogłyby znacząco podreperować budżet i pozwoliłoby uniknąć ogłaszania niewypłacalności.

Innego zdania jest Daniel Szeligowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Jego zdaniem: „Ukraina będzie w stanie dotrwać do wyborów prezydenckich w marcu przyszłego roku bez kredytu MFW, kosztem rezerw walutowych i emisji nowych obligacji. Pożyczanie na rynkach finansowych jest wprawdzie droższe, ale spłata nastąpi dopiero za kilka/kilkanaście lat, gdy rządził będzie już kto inny”.

Zasłona gazowa

To jednak nie ceny na gaz są najważniejszym przedmiotem sporu z MFW. Kluczowe w tej kwestii jest wprowadzenie ustawy o sądzie antykorupcyjnym. Obecnie funkcjonuje już na Ukrainie stosunkowo sprawnie działające Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz prokuratura, jednak brakuje ostatniego szczebla – niezależnego sądu antykorupcyjnego.

Choć teoretycznie wszyscy zgadzają się co do tego, że musi on powstać, to w praktyce okazuje się, że nie wszystko jest takie proste. Ukraińscy politycy i oligarchowie obawiają się, że niezależność sądu mogłaby być nie tylko zapisana w ustawie, ale i faktyczna, co z kolei odbiłoby się na ich osobistym bezpieczeństwie i majątku. Dlatego też prace nad ustawą przedłużają się w nieskończoność, a cierpliwość międzynarodowych instytucji się kończy. Obecnie ustawa o sądzie antykorupcyjnym jest na etapie drugiego czytania, jednak źródła w partii Blok Petra Poroszenki podają, że wciąż nie ma zgody co do ostatecznego jej kształtu. 

Z uwagi na przeciągającą się realizację kluczowych z punktu widzenia MFW reform – urynkowienia cen gazu i wprowadzenia sądu antykorupcyjnego – dalsze wsparcie Funduszu zostało wstrzymane. Ukraińskie władze natomiast wiją się jak węgorz, by tylko dostać jak najwięcej, reformując jak najmniej.

I tak na przykład minister Aleksandr Sajenko – odpowiadający z resztą za realizację najpilniejszych reform – zasugerował ostatnio, że wprowadzenie ustawy o sądzie (a nie rozpoczęcie prac przez sąd) może zostać wykorzystane jako argument, by MFW złagodził swoje stanowisko w sprawie cen na gaz. I rzeczywiście pole do negocjacji jest, bo Fundusz pozostawił furtkę, domagając się zbilansowania budżetu, a nie urynkowienia cen na gaz sensu stricto.

Tym sposobem udałoby się rządowi otrzymać kredyt jedynie delikatnie zwiększając ceny na gaz. Sąd zostałby przy tym powołany wyłącznie na papierze, a władza mogłaby przejść do fazy aktywnego ograniczania faktycznej niezależności sądu.

Metoda sandwicza

Tego typu uniki ukraińskich polityków nie są niczym nowym dla zachodnich partnerów. Choć na płaszczyźnie werbalnej obecne władze w Kijowie są zdecydowanymi zwolennikami wprowadzania reform, deklarującymi twardy kurs proeuropejski, to jeśli rzecz idzie o praktyczne działania, nie wszystko jest już takie oczywiste.

Problemem nie są tylko sąd antykorupcyjny czy ceny gazu. Ukraińscy politycy nie palą się również z prywatyzacją poszczególnych sektorów gospodarki, jako że obecny system pozwala na rozdawanie atrakcyjnych synekur swoim przyjaciołom biznesowym i politycznym.

Widząc opór ze strony władz i biznesu, zagraniczni partnerzy skupili się na współpracy ze społeczeństwem obywatelskim. Jednym z najbardziej pozytywnych skutków Rewolucji Godności jest bowiem rozkwit społeczeństwa obywatelskiego i chęci do działania od podstaw u zwykłych Ukraińców.

Dzięki temu możliwe stało się stosowanie tzw. „metody sandwicza”, o czym w wywiadzie dla portalu Eastbook mówił ekspert Instytutu Współpracy Transatlantyckiej w Kijowie Andreas Umland. Polega ona na stosowaniu wspólnego nacisku przez organizacje międzynarodowe oraz społeczeństwo obywatelskie w celu realizacji reform, którym elity są niechętne.

Jak dotąd w większości przypadków się to udawało, czego koronnym przykładem może być powołanie i utrzymanie niezależności przez NABU. Podobnie może być i z sądem antykorupcyjnym. Odrzucenie ustawy mogłoby spowodować bowiem spory sprzeciw społeczny, spadek poparcia ekipy rządzącej, a w dodatku zerwanie współpracy z MFW i w dłuższej perspektywie - niewypłacalność kraju.

Kanapka bez masła

Zupełnie inaczej jednak wygląda sprawa z cenami na gaz. Tutaj metoda kanapki nie zadziała, bowiem społeczeństwo w większości jest zdecydowanie przeciwne podwyżkom. Argumenty o „taryfowym ludobójstwie” i „kolosalnym zubożeniu” Ukraińców przez obecne władze trafiają zaś do coraz szerszego grona ludzi i podbijają słupki popularności Julii Tymoszenko.

W związku z powyższym, zdaniem Daniela Szeligowskiego, ukraińskie władze będą się najprawdopodobniej starały lawirować i nawet jeśli dojdzie do podwyżek cen na gaz, to najprawdopodobniej nie osiągną one wymaganego pułapu ok. 15%.

Najprawdopodobniej zatem do wyborów prezydenckich temat zwiększenia cen na gaz zawiśnie w próżni, by wrócić z całą mocą zaraz po nich. Jak bowiem zauważa Szeligowski: „Poziom zadłużenia zagranicznego Ukrainy jest na tyle wysoki, że w dłuższej perspektywie tak czy inaczej będzie ona zmuszona do współpracy z MFW”.

Pytanie tylko komu wówczas przyjdzie współpracować z MFW i czy „żelazna Julka” będzie skłonna własnymi rękami popełnić „taryfowe ludobójstwo”.

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
xd1
piątek, 18 maja 2018, 09:13

pożyczmy teraz a o spłatę będzie martwił się już inny rząd-nikoś dyzma gratulacje dla autora. odnośnie \"prywatyzacji \" to fakt tzw. zachód może być zdenerwowany zainwestował kilka miliardów w nową władzę a zwrot inwestycji nie idzie tak łatwo i jeszcze trzeba dopłacać a władymir chce ich rurą ominąć i zaś pare dolarów trzeba będzie im dopłacić

Niuniu
czwartek, 17 maja 2018, 22:03

W Warszawie ukraińscy pracownicy nie chcą podejmować pracy za mniej niż 300zł za 8 godzin do tego jeszcze trzeba załatwić im mieszkanie. To może nie jest tak źle jak piszecie. Poza tym nikt jakoś się nie rozczula po ile płacę w Polsce za gaz czy benzynę na stacji. A zarabiam zdecydowanie mniej niż średnia UE. Ukraina podobno jest równie długo jak Polska niepodległym krajem o gospodarce rynkowej - to ceny już dawno powinny być rynkowe. No oczywiście powołanie skutecznych, niezależnych instytucji antykorupcyjnych to wyraźne szykanowanie uczciwych urzędników zaprzyjaźnionego kraju.

LNG second
czwartek, 17 maja 2018, 13:54

Bez wzrostu gospodarczego nie zbudują niepodległego państwa. Dzisiaj są najbiedniejszym krajem w regionie, może poza Mołdawią. W momencie w którym przeciętnemu Ukraińcowi będzie się żyło lepiej niż przeciętnemu Rosjaninowi, staną się częściowo bezpieczni przed zakusami politycznymi Rosji. Budujmy jak najszybciej S12, żeby \"przyciągnąć\" komunikacyjnie Ukrainę bardziej na zachód.

xd1
piątek, 18 maja 2018, 09:18

niech tylko pieniądze na to prxyciąganie dadzą dotychczasowi sponsorzy nowej władzy a nie my oni jedyną pomoc jaką okazuja to dostawy broni ale za części do niej już ukraińcy muszą płacić

Reklama
Tweets Energetyka24