News Energetyka24: Niemiecka umowa koalicyjna uderza w polską siłownię jądrową

16 marca 2018, 12:43
840_472_matched__oz57ik_f9826eddb026fb078b4ce46f682cbc5e
FOT. EUROPEAN PEOPLE'S PARTY

Jak dowiedziała się Energetyka24: niemiecka umowa koalicyjna zawarta przez CDU/CSU i SPD zawiera fragmenty uderzające w rozwój energetyki nuklearnej w Polsce. Nowy niemiecki rząd ma walczyć o zakaz wykorzystywania unijnego i państwowego wsparcia finansowego w nowych projektach jądrowych na terenie Unii Europejskiej. To śmiertelne zagrożenie dla polskiej inwestycji. Cel Niemiec jest jasny: zwiększenie liczby miejsc pracy w Republice Federalnej poprzez rozwój odnawialnych źródeł energii i ich eksport.

W poniedziałek z wizytą do Polski udaje się Angela Merkel. Warszawa to druga po Paryżu stolica, którą kanclerz odwiedzi u progu swojej czwartej kadencji. Jej cel jest jasny: bez względu na sytuację polityczną nad Wisłą Rzeczpospolita jest ważnym partnerem Republiki Federalnej choćby z powodu wzajemnych obrotów finansowych. Niestety nad polsko-niemieckimi rozmowami od dawna wisi miecz Damoklesa w postaci kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2. Budowa tej rury może utwierdzić na dekady dominację rosyjskiego Gazpromu na europejskich rynkach gazowych. Tymczasem jak dowiedziała się Energetyka24 stosunki Berlina i Warszawy mogą się gwałtownie pogorszyć ze względu na kształt umowy koalicyjnej niemieckich partii CDU/CSU i SPD, które utworzyły nowy rząd pozwalający Angeli Merkel objąć po raz czwarty stanowisko kanclerza. 

Polska zamierza zbudować pierwszą elektrownię atomową na swoim terytorium. To zeroemisyjne źródło energii ma pomóc władzom w Warszawie dostosować krajową energetykę do surowych wymogów polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Niemcy są niechętni tej inwestycji promując w Europie tzw. Energiewende. To „zielona rewolucja” mająca na celu oprzeć produkcję energii w Republice Federalnej na odnawialnych źródłach energii. Za początek wdrażania tej strategii można uznać katastrofę w japońskiej Fukushimie, gdzie ogromna fala tsunami uszkodziła siłownię jądrową. W wyniku awarii Berlin podjął decyzję o wyłączeniu własnych elektrowni atomowych do 2020 r. 

Plan Republiki Federalnej wydawał się sensowny, jednak szybko pojawiły się pierwsze problemy: astronomiczne koszty Energiewende, brak możliwości magazynowania energii co spowodowało, że w bezwietrzne dni turbiny wiatrowe nie generowały dostatecznej ilości energii, stabilizowanie systemu rosyjskim gazem z Nord Stream etc. Mimo to strategia „zielonej rewolucji” była kontynuowana. Dlaczego?

Promocja Energiewende to nie tylko pomysł cywilizacyjny (ekologia), ale także biznesowy (eksport turbin wiatrowych, fotowoltaiki) i geopolityczny (niezależność energetyczna). Niemcy za pomocą swojej potęgi gospodarczej zaczęli wpływać na instytucje Unii Europejskiej, aby „tylnymi drzwiami” wprowadzać regulacje sprzyjające odnawialnym źródłom energii, w końcu także by zmuszać inne kraje członkowskie do transformacji swojej energetyki w kierunku niemieckim. To z tego powodu polityka klimatyczna Unii Europejskiej jest w ujęciu globalnym najbardziej restrykcyjna, a Polska jest zmuszana do głębokiej dekarbonizacji (odejścia od węgla).

Hipokryzję unijnej polityki, która w aspekcie promocji odnawialnych źródeł energii jest pochodną niemieckiej, najlepiej widać na przykładzie energetyki jądrowej. Mimo, że jest to technologia zeroemisyjna i bezpieczna próbuje się ją wyeliminować z europejskiej agendy. Doskonałym tego przykładem jest nowa umowa koalicyjna CDU/CSU i SPD. Oto jej fragmenty:

„W UE będziemy domagać się, aby cele Traktatu Euratomu dotyczące wykorzystania energii jądrowej były dostosowane do wyzwań przyszłości. Nie chcemy żadnego wsparcia z funduszy unijnych na nowe elektrownie jądrowe. Chcemy konsekwentnie wdrożyć zakończenie udziału funduszy państwowych w elektrowniach jądrowych za granicą (…) osadzenie Energiewende w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych”.

Nowy rząd Angeli Merkel zamierza więc grać w otwarte karty. Nie ukrywa, że z powodu własnych interesów gospodarczych będzie próbował zniszczyć nowe projekty siłowni jądrowych w Europie pozbawiając je systemu wsparcia (na takie wsparcie mogą natomiast liczyć odnawialne źródła energii). Mimo, że elektrownie atomowe są ekologiczne i mogą zmniejszyć emisyjność krajów takich jak Polska, Berlin zamierza je bezwzględnie zwalczać. Dlaczego? Ponieważ zainwestował w branżę odnawialnych źródeł energii, a niemieckie fabryki, które specjalizują się w ich produkcji muszą eksportować swoje produkty do innych krajów Unii Europejskiej.

Pierwsza polska elektrownia atomowa może paść ofiarą niemieckiej strategii. W tej chwili ważą się jej losy, a kwestia sfinansowania projektu (mowa o 70-75 mld zł) jest absolutnie kluczowa. Trudno sobie wyobrazić, by mogła powstać bez wsparcia ze strony państwa, podobnie jak trudno wyobrazić sobie bez takiego wsparcia powstanie innych źródeł energii.

Na domiar złego niemiecka umowa koalicyjna w aspekcie zwalczania energetyki nuklearnej może liczyć na silnego sojusznika. W drugiej połowie roku swoją prezydencję w Unii Europejskiej rozpocznie Austria. To kraj, który podobnie jak Niemcy wyspecjalizował się w produkcji odnawialnych źródeł energii i aktywnie zwalcza projekty jądrowe. Rząd w Wiedniu próbował już m.in. zablokować finansowanie brytyjskiej elektrowni Hinkley Point C wskazując, że kontrakt różnicowy (gwarancje określonej ceny energii produkowanej przez siłownię) to niedozwolone wsparcie państwa. Zgodę na taki mechanizm wydała Komisja Europejska. Dziś Austria próbuję zablokować węgierski projekt jądrowy w Paks.

Jak więc widać są naprawdę duże szanse, że rząd w Wiedniu wesprze Niemców w rugowaniu energetyki nuklearnej w Unii Europejskiej. Ofiarą tych działań padłaby Polska. Warto przypomnieć, że Austria była ostatnim krajem, który odbył konsultacje transgraniczne dotyczące projektu polskiej elektrowni atomowej. Były to prawdopodobnie działania celowe, aby opóźnić inwestycję.

Na całej sprawie – warto wyraźnie to podkreślić - mogą zyskać Rosjanie. Ich gaz wydaje się niezbędny dla stabilizowania transformacji energetycznej na wzór Energiewende w krajach UE. Gaz jest niskoemisyjny i może stabilizować system energetyczny, dopóki nie zostaną wynalezione komercyjne magazyny energii. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 34
i dont want live anymore on this planet
piątek, 16 marca 2018, 20:57

Ekologiczna energia ze spalarni śmieci unii się nie podoba. Cła na import paneli fotowoltaicznych z Chin nałożyła. Teraz jeszcze atom. Warunków do elektrowni wodnych nie mamy. Wiatraki według mnie są do pupy. Jeszcze w geotermii są różne zdania, ale główny nurt mówi że na elektrownie mamy za niską temperaturę pary z ziemi, starczy tylko na ogrzewanie. Został nam Ruski gaz i Niemieckie Panele.

Hathor
piątek, 16 marca 2018, 20:00

EJ to bardzo rozsadne rozwiazanie dla Polski, ale przyjdzie nam sie znowu mierzyc z Niemcami. Zobaczymy tez jakich mamy politykow, czy wytrzymaja te presje Niemcow.

masakra
piątek, 16 marca 2018, 19:50

Jak się wybiera wójtów do sejmu to tak się dzieje. Wymienić ten rząd nieudaczników, wejść w koalicję Polski, Niemiec, Francji i wspólnie inwestować w technologię energii odnawialnej, a nie marzyć o nierealnym przemyśle samochodowym i hutach czy kopalniach.

mi6
niedziela, 18 marca 2018, 14:50

Racja

Toni
niedziela, 18 marca 2018, 00:55

Nie jestem za energetyka jadrowa ale jestem przeciw jakiej kolwiek koalicji z niemcami i z francuzami bo przy najmniejszym bledzie czy pomylce nawet gdy nie bedzie to z winy polakow to wszystko te kraje zwala na nas bo dla tych krajow i ich zadow nie liczy sie nic tylko ich kieszen i kasa sprzedadza nas bez skrupulow

JacS
piątek, 16 marca 2018, 17:51

No to wszystko jasne.... klocki same się układają

sos
piątek, 16 marca 2018, 17:37

Według zwolenników elektrowni jądrowych, produkują one dużo taniej , czyli konkurencyjnej energii. Kapitał prywatny powinien lgnąć do takiej inwestycji jak muchy do miodu. I tu pojawia się pytanie, dlaczego tak się nie dzieje? Atomówki traktowane są jak śmierdzące jajko. Rząd WLK Brytanii musiał np zagwarantować odbiór energii z właśnie budowanej siłowni jądrowej w cenie trzykrotnie wyższej od obecnie obowiązującej na rynku i to przez kilkadziesiąt lat. Gdzie ta taniość i konkurencyjność? Miliardowe dotacje Francji dla swoich działających elektrowni jądrowych, przedłużające się bez końca budowy nowych w Finlandii i Wlk Brytanii, czy 1000 pracowników w zamkniętej od dekady litewskiej EJ, którzy będą jeszcze pracowali następne 20 lat, to tylko dodatkowe smaczki.

mi6
niedziela, 18 marca 2018, 14:54

Tak a u nas miliardowe ukryte dotacje do upadających kopalni, ciagle modernizacje i zakładanie filtrów zeby zmniejszyć emisje i widmo blockoutu sieci energetycznej...

Reklama
Tweets Energetyka24