Czy koronawirus pogrzebie polski atom? [KOMENTARZ]

2 kwietnia 2020, 14:56
840_472_matched__pztk7r_nuclearreactors4999071920
Fot. Pixabay

Grupa nie udźwignie budowy elektrowni jądrowej – powiedział prezes PGE Wojciech Dąbrowski, zaznaczając, że wciąż nie ma decyzji politycznej ws. atomu. Czy wypowiedź ta jest zwiastunem końca polskiego programu jądrowego?

Polski program jądrowy jeszcze przed pandemią koronawirusa wpadł w swoisty impas. Brakowało decyzji, lokalizacji, o modelu finansowym nie wspominając.

„Nieformalna decyzja dotycząca budowy elektrowni jądrowej w Polsce zapadła, formalna jeszcze nie” – powiedział podczas Kongresu 590 w 2018 roku minister energii Krzysztof Tchórzewski. Choć od tego czasu minęło już 1,5 roku, to formalnej decyzji dot. atomu nad Wisłą wciąż nie ma (nawiasem: nie ma też resortu energii).

Podobnie rzecz się ma z lokalizacjami, które znane są obecnie „mniej więcej” – pod uwagę bierze się trzy możliwe miejsca, dwa na wybrzeżu i jedno w centrum kraju.

Z kolei jeśli chodzi o model finansowania, to w listopadzie 2019 roku minister Piotr Naimski zapowiedział, że sprawa ta ma zostać rozstrzygnięta w ciągu „najbliższych kilku miesięcy”. Tymczasem rzecznik rządu Piotr Müller powiedział trzy miesiące później, że w roku 2020 można spodziewać się rozstrzygnięć w sprawie budowy elektrowni jądrowej. Trudno powiedzieć, czy słowa te to dodatkowe przesunięcie harmonogramu czy może ogólne potwierdzenie zapowiedzi ministra Naimskiego – wiadomo natomiast, że dosłownie z dnia na dzień zarysowany w Polityce Energetycznej Polski do 2040 roku termin oddania pierwszego bloku jądrowego do użytku (2033 rok) staje się coraz mniej realny.

Możliwe opóźnienie wynika też z sytuacji, w jakiej znajduje się czołowy partner Polski do realizacji projektu jądrowego, czyli Ameryka. Korzyści, które mogą płynąć z zaangażowania się USA w polski atom paradoksalnie stoją na drodze do realizacji tego projektu. Działania administracji Trumpa zmierzające do współpracy z Polską na polu energetyki jądrowej mogą być torpedowane przez Demokratów, obawiających się sukcesu republikańskiego prezydenta – a tak z pewnością zostałoby odebrane wejście Ameryki do ogromnej inwestycji w polski projekt jądrowy.

Teraz swoje trzy grosze dołożył do tej sprawy prezes Polskiej Grupy Energetycznej Wojciech Dąbrowski, który stwierdził, że jego spółka nie udźwignie budowy „jądrówki”. To właśnie w ramach PGE działa firma PGE EJ1, odpowiedzialna za rozwój polskiego programu jądrowego.

Sytuacja ta i jej okoliczności uwidoczniły, że polski atom napotkał kolejną przeszkodę – pandemię koronawirusa.

Polska gospodarka zostanie wystawiona w ciągu najbliższych miesięcy na ogromną próbę. Dla wielu przedsiębiorców restrykcje związane z koronawirusem mogą okazać się zabójcze – dlatego też rząd decyduje się na głęboką ingerencję w rynki, która kosztować ma ponad 200 mld złotych. Suma ta to ok. połowa kosztów, jakie według byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego miała pochłonąć transformacja energetyczna kraju do 2040 roku.

Wydatki związane z łagodzeniem skutków koronawiursa znacznie uszczuplą budżety możliwe do rozdysponowania na projekt jądrowy i mogą stać się wymówką do zawieszenia jego realizacji. Oświadczenia podobne do tego wygłoszonego przez prezesa PGE mogą przyjść także ze strony innych podmiotów, które brano pod uwagę przy myśleniu o polskim projekcie jądrowym. Naturalną rzeczą jest fakt, że inwestycje pokroju atomu nie są realizowane przez pojedyncze spółki, ale takie stwierdzenie z ust szefa największej polskiej firmy energetycznej, zawierające podkreślenie braku decyzji politycznej w tej sprawie, może być dodatkowym ciężarem w realizacji projektu jądrowego.

Budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej może stać się kołem zamachowym dla gospodarki – przy projekcie tym znajdzie bowiem zatrudnienie wiele spółek z kraju, które już teraz realizują podobne przedsięwzięcia za granicą. Jednakże rząd w Warszawie może uznać, że ma teraz pilniejsze wydatki.

Pytanie o rozwój projektu jądrowego to de facto pytanie o całokształt transformacji energetycznej Polski, która ma nastąpić na przestrzeni następnych dekad, a której zarys znajduje się we wciąż nieoficjalnej Polityce Energetycznej do 2040 roku. Można teraz zastanawiać się, czy jakiekolwiek decyzje w tej sprawie zapadną przed ustąpieniem trudności związanych z pandemią. A te – jeśli chodzi o gospodarkę – według ekspertów potrwać mają nawet do 2022 roku.

KomentarzeLiczba komentarzy: 31
Banan
piątek, 3 kwietnia 2020, 11:32

Ja bym dał zarobić naszym. Każdy aquapark mógłby na czas epidemii składowac odpady w basenach bo stoją nieużywane. Mówią że to bezpieczne więc dlaczego jeszcze na to nie wpadli.

Józef Tkaczuk
piątek, 3 kwietnia 2020, 11:20

Myślałem, że temat sam się zaorał tak jak osławiony CPK i przejęcie Condora.

Ustawiator
piątek, 3 kwietnia 2020, 17:26

Rzad Pisu juz WYWALIŁ 47mln pln Spolka,atom polska ma,sie dobrze Cos ala PGZ

Darek S.
piątek, 3 kwietnia 2020, 05:52

Nie ma sensu podejmować decyzji odnośnie elektrowni jądrowej w czasach totalnego uzależnienia w podejmowaniu takich decyzji od USA. Przecież wybudują nam to dwa razy drożej. Większość tego typu inwestycji na świecie realizują Rosjanie ( więcej niż USA i kraje starej Europy razem wzięte), chyba nie dlatego, że robią to drożej prawda ? Ich pozycja jest tak mocna w tym biznesie, jak w usługowym wystrzeliwaniu satelitów w kosmos. Kupując cokolwiek u Amerykanów przepłacimy, albo kupimy jakieś stare technologie. Ciekawe, czy tak jak Amerykanie, będziemy potem mieli taki sam problem z odpadam radioaktywnymi. Oni do tej pory nie wiedzą co z nimi zrobić. Przestali topić beczki z odpadami w morzu, gdy im ktoś zrobił zdjęcie tego procederu, ale od tamtej pory nowego sposobu na ich magazynowanie nie wynaleźli. Trochę uranu używają do produkcji amunicji. Amunicję taką potem wystrzeliwują, zrzucają np. w Iraku w Afganistanie, Libii, Syrii. Pilnują potem, aby utrzymać te kraje w stanie rozkładu politycznego i gospodarczego, aby fakt o skażeniu tych terenów na 10 000 lat pozostał mało znany opinii publicznej.

Genowefa
czwartek, 2 kwietnia 2020, 23:20

Przecież od początku było wiadomo, że nic z tego nie będzie. Kasę wyszarpały cwaniaczki rządowe, a koronawirus stwarza wyjątkową okazję żeby jakoś uzasadnić porażkę.

Ciekawski
czwartek, 2 kwietnia 2020, 22:53

Tak z ciekawości - ile kosztowały nas do tej pory pensje prezesa Dąbrowskiego, jego wiceprezesów i zastępców wiceprezesów?

Skąpiradło zawistne
piątek, 3 kwietnia 2020, 16:00

tak cos okolo 500 mln plz, podala niedawno prasa.

Tweets Energetyka24