Białoruś chce eksportować energie Polsce

11 października 2018, 11:52
nuclear-power-plant-837823_1920 (4)
Fot.: Pixabay

Polska mogłaby importować z Białorusi energię elektryczną. Mińsk uważa, że to rynek, a nie polityka ureguluje kwestie ewentualnego eksportu nadwyżek z Białoruskiej Elektrowni Atomowej pod Ostrowcem – mówił wiceminister energetyki Michaił Michadiuk.

"Dwa interkonektory o napięciu 110 kV z Białorusi do Polski nie działają obecnie z powodu pewnych decyzji podjętych przez stronę polską, ale biznes jest gotowy, by z nami współpracować” – powiedział w Ostrowcu dziennikarzom Michadiuk.

Jego zdaniem obie linie są "sprawne technicznie" i mogłyby zostać uruchomione. "Jeśli będzie taka wola, to moglibyśmy eksportować energię przez dwa interkonektory o napięciu 110 kV i trzeci o większym napięciu 220 kV” – oświadczył Michadiuk. Jak powiedział, przez każdy z mniejszych interkonektorów można w ciągu roku przesłać 150 MW energii.

Wiceminister odniósł się w ten sposób do działań Litwy na rzecz zablokowania możliwych przyszłych zakupów przez kraje UE energii pochodzącej z białoruskiej elektrowni atomowej budowanej przez rosyjski Rosatom. Litwa twierdzi, że elektrownia, znajdująca się niecałe 50 km od Wilna jest "projektem geopolitycznym Moskwy" i nie spełnia wymogów bezpieczeństwa.

W marcu 2017 r. pełnomocnik polskiego rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski oświadczył, że Polska nie będzie kupować energii pochodzącej z Ostrowca, a interkonektor zostanie rozmontowany.

"Wychodzimy z założenia, że kwestie te ureguluje nie polityka, ale rynek, czyli konkurencyjna cena" – mówił Michadiuk. Dodał, że dzięki modernizacji białoruskich systemów energetycznych w ciągu ostatnich dziesięciu lat są one obecnie "najbardziej efektywne na terenie byłego ZSRR". Michadiuk wyraził przekonanie, że również Litwa może z czasem zmienić stanowisko w sprawie zakupu białoruskiej energii.

Białoruska elektrownia atomowa powstaje w obwodzie grodzieńskim, około 20 km od miejscowości Ostrowiec według rosyjskiego projektu AES-2006. Elektrownia będzie się składać z dwóch bloków energetycznych, z których każdy ma reaktor o mocy do 1200 megawatów.

Według obecnych planów pierwszy blok ma zostać uruchomiony do końca 2019 r., drugi - w 2020 r. W grudniu 2018 r. do Ostrowca ma trafić paliwo jądrowe do pierwszego reaktora.

Michadiuk zapewniał, że budowa elektrowni, której głównym wykonawcą jest Rosatom, przebiega zgodnie z grafikiem. W marcu przyszłego roku planowane jest testowe uruchomienie pierwszego bloku energetycznego. "Blok pierwszego reaktora jest gotowy w 98 proc., drugiego – w 95 proc." – ocenił wiceminister. Konferencja prasowa w Ostrowcu została zorganizowana przez Rosatom w ramach prezentacji Białoruskiej Elektrowni Atomowej dla białoruskich i zagranicznych dziennikarzy.

"Już w czwartek, 11 października planowane jest pobranie pierwszej wody z rzeki Wilii – pompy są już przygotowane. W listopadzie woda zostanie chemicznie oczyszczona, a następnie przeprowadzimy pierwsze testy termiczne reaktora" – mówił przedstawiciel Rosatomu Witalij Polanin. Do tych celów, jak wyjaśnił, będzie używana imitacja kaset paliwowych.

W każdym z reaktorów umieszczone zostaną 163 kasety z paliwem jądrowym o wadze 750 kg każdy.

Jak mówili przedstawiciele elektrowni, na etapie ostatnich prac przygotowawczych znajduje się tzw. kilometr zerowy - rozdzielnia, z której siedmioma liniami elektrycznymi energia będzie odprowadzana do różnych regionów kraju, a także dwie wieże chłodnicze elektrowni.

Dziennikarze mieli także możliwość obejrzenia zautomatyzowanego centrum zaopatrzenia stacji w energię elektryczną oraz ośrodka szkoleniowo-treningowego dla pracowników elektrowni.

ML/PAP

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 9
artek
piątek, 30 listopada 2018, 19:55

Do prawieanonim - W ramach małego ruchu Mazowsze handlowało z Białorusią, a nie z Kaliningradem. Tu, też, działają rosyjscy agenci czy nie odpowiada Łukaszenko?

prawieanonim
niedziela, 28 października 2018, 21:44

artek - skąd ty wziąłeś te bzdurne dane? Jedyne co spowodowała blokada małego ruchu granicznego to spadek liczby podróżujących z Polski bo wjazd do Kaliningradu na zezwolenie był o połowę tańszy niż wiza. Rosjanie nic na tym nie stracili bo mieli wizy już wcześniej. Mało tego po likwidacji MRG Rosjanie wydali w Polsce więcej niż w analogicznym okresie przed blokadą więc przestań tu wciskać kit o jakichś stratach. Bardzo dobrze że zlikwidowano ten ruch bo nie można było się opędzić od rosyjskich agentów którzy robili wypady w głąb Polski i fotografowali instalacja wojskowe.

artek
niedziela, 21 października 2018, 14:08

Polska racja stanu ma jakąś pokręconą logikę. Niby chcemy budować międzymorze, a skłóceni jesteśmy z wszystkimi sąsiadami. Dobrym przykładem jest blokada ruchu przygranicznego, gdzie samo Mazowsze ma tracić na tym 200 mln zł. rocznie. Podejrzewam, że tak samo będzie z energią.

krzys
piątek, 12 października 2018, 19:06

Szept, baltazar i Niuniu już napisali to co i ja napisałbym. Dodałbym tylko - takie stanowisko (niezbyt mądre dla nas), jest chyba ceną za mocne ocieplenie stosunków z Litwą, włącznie z (kupnem) potencjalnym wetem w Brukseli.

Fred
piątek, 12 października 2018, 11:21

im więcej wydamy na import energii, tym mniej zostanie nam pieniędzy na budowę własnej elektrowni