Amerykańska ofensywa jądrowa. USA chcą znów być atomowym liderem świata [ANALIZA]

3 maja 2020, 11:16
840_472_matched__q8rngg_trump25461041280
Fot. Pixabay

Waszyngton zauważył, że Moskwa i Pekin zdystansowały go w rozwoju przemysłu jądrowego. Teraz Stany Zjednoczone chcą nadrobić stracony czas i odzyskać atomowe wpływy na świecie.

Do tego, że energetyka i polityka są ze sobą ściśle związane nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Zależność tę dobrze zobrazował kryzys naftowy z 1973 roku, spowodowany wyłącznie polityczną motywacją państw arabskich, które chciały ukarać zachodnich sojuszników Izraela poprzez embargo na dostawy ultrataniej ropy. Z polskiej perspektywy, lepszym przykładem będzie zachowanie Rosji, która używa swych surowców energetycznych jako broni politycznej, działając niekiedy wbrew rynkowi, ale zawsze w zgodzie z zaprojektowaną na Kremlu strategią utrzymywania i rozwijania wpływów w krajach uzależnionych od rosyjskich węglowodorów. Dobrym współczesnym przykładem związków między energetyką i polityką jest przemysł jądrowy.

Choć wielu komentatorów jest zdania, że atom ma swoje czasy świetności za sobą, to prawda wygląda zgoła inaczej – technologia jądrowa przeżywa aktualnie swój renesans. Obecnie buduje się najwięcej reaktorów jądrowych od 25 lat. Plany w tym zakresie wysuwa coraz więcej państw (w tym Polska). Do budowy „jądrówek” wzywają m.in. organizacje analizujące wpływ człowieka na klimat, czyli np. Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu, który w zdecydowanej większości swych scenariuszy postuluje zwiększenie udziału atomu w globalnym miksie energetycznym. Ta energetyczna płaszczyzna również stała się polem do politycznej gry między mocarstwami.

Światowy sektor cywilnej energetyki jądrowej został zdominowany przez Rosję. Odkąd do władzy doszedł Władimir Putin, kraj ten sprzedał za granicę więcej technologii jądrowej niż USA, Francja, Chiny, Korea Południowa i Japonia razem wzięte, tworząc sieć lukratywnych kontraktów w Europie, Azji i Afryce, co pozwoliło spółce Rosatom zatrudnić ćwierć miliona pracowników – takie wyliczenia przedstawili dziennikarze New York Timesa w artykule o rosyjskiej ekspansji jądrowej.

Rosjanie dostrzegli, że atom może tworzyć nawet głębsze więzy polityczne między państwami niż handel ropą czy gazem. Moskwa chętnie angażuje się w budowę nowych elektrowni jądrowych, dostarczając kapitał oraz technologie potrzebne do ich powstania. Kreml wie bowiem, że każda taka jednostka jest rosyjskim przyczółkiem na mapie politycznej świata - nie jest to może narzędzie pozwalające na wywieranie bezpośredniego nacisku, niemniej, atom umożliwia gruntowne zacieśnienie relacji międzypaństwowych.

Potencjał tkwiący w energetyce jądrowej dostrzegli też Chińczycy. Państwo Środka stawia obecnie najwięcej reaktorów na świecie – w budowie znajduje się 11 jednostek. Pekin stara się również (wzorem Moskwy) inwestować w atom poza swymi granicami. Dlatego też Chiny zaangażowały się w projekty jądrowe w Afryce.

Wszystkie te trendy wskazują na to, że atom zyskuje na znaczeniu jako narzędzie rozbudowy wpływów strategicznych. Geopolityczne aspekty energetyki jądrowej dobrze opisywał raport Center for Strategic and International Studies. Jego autorzy również zwrócili uwagę na głębokie i mocne więzy, jakie tworzy atom, zaznaczając jednak, że przemysł jądrowy raczej nie może służyć jako skuteczne narzędzie polityki zagranicznej czy źródło nacisku.

„Handel jądrowy ma naturę geopolityczną i tworzy trwające dekady więzy między dostawcami i odbiorcami, ale nie będzie efektywnym narzędziem polityki zagranicznej. Eksport reaktorów jądrowych, budowa elektrowni oraz związane z tym usługi mogą pomóc w stworzeniu, wzmocnieniu albo zachowaniu dobrych relacji między rządami państw-dostawców i państw-odbiorców. Jednakże przemysł jądrowy budowany jest na pewnym poziomie wzajemnego zachowania i dobrych relacji dyplomatycznych. Może być fundamentem wpływu na relacje geopolityczne, ale dowody wskazujące na to, że jest to dźwignia polityki zagranicznej są ograniczone i trudno uchwytne” - piszą autorzy raportu CSIS.

Na te atomowe działania Rosji i Chin z niepokojem patrzą Stany Zjednoczone, kraj, który wypadł z awangardy rozwoju energetyki jądrowej i praktycznie zaniechał rozbudowy tego sektora. Teraz jednak Waszyngton zdaje się dostrzegać, że taka polityka była błędem i pozostawiła przestrzeń dla strategicznych konkurentów, czyli Moskwy i Pekinu. Amerykańscy politycy – z prezydentem Donaldem Trumpem na czele – już teraz mówią głośno o potrzebie nadrobienia strat względem atomowych liderów. Jak powiedział sekretarz energii USA Dan Brouillette, taka sytuacja „zagraża narodowemu bezpieczeństwu i interesom Stanów Zjednoczonych”.

Odważne zapowiedzi powoli przekuwają się w czyny. Administracja prezydenta Trumpa przygotowała już plan, który ma ożywić amerykański przemysł jądrowy. Jak podaje portal The Hill, nad opracowaniem odpowiedniej strategii czuwała specjalna grupa ekspertów, którzy

Raport przygotowany przez tych analityków stwierdzał, że wciąż istnieje możliwość „przywrócenia USA statusu globalnego lidera jądrowego”, za czym pójść ma „zapewnienie silnego bezpieczeństwa narodowego oraz zagwarantowanie pozycji siły dla nadchodzących pokoleń Amerykanów”.

Podstawową metodą ożywienia przemysłu jądrowego zaproponowaną przez administrację Trumpa jest przeznaczanie 150 milionów dolarów rocznie przez dziesięć lat na tzw. Rezerwę Uranową, czyli de facto interwencyjny zakup rudy uranu od amerykańskich producentów tego surowca. Firmy zajmujące się górnictwem uranowym już w styczniu 2018 roku apelowały o podobne wsparcie.

Rozrost własnego wydobycia uranu jest dla USA sprawą priorytetową. Jak podaje Federal Times, w 2018 roku zaledwie 10% tego pierwiastka zużywanego w Stanach Zjednoczonych pochodziło ze złóż amerykańskich. Prawie 25% dostarczała Kanada, 20% - Kazachstan, 18% - Australia, a 13% - Rosja. Oznacza to, że w USA zużywano więcej rosyjskiego uranu niż amerykańskiego.

Drugim filarem atomowego planu USA są transfery technologii jądrowych do krajów sojuszniczych. W marcu 2019 roku Agencja Reutera poinformowała, że spółki ze Stanów Zjednoczonych rozpoczęły wstępne prace związane z przygotowaniem transferu technologii jądrowych do Arabii Saudyjskiej, która – będąc jednym z istotnych sojuszników USA w regionie – chciała zmniejszyć udział paliw kopalnych w swoim miksie energetycznym. Waszyngton jest też w strategicznym dialogu z Warszawą, która również planuje budowę elektrowni jądrowych. Ostatnim – mocno brzmiącym – akordem polsko-amerykańskiej współpracy na tym polu było Forum Przemysłu Jądrowego zorganizowane w listopadzie 2019 roku w Warszawie. Przemawiała na nim m.in. ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, Geogrette Mosbacher, która w swym wystąpieniu stwierdziła: „dziś jestem tu, by powiedzieć wam, że <<US nuclear power is back>>”. Waszyngton prowadzi też zaawansowane rozmowy na temat atomu z Indiami. Chodzi o budowę kilku reaktorów jądrowych w Kovvada na południu tego kraju.

Można zatem powiedzieć, że Stany Zjednoczone stoją przed szansą wskrzeszenia ambitnych planów atomowych, porównywalnych do tych sprzed 50 lat, kiedy Amerykanie zamierzali wybudować u siebie 1000 elektrowni jądrowych i stać się niezależnymi energetycznie właśnie dzięki tej technologii. Dla Warszawy taka polityka Waszyngtonu to olbrzymia szansa – chodzi bowiem nie tylko o realizację planu dekarbonizacji energetyki, zawartego w projekcie Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku, ale także o zacieśnienie więzów strategicznych z najważniejszym i najpotężniejszym sojusznikiem.

KomentarzeLiczba komentarzy: 22
Niuniu
wtorek, 5 maja 2020, 18:48

Pytanie nie jest czy amerykanie mogą w Polsce zbudować ej. Oczywiście mogą. Ale ważne za ile? I jeszcze ważniejsze kto sfinansuję tą budowę? Bo na pewno zadłużonej Polski nie stać na taką inwestycję. A kolejnego kredytu na 20-30 miliardów euro nie bardzo możemy zaciągnąć.

Andrettoni
wtorek, 5 maja 2020, 03:19

Przemysł i energetyka to dwie części tego samego organizmu. Likwidując przemysł w USA Amerykanie stracili potrzebę rozwoju energetyki. Teraz chcąc odbudować przemysł muszą mu dostarczyć energii. Podobny problem dotyczy Polski. Tutaj powstaje pytanie czy Amerykanie są w stanie jednocześnie budować szybko energetykę u siebie i u nas. Wiadomo, że priorytetem jest własny kraj, a Amerykanie mają ograniczone kadry. Nawet jeśli Amerykanie wygrają kontrakt na budowę elektrowni w Polsce, to będą musieli zatrudnić podwykonawców. Na razie po stronie USA są tylko chęci, a nie środki do ich realizacji. Same pieniądze nie wystarczą - trzeba uruchomić kopalnie, system wzbogacania uranu i formowania go w ogniwa paliwowe, wybudować elektrownie i przeszkolić personel. Przed pandemią były problemy z budową takiej elektrowni w Polsce, a teraz zwiększy się konkurencja o wykwalifikowany personel i ogniwa paliwowe oraz odpowiedni sprzęt.

Rosatom
sobota, 23 maja 2020, 08:23

A co wątpisz że to nie Amerykanie nie wygrają

bender
wtorek, 5 maja 2020, 16:39

Masz rację, że energetyka jądrowa to więcej niż sama elektrownia, ale chyba warto zauważyć, że istnieją różne nowe koncepcje takich elektrowni, niekoniecznie korzystających z turbin parowych jak obecnie istniejące, niekoniecznie tak wielkich, niekoniecznie używających takiego paliwa jak dziś. Postęp w tej branży również ma miejsce.

Polak z Polski
poniedziałek, 4 maja 2020, 17:44

Polska powinna przeprowadzić swój program atomowy wspólnie z USA.

PiotrEl
poniedziałek, 4 maja 2020, 16:57

Żeby było jasne Rosja ma w tej chwili umowy na budowę ponad 50 reaktorów w 13 krajach. Po wybudowaniu pierwszej pływającej elektrowni atomowej na świecie potencjalne zamówienia ocena się na 30 sztuk w 7 krajach. W tym Chiny, Brazylia, Indie, Indonezja... Pływająca elektrownia ma 8 warstw kadłuba... Amerykanie właśnie niszczą elektrownie atomowe na Ukrainie - wkrótce będziemy mieli kilka nowych Czernobyli. Ale co to ich obchodzi - są daleko.

bender
wtorek, 5 maja 2020, 16:44

Pomijając temat ile umów i na co ma Rosja, to czy byłbyś tak miły i wyjaśnił o co chodzi z niszczeniem ukraińskich elektrowni przez Jankesów? Spodziewam się zabawnej wypowiedzi :-D

Pentagram
niedziela, 3 maja 2020, 19:27

Czekam na,rozmowy START juz po modyfikacji arsenału na ktory PENTAGON wyda 15mld usd Mały Pikuś

Tweets Energetyka24