„Antyatomowcy jak antyszczepionkowcy”. Nie uratujemy Ziemi bez energii jądrowej [KOMENTARZ]

7 marca 2019, 09:24
syringe-435809_1920
Fot. Pixabay

Ruchy ekologiczne, które twierdzą, że walkę ze zmianami klimatycznymi można toczyć bez udziału energii jądrowej mają niewiele wspólnego z realną troską o środowisko.

Zmiany klimatu stanowią poważne zagrożenie dla całej naszej cywilizacji. Jakkolwiek w debacie publicznej twierdzenie to wciąż bywa kontestowane, tak świat nauki jest praktycznie jednomyślny w kwestii nadzwyczaj szybkiego tempa i antropogenicznej natury zachodzących zmian. Ich widoczne skutki wyliczył dokładnie Bartosz Brzyski w eseju zamieszczonym w czasopiśmie „Pressje”. „Latem 2018 roku (…) Szwecja rejestrowała najgorętszy lipiec w historii. W Wielkiej Brytanii panowała rekordowa susza. Podobnie w Danii, gdzie obserwowano najbardziej słoneczne i suche lato w historii (…). W Algierii obserwowano najwyższą kiedykolwiek odnotowaną temperaturę w Afryce – ponad 51 stopni Celsjusza. Podobne rekordy odnotowano w części stanów USA – w mieście Chino 48,9 stopni (…). Na północy Syberii odnotowano 33 stopnie, czyli aż o 15 więcej niż w analogicznym okresie w latach poprzednich, w Norwegii za kołem podbiegunowym nieco ponad 30 (…). W Polanie na Podkarpaciu temperatura skoczyła do 24,6 stopni Celsjusza. To najwyższa temperatura, jaką kiedykolwiek zanotowano w Polsce w listopadzie” – wskazał Brzyski.

Podobnych przykładów podać można jeszcze bardzo dużo. Zmiany klimatyczne już teraz pociągają za sobą zmiany gospodarcze, społeczne i polityczne.

Świadomość konieczności podjęcia walki ze zbliżającą się katastrofą ekologiczną już dawno przebiła się do medialnego mainstreamu. Coraz większa część społeczeństwa domaga się podjęcia zdecydowanych działań celem zaradzenia tym wyzwaniom. Przykładem tego typu głosów jest Młodzieżowy Strajk Klimatyczny – inicjatywa ogólnoświatowej młodzieży, chcącej zasygnalizować potrzebę walki ze zmianami klimatu. W ramach tego wydarzenia uczniowie opuszczają zajęcia w szkołach i udają się pod siedziby władz, by wyrazić swe postulaty. W Polsce strajk taki odbędzie się 15 marca.

Jednakże przy dobieraniu działań celem wyhamowania globalnego ocieplenia należy skupić się wyłącznie na przedsięwzięciach skutecznych. Inaczej cały wysiłek będzie niczym więcej niż tylko sposobem redukowania dysonansu poznawczego, a więc tanią sztuczką zmierzającą do poprawy własnego samopoczucia.

Tymczasem, jednym z najskuteczniejszych sposobów na ocalenie planety są inwestycje w niskoemisyjne, stabilne i skalowalne elektrownie jądrowe. Pomimo naukowych dowodów potwierdzających korzyści płynące z czerpania energii z atomu, „jądrówki” mają wśród ekologów całe rzesze krytyków.

Nowoczesna i Wiosna – dwie polskie partie opozycyjne, które zaprezentowały już swoje programy energetyczne, nie zawarły w nich wzmianki o energetyce jądrowej. Działanie to jest niezrozumiałe choćby ze względu na raport zaprezentowany w 2018 roku przez IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change). Dokument – opublikowany pod auspicjami ONZ – zakłada w większości dostępnych scenariuszy, że aby wyhamować wzrost globalnych temperatur ludzkość musi zwiększyć udział energetyki jądrowej.

Na polskiej scenie politycznej działa też partia Zielonych, która nie tylko nie widzi miejsca dla atomu w politykach energetycznych, ale też otwarcie walczy z wytwarzaniem energii w tenże sposób. Ugrupowanie to – w swej krytyce założeń do Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku – określiło pozyskiwanie energii z atomu mianem „nieefektywnego, ryzykownego oraz bardzo drogiego”. O ile energetyka jądrowa zasługuje na miano „bardzo drogiej” (choć, z drugiej strony, trudno mówić o jakiejkolwiek taniej szerokiej transformacji energetycznej), o tyle pozostałe dwa przymiotniki nie oddają jej charakteru.

Jeśli chodzi o efektywność, to warto wskazać, że sam Bill Gates w swych prognozach na 2019 rok podkreślał atuty „jądrówek” na tym polu. „Energetyka jądrowa idealnie nadaje się do walki ze zmianami klimatu, gdyż jest to jedyne nieemisyjne, skalowalne źródło energii dostępne 24 godziny na dobę” – powiedział miliarder. „Świat musi pracować nad rozwiązaniami, które zahamują zmiany klimatu. Zaawansowana energetyka jądrowa jest jednym z nich, mam nadzieję, że czołowi amerykańscy gracze zajmą się tą kwestią” – dodał Gates.

Nie można też zapomnieć, że energetyka jądrowa nie emituje do atmosfery substancji, które powstają przy spalaniu węgla, czyli np. pyłów oraz związków siarki i azotu. Co więcej, żeby zasilić elektrownię jądrową o mocy zainstalowanej 1GWe, trzeba dostarczyć do niej ok. 20-30 ton paliwa jądrowego rocznie. Ładunek ten można zatem swobodnie zmieścić w jednym wagonie pociągu towarowego.

Trudno też zrozumieć podnoszone przez antyatomowców obawy dotyczące zagrożeń płynących z energetyki jądrowej. W rzeczywistości, patrząc przez pryzmat nakładów i technologii z zakresu bezpieczeństwa, elektrownie jądrowe oferują najbezpieczniejszy sposób wytwarzania energii elektrycznej. Co więcej, najczęściej podawany przykład zagrożenia związanego z tymi jednostkami, czyli katastrofa w Czarnobylu, przybiera obecnie dość dezinformacyjny wydźwięk. Wypadek ten był bowiem spowodowany przez człowieka łamiącego wszelkie procedury bezpieczeństwa poprzez przeprowadzenie testów na niedostosowanym do tego typie reaktora (który zresztą nie jest już stosowany w nowych blokach – jednostki typu RBMK działają obecnie jedynie w trzech elektrowniach w Rosji). Ponadto, ludzie, którzy ponieśli śmierć podczas tej katastrofy zginęli głównie ze względu na nieumiejętne i pozbawione norm bezpieczeństwa prowadzenie akcji ratunkowej. Podczas operacji zabezpieczenia reaktora doszło też do szeregu wypadków budowalnych. Mowa tu m.in. o załodze helikoptera, która zginęła, gdy maszyna zahaczyła wirnikami o słabo widoczne liny dźwigów.

Inny przypadek będący argumentem w rękach antyatomowców, czyli katastrofa w japońskiej elektrowni Fukushima Dai-Ichi, również niesie w sobie duży ładunek dezinformujący. Przede wszystkim, warto zauważyć, że awaria nie spowodowała czyjegokolwiek zgonu wskutek zdarzeń radiacyjnych.

Jednakże spowodowane atomowym strachem wyłączenie japońskich elektrowni jądrowych miało poważne skutki dla gospodarki Kraju Kwitnącej Wiśni oraz globalnego klimatu. Po wstrzymaniu pracy „jądrówek” poważnie wzrosły japońskie rachunki za energię elektryczną –tamtejsze przedsiębiorstwa musiały płacić za prąd prawie 30% więcej, a gospodarstwa domowe – ok. 20% więcej. Uszczupliło to budżety przedsiębiorstw i obywateli. Ponadto, powrót do spalania paliw kopalnych spowodował, że japońskie emisje dwutlenku węgla wzrosły o ok. 10% w stosunku do poziomu z 1990 roku, co zniweczyło wszelkie wysiłki Tokio ukierunkowane na wykonywanie postanowień Protokołu z Kioto.

O sile zabezpieczeń nowych elektrowni jądrowych mówił rok temu w wywiadzie z portalem Energetyka24 prof. Andrzej Strupczewski z Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Zaznaczył on, że obecnie jednostki te są przygotowane nie tylko na katastrofy naturalne, ale także na zagrożenie terrorystyczne. „Elektrownie trzeciej generacji, które budujemy obecnie w różnych krajach to są reaktory, które były projektowane już po atakach na World Trade Center. W związku z tym, są odporne na wszelkie ataki zewnętrzne, zarówno przyrody, jak i człowieka. Między innymi, we wszystkich tych elektrowniach wprowadzony jest wymóg, że muszą być odporne na uderzenie największego samolotu z pełnym ładunkiem ropy naftowej. Uderzenie samolotu nie jest dla nich działaniem niszczącym i zagrażającym otoczeniu” – podkreślił badacz.

Jak zatem rozumieć szerzący się strach i sprzeciw wobec energetyki jądrowej?

„Żyjemy w czasach triumfu pseudonauki nad rozsądkiem, czemu sprzyja znaczna popularność mediów społecznościowych. Strach, złość i emocje związane z zagrożeniem są bardzo nośne w Internecie, stąd obserwujemy popularność ruchów kontestujących konsensus naukowy” – mówi Adam Błażowski, działacz inicjatywy FOTA4Climate oraz publicysta.

„Mamy więc antyszczepionkowców, którzy wylansowali modę na <<rtęć w szczepionkach>>, mamy ludzi zwalczających 5G z powodu rzekomych szkodliwych fal elektromagnetycznych, mamy sprzeciw wobec elektrowni wiatrowych ze względu na rzekome szkodliwe, tajemnicze oddziaływanie, jak również poważna część przeciwników atomu czerpie głównie z radiofobii, a nie z rzetelnej wiedzy naukowej w tym temacie. Akurat energetyka jądrowa jest najbezpieczniejszym sposobem wytwarzania energii elektrycznej, tak jak lotnictwo jest najbezpieczniejszą formą transportu w przeliczeniu na osobę i kilometr przebytej trasy" – dodaje.

"Najbardziej niebezpieczną elektrownią jądrową na świecie jest ta która jest zamykana przed czasem. Bo na jej miejsce najczęściej spalany jest gaz ziemny co zwiększa emisje CO2” – podsumowuje Błażowski.

KomentarzeLiczba komentarzy: 13
Derrick
piątek, 8 marca 2019, 18:21

Ziemia nie potrzebuje ludzkiego ratunku. Była miliardy lat temu i będzie tez miliardy lat w przyszłość, bez względu na to czy robactwo zwane ludzikami będzie pałętać się po jej powierzchni. Ratowac to powinni się sami ludzie, między innymi od trującego atomu i wszechobecnej głupoty iraz niewiedzy.

gnago
piątek, 8 marca 2019, 13:27

A faktycznie energetyka atomowa oparta na uranie to krok w złą stronę. Na dziś oparta na torze a potem na syntezie helu

gnago
piątek, 8 marca 2019, 13:26

Nie wykształcenie a ufność mediom i politykom jest problemem. Niezależnie od wykształcenia bezrefleksyjnie większość z nas przyjmuje to co dowie się nieoficjalnie. Przy czym ufnośc wobec tego drugiego rośnie. powodem przyłapanie oficjalnych na licznych łgarstwach typu IRAK Iran czy wyburzenie trzeciej wieży z powodu wstrząsu/ pożaru dwóch pozostałych

Diadem
piątek, 8 marca 2019, 11:26

Polska potrzebuje elektrowni atomowej. Problemu z zakupem paliwa uranowego nie ma, gdyż dostawy zapewnia firma która wygra przetarg na budowę, podobnie jak technologię budowy i eksploatacji. Wykształcenie kadr to kwestia szkoleń, Polacy nie małpy. Technologia nuklearna w dzisiejszych czasach to nic co było bardzo skomplikowane. Dobrych miejsc na elektrownie jądrową mamy kilka, choćby Żarnowiec, ale są i inne miejsca. U nas nie ma trzęsień ziemi, dużych huraganów, albo tsunami które stanowiłyby zagrożenie. Miejsc do składowania odpadów atomowych mamy dużo, bo najbezpieczniej składuje się je pod ziemią w tzw. wysadach solnych, a u nas tego sporo, najwięcej na Kujawach, ale nie ma się co martwić. Firma która dostarcza paliwa, zabiera potem zużyte paliwo do przerobu i ponownego wykorzystania dostarczając kolejną partię. Elektrownia atomowa owszem jest kosztowna, ale ceny energii będą rosły, a my potrzebujemy jej coraz więcej i z samych wiatraków jej nie pozyskamy. Nasze elektrownie cieplne są już przestarzałe, chyba Gierek nawet nie przewidywał, że tyle lat będą działać bez dużych remontów. Ponadto na energetykę opartą na węglu krzywo patrzy Unia Europejska i trudno będzie obronić nasz punkt widzenia w Europie, gdzie takie siłownie się zamyka. Budując elektrownie jądrową właśnie zmniejszamy nasze uzależnienie od Rosji. W tej chwili spada w Polsce wydobycie węgla i paliwo do naszych elektrowni węglowych kupujemy z Rosji, wraz z gazem i ropą. Tymczasem nasza elektrownia atomowa raczej nie zostanie wybudowana przez Rosję, tylko przez USA, Francję albo Japonię. Energia geotermalna jest w porządku, ale w mikro skali. Nie ma takiego kraju na świecie który opiera swój bilans energetyczny w większości na energii geotermalnej. Taka energia ma zastosowanie bardziej lokalne jako wsparcie tradycyjnej energetyki. Bzdury piszesz kolego, że nasze zasoby mogą ogrzać i zaopatrzyć w prąd całą Europę Środkową :) Proszę o źródło tych rewelacji. Jeżeli natomiast chodzi o zgazowanie węgla w złożu to ta technologia przypomina słynne już wydobywanie gazu z łupków. Niby już od wielu lat technologia jest znana, ale jakoś na świecie się nie przyjęła. W Kanadzie po kilku próbach, wstrzymano dalsze prace gdy doszło do zanieczyszczenia wód podziemnych benzenem. Aktualnie takie badania prowadzi się w Rosji, w Uzbekistanie działa taka kopalnia, ale tam środowiskiem się nie muszą przejmować. Dochodzi jeszcze problem tlenku węgla wydobywającego się ze złoża jako produkt uboczny, czyli kolejny gaz cieplarniany do atmosfery. W Polsce też już podejmowano próby, ale wyniki nie były zachwycające. To jest "brudna technologia" i trudno będzie znaleźć fundusze na takie inwestycje.

PS
piątek, 8 marca 2019, 10:44

Przeciwnicy odnawialnych źródeł energii totalnie rozstali się z ekonomią i rozprawiają o mitycznych ekonomicznych przewagach komparatywnych energii jądrowej. Na chwilę obecną - nie ma ich. Jednocześnie, należy rozumieć, że w ich mniemaniu do grona "anty-szczepionkowców" dołączył ikona polskiego ruchu walki z klimatem fizyk jądrowy dr Marcin Popkiewicz, który niedawno napisał: "Gdybym był osobą odpowiedzialną za energetyczną przyszłość Polski, to w pierwszej kolejności zainwestowałbym w poprawę efektywności energetycznej oraz odnawialne źródła energii (nie ograniczając się do inwestycji z budżetu państwa i kontrolowanych przez niego firm, lecz tak zmieniając otoczenie prawne, by stymulować inwestycje niezależnych inwestorów i osób prywatnych). Nie bałbym się przy tym wzrostu cen energii, skompensowanego obniżkami innych podatków – stymulowałoby to wzrost opłacalności inwestycji w efektywność energetyczną i nowe czyste źródła energii. Do lat 30. osiągnęlibyśmy znaczącą redukcję zapotrzebowania na energię oraz udział OZE w miksie energetycznym na poziomie 60-70%. Byłoby to dużo efektywniejsze (redukcja zużycia energii i emisji w stosunku do kwoty inwestycji) niż inwestowanie w program jądrowy." Artykuł powiela ad infinitum bzdurę powtarzaną w środowiskach przeciwników energii odnawialnej, jakoby w raporcie IPCC 2018 stwierdzono "w większości dostępnych scenariuszy, że aby wyhamować wzrost globalnych temperatur ludzkość musi zwiększyć udział energetyki jądrowej." Nieprawda, skoro mediana scenariuszy w raporcie IPCC zakłada ograniczenie udziału energii jądrowej w miksie energetycznym (z 10% do 8%), czyli większość scenariuszy zakłada spadek tego udziału, choć w bezwzględnych liczbach oznacza nieznaczny wzrost. Jednocześnie część scenariuszy zakłada docelowo zerowy udział EJ. Warto też napomknąć, że o ile w raporcie IPCC 2014 tylko jeden skrajny scenariusz Greenpeace zakładał 77% udział odnawialnych źródeł energii (OZE) w 2050 roku, to już cztery lata później mediana udziału OZE w miksie energetycznym wzrósł do 77,5%, a wśród scenariuszy pojawiły się takie zakładające prawie 97% udział OZE. To ewidentnie pokazuje na co stawia świat nauki i w którym kierunku skierowuje nas racjonalna analiza kosztów. Naukowcy i eksperci są dosyć zgodni, że energia jądrowej nie ma odpowiednich zasobów ludzkich, by osiągnąć wymagany poziom skalowalności. Za ekspertów z kolei funkcjonują osoby jak prof. Andrzej Strupczewski, który otwarcie promuje rasizm w swoich tekstach. Ciekawe jest też z kolei nazywanie przez działacza FOTA4Climate Adama Błażowskiego "antyszczepionkowcami", podczas gdy wielokrotnie w przeszłości został przyłapany na manipulowanie faktami i mimo wykazania tych fake newsów dalej powiela te same informacje, tym samym świadomie wprowadzając w błąd swoich odbiorców. W tym zestawieniu to fanatyczni przeciwnicy OZE jak FOTA4Climate wychodzą na prawdziwych antyszczepionkowców i próbują piórkiem zawracać bieg nauki.

Reklama
Tweets Energetyka24