Winter is coming. Fiasko dzisiejszych negocjacji może przynieść kryzys gazowy [KOMENTARZ]

19 września 2019, 12:39
pipe valve
Fot.: Flickr.com

Dziś startuje kolejna runda rozmów w formacie trójstronnym o przyszłości tranzytu rosyjskiego gazu do UE przez terytorium Ukrainy. Stanowiska są skrajnie odmienne i najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest fiasko rozmów, które może przynieść kolejny kryzys gazowy.

Spotkanie w Brukseli jest kolejnym spotkaniem z cyklu rozmów z udziałem Komisji Europejskiej, Ukrainy i Rosji o przyszłości tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę, które rozpoczęły się w ubiegłym roku i jak dotąd nie przyniosły rezultatu.

Rozbieżne stanowiska

Celem negocjacji jest opracowanie formuły przesyłu gazu po zakończeniu obowiązującego kontraktu, co nastąpi 31 grudnia 2019 roku.

Ukraina chciałaby podpisać kontrakt tranzytowy na okres 10 lat, przewidujący przesył 60 mld m sześc. gazu rocznie z założoną elastycznością na poziomie +/- 30 mld m sześc. rocznie, jak informuje Anna Gumbau z Interfax Energy.

Źródła zbliżone do delegacji rosyjskiej, cytowane przez Kommiersanta, ujawniły natomiast, że Rosja gotowa jest podpisać kontrakt na 5 lat, przewidujący przesył ok. 30 mld m sześc. gazu rocznie.

Dodatkowym punktem spornym jest decyzja sądu arbitrażowego w Sztokholmie, który nakazał Gazpromowi wypłatę 2,6 mld USD na rzecz Naftohazu (z odsetkami 2,7 mld USD). Gazprom w styczniu proponował porozumienie stron i rezygnację ze wzajemnych pretensji, na co strona ukraińska się nie zgadza. UE w tej kwestii wyraziło poparcie dla stanowiska ukraińskiego.

Obawy Kijowa w tym zakresie są jak najbardziej uzasadnione, ponieważ porozumienie stron byłoby de facto wyrażeniem zgody przez Ukrainę na ignorowanie wyroków Trybunału Arbitrażowego, który okazał się być ostatnio jedynym, skutecznym forum dochodzenia swoich praw przez strony poszkodowane w relacjach z Gazpromem.

Moment słabości

Jak dotychczas strona rosyjska grała na czas, przeciągając rozmowy (na jednym ze spotkań nie pojawiła się nawet delegacja Gazpromu), licząc na sprowokowanie kryzysu gazowego, podobnego do tego z 2009 roku. Takie zachowanie Rosji wynikało z pewności, że do 2020 roku uda się stworzyć możliwości do przesyłu gazu obchodząc Ukrainę, wykorzystując pełne możliwości Nord Stream 1, Nord Stream 2 i Turk Stream.

Wraz z upływem czasu okazało się, że oddanie do użytku Nord Stream 2 zostało znacznie opóźnione - między innymi za sprawą działań Danii. Dodatkowo rosyjską pozycję negocjacyjną osłabił wyrok TSUE ws. OPAL. Zgodnie z jego zapisami, niemożliwe będzie pełne wykorzystanie lądowego przedłużenia Nord Stream 1 przez Gazprom, w wyniku czego ilość gazu płynącego przez Ukrainę już teraz wzrosła (OPAL był elementem systemu gwarantującego ominięcie Ukrainy).

Co więcej, wyrok ten zmniejsza prawdopodobieństwo udzielenia zgody na pełne wykorzystanie w przyszłości lądowego przedłużenia Nord Stream 2 - gazociągu EUGAL - a co za tym idzie i samego Nord Stream 2. W rezultacie plany ominięcia Ukrainy, przynajmniej na razie, spaliły na panewce, a Rosjanie stanęli przed koniecznością przedłużenia kontraktu tranzytowego przez Ukrainę.

Utrzymanie tego szlaku jest ważne z kilku względów. Ominięcie Ukrainy i dostarczanie gazu do państw Europy Środkowo-Wschodniej za pośrednictwem Nord Stream 1, Nord Stream 2 i Turk Stream pozwoliłoby zamienić kolejność dostaw. Ukraina i Polska, zamiast być państwami tranzytowymi, stałyby się wówczas odbiorcami końcowymi, którzy najbardziej ucierpieliby w przypadku ograniczenia dostaw. W ten sposób Rosja zyskałaby możliwość wywierania nacisku na Ukrainę i inne państwa regionu, bez uszczerbku dla handlu z Niemcami.

Na marginesie warto też wspomnieć, że zyski z tranzytu gazu stanowią ważny wkład do ukraińskiego budżetu w wysokości ok. 3 mld USD rocznie. Ich nagła utrata mogłaby mieć fatalne skutki dla stabilności gospodarczej i politycznej tego kraju.

Winter is coming

Wyrok TSUE ws. OPAL z pewnością umocnił pozycję negocjacyjną Ukrainy przed rozmowami z Rosją. Delegacja ukraińska będzie domagała się podpisania umowy na jej warunkach, czując się pewniej podczas tej rundy. Najprawdopodobniej jednak Rosjanie nie będą skłonni do ustępstw, grając va banque.

Komisja Europejska z kolei najprawdopodobniej nalegać będzie na przyjęcie przynajmniej tymczasowego rozwiązania, zapewniającego bezpieczeństwo dostaw przynajmniej na przyszły rok. Nie jest tajemnicą, że wszyscy w regionie już teraz szykują się na kryzys gazowy - poziom zapasów błękitnego paliwa w UE i na Ukrainie osiąga rekordowe poziomy.

Niestety rozwiązanie kompromisowe byłoby na rękę przede wszystkim Rosji, która potrzebuje kilku lat na domknięcie projektu Nord Stream 2 i Turk Stream, uzyskując możliwość choć częściowego ominięcia Ukrainy.

Czas mija, a stanowiska Ukrainy i Rosji nie uległy zbliżeniu nawet na krok. Niewykluczone, że fiasko dzisiejszych rozmów, co jest bardzo prawdopodobne, skutkować będzie kolejnym kryzysem gazowym. Niestety, jak zwykle, skorelowanym z okresem grzewczym.

KomentarzeLiczba komentarzy: 3
Jabłko
czwartek, 26 września 2019, 14:41

Wniosek że ominięcie Ukrainy jako kraju tranzytowago narazie spaliło na panewce to totalna fantazja jak i to ze potrzeba co najmniej kliku lat by zakończyć prace nad Nord Stream2 i turkish stream Ominiecie Ukrainy i Polski to tylko kwestia czasu. Jeśli chodzi o Ukraine to jest jeszcze rok najwyżej 2. Strasznie nawine i życzeniowe takie myślenie ignorujace fakty i postawe Niemiec jak i ich problemy w obszarze energetyki. Polska ani Ukraina nie może być partnerem kraju które uznaje za swojego najwiekszego wroga. To jest wogole aburdalne. NiE da sie miec ciastka i zjesc ciastko.

Stary Grzyb
czwartek, 19 września 2019, 21:39

Wnioski dla Polski są trzy. Po pierwsze, absolutnym priorytetem polskiej polityki energetycznej musi być całkowite wyeliminowanie potrzeby importu gazu i ropy z Rosji. Odpowiednie działania są prowadzone i proces jest zaawansowany, ale musi to mieć właśnie priorytet absolutny. Po drugie, w polskiej polityce bezpieczeństwa równie absolutny priorytet musi mieć rozwój i pogłębianie sojuszu z USA. Oczywiście, rozwój potencjału własnego jest niezwykle ważny (ot, choćby zdolność zbrojnego chronienia infrastruktury, w tym Gazociągu Bałtyckiego, Gazoportu czy Naftoportu, przed rosyjskim sabotażem i dywersją), ale wobec faktu, że Rosja żyje wyłącznie z eksportu ropy i gazu (i eksport ten jest zarazem jej podstawowym narzędziem wywierania presji na Europę), to nie cofnie się ona w tej kwestii przed niczym. Jedyną skuteczną barierą dla rosyjskich działań w tym zakresie (i w ogóle jedynym argumentem dla Rosji zrozumiałym) jest siła i strach przed nią, a tę siłę mają i ten strach mogą wywoływać tylko USA. Po trzecie wreszcie - już należy zacząć przeorientowywać kierunki współpracy gospodarczej Polski z zagranicą, w tym przede wszystkim eksportu. Nastawienie na Niemcy, wobec postępującej schroederyzacji z jednej strony, a faktycznej odbudowy paktu Ribbentrop-Mołotow z drugiej, stanowi strategiczne zagrożenie dla interesów narodowych Polski.

mc.
sobota, 21 września 2019, 02:05

A propos sabotaży na Bałtyku: kto pamięta ile razy był uszkodzony NordBalt ? Mowa o kablu energetycznym ze Szwecji na Litwę. W innym artykule była mowa o możliwej budowie kilku (ilu ?) korwet dla MW. To jest działanie NIEZBĘDNE. Pilnowanie "szlaków przesyłowych" , portów i infrastruktury nadbrzeżnej (np. Gazoportu) to podstawowe zadanie MW w czasie pokoju i wojny. I jeszcze jedno (to dla sympatyków OP) - okręty podwodne się do tego NIE NADAJĄ

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24