Rząd PO/PSL przespał moment na atom - straciliśmy bezcenny czas [KOMENTARZ]

25 czerwca 2019, 09:45
cooling-towers-4172369_640
Fot. Pixabay

Jednym z wymiernych efektów wizyty Prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie, obok zwiększenia obecności wojsk amerykańskich i zakupu uzbrojenia, są kolejne kontrakty gazowe a zwłaszcza zapowiedź budowy przez Amerykanów elektrowni atomowej. Czy ta deklaracja realnie przybliża nas do polskiego atomu?

Przede wszystkim amerykański kontrakt może być przełomowy w tym sensie, że elektrownia w ogóle powstanie. Generalnie - atom w Polsce szczęścia nie miał. Po nieudanych próbach zbudowania jeszcze przez władze PRL elektrowni w Żarnowcu – które to pomysły upadły tyleż z powodu trapiącego Polskę Ludową permanentnego kryzysu gospodarczego, co obaw po katastrofie w Czarnobylu – do pomysłów budowania elektrowni atomowej co jakiś czas w III RP wracano, ale bez konkretnych działań. Stosunkowo najbliżej takich działań byliśmy po roku 2007, kiedy powstała specjalna spółka (w grupie PGE), mająca budować elektrownię atomową, ale powołanie jej władz oraz sponsorowanie sopockiego klubu sportowego (PGE Atom Trefl Sopot) plus nieco prac studyjnych zasadniczo wyczerpały jej działalność. W latach 2011-12 przeprowadzono tez kampanię informacyjną dotycząca bezpieczeństwa elektrowni atomowej mającą zmniejszyć społeczne opory. Tyle tylko, że elektrowni, która miała ruszyć w około roku 2023, nadal nie ma.

Kwestia atomu powróciła w roku ubiegłym wraz z projektem PEP do 2040 r., zaś w kolejnych planach Ministerstwa Energii pojawiła się także druga elektrownia i ten stan miałby być osiągnięty do roku 2043. Mówiąc ogólnie, włączenie Amerykanów w projekt polskiego atomu praktycznie podsuwa rozwiązanie trzech problemów, które do tej pory skutecznie paraliżowały rzeczoną koncepcję. Pierwszym z nich była technologia – co logiczne, wybieramy amerykańską. Drugim – pieniądze, a można się bowiem domyślać, że wzorem innych swoich tego typu inwestycji Amerykanie po prostu zmontują konsorcjum finansowe, wsparte gwarancjami (lub pożyczką) rządu USA, które to finansowanie będzie odzyskiwane w postaci udziału w zyskach lub przychodów ze sprzedaży energii. Trzecim i chyba najważniejszym elementem jest fakt, iż projekt ten wreszcie ma właściciela – operatora, którym będzie podmiot amerykański. Dzięki temu projekt, w który będą zaangażowane pieniądze amerykańskich podmiotów po prostu będzie miał swoją agendę i będzie według niej realizowany niezależnie od polskiej niemożności lub zawirowań politycznych. Amerykanie wielokrotnie pokazali, że w kwestii ochrony swoich inwestycji na świecie są bardzo skuteczni i pragmatyczni.

Oczywiście mamy inny problem, mianowicie energetyka atomowa w obecnym kształcie jest de facto technologią schyłkową. Zbankrutowała m.in. amerykańska spółka , córka GE, zawiadująca elektrowniami atomowymi i wiele firm z tej branży przeżywa kłopoty. Poza tym swoje elektrownie zamykają Niemcy, a o ich ograniczaniu mówią także Francuzi. Można się wiec obawiać, iż instytucje unijne mogą chcieć polski projekt co najmniej hamować.  Co prawda Amerykanie intensywnie rozwijają technologie małych, lokalnych reaktorów, ale w przypadku naszej elektrowni taki wariant nie jest rozważany.

Trzeba zauważyć natomiast, że ewidentnie przegapiliśmy najlepszy moment. W roku 2007, kiedy startowaliśmy jako Polska z tym pomysłem, na świecie powstawało lub było w planach 29 nowych elektrowni tego typu. Klimat dla tego typu energetyki był znacznie lepszy niż dziś, kiedy na topie są OZE. Co jednak ważniejsze, gdybyśmy po 2007 roku dysponowali realną perspektywą posiadania w drugiej dekadzie XXI w. działającej elektrowni atomowej,  moglibyśmy od ponad 10 lat prowadzić zupełnie inna politykę wobec górnictwa i energetyki opartej na węglu – wiedząc, że 10 – 20% tzw. podstawy energetycznej zapewni nam atom. Wtedy zupełnie inaczej obliczalibyśmy zapotrzebowanie na węgiel i być może nie trzeba by realizować takich inwestycji węglowych, jak np. Ostrołęka. Istotnym czynnikiem, który wpływa na nasza decyzję o polskim atomie, jest kwestia dekarbonizacji w UE, radykalny wzrost kosztów emisji CO2 i co za tym idzie wzrost koszów energii.

To właśnie na atomie opiera się plan obniżenia ilości energii pozyskiwanej z węgla z 80% do 60% do 2040 roku.  Czy jest alternatywa? Oczywiście – tyle, że teoretyczna. Byłoby nią radykalne przestawienie polskiej gospodarki na OZE, specjalizowanie się w produkcji i co ważniejsze w rozwijaniu nowych technologii w zakresie OZE, aby stać się na przestrzeni kilkunastu lat europejskim bądź światowym liderem. Plan doskonały, ale polityka to, jak wiadomo, sztuka rzeczy możliwych. Dlatego trzeba zadać pytanie, czy tu i teraz nie tylko decydenci, ale społeczeństwo jest gotowe na to, żeby – i z ponoszeniem sporych kosztów –polską gospodarkę na tak radykalne tory wprowadzić. Za przykład niech służą Niemcy, którzy mając potężna i opatrzą o wysoko marżowy eksport gospodarkę, a w dodatku realizując swoją Energiewende od niemal 20 lat (choć nie zawsze się tak nazywała), muszą w 60% opierać się na węglu i budować Nord Stream 2. Do tego dołóżmy jednak relatywnie mało innowacyjną polską gospodarkę, mocno podwykonawczą wobec np. Niemiec, a dojść musimy do wniosku, że jest to wyzwanie, na które nie jesteśmy gotowi.

Nie możemy obecnie jednocześnie rezygnować z atomu i z węgla, zatem trzeba wybierać między dwoma nieoptymalnymi rozwiązaniami. Tak więc atom, który w jakimś stopniu „uwiąże” nam ceny energii na najbliższe dekady, jest rozwiązaniem, które może zapewnić stałą i relatywnie tanią energię dla gospodarki i (w optymistycznym scenariuszu) zabezpieczać potrzeby energetyczne w czasie transformacji na OZE.  Co nie zmienia faktu, że gdybyśmy ten projekt realnie rozpoczęli dekadę temu, mielibyśmy dziś zupełnie inne dylematy.

Dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica

KomentarzeLiczba komentarzy: 14
Stefan
niedziela, 30 czerwca 2019, 19:59

Na świecie działa ok. 450 reaktorów i ok. 55 jest w budowie. W samych tylko Chinach 18. Najbardziej uprzemysłowione kraje świata za wyjątkiem Niemiec, Włoch i Australii opierają swoją energetykę na atomie. Moc zainstalowana elektrowni jądrowych stale rośnie. Technologie jądrowe w energetyce są najbardziej skomplikowane (odpowiednik F1 w samochodach) i dostępne dla nielicznych. 3-ci świat może o tym pomarzyć. Technologia schyłkowa? Jak na schyłek ma się całkiem dobrze, a dekarbonizacja zapewnia jej świetlaną przyszłość. OZE nie załata dziury po węglu.

rob ercik
środa, 26 czerwca 2019, 23:42

Amerykański Atom będzie tak samo opłacalny jak Amerykański LPG, na stacjach drożej, za prąd drożej etc etc

grzesiek
środa, 26 czerwca 2019, 16:20

Tusk i PO miało 8 lat, dwie kadencje by przynajmniej zacząć budowę elektrowni atomowej.

Niuniu
środa, 26 czerwca 2019, 03:41

Atom zakopało w Polsce nie tylko Po/PSL, zaczęło się od SLD/PSL to Premier Miler odwołał zaczętą już budowę elektrowni jądrowej a dalej było już z górki - poza ruchami pozornymi nic nie robimy do dnia dzisiejszego. Te deklaracje amerykanów też niewiele znaczą. A wszystko rozbija się o model finansowania i brak kasy. Zaangażownie kapitału amerykańskiego w ten projekt jest nadal hipotetyczne - nawet nie wiadomo o jakich pieniądzach rozmawiamy. Po prostu nasi decydenci nareszcie nic nie muszą robić bo teraz to "amerykańska inwestycja". Czyli kolejna ściema.

Komentator
czwartek, 27 czerwca 2019, 11:05

Miler został premierem w 2001. Do tego czasu trwała budowa Żarnowca??? Żarnowiec pogrzebały solidarnościowe rządy na fali antyrosyjskiego amoku. Porzucono praktycznie ukończone budowle, a wyposażenie sprzedano za bezcen, (jeden z reaktorów do dzisiaj w Finlandii). Czy tak trudno sprawdzić podstawowe fakty?

Tn
wtorek, 25 czerwca 2019, 14:15

Cóż z tego, że OZE jest na topie, skoro nie istnieją jeszcze konkurencyjne o przyjazne środowiski technologie pozwalające na magazynowanie energii? Na każdy MW OZE trzeba zbudować MW oparty na węgle, gazie lub biomasie, albo właśnie atomie... Przy czym atom nie emituje CO2, więc przy nim OZE są właściwie niepotrzebne. Jeśli chcemy na serio delarbonizować, to obecnie jest to możliwe tylko z atomem

Boczek
sobota, 6 lipca 2019, 12:33

Jedno tylko. OZE jest w przypadku W niezniszczalny i gwarantuje ciągłe zasilanie (niepełne ale pewne) - nie ma możliwości zniszczyć setek tysięcy systemów). Nawet jako, że nie ma tu konieczności przesyłu wysokiego napięcia (wystarcza tylko poziom 10/30 kV dla lokalnej i średniej dystrybucji - sam generator to 690V) i nie ma kilku centralnych stacji elektroenergetycznych, których zniszczenie uniemożliwia funkcjonowanie całego systemu. Pół żartem pół serio mówi się, że to rzeczywista przyczyna niemieckiej energiewende, a nie żadne eko. Nasze Pomorze nadje się ponadto na budowę wielu szczytowo-pompowych, czyli najefektywniejszy dziś znany sposób magazynowania dużych ilości energii. Zgoda co do tego, że - przynajmniej na razie 100% - przejście na OZE jest niemożliwe, chyba, że mamy zamiar utrzymywać podwójną infrastrukturę. Niby pozornie drogo, ale należy w to wliczyć koszty zachorowań na poziomie ~100 k+ przypadków rocznie z powodu zanieczyszczenia powietrza - elektrownie węglowe emitują rocznie tysiące ton związków rtęci i metali ciężkich. To nie jedyna przyczyna, ale mamy w Polsce jedną z najkrótszych w EU przewidywanych długości życia. Polska należy do krajów z najgorszym powietrzem. Tylko dlatego, że EU przymyka oko i w Polsce nie ma silnego ruchu ekologicznego (patrz Niemcy gdzie nie ma smogu, a są zakazy), to nie ma w Polsce zakazów ruchu/wjazdu samochodów do niektórych dzielnic miast czy nawet całych. Po prostu potrzebny byłby długofalowy program polskiej energiewende uwzględniającej wyjście z węgla (można pozostawić niewielkie ilości na "dopalanie w elektrowniach CCGT) i przejście na OZE, N i CCGT, gdzie te ostatnie nadają się na lokalizacje w aglomeracji i ich naturalną sprawność na poziomie 60% można w systemie elektrociepłowni podnieść do 80-85%. Ja głęboko jesteśmy w d... i olewamy temat mówi banalny fakt, że na CCGT nie ma polskiego skrótu (może EG-P?), na szczytowo pomowa też nie (może ES-P?). To pokazuje tylko, że temat nie jest poruszany i tym samym nie wymaga używania skrótów. 500+ to pieniądze, które umożliwiłyby przestawienie się w ciągu 5-10 lat - co jest fizycznie niemożliwe, ze wzgledu na czas trwania inwestycji. Zatem 500+ (w innej formie) by zostało, bo połowa odbiorców by go nie potrzebowała, bo miałaby dobrze płatne prace, gospodarka rozwijałyby się szybciej i stabilniej, bo w oparciu o inwestycje, a nie samą konsumpcję. Smutne, że po raz kolejny zaprzepaszczamy naszą przyszłość i to na własne życzenie. No cóż suweren tak chciał - przyjemniej tym razem nie będziemy mieli na kogo zwalić.

EDZIo
poniedziałek, 1 lipca 2019, 22:31

Niestety Atom tani nie jest - stad ta zwloka I brak decyzji do dzis. Drogie ceny za prad + prognozowane podwyzki pchaja coraz wiecej firm w instalacje wlasnych mini-elektrowni. Jak w koncu zadluzymy sie na atom to nie bedzie mial, kto go splacac. Niemcy z braku magazynow energi np. inwestuja w kotly gazowe i NordStream2... Proponuje przemyslec jeszcze raz polityke wiatrowa. Instalacje wiatrowe robimy w Polsce. Problem magazynowania? Zamiast magazynu mozna podwoic lub potroic moce wiatrakow aby skalowalnie wylaczac je przy nadpodazy. Bardzo tani prad z nadpodazy powininen dosc szybko znalezc nabywcow np. przem. chemiczny i cieplowniczy - co moze byc kolejna alternatywa do drogich magazynow. Moze mniej wydajne wiatraki ale dopuscic nizsze I tansze wieze na ladzie, np. na polach uprawnych? Na każdy MW OZE z wiatru nie trzeba wiec dzis budować MW z wegla. Zamiast tego mozna dodac kolejny MW z wiatru (skalowanie mocy) i slonca (totalna flauta). Sporadycznie tylko bylby dopinany MW z gazu/wegla/biomasy lub spalania smieci (bezwietrzna noc).

TN
środa, 3 lipca 2019, 17:58

EDZIo Nie można oprzeć bezpieczeństwa energetycznego na samym OZE - potrojenie ilości wiatraków dużych/małych, lądowych/wodnych i zbudowanie ogromnej ilości PV nic nie da, jeśli będzie flauta i pochmurny dzień! Na większość MW mocy OZE należy również zbudować tyle samo MW mocy opartej węgiel, gaz, tamę czy biomasę - nawet jeśli sytuacja, w której będzie flauta i mało słońca będzie rzadka, trzeba się na nią zabezpieczyć. Nawet jeśli będziemy ich używać sporadycznie (tutaj jestem pesymistą), to dopinane MW z gazu/węgla/biomasy/śmieci również trzeba wybudować, amortyzować, wyszkolić kadrę i tak dalej - a to przecież ogromny koszt. I dopiero po wzięciu tego pod uwagę można policzyć, jaką cenę prądu możemy uzyskać dzięki SYSTEMOWI OZE oraz mocy wyrównujących. I dopiero tą ceną należy porównywać z atomem. A już bez dodawania kosztów wyrównywania mocy do kosztów OZE, cena atomówki na wyprodukowaną MWh jest porównywalna/niższa niż wiatr na morzu. Byłbym ciekaw wyliczenia, ile kosztowałby postulowany przez Pana system energetyczny, ile wychodziłoby na MWh i jak by się to porównało z atomem

Jacek
środa, 3 lipca 2019, 02:08

Ale prąd w PL jest drogi tylko dlatego, bo emituje CO2. Z atomu nie emituje

EDZIo
środa, 3 lipca 2019, 17:47

Jest drogi dlatego ze nie ma innych sensownych elektrowni w PL :). Jakby atom byl tani to mielibysmy Zarnowiec B a tak bedzie Ostroleka C. Wiatraki tez nie emituja CO2, dublowanie mocy byloby tansze. Albo inwestujemy w drogi ATOM albo skalowalne OZE + preferncje dla odbiorcow szybkiej nadpodazy i ograniczen mocy.

TN
środa, 3 lipca 2019, 22:33

Dublowanie mocy nic nie da, jeśli nie będzie wiało, 2 razy zero to wciąż zero. Warto sprawdzić ceny energii w raportach komisji europejskiej - w owych raportach atom jest obecnie najtańszym źródłem energii w skali LCOE, w 2030 wiatr i pv mają być tańsze -ale jak już pisałem należałoby dorzucić inne źródła zapewniające stabilność... A zakładając proponowane przez Pana dublowanie atom bez problemu będzie najtańszy

EDZIo
poniedziałek, 8 lipca 2019, 19:28

Dzieki TN za dyskusje. Do raportow LCOE jakich dotarlem atom jest porownywalny z weglem, woda i gazem. PV i wiatr sa na razie dotowane, oplaty za co2 ida w gore wiec LCOE dla Polski moze byc nieco inny. Zostaje koszt instalacji: atom obecnie budowany w bogatym ZEA to ok 14mld za 1GW. My kupimy na kredyt (robi sie jakies 20) oraz bez przetargu z USA (moze wiec skoczyc nawet do 25). Porownywalna Ostroleka C wybudowano za 6mld pln. I tu moze byc problem - czy mozliwy sposob finansowania atomu w Polsce nie zabije jego oplacalnosci pomimo wspomnianych raportow LCOE.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24