Putin w Serbii wzmacnia pozycję Gazpromu na Bałkanach [ANALIZA]

18 stycznia 2019, 13:13
serbia
Fot.: Kremlin.ru

We czwartek 17 stycznia Władimir Putin złożył wizytę w stolicy Serbii. Rosyjski prezydent został powitany przez wiwatujące tłumy opłaconych ludzi i salwy honorowe. Do Moskwy wrócił zaś jeszcze bardziej wzmocniwszy zależność Belgradu od Kremla.

Prezydent Rosji stara się przyjeżdżać do Belgradu regularnie. Serbia pozostaje krajem, który nie tylko popiera rosyjską politykę. Serbscy oficjele w uzależnieniu od Rosji widzą wręcz gwarancje bezpieczeństwa kraju oraz własnych stanowisk.

Nie ma w tym nic dziwnego. Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić zmaga się obecnie z protestami antyrządowymi i stara się szukać tematów zastępczych dla uspokojenia nastrojów. Jednym z nich jest klasyczne już budowanie napięcia z Kosowem, zwłaszcza w kontekście utworzenia własnej armii przez Prisztinę.

Drugim, równie klasycznym, rozwiązaniem jest podkreślanie siły sojuszu z Federacją Rosyjską. Odbywa się to tak na poziomie gestów politycznych jak i realnych kontraktów dotyczących współpracy gospodarczej i militarnej.

Czwartkowa wizyta Putina wpisywała się w ten schemat. Rosyjski lider powitany został przez wiwatujące tłumy Serbów, które, jak donosi Euractiv, zostały ściągnięte na tę okoliczność z całego kraju i opłacone (gotówką lub żywnością).

Prezydent Rosji odwdzięczył się za to ciepłe przyjęcie nagradzając Vuczicia Orderem Aleksandra Newskiego. Takie symboliczne gesty są szczególnie teraz ważne dla serbskiego prezydenta. Stosunek do Rosji w Serbii jest bardzo ciepły, a Władimir Putin jest wzorem polityka dla wielu Serbów. W Belgradzie powszechne są pamiątki z wizerunkiem Putina oraz serbską i rosyjską symboliką państwową, splecionymi w geście przyjaźni.

Gesty poparcia w polityce międzynarodowej mają jednak swoją cenę. Ceną dla Serbii jest całkowite uzależnienie energetyczne tego kraju od Rosji. Już teraz największa spółka z sektora oil&gas Naftna Industrija Srbije (NIS) jest pod kontrolą rosyjskiego Gazprom Neft’. Zależność spółki jest tak głęboka, że w radzie dyrektorów spółki stosunek Serbów do Rosjan wynosi 2 / 7. Główny dyrektor NIS oczywiście również jest Rosjaninem.

Jest to jedynie jeden przykład, ale dobrze obrazujący stopień zależności serbskiego sektora energetycznego od Rosji. Najbardziej widoczny on jest w kwestii importu gazu ziemnego. Jak podaje spółka Srbijagas, 80% błękitnego paliwa konsumowanego w Serbii pochodzi z Rosji. Trafia on na Bałkany tranzytem przez Ukrainę.

Sam prezydent Vuczić podczas wizyty Putina wspomniał o serbskiej zależności od importu z Rosji, choć wyciągając z tego faktu dosyć oryginalne wnioski. Jego zdaniem, zależność od importu z Rosji wymusza na Serbach konieczność... budowania nowych szlaków dostaw z Rosji i zacieśniania współpracy z Gazpromem.

W tym celu, wspólnie z rosyjską spółką, wybudowano magazyn gazu w miejscowości Banatski Dvor. Serbia była również zwolenniczką projektu South Stream, a obecnie popiera budowę europejskiej odnogi Turk Stream. 

Serbowie zdają sobie przy tym sprawę z tego jaki cel ma mieć ten projekt. Jeszcze w 2016 roku dyrektor Srbijagas Duszan Bajatović podkreślał, że likwidacja tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę będzie faktem, w związku z czym uzależniona od importu z Rosji Serbia wspiera rosyjskie projekty i szuka innych dostaw gazu z tego kierunku.

Rosyjski przyczółek na Bałkanach

Dla Rosji zapewnienie sobie dominacji na rynku serbskim jest niezwykle istotne również w kontekście tworzenia osi północ-południe, których głównymi aktorami miałaby być Polska i Chorwacja. Znajdujące się w obu państwach gazoporty miałyby być połączone gazociągami przecinającymi całe Bałkany i Europę Środkową. W rezultacie możliwym byłoby przełamanie monopolu rosyjskiego gazu w regionie.

Rosja w związku z tym próbuje się okopać na już zajętych gazowych pozycjach, a także zbudować przyczółki do dalszej ekspansji. Serbia jest idealnym partnerem dla Rosji. Skonfliktowane z sąsiadami państwo z niestabilną gospodarką i systemem politycznym oraz stosunkowo prorosyjsko nastawionym społeczeństwem z wdzięcznością przyjmuje uzależnienie od Rosji. 

Wizyta Putina w Belgradzie była pod tym względem sukcesem. Putin potwierdził, że przez Serbię przechodzić będzie Turk Stream wiodący do austriackiego hubu w Baumgarten. Ponadto ogłoszono, że Gazprom nadal będzie zwiększał dostawy gazu do Serbii oraz weźmie udział w rozbudowie podziemnego magazynu w Banatskim Dvorze.

Putin zasugerował również, że ma nadzieje na podpisanie jeszcze w tym roku porozumienia o wolnym handlu z Eurazjatycką Unią Gospodarczą, co jeszcze mocniej związałoby serbską gospodarkę Rosją.

Coraz głębsze popadanie Belgradu w zależność od Moskwy jest klasycznym przykładem realizowania doktryny Falina-Kwicińskiego (kontrolowania państwa za pomocą surowców). W dodatku Moskwa sprytnie eksploatuje konflikt Serbii z Kosowem i wciąż żywe antynatowskie resentymenty. 

W tym kontekście polityka Zachodu pozostaje raczej mało skuteczna. Nie dość, że niektóre państwa jak Austria aktywnie popierają budowę Turk Stream, to w dodatku powołanie do życia przez Kosowo 14 grudnia własnej armii nie spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem Zachodu. Perspektywa integracji europejskiej Serbii również wydaje się dosyć odległa.

Te czynniki powodują, że wielkiemu słowiańskiemu bratu nie sprawia żadnej trudności wzbudzanie wśród Serbów syndromu oblężonej twierdzy, a następnie eksploatowanie go w celach politycznych i gospodarczych.  

KomentarzeLiczba komentarzy: 8
dim
wtorek, 22 stycznia 2019, 09:26

Turkish Stream, na samym początku drogi swego przedłużenia w Europie, mieć będzie bułgarsko-grecki, duży gazoport w Aleksandroupolis. A i sama rura nie będzie już turecka, ani rosyjska. Czyli Serbowie (w razie takiej potrzeby) będą mogli i tą drogą mieć zróżnicowane zaopatrzenie. W późniejszej perspektywie powstanie też duży gazociąg ze złóż, ciągnących się od Egiptu, Przez Izrael, Liban (teoretycznie mógłby także przez złoża syryjskie) po Cypr. Z Cypru, przez Rodos i Kretę, do Europy. Czyli dla Serbów, aktualna rozbudowa możliwości importu z Rosji, wcale nie musi nieść uzależnienia także w dalszej przyszłości.

Andrettoni
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 20:36

Serbia zawsze była rosyjskim przyczółkiem wystarczy wspomnieć wybuch I Wojny Światowej. Nawet gdyby Polakom płacić to i tak nie zebrałoby się wiwatujących tłumów. Zaprzestańmy więc propagandy. Mają prawo popierać i lubić kogo chcą. Historia pokaże czy wybrali słusznie, ale przyjaźń tych państw jest zgodna z tradycją.

klbr
niedziela, 20 stycznia 2019, 12:52

Autor pisze o popularności w Serbii gadżetów z Putinem i Rosją (sam widziałem w Belgradzie na wakacjach). Tak jest w istocie. Jeżeli ktoś to sprzedaje to widocznie ktoś to kupuje. Czyli lubi Putina. Więc nie wiem skąd autor wyssał informacje o opłaconym tłumie wiwatujących ludzi. Serbowie lubią Putina i Rosję bez opłacania tłumów. Bo dla nich Rosja i Putin jest przeciwwagą dla Zachodu. Gdyby Rosja była w takim stanie polityczno-gospodarczym jak dzisiaj, to Zachód nie wyciąłby im takiego numeru z Kosowem w 1999r. I tyle.

Yugol
sobota, 19 stycznia 2019, 11:16

Używanie amunicji w 1999 roku z zubożonym uranem oraz po dziś dzień odczuwalne skutki i na dodatek ekspresowe odłączenie Kosova raczej nie przyczynią się do zbliżenia narodu Serbskiego z Zachodem. Tak odważnego politika który by zainicjował ten proces jeszcze nie znaleziono w Serbii

Karkses
piątek, 18 stycznia 2019, 23:15

Sytuacja bardzo podobna do naszej wystarczy tylko Putina zamienić Trumpem. Różnica jest taka tylko, że Ruscy przynajmniej Serbom budują magazyny na gaz i rury oraz dużo w nich zainwestują skoro Serbia ma być przyczółkiem do ich gazowej ekspansji a USA w Polsce cóż, zainstalowały ambasador która mówi nam jaką mamy prowadzić politykę wewnętrzną. No ale wiadomo u nas to się nazywa sojusz i partnerstwo a w przypadku Serbii to już uzależnienie.

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24