Prawdziwe kłamstwo klimatyczne. Polemika z artykułem Do Rzeczy [KOMENTARZ]

15 lipca 2019, 17:17
climate-change-2254711_1920
Fot. Pixabay

W najnowszym numerze tygodnika Do Rzeczy ukazał się artykuł red. Tomasza Cukiernika pt. „Szaleństwo Klimatyczne”. Tekst ten zawiera szereg istotnych błędów i manipulacji, które opisał i skomentował Jakub Wiech.

Tekst red. Cukiernika w najnowszym numerze Do Rzeczy stara się udowodnić, że globalne nastroje dotyczące zmian klimatycznych noszą znamiona szaleństwa i są sprzeczne z ustaleniami naukowców, a na celu mają żerowanie na pieniądzach podatników. Niestety, autor, chcąc potwierdzić swoje tezy, sięga po wątpliwej jakości źródła, manipuluje danymi oraz pomija niewygodne dla niego fakty.

Najwięcej zastrzeżeń budzi wykorzystanie źródeł przez autora. Uwagi odnośnie tego aspektu artykułu pojawiają się już na jego początku. Przede wszystkim, red. Cukiernik przywołuje na wstępie raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu z 2007 roku, który wykazywał, że istnieje duże prawdopodobieństwo antropogenicznego charakteru zmian klimatu. Można zadać sobie pytanie, dlaczego autor nie sięgnął po najnowszy, specjalny raport IPCC z 2018 roku. Można też zastanowić się, dlaczego red. Cukiernik twierdzi, że ustalenia Panelu popiera „część innych naukowców”, skoro w środowisku klimatologów podnoszona przez IPCC teoria antropogeniczności zmian klimatu jest uznawana przez 97% badaczy.

Klimatyczny konsensus naukowy również jest kwestionowany przez autora tekstu z Do Rzeczy, który zarzuca, iż poparcie rzędu 97% znane z badania Johna Cooka, zostało ustalone w sposób zmanipulowany. Red. Cukiernik nie analizuje jednak szeregu innych badań, które ustaliły podobny współczynnik, m.in. ustaleń z roku 2009 (97%), 2010 (97%), 2014 (91%) i 2015 (97%).

Co więcej, na poparcie swoich tez red. Cukiernik sięga po źródła wyjątkowo wątpliwej jakości. „Zdaniem wielu - np. ekspertów Heartland Institute z Chicago czy Komitetu na rzecz Konstruktywnej Przyszłości z Waszyngtonu (CFACT) - raport IPCC jest niewiarygodny i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością” – pisze. Warto rzucić okiem na te dwie instytucje.

Heartland Institute to amerykański think tank, który zasłynął m.in. tym, że w latach 90-tych współpracował z koncernem tytoniowym Phillip Morris, dyskredytując zagrożenia zdrowotne wynikające z biernego palenia oraz lobbując przeciwko zakazom palenia papierosów.

Opinią Heartland Institute wstrząsnął wyciek dokumentów z 2012 roku, po którym instytut musiał przyznać, że otrzymywał dotacje od firm z sektora węglowego. Jak wynika z książki pt. „Merchants of Doubt” Naomi Oreskes i Erika M. Conwaya, Heartland Institute w kwestii zmian klimatu “promował ekspertów, którzy posiadali skromny – jeśli w ogóle – recenzowany dorobek badawczy”.

Na garnuszku Heartland Institute był m.in. Anthony Watts, samozwańczy meteorolog i autor bloga kwestionującego istotę zmian klimatu. Po wycieku dokumentów instytut, Watts przyznał, że otrzymał od niego 90 tysięcy dolarów na nowy projekt. Co ciekawe, tezy wysuwane przez Wattsa również pojawiają się w artykule opublikowanym w Do Rzeczy (został nazwany błędnie Antonim Wattem).

Z kolei druga instytucja – CFACT – została wzięta na cel przez Union of Concerned Scientist. UCS opisał związki Komitetu z firmą Peabody Energy, która w 2014 roku była największym amerykańskim producentem węgla kamiennego.

Red. Cukiernik w swym artykule przywołuje też opinie osób, które nie mają wykształcenia związanego choćby pośrednio z klimatem. W tekście wypowiada się m.in. dr Tomasz Teluk, który jest politologiem i doktorem filozofii. Żeby było śmieszniej, Teluk zarzuca IPCC, że są „grupą biurokratów, a nie naukowców”. Twierdzi też, że „zmiany klimatu to wymysł urzędników”, co stoi w sprzeczności z elementarną logiką i wiedzą z ostatnich klas szkoły podstawowej.

W artykule z Do Rzeczy znaleźć można też odniesienie do stanowiska Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk, które drastycznie odbiega od opinii światowej nauki i zostało skrytykowane m.in. przez portal naukaoklimacie.pl, który wytknął szereg błędów dotyczących m.in. interpretacji danych z rdzeni lodowych.

Red. Cukiernik zastosował też w swym artykule tzw. cherrypicking, tj. wybrał z określonych źródeł tylko te elementy, które pasowały mu do tezy. Postąpił tak m.in. z artykułem z International Journal of Climatology, pisząc: „Na przykład w 2013 r. <<International Journal of Climatology>> podał, że w latach 1951-2010 w obu Amerykach i Rosji zmniejszyły się częstotliwość, czas trwania i siła susz”. Fragment ten dowodzić miał, że zmiany klimatu wcale nie pociągają za sobą ekstremalnych zjawisk pogodowych. Cytat jest prawdą, ale red. Cukiernik zapomniał wspomnieć, że w tym samym artykule znaleźć można wzmiankę, iż susze wzmogły się istotnie na obszarze Morza Śródziemnego, Afryki Centralnej, Amazonii, Północno-Wschodnich Chin i Australii Wschodniej.

W artykule z Do Rzeczy znaleźć można także opinie naukowców, którzy kwestionują ustalenia dot. zmian klimatu. W tekście znajdują się poglądy m.in. prof. Williama Happera, prof. Zbigniewa Jaworowskiego i prof. Przemysława Mastalerza. Problem polega na tym, że żaden z tych badaczy nie jest klimatologiem. Jedynym źródłem, po jakie sięgnął red. Cukiernik, a które można uznać za kompetentne w sprawach klimatu jest prof. Richard Lindzen, fizyk atmosfery. Autor przywołuje też tzw. Pozarządowy Międzynarodowy Panel o Zmianach Klimatu (NIPCC), który nazywa „składającym się z niezależnych naukowców”. Organizacja ta związana jest poprzez Jospeha L. Basta ze wspomnianym już Heartland Institute. W raporcie NIPCC (krytykowanym przez środowisko naukowe) zawarto natomiast komentarze m. in. prof. Jaworowskiego, co skłania do wniosku, że red. Cukiernik obraca się w bardzo wąskim kręgu materiałów źródłowych.

Autor artykułu z Do Rzeczy stawia też tezy całkowicie oderwane od stanowiska nauki, takie jak: „samo istnienie globalnego ocieplenia jest dyskusyjne”. Niestety, red. Cukiernik nie podaje, kto dyskutuje z tą tezą, wspieraną nie tylko przez IPCC, ale też przez amerykańskie NASA czy NOAA. Dane podawane przez te instytucje jednoznacznie wskazują na wzrost średnich temperatur powierzchni Ziemi. Autor przytacza natomiast poglądy prof. Easerbrooka, które nie korespondują z postawioną wcześniej tezą. Prof. Easterbrook twierdzi bowiem, że obecny ciepły cykl skończy się ok. 2035 roku i wtedy rozpocznie się ochłodzenie.

Red. Cukiernik powołuje się też na tzw. petycję oregońską, czyli apel wzywający do odrzucenia protokołu z Kioto, którzy rzekomo miał zostać podpisany przez ok. 30 tysięcy naukowców. Tymczasem, jak wynika ze statystycznych badań Scientific American, z grupy tej jedynie ok. 200 osób było naprawdę związanych z klimatologią. Podobne analizy przeprowadził polski bloger Doskonale Szare, który w badanej przez siebie próbie nie znalazł żadnego naukowca zajmującego się klimatem. Autentyczność listy kwestionowały też Seattle Times i Hawaii Reporter.

Podsumowując: tekst red. Cukiernika jest wyjątkowo stronniczy i nierzetelny w doborze źródeł oraz w ich przywoływaniu. Nie tylko nie udowadnia on stawianych na wstępie tez, ale też podkreśla ubóstwo merytoryczne osób negujących charakter zmian klimatu.

KomentarzeLiczba komentarzy: 49
BadaczNetu
środa, 31 lipca 2019, 23:03

Skąd się wziął węgiel ? Z roślin. Skąd rośliny wzięły węgiel ? Z CO2 który był w atmosferze. Zatem spalenie CAŁEGO węgla spowoduje tylko i wyłącznie przywrócenie stanu poprzedniego, czyli to czego chce większość klimatycznych aktywistów. Kiedyś słyszałem wypowiedź pewnego klimatologa, który powiedział że klimat ZAWSZE się zmieniał. Raz było cieplej, raz zimniej, były okresy zlodowacenia i pustynnienia. Na Saharze kiedyś rosły lasy a jeszcze całkiem niedawno Grenlandia była zielona. Człowiek ma wpływ na klimat. Jaka jest tego skala to sprawa dyskusyjna. Ale mało kto dyskutuje na temat tego czy zmiany klimatyczne są dobre czy złe. A to jest clou całego problemu. Bo jeśli w wyniku zmian klimatycznych Sahara znów zarośnie lasem, to mieszkańcy Mali będą się cieszyć. Jeśli podniesie się poziom wody w Bałtyku i zaleje Gdańsk, to mieszkańcy pewnie szczęśliwi nie będą. Dziś meteorolodzy potrafią w miarę nieźle przewidzieć pogodę na 3 dni, ale tego co będzie za 3 miesiące przewidzieć się nie da. A klimatyczni aktywiści rzucają prognozami na 50 czy 100 lat. Naprawdę trudno im wierzyć, bo klimat to bardzo złożony mechanizm. Jeśli w Polsce się ociepli, to będziemy potrzebowali mniej węgla do ogrzewania, czyli będziemy bardziej ekologiczni. To chyba dobrze ?

Andrettoni
niedziela, 10 listopada 2019, 21:22

Teoretycznie masz rację, tylko wtedy niemal 100% planety było aktywne, a teraz w mieście, na betonie czy asfalcie nic nie wyrośnie. Zamiast wielometrowych drzew mamy co najwyżej metr-półtora na polu. Do tego zatrute oceany. To tak jakby żyć z połową płuca zamiast dwóch. Niby można żyć, ale nie pobiegasz i nasza planeta jest właśnie w takim stanie. Gdyby nie zatrute środowisko CO2 by się wchłonęło, bo rośliny rozwijałyby się bujniej. Tymczasem wycinamy 3 razy tyle drzew co sadzimy.

Miro
poniedziałek, 26 sierpnia 2019, 23:29

Oddanie w krótkim czasie do atmosfery całego węgla - gromadzonego przez miliony lat w kopalinach - spowoduje totalny chaos w biosferze. To tak, jakbyś w jednej godzinie wydał w sklepie obuwniczym oszczędności życia całej rodziny - na pewno nie podniosłoby to poziomu życiowego tejże rodziny. Skala ludzkiego wpływu na zmiany klimatyczne jest wystarczająca, by te zmiany wpłynęły na ludzkie życie. Na temat dobrego czy złego wpływu zmian klimatycznych dyskutuje się baaardzo dużo, napisano setki tysięcy prac - to jest wręcz ocean prac naukowych czy popularnych - zerknij gdziekolwiek: National Geographic, Nauka o Klimacie, Scientefic American, Mongabay, Nature itd., itp. Co do prognoz pogodowych a prognoz klimatycznych - to różnica między nimi jest wiedzą na poziomie podstawówki, bez urazy. A nawet jeśli my będziemy w wyniku ocieplenia potrzebowali mniej węgla, to kryzys gospodarczy spowodowany zmianami klimatycznymi w innych rejonach świata i tak nam da mocno popalić - przecież większość produktów w przysłowiowej Biedronce raczej w Polsce nie powstało.

P22
wtorek, 23 lipca 2019, 00:06

Szacunek dla redaktora Wiecha za oparty na wiedzy naukowej tekst i jednocześnie utrzymanie nerwów na wodzy. Ja bym nie miał zdrowia komentować krok po kroku tego steku bzdur pana Cukiernika.

myNaród
sobota, 20 lipca 2019, 01:18

Na ziemi były co najmniej 3 zlodowacenia i 3 ocieplenia klimatu. ludzi nie było, kopalin nie kopano itd. zatem co ocieplało? Puszczanie wiatrów przez Dinozaury? to pierwsze primo. Drugie primo - od freonu w lodówkach powstała ponoć olbrzymia dziura ozonowa; pamiętacie? rosła, rosła do czasu aż wprowadzono zakaz dla freonu. Jak to dziura zobaczyła(ten zakaz) pomyślała sobie, z tymi koncernami nie ma żartów i zniknęła. A ponoć była i była groźna Trzecie primo – lody stopnieją a oceany się podniosą i zatopią lądy. taka narracja. Lódjest przede wszystkim w oceanach biegunów. 10% lodu wystaje, 90% lodu jest w wodzie, zatem ile się podniesie? - 5 cm, a może 6cm no bo 90% już stanowi obecny poziom. W szkole uczono, że woda gdy zamarza to jako lód powiększa swoją objętość; czyli gdy lód się topi musi już jako woda tę objętość zmniejszać, no nie? zatem 90% lodu po stopieniu stworzy olbrzymią depresję a nie podniesienie poziomu. będziemy mogli do Szwecji przejść przez Bałtyk suchą stopą. No i w końcu czwarte primo. Na ziemi żyje 7 mld ludzi. Gdyby te 7 miliardów przenieść do Australii to stożyli by państwo o gęstości zaludnienia dzisiejszego Bangladeszu z czego 60% miałoby w domach prąd a 40% jeździłoby samochodami. Jak sądzicie? czy Australia o powierzchni 7 mln km2 z ludnością 7 mld obywateli z czego połowa to biedota jest wstanie spowodować zmiany na 150 mln km2. To tak jakby jedno wiadro fekalii mogło zanieczyścić i wytruć wszystkie ryby Bałtyku. Taka jest prawda o tym ociepleniu klimatu. Zatem chrońmy środowisko, ale nie dajmy się zwariować.

niedziela, 21 lipca 2019, 13:54

Wszystko to co piszesz to nieprawda. Ad 1: Ocieplał CO2, metan, para wodna, spadające albedo i spadek pyłu atmosferycznego, ów spadek wywołany był zanikiem wiatrów katabatycznych, co było konsekwencją topnienia pokrywy lodowej. Z kolei zapoczątkowanie topnienia pokrywy lodowej miało miejsce na równoleżniku 65 stopni i było konsekwencją zmian orbitalnych (Cykle milankovicia) Ad2 Dziura ozonowa zmalała nieznacznie z powodu ograniczenia emisji freonów Ad3 Lód jest przede wszystki na lądach (Antarktyda, lodowce, Grenlandia) także twoja narracja nie trzyma się kupy Ad4 Pseudanalogia, która niczego nie wyjaśnia, a niedoedukowanym może tylko namieszać w głowach. Od 1850 spalilismy 460 gigaton węgla w postaci paliw kopalnych + 100 gigaton z wylesiania. Spalenie 2.12 gigatony węgla powoduje emisje 1 ppm CO2 do atmosfery, a połowę z tego pochłonęły oceany i rośliny. Nietrudno więc obliczyć (znając stężenie CO2 w 1850 i teraz), że cały dodatkowy nadmiarowy CO2 pochodzi ze spalania paliw kopalnych. Jakby tego było mało są badania izotopowe, które to potwierdzają. Zeby sobie uzmysłowić potęgę człowieka wystarczy nadmienić, że obecnie wprowadzamy węgiel do atmosfery w tempie 10 gigaton na rok, czyli 120 razy szybciej niż robią to wulkany.

opolanin
środa, 31 lipca 2019, 15:25

Rzekomy twórca ekologii Maurice Strong zakończył edukację w wieku 14 lat, nie skonczył nawet szkoły średniej i o czym tu dalej pisać. O 600-set mailach , w których naukowcy od CO2 wymieniali się informacjami jak fałszować dane i wyludzać dotacje już wszyscy zapomnieli. Lektura porażająca.

Citizen
środa, 17 lipca 2019, 07:08

Ten tekst utwierdza mnie w przekonaniu że globalne ocieplenie to jedna wielka lipa a bronią jej wątpliwie merytoryczni dziennikarze jak autor powyższego tekstu , skoro 97% "naukowców" którzy nie są w większości nawet specjalistami w tej dziedzinie twierdzi że jest to wszyscy mają się z tym zgadzać , różnica jest taka że po tej stronie jest kasa a po stronie oponentów jest bieda i ostracyzm - uwierzę w go w momencie gdy faktycznie będą badania ale każdej ze stron a nie sytuacja gdy kilku pseudo ekspertów skrzynie się wymyślą wspólnie głupotę a potem na wzajem się powołują na siebie - podobnie jak z ADHD człowiek który to zdjagnozował na łożu śmierci przyznał się że to lipa wymyślona dla pieniędzy .

Dejna
piątek, 19 lipca 2019, 16:15

Właśnie w tym problem, że "druga strona" ma jedynie badania wątpliwej jakości, bo jak udowodnić, że globalne ocieplenie nie istnieje, skoro wszystkie dowody na to wskazują. Po drugie naukowcy nie zarabiają dodatkowo w zależności od ustalonych faktów, zaś po "drugiej stronie" kasa jest ogromna, bo "druga strona" jest sponsorowana przez wielkie firmy energetyczne i naftowe, którym zależy na ochronie swoich interesów. Oprócz tego kryzys ekologiczny dotknie przede wszystkim biedotę - bogaci mają już wykupione miejsce w schronach i z pewnością dla nich wody, jedzenia i prądu nie zabraknie.

Wojciech
piątek, 26 lipca 2019, 03:58

Jakie dowody? Gdzieś się woda podniosła? U mnie w Świnoujściu nic nie zaobserwowano. Na Grenlandii znowu rosną drzewa, jak za Mieszka? Pojedziesz sprawdzić?

bender
wtorek, 13 sierpnia 2019, 20:48

Problem jest globalny, ale Ty patrzysz z perspektywy zaścianka. Zresztą położonego na stosunkowo zimnej północy i dobrze przewietrzonego dzięki morzu. A tymczasem dowodów jest aż nadto. I są łatwo dostępne w sieci. Niestety CO2 jest gazem bezwonnym i bezbarwnym, więc wyobrażenie sobie skali problemu jest dla wielu trudne. A pewnie codzienny spacer po ulicy w oparach, dajmy na to różowego dymu, wydobywającego się z niezliczonych rur wydechowych i kominów podziałałby otrzeźwiająco.

true detective
wtorek, 16 lipca 2019, 19:01

Panie Jakubie świetna robota. Dobrze, że są wśród dziennikarzy ludzie czujni i kompetentni. A globalne ocieplenie dzieje się i kropka. Oprócz klimatologów w tej materii mają dużą do powiedzenia również biolodzy. Zresztą przykładów jest wiele, tylko te 3% malkontentów nie dostrzega zmian !

bandzior
środa, 17 lipca 2019, 09:28

Newton też miał rację ale już nie ma

jmk232
wtorek, 23 lipca 2019, 15:44

Ależ ma nadal racje tylko w zawężonym polu. OTW też się załamuje.

Tweets Energetyka24