Nord Stream 2 muss sein. Niemcy przywołują do porządku przeciwników gazociągu [KOMENTARZ]

21 stycznia 2019, 09:36
8742498323_35bd6518e5_h
Fot. Luke,Ma / Flickr

Wygląda na to, że na naszych oczach wykuwa się nowa linia narracyjna Niemiec ws. gazociągu Nord Stream 2.  W obliczu możliwego przyspieszenia prac nad nowelizacją dyrektywy gazowej oraz zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego rząd w Berlinie wyraźnie usztywnia swoje stanowisko. Bezpośrednią przyczyną jest najpewniej list ambasadora USA do firm zaangażowanych w projekt, co oznacza, że możemy oczekiwać reakcji (lub także symptomatycznego jej braku) ze strony Waszyngtonu.

„(…) amerykańskie sankcje mogą doprowadzić do wyjścia [z NS2, przyp. red] zachodnich firm, w tym niemieckich, ale to nie będzie skutkowało zablokowaniem projektu. W takim przypadku Rosja sama go wdroży, a wtedy już nikt nie będzie mieć wpływu na utrzymanie tranzytu gazu przez Ukrainę” - oświadczył Heiko Maas, niemiecki szef MSZ, cytowany przez Deutsche Welle. Minister dodał, że trwają obecnie wspierane przez UE negocjacje, których celem jest zabezpieczenie tranzytowej roli Kijowa. Jego zdaniem nie będą one miały sensu,  „(…) jeśli Stany Zjednoczone wprowadzą sankcje, a Rosjanie samodzielnie ukończą gazociąg”.  Analiza powyższych słów prowadzi do bardzo niepokojących wniosków. 

Teza stawiana przez Heiko Maasa jest w najlepszym przypadku sprzeczna logicznie, w najgorszym oznacza całkowite oddanie pola w kwestii tranzytu gazu przez Ukrainę.Minister kreśli dwa scenariusze - w pierwszym Nord Stream 2 powstaje i dzięki udziałowi zachodnich koncernów możemy zadbać o zachowanie przesyłu przez Ukrainę. W drugim Nord Stream 2 również powstaje, ale zbudowany wyłącznie przez Rosjan i wtedy już, zdaniem szefa MSZ, nie będziemy w stanie pomóc Kijowowi. Pomijam zupełnie postawienie sprawy w tak bezalternatywny i niekorzystny dla UE sposób. Zwróćcie jednak Państwo uwagę, że Heiko Maas zupełnie zapomina, iż Nord Stream 2 będzie tylko kupą złomu, jeśli Niemcy nie pomogą w przesyle gazu dalej. Pominięcie tego w argumentacji może wskazywać na dwie kwestie. Primo, Niemcy wysyłają sygnał Ukrainie, żeby stonowała swoją aktywność przeciwko NS2, bo ich zdaniem projekt zostanie ukończony nawet wbrew jej woli, ale wtedy już nie będzie mogła liczyć na wsparcie w zakresie tranzytu.Secundo, minister świadomie pomija rolę RFN, bo zdaje sobie sprawę z tego, że jest to projekt niekorzystny z punktu widzenia choćby Unii Energetycznej, o interesach sojuszników z UE, czy stabilności regionu nie wspominając.

Warto także zwrócić uwagę, że pomimo protestów państw członkowskich UE oraz jawnej sprzeczności Nord Stream 2 z europejskimi celami w zakresie bezpieczeństwa, Niemcy w sposób wyraźny i jednoznaczny zaostrzają swoje stanowisko. Jeszcze w kwietniu 2018, kiedy Angela Merkel przyznała, że jest to projekt polityczny, wydawało się, że RFN otwiera się w pewnym stopniu na argumentację państw, które obawiają się konsekwencji uruchomienia gazociągu. W grudniu tego samego roku Nils Schmid (reprezentant SPD w komisji spraw zagranicznych Bundestagu) stwierdził nawet (zaskakująco jak na socjaldemokratę), że projekt nie powinien wystartować, dopóki nie zostanie podpisana nowa umowa tranzytowa z Ukrainą. Co jakiś czas niemieckie media i politycy wysyłali także sygnały, że kanclerz Merkel w głębi duszy waha się, a przynajmniej nie jest obojętna wobec obaw Europy środkowowschodniej. Dziś słyszymy, że nikt nie jest w stanie powstrzymać budowy, innymi słowy - koniec dyskusji, żadnych niespodzianek podczas prac nad regulacjami. Nie będzie szczególnie zaskakującym postawienie tezy, że jest to związane nie tylko z listem ambasadora USA, ale głównie z decyzją rumuńskiej prezydencji o zdynamizowaniu działań ws. nowelizacji dyrektywy gazowej.Propozycję Bukaresztu dotyczącą przyspieszenia prac poparło 13 państw, nie jest to więc koncepcja marginalna. 

W rozgrywce o Nord Stream 2 najistotniejszy jest czas.Rosjanie oraz ich europejscy partnerzy chcą zdążyć z oddaniem gazociągu do końca 2019 roku, aby jak najszybciej przekierować większą część (a w negatywnym scenariuszu całość) tranzytu na trasę bałtycką. Sprzeciwiającym się inwestycji członkom UE oraz Ukrainie zależy, aby przed wybudowaniem rurociągu zdążyć z nowelizacją dyrektywy gazowej. Jej zadaniem jest uporządkowanie przepisów i objęcie europejskim prawem również podmorskich połączeń. Dla Nord Stream 2, stojącego de facto w poprzek prawa UE, oznaczałoby to poważne utrudnienia. Czasu jest niewiele, ponieważ w maju czekają nas wybory do PE, a nowelizacja powinna być (przynajmniej w teorii) przygotowana na sześć tygodni przed ostatnią sesją. Nie jest zatem niczym zaskakującym aktywizacja wszystkich stron sporu. Dziś pozostaje nam czekać na odpowiedź Stanów Zjednoczonych (list ambasadora USA w RFN komentował Heiko Maas) oraz mieć nadzieję, że uda się powstrzymać ten wielopłaszczyznowo szkodliwy projekt.

KomentarzeLiczba komentarzy: 25
Niuniu
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 16:07

Ponieważ jak pisze autor 13 państw UE poparło inicjatywę Rumunii o przyspieszenie prac nad nową dyrektywą gazową to można wnioskować, że te 13 państw również na pewno poprze dyrektywę gdy trafi pod głosowanie. Ale to raczej za mało aby dyrektywa przeszła - pozostałe 15 państw skoro nie popiera prac nad nią to prawdopodobnie nie poprze samej dyrektywy. Są też opinie , że nawet jeśli dyrektywa powstanie to nie może objąć NS2 gdyż projekt ten jest w trakcie realizacji w oparciu o istniejące prawo unijne i nowe reguacje nie mogą go dotyczyć bo prawo nie działa " w tył" - oczywiście jest to dyskusyjne. ale zgodne z dotychczasową praktyką prawną UE. Nadzieje na to, że sama UE powstrzyma NS2 uważam za utopię. Sankcje USA mogą utrudnić ale też nie powstrzymają tej realizacji. Jedyne co było by 100% skuteczne to nałożenie przez USA sankcji na eksport gazu z Rosji. Tylko czy takie sankcje przeżyła by Europa?

Mający wiedzę o świecie
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 14:31

Ukraina żądała haraczu nawet 200 za 1000m3 tranzytu. I jeszcze go kradła. Tymczasem koszt przesyłu za pomocą Nord Stream to 35. I to by było tyle w kwestii agentów USA twierdzących, że "to projekt polityczny a nie ekonomiczny". Mam nadzieję, że Niemcy nie ustąpią i UE nie będzie zakładnikiem polityki energetycznej USA.

dim
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 13:48

Wszyscy wiemy, że NS2 nie zostanie zatrzymany - eksperci pisali to także tutaj już kilkakrotnie. Czyli, że Rosja spokojnie może następnie, po oddaniu gazociągu, zaatakować Ukrainę. Toteż Ukrainę trzeba PILNIE dozbroić tak, by żaden atak się Rosji nie opłacał. I to dopiero byłaby adekwatna reakcja tych państw w Unii i NATO, które żywotnie sa zainteresowane w zatrzymaniu Rosji. Bo, że nie wszystkie są, o tym też świetnie wiemy.

Co jest ważniejsze
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 13:11

Np. zyski Zakładów Azotowych Puławy spadły z 500mlnzł już prawie do 0... odkąd wprowadzono podwyżki cen gazu... odkąd Polska zaczęła kupować drogi gaz z Kataru...

Michnik
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 12:59

Czegoś tu nie rozumiem. Ostatnio przecież Polska porozumiała się z Danią na temat "morskiej strefy podziału wpływów" na Bałtyku. Zatem w efekcie tego gazociąg musi przejść albo przez wody Polski, albo przez wody Danii. Jeżeli Dania nie wyda opinii środowiskowej pozytywnej dla Gazpromu to chyba nie będzie można (nawet gdyby ruscy zmienili trasę) wybudować tego gazociągu. Mam rację? Owszem rozumiem, że musimy się zabezpieczyć na wypadek zmiany władzy w Danii, w Polsce itp. i uregulować to w prawie europejskim, aby na przyszłość nie pojawiały się takie problemy. Kompletnie w tej niemieckiej paplaninie tego jednak nie rozumiem, jak może sam Gazprom (firma obcego państwa) wybudować cokolwiek na terenie czy w strefie przybrzeżnej jakiegoś państwa, bez zgody tego państwa? Nie mówiąc już o sprzedaży czegokolwiek na terenie tego państwa zwłaszcza, że akurat ten towar jest towarem strategicznym, na który państwo to ma wpływ, nakłada akcyzy itp. Czy ktoś może mi to rozświetlić? Albo jestem za głupi, albo ktoś tu chce być sprytniejszy od samego siebie...

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24