Ukraina poza Trójmorzem. Polska polityka wschodnia wypływa na nieznane wody [ANALIZA]

3 listopada 2017, 15:02
Fot. Pixabay

Prymat biznesu (Trójmorze) nad geopolityką (Międzymorze) ma zabezpieczyć doraźne interesy ekonomiczne władz w Warszawie. Może (choć nie musi) odbyć się to kosztem zaspokojenia trosk związanych z bezpieczeństwem. Polska polityka wschodnia wypływa na nieznane wody.

Trójmorze zamiast Międzymorza

Obecne władze Polski zdają sobie sprawę ze słabości idei Międzymorza, która stała się po objęciu przez nie władzy sztandarowym hasłem polskiej polityki zagranicznej.

  • Trudno było lansować koncepcję tworzenia środkowoeuropejskiego bloku państw, mającego równoważyć potencjał Niemiec i Rosji, skoro jego łączne PKB było i tak niższe od każdego z tych krajów. W efekcie główny zamysł integracyjny był w zasadzie pozbawiony sensu.
  • Jeszcze gorzej wyglądały szanse na jakąkolwiek integrację Międzymorza. Państwa pomiędzy Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym dzieli niemal wszystko, nie licząc trudnej historii w cieniu wielkich potęg. Jakakolwiek koordynacja tych podmiotów jest więc możliwa jedynie na bardzo podstawowym poziomie, o czym świadczą znikome efekty ponad dwóch dekad istnienia najbardziej zaawansowanej formy integracji w regionie tj. Grupy Wyszehradzkiej. Czołowe państwo Międzymorza, Polska, o potencjale porównywalnym do niemieckiego landu Bawaria, nie jest w stanie wziąć na siebie roli integratora i zmienić tego stanu rzeczy.
  • Do tych dwóch czynników (braku odpowiedzi, jaki sens ma Międzymorze i jak je zintegrować) należy dodać jeszcze trzeci. Dość szybko w przestrzeni informacyjnej hasło to zostało wykorzystane przez Rosję do toczonej z Zachodem wojny informacyjnej. Ukazywano więc polską koncepcję, jako próbę budowania własnej strefy wpływów i emancypacji od Unii Europejskiej.

Zapewne z tych powodu w kręgach eksperckich zbliżonych do rządu postanowiono przebudować koncepcję Międzymorza na bardziej przystającą do naszych czasów i potrzeb państwa. Tak narodziło się hasło Trójmorza, a więc projektu już nie politycznego, ale gospodarczego, w dodatku zorientowanego na Unię Europejską. Przy jej wsparciu finansowym Europa Środkowa miała się po ćwierć wieku zacząć wyrywać z rosyjskiej strefy wpływów. Trójmorze nabrało bowiem charakteru infrastrukturalnego. Przy czym prym zaczęły w tej inicjatywie odgrywać nie kwestie dróg, czy połączeń kolejowych, ale szeroko rozumiana integracja energetyczna, skutkująca ograniczeniem wpływów gospodarczych Rosji. Jaki będzie wynik działań związanych z Trójmorzem? Czas pokaże, ale już dziś warto zwrócić uwagę na pierwsze, nieoczywiste, skutki tego projektu.

Zobacz także: Rosyjskie pieniądze za umowę gazową? Wraca sprawa kontraktu jamalskiego [KOMENTARZ]

Polsko-ukraiński klincz

Zrezygnowanie z politycznego charakteru Międzymorza na rzecz infrastrukturalnego zamysłu Trójmorza wpłynęło na Ukrainę. Kraj ten pełnił kluczową rolę w pierwszej ze wspomnianych koncepcji, natomiast w drugiej nie znaleziono dla niego miejsca. Nie sądzę by miało się to zmienić z kluczowego powodu – energetyczna kompatybilność Ukrainy z polską wizją Trójmorza (a właściwie polskim interesem narodowym) jest dyskusyjna.

  • Kraj nad Dnieprem nie jest zainteresowany importem polskiego węgla. Kwestia modernizacji ukraińskich elektrowni opalanych antracytem tak by mogły korzystać z surowca z Lubelszczyzny, czy Śląska nie doszła do skutku mimo, że ówczesna premier Ewa Kopacz sugerowała, że środki na ten cel będą pochodzić z pożyczki na 100 mln euro, jaką otrzymała od Polski Ukraina na ten cel.

  • Nasz kraj nie jest zainteresowany kupnem bloków Chmielnickiej Elektrowni Atomowej na Ukrainie i restytucją połączenia Chmielnicki-Rzeszów. Polsko-ukraińska integracja energetyczna mogłaby zwiększyć import energii do południowej części Rzeczpospolitej i zagrozić rentowności górnictwa.

  • Teoretycznie kraj nad Dnieprem stanowi centralny element budowy polskiego hubu gazowego. W praktyce Polska nie jest zainteresowana magazynowaniem swojego gazu na Ukrainie (ze względu na jego niestabilność), a także obawia się wzrostu wydobycia błękitnego paliwa w tym kraju. Mogłoby to bowiem uniemożliwić realizację planów eksportowych związanych z terminalem LNG w Świnoujściu, czy gazociągiem Baltic Pipe.
  • Polska nie jest zainteresowana realizacją ropociągu Odessa-Brody-Płock. Polskie firmy paliwowe chcą rozwijać naftoport w Gdańsku i nie wierzą w opłacalność importu surowca przez Ukrainę.

Okazuje się więc, że stanowiące trzon koncepcji Trójmorza kwestie energetyczne, są raczej rozbieżne w zakresie interesów Polski i Ukrainy, mimo, że na poziomie informacyjnym przedstawia się to inaczej. Logiczną konsekwencją tej konstatacji jest niezaproszenie władz w Kijowie do partycypacji w czołowym projekcie polskiej polityki zagranicznej (a właściwie wschodniej). Może to rodzić ciekawe implikacje.

Prymat biznesu (Trójmorze) nad geopolityką (Międzymorze) ma zabezpieczyć doraźne interesy ekonomiczne władz w Warszawie. Może (choć nie musi) odbyć się to kosztem zaspokojenia trosk związanych z bezpieczeństwem. Polska polityka wschodnia wypływa na nieznane wody.

Zobacz także: Nord Stream 2 nie powstanie? 3 kluczowe przeszkody [ANALIZA]

Co dalej?

Realizacja idei Międzymorza jak zaznaczono na początku tekstu była skazana na niepowodzenie. Przekucie jej w Trójmorze wydaje się słuszne. Kontrowersyjne jest jednak zawężenie tej koncepcji do aspektu ekonomicznego. Czy to świadome działanie władz polskich zabezpieczających własne interesy (rozbieżne z ukraińskimi wbrew lansowanym w przestrzeni medialnej tezom)? A może jedynie wypadkowa nacisku Unii Europejskiej, która nie chciała drażnić Rosji kolejnym projektem geopolitycznym wymierzonym w obszary, które Moskwa uważa za własną strefę wpływów? Wszak ekspansja Partnerstwa Wschodniego zakończyła się euromajdanem, a w efekcie aneksją Krymu.

Dziś trudno jeszcze wyrokować, jakie skutki dla Polski przyniesie wyrugowanie Ukrainy z projektu Trójmorza. Czy zabezpieczając własne interesy ekonomiczne sprzedano Kijów? Nie można przecież wykluczyć, że wpływ rozbieżności polsko-ukraińskich interesów energetycznych wpłynie negatywnie na integrację Ukrainy z Unią Europejską. W efekcie skorzysta na tym Rosja utrzymując ten kraj w swojej ekonomicznej strefie wpływów. Być może w przyszłości będzie to rzutować na rozciągnięcie tej zależności w aspekcie politycznym.

A może wręcz przeciwnie – na Ukrainie będziemy mieli do czynienia ze status quo, a Warszawa wyzwoli się z paradygmatu: „należy pomagać Ukraińcom za wszelką cenę”?

Czas pokaże. To co nie ulega wątpliwości to fakt, że polska polityka wschodnia ulega przedefiniowaniu.

Zobacz także: Prawne aspekty Trójmorza

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 29
qwas
piątek, 3 listopada 2017, 21:38

Westerplatte broniło się 7 dni, a ile walczył "ukraiński" Krym ?????________wszystko w temacie "ukrainy" i "ukraińców" ________czerń do wideł i gnoju i tak jak od wieków !!!!!!!

Tutejszy
sobota, 4 listopada 2017, 11:53

Projekt Trójmorza to strategia na dziesięciolecia, autor naiwnie myśli, że można go zrealizować w dwa lata.

Rain
piątek, 3 listopada 2017, 20:49

I tak oto po bogactwa naturalne Ukrainy sięgną bardziej bezwzględni gracze. Jak na przykład ten erzac austrowęgierski inspirowany z Berlina. Prezydentem Rumunii jest Niemiec a i w Czechach jakieś misie bez przeszłości wygrały

Polish blues
sobota, 4 listopada 2017, 11:21

To dobrze. bo świadczy o zastąpieniu romantyzmu przez realpolitik.

Georgr hr. Ponimirski
sobota, 11 listopada 2017, 13:49

Bzdury! Ukraina nie zrobiła nic, by ułatwić budiwę Międzymorza...Jest jadowicie antypolska nie tylko w kwestiach politycznych, ale i ekonomicznych! Robi wszystko, by stosunki bilateralne były złe...Nie da się kogoś uważać za sojusznika, wbrew jego chęciom!

Ciekawski
poniedziałek, 6 listopada 2017, 09:43

Skąd nagle taki wysyp "krytycznych" myśli? Może jakaś rekonstrukcja rządu się szykuje? Co czytam ten portal to czego jak czego ale oczekuję jakiejś minimalnej bezstronności, nie tylko w momencie kiedy wynik jest znany ale zanim jeszcze coś się zacznie dziać. Idea jak to idea była piękna, możliwe efekty do przewidzenia, wystarczy dokonać analizy toków handlowych, czy starego CEFTA. Oprócz uchodźców czy wspólnego "wroga" te kraje nie łączy nic. Czasami mi się wydaje, że PL rząd nie dysponuje zapleczem analitycznym, tylko opiera się na jakichś starych mapach i książkach, których czas już minął. Droga i miejsce Polski jest dane, próba wywracania rzeczywistości nic nie da. Co Polska w tych relacjach może dać? Przecież każdy widzi kto dostarcza do PL kluczowe technologie, nie są to firmy PL, zanim to się zmieni muszą minąć lata. Opowiadanie, że coś tam zrobimy, pytanie co? Fajne było się pospotykać i wspólnie bronić przed złą UE, ale co dalej? Król jest nagi niestety i to każdy widzi.

Rafał
sobota, 4 listopada 2017, 10:51

A kto miałby prowadzić naszą politykę zagraniczną? Minister z San Escobar? Bądźmy poważni.

C`est moi.
środa, 8 listopada 2017, 15:43

Niestety, to są już setki lat antypolskiej propagandy. Nie ma tam ludzi, którzy pamiętają jak było naprawdę, a od szkoły pdst uczą się, że polski Pan to samo zło. Widziałem kilka filmów historycznych produkcji ukraińskiej a także rosyjskiej, tak "bijąca w łeb" propaganda u nas by nie przeszła, ale skoro trafia na tamte umysły to mamy kilka pokoleń pracy dla prostowania prawdziwego obrazu polskiego narodu. Kręcąc "Ogniem i Mieczem" Hoffmann bardzo starał się nie urazić żadnej ze stron a zobaczcie na Y.T. jakie są filmy ukraińskie. Zacząć należy od prostowania książek historycznych, elementarzy dla dzieci itp. Pracujący w Polsce Ukraińcy powinni mieć łatwy dostęp do nazwijmy to obrazów łamania propagandy rosyjskiej. To samo "Telewizja Polska" i "Polskie Radio", cały nasz wschód musi najpierw zobaczyć, że polski Pan to nie wampir wysysający ich krew. Gdybym miał decydować, to chyba naczelnym przekazem byłaby treść opowiadająca o tym, że w Polsce nie ma już "Panów", zostali zniszczeni przez zaborców, zostały tylko niedobitki, a my Polacy byliśmy tak samo jak oni uciskani, byliśmy kmieciami (chłopami). Jeżeli kogoś obraziłem tą wypowiedzią to przepraszam.

wiarus
piątek, 3 listopada 2017, 19:26

No i dobrze. Kurs na Ukrainę to konieczność wyboru: utknięcie na mieliźnie, czy katastrofa na rafie.

jang
niedziela, 5 listopada 2017, 19:58

jak się czyta te popisy ze znajomości ortografii polskiej to jest się dumnym,że chadzało się do szkoły w czasach kiedy język polski był językiem kondominium spolegliwym wobec Sowietów.Coś nieprawdopodobnego!!!!!!!!!!!!!!!!!! Cholerni "patrioci" bez znajomości podstaw własnego języka

Marek1
piątek, 3 listopada 2017, 17:42

Jaka polityka wschodnia ?? Od wielu lat NIE ma czegoś takiego. Tak poprzedni MSZ, jak i obecny jedynie REAGUJE na zaistniałe fakty NIE kreując ich w żaden sposób. Walimy uparcie od dekad jako kraj durnym łbem w twardą ścianę braku jakiejkolwiek chęci integracji ze strony krajów wymyślonego sto lat temu "Międzymorza". Nie potrafimy przekonać nikogo z tych krajów, ze NIE ma to być układ zależności od W-wy, ale równoprawne relacje przyjaznych i mających wspólne interesy suwerennych państw regionu. Polska NIE ma ani soft power(poziom życia, kultura, sztuka, itp), ani tym bardziej hard power(silna armia, gospodarka), wiec CZYM ma oddziaływać na sąsiadów ?? Wdziękiem pana lubiącego jeździć do San Escobar, który tak się nadaje na kreatora polityki zagranicznej jak ja do baletu Bolszoj ? Kierunek płd-wschodni należy ODPUŚCIĆ - NIKT tam nas NIE chce(no może poza Kijowem, który jednak wyraźnie NIE szuka partnera, ale FRAJERA). Może wiec PiS zamiast sadzić się na kretyńską fanfaronadę p/t. "jagiellońskie marzenia" odda polit. zagraniczną w ręce Prezydenta, który ma przynajmniej zdecydowanie lepszych doradców niż nieszczęsny waszczyk i któremu od dawna podpowiadają oni zwrot na PÓŁNOC. Już dawno należało zacząć OFENSYWĘ dyplomatyczną z celami w Sztokholmie, Kopenhadze, Oslo i Helsinkach. Zwłaszcza Sztokholm i Helsinki, które spoglądają 1 okiem na NATO, ale są świadome, ze Pakt NIE przyjdzie im z pomocą w razie co, byłyby chętne do zbliżenia z BLISKIM geograficznie i dużo większym krajem. Taki np. 3-4-stronny sojusz wojskowo-polityczny powiązany z postępującą integracją przemysłów zbrojeniowych Norwegii, Szwecji, Polski i Finlandii stworzyłby z Bałtyku swoiste "mare nostrum". O tym, że transfer technologii z w/w krajów wystrzeliłby nasz zacofany PGZ w kosmos, chyba NIE muszę przekonywać. Równie istotne jest, że ani UE, ani NATO nie miałoby powodu by takie zbliżenie/sojusz sabotować, a do wrzasków i histerii z Moskwy juz dawno przywykliśmy.

yaro
piątek, 3 listopada 2017, 17:42

NIe uda się budować międzymorza z krajem który ma problem z własna tożsamością. Nic z tego nie będzie, nie da się hołubić nacjonalizmu i Wołyń zamiatać pod dywan i do tego jeszcze wymagać od Polski klaskania dla ruchów nacjonalistycznych. Obecnie nia ma obecnie w Polsce rządu (i mam nadzieję, że już takiego nie będzie)który by pozwolił na takie traktowanie historii, i albo Ukraina wreszcie zrozumie że zakładanie mundurów hitlerowskich to akt skrajnego debilizmu politycznego albo niech hołubi ten proceder, żyje tą nienawiścią ale w końcu cała Europa się od niej odwróci i zostawi ją na pastwę Rosji .... ciekawe kto na tym wygra.

ccc
piątek, 3 listopada 2017, 16:37

Tak długo jak będzie panować Giedrojićowski debilizm, zamiast Piłsudczykowsko -Dmowskiego polsko - centryzmu, nic się nie zmieni. Ludzie chyba do tej pory nie rozumieją o co chodziło zarówno w jednej, jak i w drugiej koncepcji. Większość osób ani nie czytało Piłsudskiego ani tym bardziej Dmowskiego. Teza jakoby Dmowski był prorosyjski, a Piłsudski antyrosyjski czy o zgrozo, pro ukraiński jest po prostu tak debilna, że trudno to w ogóle tłumaczyć. Obaj byli propolscy i nic więcej. Z tym niestety Polacy do tej pory mają problem. Z nacjonalizmem. Rządzi u nas jakieś karykaturalne połączenie liberalizmu czy raczej libertarianizmu z patriotyzmem. I to jest problem dla Polski, numer jeden. To połączenie zresztą występuje i na Wschodzie, na Ukrainie. To libertarianizm i dosłownie, sranie na własny naród, doprowadziło Ukrainę do upadku. Tak jak doprowadza Polskę. Można się śmiać z Rosjan, ale oni, kwestie państwa i władzy stawiają wyżej niż własne, prywatne dobro. U nas jest na odwrót. A nacjonalizm polega na stawianiu interesu narodu ponad własne dobro, jako jednostki. Po prostu, jeśli całemu narodowi, żyje się dobrze i mi, jako członkowi tegoż narodu, również żyje się dobrze. Wszystkie państwa, z Polską na czele mają z tym problem, choć Zachód przynajmniej miał to w przeszłości. Tak długo jak Polacy, Ukraińcy czy Rosjanie, będą stawiać interes własny, własnego tyłka niż interes kraju i narodu, wspólnoty, tak długo będzie u nas syf, kiła i mogiła. O tym właśnie pisali zarówno Dmowski jak i Piłsudski, a nie o tym, komu trzeba laskę robić czy Ukraińcom czy Rosjanom, a może Zachodowi czy innej kloace.

Saracen
piątek, 3 listopada 2017, 16:07

Polska polityka zagraniczna nie istnieje. Nie tylko wschodnia. Symbolem polskiej polityki było głosowanie w sprawie wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję szefa RE. Polska Dobrej Zmiany została ograna w stosunku 27:1. Od tego czasu sytuacja się pogorszyła - prezydent Macron nawet nie pofatygował się do Polski odwiedzając kraje naszego regionu w sprawie zasad wynagradzania pracowników delegowanych. Minister Waszczykowski to zdecydowanie najsłabsza postać rządu Beaty Szydło. Zresztą, cały ten rząd istnieje tylko po to by realizować prywatną wizję Jarosława Kaczyńskiego. Coś takiego jak "polska racja stanu" w aktualnej rzeczywistości nie istnieje.

spostrzegawczy
piątek, 3 listopada 2017, 22:59

Ile razy czytam pana Maciążeka, to przychodzi mi na myśl, że to jakiś ukraiński agent...

asd
piątek, 3 listopada 2017, 15:28

Czuję powiew rozsądku ws Ukrainy w tej analizie. Ogólnie Ukraina to kraj nieprzewidywalny w dłuższej perspektywie i powinno się ją traktować jako potencjalnego wroga.

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24
 
Reklama