„Siłogarchia” – energetyczny as z rękawa Rosji? [ANALIZA]

12 stycznia 2018, 15:40
Krmel

Na tle agresywnych działań Kremla na Ukrainie i w Syrii energetyczny kurs Moskwy wobec Europy powinien być obiektem wzmożonej uwagi i reakcji. Zachód wciąż zachowuje przekonujące argumenty do powstrzymania zapędów FR, które dotąd były używane bardzo skąpo. Nie można wykluczyć, że decydujące znaczenie w dotychczasowych sukcesach polityki energetycznej Kremla na arenie międzynarodowej odgrywają czynniki zakulisowe.    

Gazociągi zamiast czołgów

W ostatnich latach Rosja prowadziła co najmniej dwie wojny, w których czynniki energetyczne były albo jednym z kluczowych instrumentów agresji (Ukraina), albo jednym z ważniejszych przyczynków do jej dokonania (Syria). W przypadku Ukrainy sektor gazowy był obszarem, w którym Kreml krok po kroku „wykrwawiał” Ukrainę kolejnymi wojnami i nieprzejrzystymi kontraktami z osławionymi elitami biznesowymi w tle. W Syrii Moskwa torpeduje ewentualne projekty infrastrukturalne mogące wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Europy i uderzające w interesy Rosji.

Istotnym jest to, że przez Rosję obydwa konflikty są postrzegane jako proxy war (wojna zastępcza) z Zachodem. Wielokrotnie wyraz temu dawał publicznie Władimir Putin. Jest to oczywista przyczyna, by w percepcji krajów świata zachodniego czynniki energetyczne (przede wszystkim gazowe) w relacjach z Rosją stały się przedmiotem poważnej refleksji i w konsekwencji adekwatnych działań. Prędzej czy później, bowiem zostaną one użyte przeciwko Zachodowi.

Obecne wpływy Rosji na rynkach energetycznych Europy są istotne, ale nie dają dużych możliwości oddziaływania na politykę. Najbardziej zależnymi od rosyjskiego gazu (procentowo do zapotrzebowania) są kraje Grupy Wyszehradzkiej, a największe wolumeny surowca sprowadzają Niemcy, Włochy i Francja. Ponadto dla ośmiu państw UE dostawy ropy naftowej z Rosji przewyższają połowę całości importu. Nie są to jednak na tyle mocne przesłanki, by wykorzystywać je w naciskach politycznych.  

Sytuacja może ulec radykalnej zmianie w przypadku sukcesu wysiłków Kremla w zakresie realizacji projektów gazociągowych w Europie – Nord Stream 2 i Turkish Stream. Najważniejszymi celami Strategii Energetycznej Rosji do 2030 roku są dywersyfikacja tras przesyłowych dla gazu, a w konsekwencji rynków jego zbytu.

Obydwa wspomniane gazociągi mają bardzo wątłe uzasadnienie ekonomiczne, a ich głównymi celami są ominięcie Ukrainy i uzyskanie silniejszej pozycji na rynkach UE. Świadczą o tym dosadnie porównanie obecnych możliwości przesyłowych z Rosji do Europy (wraz z Turcją), które stanowią 246 mld m3 (a po niezbyt kosztownej rozbudowie ukraińskiej GTS mogłyby wynieść łącznie 286 mld m3), z eksportowanym wolumenami sięgającymi w 2016 roku 178,3 mld m3. Dodatkowo warto przypomnieć, że Gazpromowi uda się zrealizować projekt Siła Syberii (mimo opóźnień), którym planuje się eksport gazu do Chin. W świetle problemów rosyjskiego sektora wydobywczego i coraz bardziej oczywistego braku realizmu w ambitnych planach zwiększenia wydobycia, istotna rozbudowa sieci przesyłowej do Europy ma bardzo mały sens ekonomiczny. Jest oczywistym, że dla Kremla celem w tych zabiegach jest uzyskanie nadwyżek mocy przesyłowych, co pozwoli na swobodniejsze regulowanie kierunkami przesyłu i w konsekwencji wywieranie nacisków politycznych na państwa-odbiorców gazu. Dalekosiężnym celem w tych zabiegach jest rozbijanie jedności europejskiej i euroatlantyckiej – głównie między „starą” i „nową” Europą oraz UE i USA. Można pokusić się o przypuszczenie, że w przypadku sukcesu Kreml będzie początkowo faworyzował odbiorców w „starej” UE kosztem państw Europy Centralnej. W świetle tych procesów dziwi reakcja znacznej części elit w Europie.

Naiwność czy hipokryzja?

Pod koniec sierpnia 2014 roku ówczesny komisarz unijny ds. energetyki Günther Oettinger oświadczył, że nie wierzy, by Rosja uczyniła z surowców energetycznych instrument polityki. Słowa te padły m.in. po dwóch wojnach gazowych z Ukrainą, kilkuletnim „wykręcaniu rąk” Kijowowi i Mińskowi, wstrzymaniu dostaw ropy naftowej do Czech latem 2008 roku, po zapowiedzi rozmieszczenia przez Pragę na swym terytorium radarów systemu obrony przeciwlotniczej USA etc. Symbolicznym jest, że wypowiedź ta padła w dniach, gdy oddziały rosyjskiej armii otwarcie wkroczyły na ukraiński Donbas i pod Iłowajskiem rozbiły część Sił Zbrojnych Ukrainy. Trudno znaleźć merytoryczne uzasadnienie dla takiej interpretacji rzeczywistości przez unijnego komisarza. Tym bardziej, że rosyjskie dokumenty mówią zupełnie otwarcie o tym, że „kompleks paliwowo-energetyczny jest instrumentem realizacji polityki wewnętrznej i zewnętrznej”. Taki zapis widniał w obowiązującej wówczas „Strategii Energetycznej Federacji Rosyjskiej do 2020 roku”.

Gdyby chodziło tylko o wypowiedzi oficjeli, problem nie byłby tak istotny. Jednak kraje unijne, a także instytucje wspólnotowe wyraźnie bagatelizują zagrożenie płynące z kursu Kremla. To, w jaki sposób toczyły się (bądź toczą) debaty wokół postępowania antymonopolowego wobec Gazpromu, wykorzystania gazociągu OPAL czy też statusu prawnego Nord Stream–2, ewidentnie tego dowodzi. Jeszcze innym „energetycznym” wątkiem wpisującym się w ten trend jest sprawa turbin Siemensa dostarczonych nielegalnie na Krym. Mimo tak otwartego złamania warunków kontraktu, Siemens imituje sprzeciw w rosyjskich sądach i jednocześnie kontynuuje współpracę, jak gdyby nic się nie stało – w grudniu ogłoszono o podpisaniu kontraktów na dostawy kolejnych trzech turbin do Rosji (tym razem dla Elektrowni Nyżniokamskiej w Tatarstanie).

Podstawowy błąd w europejskiej percepcji strategii rosyjskich koncernów energetycznych polega na postrzeganiu współpracy z rosyjskimi firmami oraz ich ekspansji wyłącznie przez pryzmat biznesu, jako dążenie do uzyskania obopólnej korzyści. Tymczasem Kreml postrzega relacje z jakimkolwiek partnerem zagranicznym jako rywalizację o „sumie zerowej”, w której silniejszy wygrywa i bierze wszystko. Dla Moskwy kompromis jest tylko etapem pośrednim mającym prowadzić do końcowego zwycięstwa. Iluzje, wciąż obecne w UE, co do rzekomej zmiany w tym podejściu Moskwy, są całkowicie nieuzasadnione i oderwane od rzeczywistości. Jedynym językiem, który może zatem przemówić do kierownictwa na Kremlu jest język siły lub co najmniej stanowczości. Dla energetyki oznacza to potrzebę postawienia rosyjskich koncernów, a zwłaszcza projektów gazociągów eksportowych mających dlań znaczenie priorytetowe, w twarde ramy prawne.   

W pewnym uproszczeniu esencję tych procesów obserwujemy co najmniej od 2008 roku. Najpierw na kwietniowym szczycie NATO w Bukareszcie pod presją Moskwy, Berlin i Paryż dołożyli starań, by Gruzji i Ukrainie odmówiono w podpisaniu MAP. Kreml tę uległość ocenił po swojemu i już kilka miesięcy potem rosyjskie wojska dokonały inwazji na Gruzję. Potem było „zaniepokojenie” UE i misja Sarkozy, którą Moskwa praktycznie wykorzystała w swoich celach. W efekcie – żadnych negatywnych implikacji dla Rosji. Artykułowane wtedy prognozy o tym, że „Krym będzie następny”, potraktowano z przymrużeniem oka (inna sprawa, że zagrożenie zbagatelizowano też w Kijowie). Wybiórcze i „dziurawe” sankcje wobec Kremla wprowadzone w następstwie aneksji Krymu i wojny na Donbasie, raczej umacniają Moskwę w przekonaniu o swojej skuteczności. Dopiero sierpniowe zaostrzenie restrykcji USA daje promyk nadziei na przebudzenie się Zachodu. Innymi słowy, ustępstwa, kompromisy, czy imitacja sprzeciwu tylko zachęcają Kreml do coraz bardziej agresywnych działań.

Obserwując przykład byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera nasuwa się wniosek, że nie chodzi tu o naiwność czy „błędy koncepcyjne” stolic europejskich w polityce wobec Moskwy. Posady zajmowane przez Schrödera – przewodniczący komitetu akcjonariuszy kompanii Nord Stream AG i przewodniczący Rady Dyrektorów Rosniefti – sugerują, że pokusa otrzymania korzyści majątkowej przeważa nad solidarnością europejską.  

Od „siłogarchii” do „łapówkociągów”?

Specyfika relacji między państwem i biznesem w Rosji jednoznacznie dowodzi istnienia prymatu interesów państwowych nad komercyjnymi. Ważną cechą tego układu jest ścisła kontrola nad biznesem ze strony resortów siłowych oraz korupcjogenny charakter jego funkcjonowania. Przy czym procesom tym towarzyszy pewnego rodzaju sakralizacja środowisk służ specjalnych. Ogromne wpływy i niespotykany poziom utajnienia w połączeniu z brakiem kontroli nad nimi zwiększają ryzyko nadużyć. Ukłuto nawet termin oddający stopień kontroli służb nad biznesem – „siłogarchia” (od słów „siłowicy” i „oligarchia”). Dotyczy to zwłaszcza sektorów szczególnie ważnych dla bezpieczeństwa państwa. Bez wątpienia zalicza się do nich energetyka, która w Rosji jest rozpatrywana jako jeden z kluczowych środków specjalnego wpływu. Rzutuje to na sposób, w jaki rosyjskie koncerny energetyczne działają na rynkach zewnętrznych

Według analityka Europejskiej Rady ds. Polityki Zagranicznej Marka Galeotti, rosyjska przestępczość zorganizowana na Zachodzie po rozpadzie Związku Radzieckiego przeszła metamorfozę od ulicznych band do bardziej strategicznego poziomu – handlu narkotykami, przestępstw cybernetycznych i prania brudnych pieniędzy. Dla tego ostatniego typu działalności rosyjski świat biznesowo-kryminalny upodobał sobie kilka miejsc w Europie, wśród których najważniejszymi są Cypr i Szwajcaria. Galeotti zwraca uwagę, że osobliwością rosyjskiego świata przestępczego są jego ścisłe związki z resortami siłowymi FR. Biznes energetyczny, jako jeden z najistotniejszych w rosyjskiej architekturze gospodarczej, nie jest wyjątkiem. Teza eksperta dodatkowo uwypukla problem „czystości” działań rosyjskiego biznesu zagranicą.

Analitycy kijowskiego Centrum Globalistyki Strategia XXI zwracają uwagę na fakt, że w szwajcarskim kantonie Zug zostały zarejestrowane niemal wszystkie kompanie realizujące rosyjskie projekty gazowe w Europie lub z udziałem firm europejskich: Nord Stream AG, Nord Stream 2 AG, South Stream AG, Rosukrenergo AG, Shtokman Development AG oraz jeszcze kilka innych podmiotów. Powinno to dawać do myślenia, bo osobliwością prawa gospodarczego w tym kantonie jest to, że firma nie musi informować publicznie, ani o beneficjentach końcowych, ani sprawozdaniach rocznych czy też przedstawiać bilansu księgowego. Np. w 2005 roku KPMG odmówiła Rosukrenergo w nadawaniu usług audytu z uwagi na „możliwe straty reputacji”. Innymi słowy uzyskanie wyczerpującej i wiarygodnej informacji na temat akcjonariuszy firm czy tym bardziej ich operacji finansowych jest praktycznie niemożliwe.

Można się tylko domyślać, że wybór raju podatkowego ma na celu stworzenie dodatkowych możliwości „stymulowania” i „zachęcania” przedstawicieli europejskiego świata polityki i biznesu do podejmowania korzystnych dla Rosji decyzji. A obserwując łatwość z jaką Gazpromowi udaje się lobbować za absurdalnymi z ekonomicznego punktu widzenia decyzjami dotyczącymi swoich projektów, nie można wykluczyć, że korzyści finansowe z tytułu działalności wymienionych kompanii mogą czerpać osoby mające wpływ na proces decyzyjny w Europie. To dlatego o rosyjskich projektach gazociągów eksportowych nieoficjalnie mówi się czasem „łapówkociągi” (po ros. otkatoprowod – od słów otkat – rodzaj łapówki – i gazoprowod – gazociąg). Przy czym wskazanie jednoznacznych dowodów takich operacji jest poza zasięgiem analityki czy dziennikarstwa i powinno być zadaniem dla organów ochrony prawa.

Kto kogo?

W licznych analizach dotyczących działań hybrydowych FR powtarzają się dwie cechy bardzo ważne dla perspektyw omawianego tematu. Pierwszą jest postrzeganie przez Kreml swoich proxy wars jako działań „obronnych wobec agresywnego Zachodu”. Drugą rysą jest przeświadczenie Moskwy o tym, że aby wygrać należy zaatakować pierwszym. Wraz z opisanymi powyżej procesami wokół energetycznego komponentu polityki zagranicznej Rosji, powinno być to przyczynkiem do rozpatrzenia możliwych scenariuszy zaostrzenia kursu Kremla.

Wśród potencjalnych pól aktywności FR na międzynarodowych rynkach energetycznych można wymienić:

  • Zaproponowanie w charakterze „kompromisu” fasady III pakietu energetycznego na rynku gazowym Rosji, co pozwoli formalnie zastosować się do jego wymogów i bez trudu funkcjonować gazociągom eksportowym
  • Aktywizację działań na Kaukazie Południowym – destabilizacja regionu w celu utrudnienia przesyłu surowców z Morza Kaspijskiego do Europy
  • Nasilenie się problemu kurdyjskiego – problem aktualny w przypadku kolejnego zaostrzenia relacji rosyjsko-tureckich. Kurdowie mogą uderzyć w gazociągi przebiegające przez terytoria zamieszkane przez tę mniejszość. Rozległe wpływy Rosjan w Partii Pracujących Kurdystanu od dawna nie są tajemnicą
  • Ataki na kluczową infrastrukturę LNG i terminale naftowe na świecie– zniszczenie dużych obiektów infrastrukturalnych doprowadziłoby do wzrostu światowych cen na ropę naftową. LNG jest w Rosji rozpatrywany jako poważny konkurent dla zwiększenia własnych wolumenów gazu sprzedawanego w Europie. Warunkiem „sukcesu” jest tu uzyskanie stosunkowo trwałego efektu lub znaczący wzrost ryzyka dla infrastruktury rzutujący na rozwój tych segmentów. Oczywiście podobnych dywersji nie dokonałyby bezpośrednio siły rosyjskie, a szerzej nieznane i kontrolowane przez Moskwę radykalne ugrupowania islamskie, które mogą być zaopatrzone w stosowną broń.   

Zachód wciąż zachowuje szereg mocnych instrumentów wpływu na FR:

  • Nasilenie sankcji, w tym odłączenie Rosji od systemu SWIFT;
  • Rezygnacja z projektów infrastrukturalnych lobbowanych przez Kreml w sferze gazowej i jądrowej;
  • Działania wokół aktywów osobistych rosyjskich decydentów;
  • Analogiczne do rosyjskich operacje wobec infrastruktury krytycznej na terytorium FR, w tym energetycznej;
  • Odroczenie opłat za dostawy rosyjskich surowców energetycznych do czasu wypełnienia norm prawa międzynarodowego;

Widać ewidentnie, że w tej konfrontacji możliwości i przewaga Zachodu nad Rosją są znaczące. Na tle silnych argumentów świata zachodniego, potencjalne działania Moskwy wyglądają dość rozpaczliwie. Pod dużym znakiem zapytania zaś jest gotowość Europy do ich zastosowania – wciąż nie zrezygnowano z poszukiwań „kompromisu” z FR. Nie da się wykluczyć, że kluczową tego przyczyną jest zakulisowe i niezbyt przejrzyste pozyskiwanie przez Gazprom przychylności elit europejskich. O ile sierpniowa ustawa sankcyjna USA daje nadzieję na to, że za oceanem nie tylko dostrzeżono problem, ale także postanowiono go rozwiązać, to elity zachodnioeuropejskie zachowują się nadal tak, jakby całkowicie poddały się jednej z najbardziej zakamuflowanej i niedocenianej broni stosowanej przez Kreml w Europie – „siłogarchii”. 

Zobacz także: Norweska firma włącza się w budowę Nord Stream 2

Zobacz także: Polska energetyka powinna przyjąć dymisję ministra Szyszki z ulgą [KOMENTARZ]

KomentarzeLiczba komentarzy: 0
Anuluj
Tweets Defence24
 
Reklama