Rosyjska energia uzależnia jak gaz? Litewska ustawa kluczowa dla Polski

11 stycznia 2017, 14:35

Litewski rząd zajmie się dziś projektem ustawy zgłoszonym przez 50 tys. obywateli. Dotyczy on zakazania importu energii z rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego i Białorusi. Po zaopiniowaniu projektu przez Radę Ministrów trafi on do Sejmu. Kwestia ta ma spore znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego północno-wschodniej Polski.

Sprawa wydaje się niezwykle interesująca ponieważ od dłuższego czasu pozostaje kwestią sporną pomiędzy Warszawą i Wilnem. Litwa dysponująca niewielką ilością mocy wytwórczych na swoim terytorium wdraża strategię uczynienia ze swojego terytorium „bramy przesyłowej”. Budując połączenia międzysystemowe Litwini są w stanie zarabiać na tranzycie energii pomiędzy państwami, a także zaspokoić własne potrzeby energetyczne.

Takie podejście do sprawy rodzi jednak problemy. Powiązany z Kremlem koncern Rosatom angażując się na terenie obwodu kaliningradzkiego i na Białorusi może nie tylko dobrze zarabiać na eksporcie prądu, ale również uzależnić od niego gospodarczo region. Deficytowa w energię Litwa czy północno-wschodnia część Polski mogą okazać się niezwykle podatne na import taniej energii. 

Charakter LitPol Linku (tj. litewsko-polskiego mostu energetycznego), którym rosyjska energia już dziś napływa do województwa podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, czy mazowieckiego, powoduje, że nie rozróżnia się „narodowości” prądu i wszystkie wolumeny trafiają na giełdę. Niemniej atrakcyjność cenowa energii rosyjskiej (a w przyszłości białoruskiej) obniża konieczność budowania własnych mocy wytwórczych, co może być niebezpieczne. Autorytarne kraje są także zdolne do tego by z przyczyn politycznych przestać go dostarczać w najmniej korzystnym dla odbiorcy momencie. Mowa tu więc o powstaniu kolejnej nici uzależnienia od Rosji (podobnie jak w sektorze gazowym), która kwestie energetyczne wielokrotnie wykorzystywała w celach politycznych (wojny gazowe z Ukrainą, zmniejszenie dostaw ropy na Białoruś).

Stacja LitPol Link w Olicie. Fot. Energetyka24.com
 

Dziś problem, o którym mowa powyżej, jest słabo zauważalny, jednak w przyszłości może być on dużo bardziej dotkliwy, gdy na Białorusi zostanie ukończona budowa elektrowni atomowej w Ostrowcu. Władze w Mińsku realizując ten projekt wspólnie z Rosatomem już szukają kupców dla energii, która zostanie w jego ramach wyprodukowana. Stąd m.in. rozmowy na ten temat przeprowadzone z wicepremierem Mateuszem Morawieckim podczas jego wizyty w Mińsku wykorzystując postępujący reset w relacjach bilateralnych. Wydaje się, że z powodu skali zagrożenia politycznego, polski rząd pozostanie w tej kwestii nieprzejednany (stąd brak zgody na budowę LitPol Link 2). A jakie będzie stanowisko Litwy?

Niestety w związku z realizowaną przez władze w Wilnie strategią energetyczną należy sceptycznie oceniać szanse na przychylne ustosunkowanie się rządu do inicjatywy obywatelskiej.

Zobacz także: Białoruski atom zagrozi Litwie i Polsce? Już 6 wypadków na placu budowy

 

 

 

 

 

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 4
JMK
piątek, 13 stycznia 2017, 11:31

Litwini i my jesteśmy jak Jasiu, który aby zrobić babci na złość odmroził sobie uszy. Za norweski statek do przeładunku i magazynowania LNG w Kłajpedzie płacą 69 tys.€ dziennie. A nasz terminal LNG w Świnoujściu? Proszę niech nasze warszawskie (nie)rządy podadzą cenę 1 tys. m3 sprowadzanego ta drogą gazu i wtedy zobaczymy ?

Adam
środa, 11 stycznia 2017, 16:46

Litwa to jest kraj z którym nie można robić interesów, im nie można wierzyć. Co za bezsens.

*.*
środa, 11 stycznia 2017, 16:29

PSE ma możliwość zablokowania napływu energii spoza naszych granic. Ma też możliwość sterowania tym przepływem. Trudniej będzie gdy nasze podmioty krajowe będą chciały kupować energię za granicą. Ale od tego jest rząd i odpowiednia polityka ekonomiczna.

Reklama
Reklama
Tweets Energetyka24
 
Reklama