Ekologiczna ślepa uliczka -"Ciemna strona mocy" z OZE? [ANALIZA]

15 grudnia 2017, 10:27
Fot.:Pixabay
Energetyka24
Energetyka24

DOTYCZY:


Panele słoneczne, elektrownie wiatrowe i samochody elektryczne wg swoich orędowników mają być krokiem do rewolucji politycznej i niezależności energetycznej, co ma pozwolić także na ograniczanie zagranicznych konfliktów zbrojnych i umożliwienie wywierania presji na totalitarne reżimy Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji w taki sposób, aby wymusić na nich implementacje zachodnich reguł państwowości – praw człowieka, demokracji, rządów prawa. Rzeczywistość jednak odkrywa smutną prawdę o teraźniejszości i przyszłości OZE – ich wytwarzanie powoduje cierpienie tysięcy ludzi i degradacje środowiska na niespotykaną skalę, rynkiem dominują Chiny, a prognozy na przyszłość dostarczają więcej pytań niż odpowiedzi.

Metale ziem rzadkich to nazwa zwyczajowa rodziny 17 pierwiastków chemicznych, w skład której wchodzą skandowce i lantanowce. Tradycyjny podział dzieli je na lekkie REE (ang.rare earth elements) i ciężkie REE. Wbrew nazwie, pierwiastki te nie są rzadkie, są jednak rozproszone po całym świecie w taki sposób, że tylko w nielicznych miejscach dostępność i opłacalność ekonomiczna pozwala je wydobywać. Rozwój nowych technologii we wszystkich branżach spowodował wzrost popytu oraz strategicznego znaczenia tych metali – dla najbardziej dochodowej branży hi-tech ich posiadanie stanowi o być albo nie być dalszego rozwoju. Szczególnie istotne z punktu widzenia geopolitycznego jest jednak kluczowe znaczenie tych metali na branże alternatywnych źródeł energii.

Terb, Itr, Dysproz, Europ, Neodym – te niewiele mówiące nazwy pierwiastków umożliwiających obniżanie zużycia energii elektrycznej, tworzenia systemów energii słonecznej czy wiatrowej, a także rozwoju technologii samochodów elektrycznych. Problemem jest jednak rzadkość ich występowania i trudność w nabywaniu ich na wolnym rynku. Konsekwencją są sytuacje taka jak ta w USA w 2009 roku, gdzie wdrożenie nowej technologii żarówek dwukrotnie wydajniejszych od tradycyjnych musiało zostać odroczone w czasie przez Departament Energii o 3 lata, z uwagi na trudności tak wielkich światowych korporacji jak General Electric z uzyskaniem surowca do produkcji. W podobnej sytuacji znajduje się technologia energetyki wiatrowej – istnieje możliwość budowania wiatraków nowej generacji, bardziej wydajnych i niezawodnych, jednak nie jest ona wdrażana z uwagi na brak dostępu do REE.

Zobacz także: Nowe unijne regulacje wspierają Państwo Islamskie [ANALIZA]

Do 2010 roku Chiny odpowiadały za 95% światowego wydobycia metali ziem rzadkich, mimo posiadania jedynie ok. 30% światowych zasobów. Jednak po redukcji kwot eksportowych o 72% w drugiej połowie 2010 roku USA i Australia podjęły działania zmierzające do zwiększenia lokalnego wydobycia i zmniejszenia zależności od Chin, wobec czego udział Chińczyków w rynku spadł w minionym roku do 85%. Jednocześnie znaczące zasoby REE znajdują się w Indiach, Wietnamie, Kazachstanie czy Afganistanie. Dodatkowo w Grenlandii zmiany klimatu i liberalizacja prawa górniczego pozwoliły rozpocząć proces komercjalizacji tamtejszych metali ziem rzadkich, które stanowią około 20%-25% światowej podaży. Eksperci wskazują również na Bayan Obo, górniczy region Mongolii, jako „światową stolicę metali ziem rzadkich”. Istnieją także plany, aby pozyskiwać REE z nieograniczonych źródeł, takich jak Las Amazoński czy nawet asteroidy.

Rzadkość i podobieństwo REE powoduje, że proces wydobywania i wyodrębniania tych metali od siebie jest czasochłonny, drogi i niebezpieczny. Szacuje się, że wytworzenie 1 tony REE wiąże się z wykreowaniem 200 000 litrów toksycznych wód kwasowych. To oznacza, że aby zaspokoić szacowane zapotrzebowanie na turbiny wiatrowe do 2030 roku, ponad 80 mld litrów trującej wody dostanie się do ekosystemu. Niejako efektem ubocznym wytwarzania REE jest wydobywanie radioaktywnych pierwiastków jak tor czy uran. W zasadzie jednym z powodów hegemonii Chin na rynku jest ignorowanie opłakanych skutków wytwarzania metali ziem rzadkich dla środowiska. Brak odpowiedniej ostrożności w Chinach spowodował dewastacje pól ryżowych, zatrucie rzek, kilkunastokrotny wzrost zachorowań na raka, a także konieczność masowych przesiedleń miast i wsi znajdujących się w pobliżu kopalni.

Problemy środowiskowe są też jedną z głównych barier wydobycia w krajach Zachodu. W Grenlandii po przełamaniu impasu związanego z zakazem wydobycia, powstał problem, w jaki sposób rozporządzać radioaktywnymi odpadami powstałymi w wyniku wydobycia uranu. W Stanach Zjednoczonych gwałtowne protesty lokalnej społeczności zmuszały firmy wydobywcze do rezygnacji z inwestowania w najbardziej preferowanych miejscach. Pozostaje też kwestia warunków pracy, gdzie znowu brak odpowiednich regulacji gwarantujących bezpieczeństwo zatrudnionych stanowi konkurencyjną przewagę rynkową Chin. Organizacja Human Rights Watch donosiła o wykorzystywaniu zambijskich górników przez chińskich właścicieli kopalń poprzez 12-18h zmian codziennie przez cały rok bez dostępu do wody pitnej czy sprzętu ratunkowego. Amerykański Departament Stanu donosił także o pracownikach w Mozambiku noszących opaski z napisem „escravo” – „niewolnik” po portugalsku.

Zobacz także: „Rosyjska ekspansja nawozowa zagrożeniem dla interesów ekonomicznych Polski" [RAPORT]

Ze względu na rzadkość występowania i wysoką cenę rynkową, branża jest także podatna na oszustwa i czarny rynek. Wg Zrzeszenia Chińskiego Przemysłu Metali Rzadkich, w 2015 roku rzeczywista podaż w południowych Chinach wyniosła ponad 50 000 ton, jednakże Ministerstwo Ziemi i Zasobów wydało licencje tylko na 17 900 tysiąca ton, co oznacza że czarny rynek był 2 razy większy od legalnej sprzedaży w tym rejonie. W przeciwieństwie do np. surowców pochodzących z terenów objętych konfliktami zbrojnymi, w branży REE nie istnieje międzynarodowy system śledzenia łańcucha dostaw, w związku z czym klient końcowy nie ma możliwości sprawdzenia, czy surowiec wykorzystywany przy produkcji samochodu elektrycznego czy smartfona pochodzi z legalnego źródła.

W sierpniu bieżącego roku Senat Stanu Kalifornia przyjął ustawę zobowiązującą władze stanu do przejścia w 100% na odnawialne źródła energii do 2045 roku. Jednym z powodów tej decyzji ma być samowystarczalność energetyczna i uniezależnienie się od wszelkich politycznych i ekonomicznych czynników, na które dziś tak wrażliwy jest rynek ropy i gazu. Niestety, Kalifornia jest w błędzie – polityczne decyzje związane z REE są równie skomplikowane, co te związane z tradycyjną energetyką. Jak podaje New York Times, jednym z ważnych powodów, dla których Prezydent Donald Trump zdecydował o pozostaniu amerykańskich żołnierzy w Afganistanie, jest propozycja prezydenta Afganistanu Aszrafa Ghaniego dotycząca eksploatacji złóż metali rzadkich na północy kraju, w regionie kontrolowanym dotychczas przez Talibów. Amerykańska administracja liczy, że w wyniku porozumienia z afgańskim rządem uda się zdywersyfikować źródła dostaw REE, ze względu na narastające napięcie w relacjach handlowych z Chinami.

Innym przykładem strategicznego, choć nieudanego porozumienia, w którym REE odgrywają kluczową rolę, jest japońsko-indyjska umowa z 2012 roku, będąca częścią Struktury Dwustronnego Strategicznego Dialogu pomiędzy tymi dwoma państwami. Dla Japonii znalezienie alternatywy dla chińskich dostaw REE to kluczowy problem gospodarczy – kiedy w 2010 roku Chiny zaostrzyły limity eksportu, cała japońska gospodarka, oparta głównie na przemyśle motoryzacyjnym i elektronicznym, wstrzymała oddech w obawie przed brakiem dostaw strategicznego surowca. Z uwagi na niskie ceny REE w latach 2013-2014 porozumienia nie zostało zrealizowane, w rezultacie relacje handlowe z Indiami pogorszyły się, a Japończycy znaleźli alternatywne źródła REE w Wietnamie i Kazachstanie.

Zobacz także: KE wyraziła zgodę na 40 mld zł pomocy publicznej dla polskiego sektora OZE

Przyszłość branży również nie wygląda optymistycznie. Szacuje się, że nawet najliczniejsze zasoby metali ziem rzadkich w Mongolii i Chinach wyczerpią się w perspektywie 40 lat. Badania realizowane przez Unię Europejską i Departament Energii USA stwierdzają także, że w krótkim i średnim okresie nastąpią braki w podaży lekkich metali ziem rzadkich, natomiast braki w średnich i ciężkich REE nastąpią w średnim i długim okresie. Dodatkowo w 2015 roku Chiny zapowiedziały „wojnę z zanieczyszczeniem” wprowadzając wyższe standardy środowiskowe, co skutkować będzie wzrostem kosztów wydobycia i wytworzenia surowca, co dotychczas było główną przewagą konkurencyjną Chin w tej branży. Należy zatem oczekiwać, że kombinacja wzrostu kosztów i prognozowanych braków doprowadzi do znacznej podwyżki ceny REE, a w konsekwencji także wzrost kosztów odnawialnych źródeł energii. Z perspektywy dotychczasowych realiów rynkowych, gdzie rządy zmuszone były do dofinansowywania OZE, samochodów hybrydowych czy innych rozwiązań proekologicznych, perspektywa znacznych wzrostów cen surowca niezbędnego do ich wyprodukowania jest niepokojąca.

Aby odwrócić niekorzystny trend i dać branży czas na znalezienie innych sposobów wytwarzania kluczowych elementów silników, turbin, baterii i paneli słonecznych, naukowcy zaproponowali kilka alternatyw. Jedną z nich jest technologia pozyskiwania REE z łupek węglowych, zaproponowana przez Penn State University. Choć o obecności REE w węglu wiadomo od dawna, to jednak przełomowe badanie Penn State umożliwiło znalezienie wydajniejszej metody wydzielania pierwiastków metali ziem rzadkich od węgla. Dzięki temu USA zyska podwójnie – po pierwsze będzie w stanie znaleźć nowe źródło REE, a po drugie, ponieważ analiza naukowców wykazała, że najwięcej REE znajduje się zwykle w węglu najsłabszej jakości, amerykańskie zagłębia węglowe mogą znowu odzyskać dawną świetność, co jest ważne z politycznego i społecznego punktu widzenia.

Innym rozwiązaniem, najpopularniejszym wśród producentów na całym świecie, jest recycling surowców, czyli odzyskiwanie go z już zużytej elektroniki i baterii. Jeszcze w 2010 roku odzyskiwano jedynie 1% metali ziem rzadkich z 49 ton elektronicznych śmieci rocznie. Warto pamiętać, że oprócz REE w elektronice znajdują się także metale szlachetne – wg szacunków specjalistów, we współczesnej elektronice znajduje się łącznie ok. 32 ton złota. Poszukiwania alternatyw pozwoliły na pierwsze przełomowe odkrycia:  Honda wprowadziła wewnętrzny program odzyskiwania zużytych REE z baterii samochodów hybrydowych, natomiast Apple zaprojektował robota Liam, który rozbierając iPhone’a w średnio 11 sekund jest w stanie odzyskiwać metale o łącznej wartości 100 mln $ rocznie. Niemniej jednak, proces odzyskiwania tak małych cząsteczek w tak małych urządzeniach jest wyjątkowo skomplikowany, i ciągle dużo bardziej opłacalne jest wyodrębnianie metali ziem rzadkich z wydobywanych kamieni niż z płyt głównych komputerów czy smartfonów.

Walka z globalnym ociepleniem, będąca jednym z głównych wyzwań współczesnego świata, jest ważna i potrzebna, warto jednak zadbać o to, czy przyszłość energetyczna i technologiczna, proponowana w ramach tej walki, rzeczywiście jest krokiem w lepszą przyszłość, a nie ślepą uliczką.

Zobacz także: Mortas: Rosjanie realizują wrogie przejęcie polskiego rynku nawozowego [SKANER]

 

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 0
Anuluj
Komin
środa, 20 grudnia 2017, 23:09

"Organizacja Human Rights Watch donosiła o wykorzystywaniu zambijskich górników przez chińskich właścicieli kopalń poprzez 12-18h zmian codziennie przez cały rok bez dostępu do wody pitnej czy sprzętu ratunkowego." Jak na tym tle są traktowani Polscy rezydenci z klauzulą opt-out. Po jej wypowiedzeniu będą pracować 48 godzin tygodniowo, to i tak o 8 godzin więcej niż przeciętny polak. tzn. 6 dni w tygodniu, a nie 5 jak inni mieszkańcy tego kraju nawet pracownicy hipermarketu. Tekst słabo mnie przekonuje przykładowo "Rzeczywistość jednak odkrywa smutną prawdę o teraźniejszości i przyszłości OZE – ich wytwarzanie powoduje cierpienie tysięcy ludzi i degradacje środowiska na niespotykaną skalę, rynkiem dominują Chiny". No tak, ale gdyby Chiny kopały uran, albo spalały kalosze w piecach, to ci ludzie też by cierpieli. Błąd logiczny w rozumowaniu (nie chcę nawet myśleć, że celowe wprowadzanie w błąd) polega na tym, że problem dotyczy sposobu pracy ludzi, przestrzegania prawa etc., a nie tego, co oni kopią (wydobywają), czy to co wytwarzają. Jeżeli wydobywali by rudy promieniotwórcze to pracowaliby w takich samych warunkach - więc argument chybiony, bo nie ma związku z przedmiotem pracy tych ludzi. Oczywiście zgadzam się z tezą, że zasoby ziemi są ograniczone, ale wybierając OZE wybieramy raczej mniejsze zło i dajemy sobie trochę czasu na opracowanie innych sposobów pozyskiwania energii. A surowce deficytowe, ropę, gaz, węgiel zachowujemy do wykorzystania na inne sytuacje, a nie spalamy je.

Jerzy Lipka
środa, 20 grudnia 2017, 09:25

Najgorzej to podchodzić do sprawy ideologicznie np OZE za wszelką cenę albo"tylko węgiel zapewni nam bezpieczeństwo". Żle jeśli to grupy interesu decydują. Powinniśmy rozwijać równolegle wiele form wytwarzania energii czyli zarówno OZE ale nie za dużo, też zgazowanie węgla, atom, wodne tam gdzie się da. I zdrowy rozsądek przede wszystkim. Nie dogmat i ideologia bo to ślepa uliczka.

Makaron
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 17:39

Pomyślmy zdroworozsądkowo - te złe wiatraki potrafiły w pewnym momencie zasilić większą część Polski. Mamy 500 km. płytkiego - bałtyckiego szelfu gdzie w odległości > 20 km od wybrzeża można stawiać tysiące w Polsce wyprodukowanych wiatraków. Nikomu to nie będzie przeszkadzać. W stoczniach można je składać oraz produkować specjalistyczne statki. Niemcy dadzą licencje. Mamy huty, stalownie przemysł elektromechaniczny, przemysł chemiczny i chętnych do powrotu z tułaczki.

Wojciech
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 17:39

Mi będzie przeszkadzać. I tysiącom innych żeglarzy którym już teraz zaczyna się robić ciasno od niemieckich wiatraków a za chwilę dojdą duńskie bo przehandlowaliśmy zgodę za ich zgodę na Baltic Pipe.

eDZIO
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 17:12

Niezapominajmy, ze potrzebna jest druga tama aby odciazyc Wloclawek! Zamiast inwestowac w male OZE nie lepiej wybudowac cos sensownego? Elektrownia wodna to tez OZE, do tego magazynuje energie (nie trzeba akumulatorow), zwieksza bezpieczenstwo powodziowe i usprawnia gospodarke wodna.

Wojciech
sobota, 16 grudnia 2017, 19:47

Niestety w Polsce nie udało się implementować zasad demokracji liberalnej. W Polsce nie ma węgla. Gdyby był byłby tani. Zamontowałem 7,8 KW fotowoltaiki. Jakoś nie widać kryzysu w OZE. Prąd mam za darmo. Pozdrawiam wszystkich spalających węgiel.

5!
piątek, 15 grudnia 2017, 23:44

Bardzo dobry artykuł. Niestety nikt o tym głośno nie mówi. OZE lobby jest potężne. Widać to na każdym kroku.

MacGawer
piątek, 15 grudnia 2017, 23:44

A najśmieszniejsze jest to, że komentarze można napisać tylko i wyłącznie dzięki urządzeniom pożerajacym gigantyczne ilości metali ziem rzadkich. Mało tego, wbrew powszechnej opinni można zrobić wiatraki bez neodymu czego dowód mam za oknami - generatory jakie w nich zamontowano nie zawierają magnesów. Są równie "ziemiorzadkożerne" jak pompy obiegowe w naszych instalacjach CO...

Piotr
piątek, 15 grudnia 2017, 17:32

tylko gaz: jest czysty (spalanie 95%), jest go dużo i jest łatwy w transporcie i przechowywaniu

zagazowany Paweł
piątek, 15 grudnia 2017, 17:32

oraz produkcji - patrz biogaz.

Makaron
piątek, 15 grudnia 2017, 17:19

40 mld.zł na istniejące OZE z kieszeni polskich podatników to skandal. Te pieniądze należy inwestować ekonomicznie w przyspieszenie rozwoju Polski tj. w zgazowanie węgla, infrastrukturę gazową, geotermie, infrastrukturę geotermiczną, infrastrukturę elektroenergetyczną, polskie farmy wiatrowe na Bałtyku itd. Mamy olbrzymie mazurskie zasoby metali ziem rzadkich - to przyniesie szybki efekt ekonomiczny.

MacGawer
piątek, 15 grudnia 2017, 17:19

Spoko, te 40 mld będzie tak źle zainwestowane, że po 2020r i tak zapłacimy UE kary za OZE. Do tego czasu powinniśmy mieć 15% OZE, a w/g ostatnich danych GUS jest nieco ponad 11% z tendencją spadkową. Dlatego my będziemy finansowali drogie biogazownie i podobne zabawki, a Duńczycy stawiali tanie wiatraki. A po 2020r my zapłacimy Duńczykom kilka mld euro za papier kóry pokażemy UE by nas nie ukarała za brak 15% OZE. Ale kto bogatemu zabroni chronić krajobraz przed szpetnymi wiatrakami? Niech stawiają je w Danii i Niemczech, my wolimy zapłacić miliardy euro które zarobimy... stojąc przed maszynami w montowniach. Nie ma piękniejszego widoku niż kręcąca się 8h tokarka :)

Kokos
piątek, 15 grudnia 2017, 17:19

Zobacz sobie jak wyglądają kopalnie ziem rzadkich i czy byś chciał takie mieć na mazurskiej ziemi

Waldemar
piątek, 15 grudnia 2017, 15:50

Wiatraki , panele i inne badziewia niszczące krajobraz wszędzie gdzie się pojawiają. Do ich produkcji i późniejszej utylizacji potrzeba więcej energii niż wytworzą one kiedykolwiek...Do tego dochodzi fakt , że nie produkują one energii non stop. Na przykład wiatraki ... Kiedy nie wieje wiatr albo jest on zbyt słaby energia nie jest produkowana. To zresztą dotyczy dotyczy również dni kiedy wiatr jest zbyt mocny. Wtedy turbiny są automatycznie zatrzymywane. Wiatraki wymagają ( bardzo skomplikowanej i drogiej ) konserwacji. Zwłaszcza obsługa tych postawionych na dnie morza jest wyjątkowo kosztowna. Wymaga floty specjalistycznych statków , portów zdolnych do ich przyjęcia i obsługi i wielu innych , zawsze drogich czynników. Czy wiecie , że Niemcy którzy chlubią się postawieniem największej ilości tego badziewia , zamiast zmniejszyć emisję CO2 , zwiększyli ją o ponad 15 procent ? Wiecie dlaczego ? Ano dlatego , że jednocześnie budują elektrownie konwencjonalne ( w tym te pędzone węglem ) które zabezpieczają dostawy energii w okresach wyłączeń wiatraków , paneli słonecznych itp. Lobby producentów turbin popycha nas w kierunku zagłady . Jak ćmy . Opamiętajmy się i pogońmy tych wszystkich namawiaczy i ekoterrorystów.

Zierro
piątek, 15 grudnia 2017, 15:50

te morskie akurat pracują cały czas bo fale są cały czas.

Adam
piątek, 15 grudnia 2017, 15:50

No tak, bo lobby producentów turbin wiatrowych to hiper potężna grupa interesów. Nie to co lobby paliw kopalnych od ogromnych kompanii węglowych po gigantyczne korpo typu shell, exxon i in., które nie są w stanie grosza odłożyć na polityczny lobbing prawda?

Tweets Defence24
 
Reklama