Niebezpieczne związki. Most energetyczny z Ukrainą obarczony wieloma zagrożeniami [ANALIZA]

Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 11:05
Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 11:05
Paweł Kost

Ukraińskie władze aktywniej zachęcają Polskę do realizacji projektu „mostu energetycznego”. Możliwości technologiczne i infrastrukturalne dla takiego rozwiązania są sprzyjające. Analiza potencjalnego ryzyka związanego z projektem raczej zachęca do udziału w nim aniżeli zniechęca. Główna przeszkoda dla implementacji tej wizji to jednak brak ostatecznych decyzji w Polsce co do przyszłego modelu rynku energii elektrycznej, co warunkuje jego potrzeby.

Ożywić stary projekt

Wizyta delegacji ukraińskiej na początku października ożywiła w przestrzeni informacyjnej dyskusje na temat szans zwiększenia importu energii elektrycznej z Ukrainy. Według gości z Kijowa Polska i Ukraina powinny powrócić do tematu połączenia Chmielnicka elektrownia jądrowa (ChEJ)–Rzeszów, przez które można zwiększyć przesył produkowanej na Ukrainie energii do Polski. Środki uzyskane z eksportu mają być użyte do kontynuacji zamrożonej budowy dwóch bloków (nr 3 i 4) na ChEJ. Co więcej, w perspektywie polska strona mogłaby te bloki otrzymać na własność. Ogłoszona koncepcja jest tylko lekką modyfikacją starej wizji Jana Kulczyka.

Z punktu widzenia rozbudowy mocy produkcyjnych ChEJ jest najbardziej perspektywicznym obiektem energetyki jądrowej na Ukrainie. Obecnie wytwarza około 18% energii elektrycznej przypadającej na sektor jądrowy. Została zaprojektowana z myślą o dostarczaniu EE do zachodniej części kraju oraz jej eksportu na Zachód. Obecnie są tam eksploatowane dwa reaktory typu WWER-1000 o nominalnych mocach 2 GW. Od dawna realizowany jest tam projekt budowy dwóch reaktorów numer 3 i 4, który został zamrożony przed laty. Z technologicznego punktu widzenia jest ona przygotowana do obsługi 4 reaktorów. Kluczowym wyzwaniem w zakończeniu budowy jest jej wartość oceniana na 36,4 mld. UAH (ok. 3,7 mld EUR).

Zobacz także: Eksport gazu z Polski na Ukrainę: "Umiarkowany optymizm jest uzasadniony" [ANALIZA]

„Most energetyczny Ukraina-UE” teoretycznie wpisuje się w ten układ idealnie jako pierwszy krok do synchronizacji Zjednoczonego Systemu Energetycznego Ukrainy z ENTSO-E. Stwarza także spore możliwości importu energii przez kraje Grupy Wyszehradzkiej lub jej tranzytu. Ponadto pozwalałby na dokonywanie znacznie większych niż obecnie wzajemnych przesyłów balansujących systemy. Co zatem stoi na przeszkodzie realizacji tak atrakcyjnych na pierwszy rzut oka koncepcji?

Dobudowa reaktorów na ChEJ

Obecny stan prac budowlanych jest oceniany na 75% (reaktora nr 3) i 28% (reaktora nr 4). Planowany początek eksploatacji to, odpowiednio, rok 2023 i 2025. W procesie ukończenia budowy mają zostać wykorzystane uznane w świecie kompanie – Skoda J. S., Korea Hydro & Nuclear Power, Westinghouse, AREVA.

Aby właściwie ocenić perspektywy tego projektu warto prześledzić zmiany i perturbacje, jakich zaznawał. Najpierw przyszłość wiązano z partnerem rosyjskim, ale w związku z agresją FR wobec Ukrainy we wrześniu 2015 roku stosowną umowę o współpracy rządów Ukrainy i Rosji anulowano i ostatecznie straciła ważność w maju 2016 roku. Alternatywnym partnerem i dostarczycielem elementów reaktorów miała być czeska Skoda, ale po wstępnym zatwierdzeniu czeskich partnerów w 2015 roku, w 2016 roku pojawiły się w szeregach rządu wątpliwości co do bezpieczeństwa wykorzystania obecnie istniejących konstrukcji oraz wyposażenia oferowanego przez Skoda J.S. Ponadto w dokumencie rządowym zwracano uwagę, że firma ta posiada niebezpiecznie daleko idące związki w Rosji, które może zagrażać bezpieczeństwu Ukrainy.    

Po długich perturbacjach wszelkie wątpliwości wyjaśniono i uzgodniono szczegóły techniczne dotyczące udziału czeskiej firmy w przedsięwzięciu. Jednak problemy pojawiają się, gdy chodzi o finanse. W oficjalnych komunikatach kompanii czytamy, że „wśród możliwych źródeł finansowania” projektu są środki inwestycyjne uzyskane przez Skoda od Czeskiego Banku Eksportowo-Importowego, koszty własne Enerhoatomu, włączenie dodatkowych inwestycji firm europejskich i chińskich oraz realizacja inwestycyjnego projektu „Most energetyczny Ukraina-UE”.

„Most energetyczny”

Sądząc z ostatniej aktywności resortu energetyki, koncepcja sfinansowania ukończenia budowy reaktorów poprzez przywiązanie go do projektu „Mostu energetycznego Ukraina-UE” jest obecnie rozpatrywana jako kluczowa. Ma być wykorzystany model partnerstwa państwowo-prywatnego, o którym mowa na wstępie – dochody z eksportu powinny być przeznaczone na budowę reaktorów. Na początku września 2017 roku na posiedzeniu grupy roboczej Ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego Ukrainy zatwierdzono wnioski dotyczące projektu. Były one rezultatem pracy konsorcjum międzynarodowego realizującego projekt, w skład którego wchodzą Westinghouse Electric Sweden AB, Polenergia International S.ar.I. (Luxemburg) i EDF Trading Limited (Wielka Brytania). Po ostatecznym zatwierdzeniu dokumentu przez rząd spodziewanym w najbliższych tygodniach, kolejnym krokiem będzie ogłoszenie konkursu na realizację projektu.

W istocie sprowadza się on do kilku elementów:

  1. Wznowienie pracy trzech linii energetycznych 750 kV: ChEJ-Rzeszów (nie wykorzystywana prawie 20 lat), ChEJ-stacja Zachodnioukraińska i Stacja Zachodnioukraińska-Albertirsa (Węgry). Dla tego etapu projektu kompania nawet nie wskazała wartości jego realizacji, ale koszty na pewno nie będą wysokie.
  2. Odłączenie części stacji Zachodnioukraińska od ZSE i podłączenie jej do tzw. wyspy bursztynowej (8 mln EUR)
  3. Odłączenie reaktora nr 2 ChEJ i podłączenie go do wyspy bursztynowej (16 mln. EUR). Wielokrotnie dokonywane ekspertyzy i symulacje pozwalają na dokonanie podziału reaktorów na równoległą pracę na ZSE i ENTSO-E w czterech możliwych wariantach i każdy z nich jest bezpieczny. Jednym z elementów gwarantujących bezpieczeństwo są bezprecedensowo duże rezerwowe źródła energii elektrycznej na ChEJ.
  4. Opracowanie modelu wykorzystania rezerw energii reaktora nr 2 (31 mln. EUR)

Implementacja tych kroków pozwoli na wykorzystanie kosztów uzyskanych ze sprzedaży energii elektrycznej na eksport na budowę reaktorów nr 3 i 4 na ChEJ (tzw. formuła „minus jeden, plus dwa”).

Obecnie wyspa bursztynowa ma możliwość eksportu 600 MW, a po realizacji projektu możliwości te mają wzrosnąć do 1,55 GW z możliwością zwiększenia do 2,55 GW. Ma to być pierwszy poważniejszy projekt integracji ZSE z ENTSO-E. Na razie większość energii elektrycznej eksportowanej z Ukrainy odbierają Węgry.Po upływie 9 miesięcy 2017 roku 53,4% eksportowanej (z Ukrainy ogółem) EE przypada na Węgry, 23,1% - Mołdawię, 17,3% - Polskę, 3,5% – Słowację i 2,7% Rumunię. Warto zaznaczyć, że trzeci rok z rzędu ilość wysyłanej za granicę EE z Ukrainy dynamicznie wzrasta. W okresie styczeń-wrzesień 2017 roku eksportowała o 49,3% energii elektrycznej więcej niż za analogiczny okres w roku ubiegłym.

Zobacz także: Ukraina poza Trójmorzem. Polska polityka wschodnia wypływa na nieznane wody [ANALIZA]

W oficjalnych założeniach jest mowa o perspektywie czasowej 2019 roku, jako o początku pracy „mostu”. Ma to być projekt pilotażowy przed całkowitą integracją ZSE z ENTSO-E, która ma potrwać do 2025 roku. Wiele wskazuje na to, że realizacja się nieco opóźni.

Według szefa Enerhoatomu Jurija Nedaszkowskiego pkt 2, 3 i 4 mogą wykonać za własne koszty, nawet jeśli będą problemy ze znalezieniem inwestora. Nie należy jednak zapominać, że największe wydatki dla Kijowa generować będzie problem zamiany „utraconych” mocy z reaktora nr 2 ChEJ, które będą musiały wytworzyć inne EJ - Jużnoukraińska i Zaporoska. Tym bardziej, że w grudniu 2018 roku kończy się termin eksploatacji reaktora nr 1 ChEJ, który ma zostać poddany procedurze remontowej w celu przedłużenia tego terminu. Enerhoatom oficjalnie zapewnia, że także to nie jest problemem.    

Czas na decyzje

Warunki technologiczne i infrastruktura pozwalają na zrealizowanie tych wizji. Sądząc po postępie prac konsorcjum międzynarodowego, przyjście potencjalnego inwestora jest dość łatwo sobie wyobrazić. Korzyści płynące dla wszystkich państw regionu są także oczywiste. Nie zmienia to jednak faktu, że po stronie ukraińskiej pozostaje szereg mniej lub bardziej uzasadnionych wątpliwości, które wymagają osobnego wyjaśnienia i w pewnym sensie „demitologizacji”.

1.     Rosyjskie lobby w sektorze jądrowym i elektroenergetycznym Ukrainy

Historia projektu budowy reaktorów nr 3 i 4 na ChEJ pokazuje, że w Kijowie stosunkowo niedawno obrano kierunek rozluźniania więzów z Rosją w sektorze jądrowym. Podobny problem był obserwowany w Ukrenerho – operatorze ukraińskich linii przesyłowych. Ewentualne zachowanie wpływów rosyjskich w obydwu spółkach byłoby poważnym czynnikiem powstrzymującym Warszawę i Budapeszt przed angażowaniem się w projekt. Jednak zdaniem Olgi Koszarnej ze Stowarzyszenia „Ukraiński Forum Jądrowy”, obecnie w obydwu sektorach ugruntował się zdecydowany kurs na integrację z Zachodem. Według tej ekspertki cieszącej się bezdyskusyjnym autorytetem, są to trwałe tendencje minimalizujące zagrożenie do zera.

2.     Zdolności inwestycyjne Enerhoatomu

Mimo tego, że realizacja projektu nie przewiduje dużego zaangażowania finansowego państwa, to nie da się uniknąć wkładu finansowego spółki. Dotyczy to choćby uzupełnienia przez inne elektrownie jądrowe „utraconej” energii na skutek zmiany orientacji reaktora nr 2 ChEJ.  

Tymczasem przypomnę, że Enerhoatom pełni w państwie de facto rolę socjalną, która polega na krzyżowym dotowaniu niektórych grup odbiorców, a także innych sektorów produkujących energię elektryczną. Co najmniej w perspektywie 2019 roku (czyli daty wyborów prezydenckich i parlamentarnych) raczej nie należy oczekiwać kroków reformatorskich Kijowa, które będą miały nieunikniony negatywny wydźwięk społeczny (podwyżki cen). Dodatkowym problemem z tym związanym są kwestie długów wobec Enerhoatomu, które obecnie sięgają 30 mld UAH. Warto też dodać, że spółka realizuje szereg innych projektów inwestycyjnych, które będą pochłaniały niemałe środki i utrudniały zaangażowanie w projekty na Ukrainie Zachodniej. Oficjalne dane mówią o ich wartości sięgającej 66,8 mld UAH, ale dane te nie biorą pod uwagę inflacji – według wstępnych szacunków suma ta ma wynosić ok. 114 mld UAH.

Mimo tego, kierownictwo spółki zapewnia, że nawet gdyby nie udało się znaleźć inwestora do realizacji „mostu”, Kijów byłby w stanie sfinansować znaczną jego część z własnych kosztów. Ponadto okolicznością łagodzącą są stosunkowo niewielkie koszty realizacji projektu. Z uwagi na powyższe, nie są to trudności uniemożliwiające sukces projektu. Jest to jednak mocny argument przemawiający za prawdopodobnym opóźnieniu jego realizacji.

3.     Dywersje

Jak wiadomo z uwagi na agresję rosyjską infrastruktura krytyczna Ukrainy jest narażona w sposób szczególny na ataki fizyczne lub cybernetyczne. Zaangażowanie Warszawy w projekt „mostu”, teoretycznie mogłoby zatem zagrażać bezpieczeństwu dostaw EE do Polski. Należy tu rozróżnić elektrownie jądrowe i Energoatom od sieci przesyłowych, którymi operuje „Ukrenerho”. Zdaniem O. Koszarnej przez ostatnie trzy lata Ukraina dokonała ogromnego postępu w zakresie ochrony fizycznej elektrowni jądrowych, które są obecnie strzeżone bardzo dobrze. Koszarna podkreśla także, że żaden z dotychczasowych ataków cybernetycznych nie dotknął nawet w najmniejszym stopniu Enerhoatomu. Spółka przywiązuje od lat wielką wagę do tego problemu. Obawy o szczególną wrażliwość ukraińskiej infrastruktury jądrowej na ataki dywersyjne nie są więc uzasadnione.

Zobacz także: Przez Nord Stream 2 Ukraina może stracić do 3 proc. PKB. Co z Polską?

Inaczej wygląda sytuacja z Ukrenerho. Jak wiadomo ataki cybernetyczne na infrastrukturę podlegającą spółce były częściowo skuteczne. Wyjawiły także wieloletnie zaniedbania w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego. Z oczywistych względów trudniej o ochronę fizyczną linii energetycznych na całej długości. Zatem obawy o wrażliwość na ataki dywersyjne nie są w tym przypadku wyssane z palca. Jednocześnie warto dodać, że spółka wyraźnie podejmuje konkretne działania w kierunku zniwelowania zagrożenia. Jednym z przykładów jest włączenie ZSE do ćwiczeń NATOwskich „Coherent Resilience–2017”. Ponadto pewną dozę optymizmu daje reakcja na wcześniejsze ataki cybernetyczne – o ile pierwsze ataki wywoływały spory popłoch, ostatnie przypadki pokazują, że operator działa spokojnie i w pewnym sensie nauczył się reagować na to zagrożenie. Można zatem mówić o częściowym uzasadnieniu zagrożenia działaniami dywersyjnymi na infrastrukturę elektroenergetyczną przy jednoczesnej pozytywnej dynamice w zakresie poprawy jej bezpieczeństwa.          

4.     Zależność od dostaw paliwa jądrowego z Rosji

Mimo imponujących sukcesów Kijowa w zakresie dywersyfikacji dostaw paliwa jądrowego – obecnie 35% surowca jest pozyskiwana od amerykańsko-japońskiego Westinghouse – często podnoszonym tematem jest możliwe wykorzystanie pozycji Rosji do nacisków na Ukrainę. Mogłoby to się odbić negatywnie na pracy „mostu”. Warto podkreślić, że co najmniej do 2020 roku poziom tej zależności pozostanie na obecnym poziomie ze względu na warunki kontraktu kupna przez Ukrainę rosyjskiego paliwa. Co więcej, w przypadku ChEJ paliwo produkcji rosyjskiego koncernu TWEL jest jedynym wariantem ze względów technologicznych, co teoretycznie czyni wrażliwym import energii z tego obiektu do Polski. Jednak jak pokazuje praktyka ostatnich trzech lat ryzyko całkowitego wstrzymania dostaw paliwa jądrowego z Rosji nie jest wysokie. Moskwa nie może sobie pozwolić na utratę rynku ukraińskiego. Ponadto według nieoficjalnych informacji, rosyjskie lobby jądrowe bardzo skutecznie sprzeciwiało się pomysłom wykorzystywania tego elementu jako narzędzia nacisku Rosji na Ukrainę. Wreszcie, w 2014 roku kontrakt z Westinghouse został uzupełniony o dodatek, który ma być zastosowany w przypadku całkowitego odcięcia przez Kreml dostaw. Jeszcze jednym czynnikiem niwelującym wrażliwość Ukrainy są zapasy paliwa jądrowego, które Kijów regularnie powiększa – informacja co do szczegółów tych zapasów jest niejawna. Z uwagi na powyższe, ryzyko zastosowania tego typu nacisków przez Rosję nie jest wysokie

5.     Korporatyzacja

Jak wiadomo Ukraina niedawno przyjęła ustawę „O rynku energii elektrycznej”, który przewiduje m.in. dostosowanie do przepisów III pakietu energetycznego. Oznacza to reformę wewnątrz Ukrenerho. Ponadto zgodnie z warunkami umów kredytowych zawartych przez Enerhoatom, a EBOiR i Euroatomem (odpowiednio, z marca i sierpnia 2013 roku) przewidywane jest przekształcenie Enerhoatomu w spółkę akcyjną. Warunki umów będą obowiązujące do co najmniej 2028 roku. Oznacza to, że nie można wykluczyć zaostrzenia rywalizacji o kontrolę nad oboma spółkami przez zainteresowane grupy wpływu, która może teoretycznie wpłynąć destrukcyjnie na przemiany na rynku, w tym realizację i eksploatację projektów inwestycyjnych. Pierwsze symptomy tego było widać latem tego roku, gdy w mediach pojawiła się informacja o przekazaniu Enerhoatomu pod kontrolę ministerstwa gospodarki i handlu zamiast ministerstwa energetyki, co wywołało nerwowe reakcje w tym drugim resorcie. Podobną sytuację obserwujemy obecnie w sektorze gazowym. Wydaje się jednak, że poziom konfrontacji w tym przypadku jest znacznie niższy aniżeli wokół Naftogazu, co znacznie zmniejsza ryzyko takiego scenariusza. Poza tym nawet, gdyby podobny wariant miał miejsce nie miałby krytycznie ważnych skutków dla projektu.  W tym miejscu warto dodać, że artykułowana przez delegację ukraińską w Polsce wizja możliwego oddania bloków ChEJ pod kontrolę polskich firm jest całkowicie nierealistyczna i nie należy nawet teoretycznie takiego wariantu rozpatrywać.  

6.     Interesy DTEK

Najpoważniejszą przeszkodą (spośród „ukraińskich”) dla realizacji projektu mogą się okazać interesy koncernu DTEK. Obecnie to właśnie DTEK jest praktycznie ekskluzywnym eksporterem energii elektrycznej, w tym z tzw. wyspy bursztynowej. Ewentualne rozszerzenie obustronnych mocy przesyłowych z krajami sąsiednimi, a potem pełna synchronizacja ZSE z ENTSO-E, oznaczałaby dla niego pojawienie się konkurentów zarówno na rynku wewnętrznym Ukrainy, jak i eksporterów. Dotychczasowa obserwacja działań firm kontrolowanych przez Rinata Achmetowa pozwala stwierdzić, że dążenie wszelkimi możliwymi sposobami do zachowania pozycji monopolistycznej jest jednym z jej podstawowych wektorów. Trudno nawet teoretycznie o wskazanie konkretnych zagrożeń, ale biorąc pod uwagę determinację DTEK i bardzo wysokie prawdopodobieństwo niepublicznego paktu między biznesmenem i władzami, takie zabiegi zapewne będą mieć miejsce. Jeszcze trudniej jest określić ich skuteczność.

Reasumując, przeszkody w realizacji projektu po stronie ukraińskiej nie mają znaczenia krytycznego. Przeciwnie, ich analiza raczej zachęca aniżeli zniechęca do zaangażowania się w projekt

Zupełnie innym zagadnieniem, który w tym materiale w ogóle nie jest podejmowany, jest kwestia decyzji politycznej w Polsce wobec dalszego modelu energetyki, a co za tym idzie polskich potrzeb w zakresie importu energii elektrycznej. Na ile poważne są dążenia do budowy polskiej elektrowni jądrowej? Jaką wizję ma Warszawa co do rozwoju i roli sektora węglowego? Podejmując ostateczną decyzją w tej sprawie należy pamiętać, że sam w sobie pomysł dodatkowego połączenia z systemem ukraińskim ma więcej korzyści niż strat.

Zobacz także: Prawne aspekty Trójmorza

Paweł Kost
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

7 komentarzy

małe be Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 20:53
a może zwyczajnie naprawmy tą linię, nawet jeśli miałaby to być niewielka relatywnie moc - tu tańsze będą urządzenia przekształktnikowe pomiędzy. potem jak popracuje to kilka lat pewnie to rozbudujemy, być może do tego czasu Ukraina będzie należeć do UCTE i rozbudowa pójdzie gładko. ale róbmy nie stójmy.
Ecik Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 21:55
O ile mam pojęcie, to nie potrzeba żadnych przekształtników. Obszar za naszą wschodnią granicą jest podpięty do "wyspy Bursztyńskiej" a ona jest w synchroniźmie z naszą siecią. Po prostu Chmielnicka EJ dołączyła by do wyspy Bursztyńskiej wybranymi blokami lub docelowo w całości.
małe be Piątek, 10 Listopada 2017, 22:36
a to przy założeniu, że przeznaczyliby jeden lub więcej bloków do wyłącznego użytku w synchronizacji z naszą siecią. wtedy tak
Wojciech Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 17:50
3,7 mld EUR na dokończenie Chmielnickiego a 45-60 mld € na własną elektrownię od Chińczyków.
Ecik Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 14:37
Jeżeli po stronie Polskiej jedynym kosztem jest koszt restytucji linii 750 kV na terytorium PL, a podział zysków będzie 50/50 to nie widzę problemu. Inwestując niewiele ryzykujemy niewiele. Ukraińcy muszą zysk przeznaczyć na spłatę kosztów rozbudowy EJ - będą zdeterminowani na sukces. My zyski ze sprzedaży en.el. możemy przeznaczć na wzmocnienie sieci na północy kraju. Warunek - Ukraińcy wezmą kredyt w obcych bankach a nie z gwarancją rządu PL lub polskich firm energetycznych.
Rozwiązanie z czasowym importem e. e. z UA mogło by zasypać w okresie przejściowym dziurę w zdolnościach wytwórczych po naszej stronie po planowanym odstawieniu najstarszych 200-tek. Ważne, aby nie uzależniać się w sposób trwały od importu a traktować to jako jedno z rozwiązań doraźnych do czasu przebudowy struktury wytwórczej energii w Polsce.
Wszelkie pomysły o przejmowaniu kapitałowym ukraińskich aktywów jądrowych uważam za głupotę, a mając w pamięci niezbyt przyjazną Polakom postawę nacjonalistów Ukraińskich uznał bym za zdradę stanu. Angażując się poważnie w UA podstawiamy głowę pod topór, licząc że nam jej nie odrąbią, co było by znakomitą ilustracją przysłowia: "przed szkodą i po szkodzie głupi".
prądowiec Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 21:10
bardzo trafny komentarz. Odbudowa ww. połączenia ma sens pod warunkiem, że finansowanie z obcych banków biorą na siebie Ukraińcy. Wtedy mamy dużą pewność, że przy kolejnej zmianie politycznej u jednego z najbardziej niestabilnych sąsiadów Polski, my nie oberwiemy rykoszetem. W imię zasady - nie nasz cyrk, nie nasze małpy.
RJCHK Poniedziałek, 06 Listopada 2017, 11:42
Niestety, ale dzisiejsza Ukraina nie pozbyła się po sowieckiej mentalności.Dochodzi jeszcze problem "banderyzacji" kraju...
Kto da Nam dzisiaj gwarancję, że będzie to tylko czysty biznes ?.
Co będzie za 5,10,20 lat jeśli Ukraina będzie pogrywać ,jak Rosja w sprawach energetyki?.Budujmy własną zdolność do zabezpieczenia kraju w EE.Dotychczasowa współpraca z Ukrainą jasno pokazuje,że nie będzie lekko (bezzwrotna pożyczka na przystosowanie elektrowni węglowych, aby mogły spalać polski węgiel zamiast antracytu z Donbasu , embargo na polskie mięso itd.).Kwestie polityczne pomijam, bo tu jest jeszcze gorzej.