,,Prostowanie ewidentnych nieprawd" - branża komentuje wystąpienie dyrektora z ME [RELACJA]

Czwartek, 12 Października 2017, 9:07

Podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu do spraw górnictwa i energii, wiele emocji wzbudziło wystąpienie dyrektora Departamentu Energii Odnawialnej Ministerstwa Energii Andrzeja Kaźmierskiego, który mówił o wadach systemu zielonych certyfikatów. Do jego wypowiedzi odnieśli się przedstawiciele branży oraz Urzędu Regulacji Energetyki.

Relację z wystąpienia Kaźmierskiego znaleźć można tutaj. Do jego tez pierwszy odniósł się Tomasz Podgajniak, minister środowiska w rządzie Marka Belki i wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej.

,,Chciałbym wyprostować ewidentne nieprawdy. Co z tego, że w 2021 roku zbilansuje się podaż z popytem, jak przez kolejne trzy lata zielone certyfikaty nie będą mogły kosztować więcej, niż 50 złotych. Taki jest algorytm wzrostu- 125% rok do roku liczone, to daje nam kwotę 50 złotych w 2021 roku. To znaczy, że przez cztery lata, ci, co dziś ponoszą straty, będą musieli ponosić straty. Zbankrutują. Nie ma co do tego wątpliwości” – powiedział Podgajniak.

Odniósł się on także do zarzutu Kaźmierskiego w kwestii ,,nierozróżniania” technologii przez ten kontrowersyjny system wsparcia. ,,System certyfikatów nie rozróżniał technologii?! Rozróżniał technologie! Właśnie dlatego został tak przyjęty, żeby najpierw wchodziły te, które są najtańsze, wtedy były najtańsze wiatraki. Nie rozwijały się inne, bo były drogie. Dziś pewnie fotowoltaika by nas wyprzedziła, stała się odrobinę tańsza” – dodał.

,,Jeżeli będą państwo cały czas powtarzać, że można zbudować nowoczesną energetykę bez obciążania konsumenta końcowego, to to jest ekonomia księżycowa. On- prędzej, czy później- za to zapłaci, jak nie w cenie energii, to w ramach jakiegoś podatku” – stwierdził Podgajniak.

Zobacz także: ,,Polskiego węgla będziemy bronić czołgami"- czyli o pracach zespołu ds. Pakietu Zimowego [RELACJA]

Zwoje zastrzeżenia wymieniła też Katarzyna Szwed-Lipińska, dyrektor Departamentu Źródeł Odnawialnych w Urzędzie Regulacji Energetyki: ,,Absolutnie nie jest prawdą, jakoby prezes URE uwzględniał w taryfach wartości z kontraktów pozasesyjnych i w ten sposób obciążał odbiorcę końcowego nadmierną ceną energii elektrycznej. Do taryf zawsze były brane pod uwagę transakcje sesyjne, a więc ceny o wiele niższe, a więc pozwolę sobie nie zgodzić się ze stanowiskiem pana dyrektora, jakoby ostatnia nowelizacja ustawy o OZE w zakresie opłaty zastępczej rzeczywiście miała na celu obniżenie cen energii elektrycznej dla odbiorcy końcowego” – stwierdziła.

,,Rynek OZE wymaga regulacji, to jest bezdyskusyjne. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie jest to rynek konkurencyjny. To jest system wsparcia, który powinien być nadzorowany i regulowany. Jest on niezwykle wrażliwy na wszelkie zmiany legislacyjne. Prawdą jest, że nie może być tutaj mowy o podaży i popycie w oderwaniu od wysokości obowiązku. Oczywiście, można dyskutować, czy wsparcie jest nadmierne, czy powinno być pozostawione na dotychczasowym poziomie” – powiedziała Szwed-Lipińska.

Dyrektor z URE wspomniała też o obarczaniu odbiorcy końcowego kosztami wspierania odnawialnych źródeł energii. ,,Zawsze będzie miało miejsce obciążanie odbiorcy końcowego, jeśli mówimy o realizacji celu OZE na poziomie wymaganym przez Komisję Europejską i wynikającym z dyrektyw. Dziś odbiorca końcowy także płaci- płaci w swym rachunku opłatę OZE, która jest uwzględniana na rachunku operatora. Ten system aukcyjny, za który odbiorca dziś płaci, niestety nie podjął takiej pracy, jaką powinien podjąć, mamy tych aukcji stosunkowo niewiele, te środki są na rachunku gromadzone, natomiast nie są na dzień dzisiejszy faktycznie wykorzystywane na wsparcie odnawialnych źródeł energii. Trudno znaleźć złoty środek” – podkreśliła.

Zobacz także: Ekspert Forum Energii: scenariusz węglowy jest dla polskiej energetyki dużym wyzwaniem

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

4 komentarze

alex Czwartek, 12 Października 2017, 11:41
Zielone certyfikaty czyt. dopłaty to złodziejstwo panów od OZE, dopłacają im inni wytwórcy a w rezultacie wszyscy konsumenci energii elektrycznej. Może niech panowie od wiatraków i farm fotowoltaicznych zaczną funkcjonować na rynkowych zasadach, a dopiero potem wyciągać rękę po cudze pieniądze.
Marek Środa, 18 Października 2017, 9:20
To zlikwidujmy tez dopłaty do kopalń węgla, tzw. "opłatę przejściową" i nie wprowadzajmy rynku mocy i niech energetyka węglowa też funkcjonuje na zasadach rynkowych
MacGawer Sobota, 14 Października 2017, 19:19
Piszesz, że to było złodziejstwo ale...

1) Czy obecne aukcje są lepsze? Przecież tam też ceny za OZE są wyższe niż rynkowe.
2) Pomimo tego dopłacania nie osiągniemy celu na 2020r w postaci 15% udziału OZE w energii końcowej (całej, z paliwami i ciepłem włącznie). Po tej dacie do "zlodziejstwa" w postaci certyfikatów z których gros pieniedzy zostaje w Polsce oraz dofinansowania OZE via aukcje dojdą "transfery statystyczne" lub kary. Pierwsze polegają na tym, że "kupimy" brakujące TWh z OZE od tych co będa mieli za duzo (czytaj Niemcy, Dania...), a drugie pójdą wprost do Brukseli (nota bene kary dotkną tych co nie znajdą OZE na transfery). Im mniej OZE tym więcej pieniedzy ucieknie poza nasze granice i będzie to 100% transfer bo nawet złamany eurocent nie zostanie w Polsce.

Nie jestem fanem certyfikatow, wspierały one jawną patologię jaka było współspalanie. Ale gdy popatrzy sie na alternatywy w postaci aukcji czy "transferów statystycznych" to zdecydowanie mniejsze zło. Te przynajmniej mają jakiś cień regulacji via rynek, pozostałe systemy wsparcia są uznaniowe.
Enzo Piątek, 13 Października 2017, 10:52
Zielone certyfikaty były w większości generowane przez wiele lat tzw. współspalanie czyli mix węgla i 10% wiórów oraz stare elektrownie wodne w tym Włocławek. Czyli to było złodziejstwo koncernów energetycznych (Energa i innych) i zawracanie kasy z naszych portfeli do budżetu.