Unbundling po ukraińsku [ANALIZA]

Czwartek, 28 Września 2017, 9:54
Paweł Kost

W ostatnich latach Ukraina poczyniła spore postępy w zakresie wyodrębnienia funkcji przesyłu gazu od produkcyjnej i obrotowej. Jednak przed Kijowem ostateczne decyzje. Ich powodzenie może znacząco poprawić szanse na zachowanie statusu kraju tranzytowego pomimo projektów rurociągowych Kremla. Na przeszkodzie ku temu mogą stać animozje wewnątrz bloku energetycznego.

Final countdown

Jednym z naczelnych punktów przemian rynku gazowego Ukrainy jest udane wyodrębnienie funkcji przesyłowej od pozostałych – produkcyjnej i obrotowej, czyli unbundling. De facto polega to na przekształceniu Ukrtransgazu – spółki znajdującej się w strukturze Naftogazu – w niezależnego operatora sieci przesyłowej. Powodzenie tych starań ma duże znaczenie w procesie przyciągania inwestora do konsorcjum zarządzającego ukraińskimi sieciami przesyłowymi, co ma być głównym elementem gwarantującym zachowanie roli tranzytowej przez Ukrainę. Ewentualne współzarządzanie ukraińską GTS przez uznaną firmę zachodnią, pozwoliłoby liczyć na udane zabiegi lobbystyczne w krajach UE uderzające w projekt NS-2. Kijów nie ma szans na skuteczne przeprowadzenie podobnych działań.

Oprócz batalii o Nord Stream-2 i Turkish Stream szereg innych czynników czyni ten temat szczególnie aktualnym. 31 grudnia 2019 roku wygaśnie kontrakt tranzytowy między Naftogazem i Gazpromem. W kolejnej umowie Kijów ma zamiar zawrzeć warunek, zgodnie z którym kraje UE będą odbierały rosyjski gaz na wschodniej zamiast zachodniej granicy Ukrainy. Ten punkt mogą jednak wynegocjować od Rosjan tylko poważni na europejskim rynku gracze i potencjalni inwestorzy ukraińskiej GTS. A ich wejście na ukraiński rynek jest możliwe w przypadku sukcesu reform, przede wszystkim unbundlingu. Ponadto w Sztokholmie dobiega końca spór arbitrażowy między Gazpromem i Naftogazem, co postawi kropkę nad „i” w wielu niejasnych aspektach. Z punktu widzenia pozyskania inwestora to niewątpliwy atut Kijowa. Wreszcie nie można zapominać, że na tle zaostrzenia amerykańskich sankcji, zwłaszcza wobec energetycznych projektów eksportowych Rosji, europejskie firmy energetyczne będą potencjalnie mniej skłonne do inwestowania w NS-2 czy TS, a bardziej przychylne do zachowania pozbawionego ryzyka kierunku ukraińskiego. Z uwagi na powyższe, kwestia unbundlingu nabiera coraz większego znaczenia i wchodzi w finalną fazę.

Co już się udało?

Jak zatem Ukraina zabiega o inwestorów w ramach konsorcjum? Jeszcze w 2015 roku uchwalono ustawę „O rynku gazu ziemnego”, która stanowi trzon reformy. Dla losów unbundlingu zasadnicze znaczenie ma także przyjęte 1 lipca 2016 roku rozporządzenie Gabinetu Ministrów Ukrainy nr 496 „O wyodrębnieniu działalności przesyłowej i magazynowania (napełniania, wytłaczania) gazu ziemnego”. Obydwa dokumenty zostały dobrze ocenione przez Wspólnotę Energetyczną. W rządowym rozporządzeniu jest mowa o wyodrębnieniu ze struktury Naftogazu (Ukrtransgazu) dwóch nowych organizmów – Magistrali Gazowych Ukrainy (MGU) oraz Podziemnych Przechowalni Gazu Ukrainy (PPGU). Jednak obydwa dokumenty to jedynie „mapa drogowa”, którą zrealizować można konkretnymi działaniami.

W listopadzie 2016 roku zatwierdzono Plan działań dotyczący zarządzania korporacyjnego MGU oraz uchwalono jego statut, a formalnie spółkę utworzono w styczniu 2017 roku. Wybrano jej p.o. szefa oraz wstępnie zatwierdzono spis majątku, który zostanie przekazany MGU. Jednak szczegóły tego zagadnienia nadal pozostają kością niezgody między Naftogazem i resortem energetyki. Zgodnie z planem Ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego w IV kwartale 2017 roku mają zostać wybrani członkowie Rady Nadzorczej MGU, a w I kwartale 2018 roku oczekiwane jest przekazanie majątku i uzyskanie certyfikatów. Byłoby to jednoznaczne z początkiem pełnowartościowej pracy operatora GTS.

Wydaje się jednak, że MGU mogą w pełni wystartować nie wcześniej niż w połowie 2018 roku. Jest to związane z oczekiwaniem na werdykt Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie dotyczący kontraktu tranzytowego, którego decyzja jest spodziewana do końca listopada. Zanim zostanie ostatecznie wyegzekwowana miną zapewne jeszcze dwa-trzy miesiące i dopiero wówczas zacznie się odliczanie 30 dni na przekazanie MGU wszystkich aktywów i 60 dni na proces uzyskania certyfikatów, które są przewidziane wspomnianym powyżej rozporządzeniem GMU z lipca 2016 roku.

Mimo tego Naftogaz nie siedzi z założonymi rękoma i znacząco uaktywnił się w zakresie negocjacji z potencjalnymi inwestorami po ostatecznym wyodrębnieniu MGU. Według szefa zarządu Naftogazu Andrija Kobolewa zainteresowanie wejściem do konsorcjum zarządzającego GTS Ukrainy wyraziły cztery duże koncerny zagraniczne z uznaną marką, z których dwa należą do największych na świecie.

Zobacz także: Wybory w Niemczech: "halt" dla Nord Stream 2 w zamian za Energiewende w Polsce? [KOMENTARZ]

Jeszcze w kwietniu Ukrtransgaz podpisał ze słowackim Eustream i włoskim Snam S.p.A. Memorandum, którego celem jest ocena możliwości współpracy w zakresie wykorzystania i rozwoju ukraińskiej GTS. Co prawda, nie są to negocjacje o wejściu zachodnich inwestorów w ukraińską GTS, a tylko analiza sytuacji, co pozwoli potencjalnym inwestorom uzyskać dostęp do niepublicznej informacji o stanie systemu. Nie warto jednak bagatelizować tego przedsięwzięcia – wyniki tej oceny mogą być niezmiernie ważnym czynnikiem uwiarygadniającym zamiary Kijowa w zakresie losów GTS. To samo można powiedzieć o przeprowadzonym teście przez Wspólne Centrum Badawcze Dyrekcji Generalnej KE, które odpowiada za przygotowania do zimy  w krajach UE. Test polegał na sprawdzaniu gotowości ukraińskiej GTS do sezonu zimowego 2017/18. Wypadł pozytywnie, co warto by Kijów wykorzystał wizerunkowo.

Co ciekawe, wiceminister energetyki Ihor Prokopiw zapowiada, że Ukraina ma zamiar postawić dość twarde warunki pretendentom na udział w konsorcjum. Mają to być gwarancje tranzytu przez ukraińskie terytorium co najmniej 40 mld m3 rosyjskiego gazu rocznie. Oznaczałoby to, że potencjalnie ciężar negocjacji z Gazpromem co do tranzytu gazu po 2019 roku wziąłby na siebie inwestor. Nie można też zapominać o konieczności budowy punktów pomiarowych na ukraińsko-rosyjskiej granicy po stronie ukraińskiej – obecnie są one ustanowione tylko po rosyjskiej stronie granicy. Aby jednak w ogóle ten temat stał się aktualnym Kijów musi uporać się z kłopotami w procesie unbundling, których wciąż nie udało się rozwiązać.

Razem czy osobno?

Jednym z nich są pogłębiające się różnice zdań na kształt reformy ze strony GMU i Naftogazu, o których pisałem w jednej z poprzednich analiz. Od tamtego czasu konflikt się zaostrzył i doszło do kolejnych niepokojących dymisji członków Rady Nadzorczej Naftogazu – Paula Warwicka i Marcusa Richardsa, którzy oficjalną przyczyną nazwali ingerencję rządu w prace Ukrtransgazu (UTG) i Ukrgazwydobuwannia (UGV). Źródła tych niesnasek kryją się co najmniej w dwóch zasadniczych powodach.

Pierwszym jest wciąż odmienne spojrzenie co do szczegółów wyodrębnienia z UTG operatora GTS i podziemnych magazynów. Wspomniane rozporządzenie GMU przewiduje utworzenie osobnych operatorów magistralnych gazociągów (MGU) i podziemnych przechowalni gazu (PPGU). Przy czym warto dodać, że III pakiet energetyczny nie nakłada obowiązku tworzenia osobnej spółki zajmującej się magazynowaniem surowca – funkcje tę może wykonywać operator magistrali gazowych. Podstawową motywacją w podjęciu takiej decyzji jest nadzieja na uzyskanie przez PPGU w przyszłości większych możliwości i elastyczności w zakresie ewentualnego włączenia się w procesy integracji rynków gazu ziemnego w Europie Środkowo-Wschodniej. Pomysł ten jest jednak kontrowersyjny z kilku innych przyczyn. Przede wszystkim chodzi o możliwe problemy technologiczne – magistrale gazowe i podziemne przechowalnie gazu przez dziesięciolecia funkcjonowały jako jeden organizm i ich rozdzielenie wymaga czasu i dodatkowych wysiłków. Poza tym obecnie w strukturze UTG to gazociągi, a nie przechowalnie przynoszą główne zyski. Rodzi to, zatem pytanie o przyszłą wydolność finansową PPGU. Może to narazić na szwank reputację tych unikalnych obiektów systemu energetycznego Ukrainy.

Dochodzi jeszcze nieco zapomniana kwestia „spornego gazu” w przechowalniach. Struktury biznesowe kontrolowane przez Dmytro Firtasza i Igora Kołomojskiego od lat wyrażają pretensje na łącznie 11 mld. m3 gazu, który znajduje się w przechowalniach. Według stanu na ostatnią dekadę września w magazynach gazu Ukrainy znajduje się niewiele ponad 16 mld m3 surowca. Zatem problem „spornego” gazu jest poważną przeszkodą do przyciągnięcia inwestora do MGU (w przypadku jeśli zarządzać będzie także przechowalniami) i PPGU z uwagi na potencjalny dług. W kontekście zaproszenia inwestora do MGU Kobolew nazywa ten czynnik „poison pill”, czyli instrumentem ze strony resortu energetyki mającym rzekomo odstraszać zainteresowanie inwestorów od MGU. Powoduje to, że proces podziału UTG na MGU i PPGU powinien zostać rozciągnięty w czasie, dokładnie zbadany i wprowadzany stopniowo. Przedmiotem sporu Naftogazu i rządu nie jest sama koncepcja podziału, a jej szczegóły.

Co więcej, wstępnie osiągnięto porozumienie (faktycznie metodą faktów dokonanych), co do odroczenia utworzenia PPGU, co jest bardzo pozytywnym sygnałem. Jednak nadal pozostaje szereg pytań bez odpowiedzi. Czy początkowo wszystkie przechowalnie mają wejść w skład MGU czy tylko niektóre? Jak ostatecznie ująć ten problem w podziale aktywów i siły roboczej? Do kiedy ma trwać okres przejściowy (czyli zarządzania przez MGU także przechowalniami – wszystkimi lub niektórymi)? Co zrobić ze „spornym gazem” i w jakich perspektywach czasowych należy wyjaśnić ten problem? Właśnie te zagadnienia są na obecnym etapie przedmiotem sporu.

Zobacz także: Konflikt rządu i Naftohazu przyczyną odejścia zagranicznych doradców ze spółki

Pomocnym w uzyskaniu konsensusu mogą być wyniki finansowanego przez UE projektu oceny efektywności przyszłego modelu PPGU, który wystartował w lipcu. Zaangażowany w niego jest m.in. francuski operator przechowalni Storengy (spółka-córka Engie), który operuje przechowalniami we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Efektem technicznego audytu ma być opracowanie kilku scenariuszy przyszłego wykorzystania przechowalni na Ukrainie. Wyniki badania będą mieć bez wątpienia ważne znaczenie w procesie przyciągania zainteresowania inwestorów, co Kijów z pewnością wykorzysta wizerunkowo. Nie są jednak znane terminy zakończenia audytu.

Mimo tego Kijów prowadzi działania przygotowawcze do wykorzystywania przechowalni do magazynowania gazu zachodnich firm nawet bez wyodrębniania osobnego organizmu z UTG. W czerwcu 2017 roku na bazie magazynów utworzono „skład celny” i zezwolono na przechowywanie surowca, który nie został oclony, na ponad tysiąc dni. Pierwsze efekty przyszły natychmiast – we wrześniu UTG poinformował o podpisaniu umów na przechowanie gazu z ośmioma kompaniami, w tym szwajcarską Trafigurą i czeską MND. Na razie nie są to znaczące ilości, ale na początek nie mogło być inaczej.

Całość procesu wyodrębnienia z UTG operatorów pokazuje, że ogółem sprawy zmierzają w dobrym kierunku, ale ostateczne zakończenie unbundling będzie wymagało nico więcej czasu niż przewidują rządowe założenia. Niezwykle istotnym jest, by Naftogaz i GMU nie przekroczyły niebezpiecznej granicy we wzajemnych animozjach, które dotąd toczyło się w dopuszczalnych ramach.

Unbundling: wersja ukraińska

Niestety drugie źródło niesnasek z uwagi na swą specyfikę kreuje takie zagrożenie. Pożywką do pogłębienia sporu jest rządowy projekt ustawy „O liście obiektów mienia państwowego nie podlegających prywatyzacji”, który został zarejestrowany w parlamencie pod koniec lipca. Przewiduje on wpisanie MGU na listę obiektów zabronionych do prywatyzacji. Ustawa, o której mowa, zawiera dwa dodatki – w pierwszym jest lista obiektów „zabronionych do prywatyzacji”, a drugi zawiera listę obiektów „zabronionych do prywatyzacji, ale podlegających korporatyzacji”. Obecna propozycja GMU umieszczenia MGU w dodatku nr 1 stworzy problemy z przekształceniem MGU w spółkę akcyjną, a co za tym idzie uniemożliwi zaproszenie inwestora. Pojawia się zatem pytanie o to czy jest to efekt niedopatrzenia ze strony rządu czy też celowego działania mającego w zamierzeniu odstraszenie firm zagranicznych i pozostawienie MGU pod całkowitą kontrolą państwa. Niedawno wiceminister energetyki Ihor Prokopiw (skonfliktowany z kierownictwem Naftogazu) oświadczył, że resort nie widzi przeszkód do dopuszczenia do konsorcjum inwestorów z zagranicy na zasadzie konkursu. Tym bardziej, że zgodnie z opracowanym przez rząd statutem MGU ma być ona spółką akcyjną, co powoduje, że GMU proponując projekt ustawy GMU w obecnym kształcie przeczy samemu sobie. Daje to nadzieję na wersję o pomyłce rządowych prawników.

Warto przypomnieć, że jeszcze 8 września 2014 roku weszły w życie poprawki do kilku ustaw regulujących potencjalne wejście inwestorów zagranicznych do konsorcjum zarządzającego GTS: „O dzierżawieniu mienia państwowego i komunalnego”, „O transporcie rurociągowym” oraz „O ropie i gazie”. Poprawki te zostały także wzięte pod uwagę przy przyjętej w 2015 roku ustawie „O rynku gazu ziemnego”, którymi została przewidziana możliwość dopuszczenia do zarządzania GTS bez prywatyzacji. Ponadto państwo musi zachować kontrolę nad co najmniej 51% praw korporacyjnych w takim konsorcjum. Inwestor musi spełniać szereg wymogów – co najmniej 5-letnie doświadczenie pracy jako operator GTS w kraju UE lub USA, nie może być z kraju spoza WE i USA. Jednak wspomniany wyżej rządowy projekt zmian do ustawy uderzy w te zapisy i uniemożliwi zaproszenie inwestora.

Jest jeszcze jeden czynnik, który nie pozwala bagatelizować sygnałów o cichym sprzeciwie w szeregach rządu wobec koncepcji konsorcjum z udziałem zagranicznego inwestora. Chodzi o kompleks działań obserwowanych wokół innej spółki-córki Naftogazu – Ukrgazwydobuwannia (UGV). Od pewnego czasu do przestrzeni informacyjnej zaczęto wysyłać fałszywe komunikaty mające na celu uzasadnić potrzebę wyodrębnienia UGV ze struktury Naftogazu „z uwagi na spełnienie wymogów III pakietu energetycznego”. Sugeruje to, że są środowiska zainteresowane przejęciem kontroli nad największą wydobywczą firmą Ukrainy. Normą stały się także kontrole SBU w spółce. Wreszcie, rządowa koalicja mimo istnienia takiej możliwości, apeli ze strony pojedynczych polityków i środowisk eksperckich nie podejmuje realnych działań mogących poprawić wyniki UGV, a co za tym idzie wartość spółki. Logicznym wyjaśnieniem tego jest chęć obniżenia ceny tego aktywu przed rozpatrywaną prywatyzacją. Przypadek ten w pewnym sensie powiela przykład wyżej opisanych gier wokół UTG, co zmusza na poważnie traktować pogłoski o chęci odstraszenia inwestorów z zagranicy od kluczowych aktywów gazowych Ukrainy. Nieoficjalnie w Kijowie mówi się o szczególnym zainteresowaniu tym sektorem ze strony Ihora Kononenki – szarej eminencji w otoczeniu Petra Poroszenki.

Paweł Kost
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

LNG second (d. Nabucco First) Sobota, 30 Września 2017, 8:29
Ostatni akapit pokazuje dobitnie, jak daleko Ukrainie do Europy i że system oligarchiczny w dużej mierze degeneruje. Ukraina to dzisiaj gospodarka wielkości Czech (wg. PPP) i uwzględniając skalę wyzwań militarno - politycznych, gospodarczych i społecznych od razu widać, że tylko zdecydowana pomoc z Zachodu może wyciągnąć Ukraińców z miejsca w którym dzisiaj są.
mefis58 Poniedziałek, 02 Października 2017, 10:32
Ukraina znajduje się tam gdzie jest (skala PKB) nie z uwagi na brak pomocy Zachodu, ale z uwagi na tą właśnie pchaną tam bez sensu i bez wyobraźni oraz bezrefleksyjnie "zachodnia pomoc" !!! 3 lata tej pomocy sprawiły , że Ukraina jest krajem upadłym z upadłą gospodarką. Nie żeby mnie to martwiło.