Chcesz wiedzieć, czy polubisz Energiewende? Jedź do Rehfelde [RELACJA]

Czwartek, 14 Września 2017, 8:58

Podróż z Berlina do Rehfelde zajmuje mniej więcej godzinę. To liczące pięć tysięcy mieszkańców miasteczko jest doskonałą miniaturką niemieckiej Energiewende i cenną lekcją dla wszystkich zainteresowanych dyskusją o tym procesie. Wszystko dzięki inicjatywie podjętej przez grupę lokalnych działaczy, która obnaża podstawowe problemy i wyzwania transformacji energetycznej.

Inicjatywa, o której mowa miała na celu stworzeniem miasteczka będącego energetyczną autonomią. Koncepcja takiej samodzielności Rehfelde sformalizowała się w 2014 roku. Wtedy też powstał plan zainstalowania w tej miejscowości wszelkich dostępnych źródeł odnawialnych. Niedługo potem projekt przerodził się w zorganizowaną kooperatywę. Na początku liczba jej członków wynosiła 126 osób. Wszyscy z nich pracowali za darmo.

Pierwszą inwestycją było zainstalowanie paneli fotowoltaicznych na budynkach należących do gminy. Rozpoczęto też projekt wymiany wszystkich 799 lamp w gminnych latarniach ulicznych na energooszczędne. Ambicje zielonych aktywistów sięgały jednak znacznie dalej- zaczęli oni szykować się do inwestycji w turbiny wiatrowe. Nieopodal Rehfelde istniała już farma wiatrowa, będąca własnością dużych spółek. Mieszkańcy postanowili dołączyć do niej dwa własne wiatraki.

Żeby zrealizować swoje zamiary, przeorganizowali oni kooperatywę w spółkę Windenergie Rehfelde GmbH & Co. KG. Biznesplan zakładał budowę dwóch masztów i wyposażenie ich w turbiny Nordex. Wartość przedsięwzięcia określono na znaczną sumę 10 milionów euro. Pojawił się zatem problem w postaci źródeł finansowania. Rozwiązano go dwoma sposobami. Przede wszystkim, mieszkańcy zrzeszeni wokół inicjatywy (ich liczba wzrosła w międzyczasie do 230) wykupili własnymi środkami udziały spółki. W ten sposób uzbierano milion euro.

Pozostałe 90% kosztów pozyskano drogą pożyczki bankowej. Obłożono ją rekordowo niskim oprocentowaniem- jedynie 1,5%. Przedstawiciele inicjatywy z Rehfelde na pytanie, czy to normalna stopa procentowa dla niemieckich banków, odpowiadają z uśmiechem: ,,Dla nas- tak”. Przyznają, że znaleźli odpowiedni bank, który zgodził się zainwestować w to przedsięwzięcie.

Lokalne władze również dołożyły się do przedsięwzięcia. Władze gminy wykupiły cztery udziały spółki, po 250 euro każdy. Zdaniem przedstawicieli zielonej inicjatywy, to było bardziej wsparcie moralne niż materialne.

Mieszkańcy Rehfelde sfinalizowali tą inwestycję- turbiny ruszają w piątek 15 września. Na uroczystym rozruchu pojawią się lokalne władze, na gości czekać będzie beczułka pełna piwa, a dwóch szczęśliwców wylosuje wjazd na sam szczyt wiatraka, który- łącznie z wirnikiem- mierzy 199 metrów. Czy można jednak odtrąbić sukces?

Podstawową przeszkodą w uznaniu inicjatywy z Rehfelde za bezsprzeczne zwycięstwo Energiewende są kwestie finansowe. Spółka Windenergie Rehfelde wciąż musi spłacić większość kredytu. Dodatkowo, inwestycja obarczona będzie opłatami ubezpieczeniowymi i kosztami serwisowania. Wszystko to rocznie będzie pochłaniać około 300 tysięcy euro. Koszty i tak są niższe, niż można byłoby się spodziewać- wpływa na to głównie wyjątkowo niska rata kredytu oraz fakt, że twórcy inicjatywy to wykształceni inżynierowie z wieloletnim stażem, więc prostsze prace konserwacyjne mogą wykonywać sami.

Zielona inicjatywa ma wesprzeć się taryfami typu feed-in. Zostały one ustalone na 20 lat, w połowie tego okresu nastąpi ich rewizja. Jednakże, spółka z Rehfelde nie może na razie konkurować skutecznie na rynku energii. Sprzedaje ona swój prąd większym koncernom, które następnie oferują go odbiorcom końcowym za cenę 30 centów za kilowatogodzinę. Przedstawiciele lokalnej firmy już teraz myślą o zakupie instalacji do przesyłu energii- ma to nastąpić w roku 2026. Dzięki temu, z inicjatywy będą mogli bezpośrednio skorzystać mieszkańcy, kupując tańszy prąd.

Jakie zyski zamierza osiągnąć spółka z Rehfelde? Jej przedstawiciele podkreślają, że biznesplan zakłada rentowność nawet w najgorszych scenariuszach meteorologicznych. ,,Spodziewamy się czystego zysku na poziomie co najmniej 150 tysięcy euro rocznie”- mówią. Jednakże, na razie ich księgi rachunkowe zawierają głównie wydatki. Inwestorzy spodziewają się wyjść na zero w ciągu dwudziestu lat. W tym czasie firma zwróci wierzycielom pieniądze.

Co inicjatywa z Rehfelde mówi o niemieckiej Energiewende? Przede wszystkim, jasno wskazuje, że do przeprowadzenia transformacji energetycznej a la Berlin potrzeba pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. W dodatku, skupienie się na rozbudowie parku odnawialnych źródeł energii oznacza ponoszenie istotnych nakładów finansowych przez dość długi okres przy jednoczesnym osiąganiu stosunkowo niewielkich zysków, albo nawet przy ponoszeniu strat. Jeśli z tego obiegu inwestycyjnego wyłączy się przychylne inwestorom państwo, banki i władze lokalne, można dojść do wniosku, że żaden przedsiębiorca nie weźmie na siebie tak nieopłacalnego ryzyka.

Twórcy inicjatywy z Rehfelde nie są jednak typowymi przedsiębiorcami. To głównie fanatycy zielonej energii, skupieni na idei przemiany systemu energetycznego na ,,czysty”. Przekonanie o słuszności ich poglądów zdaje się rekompensować im wszelkie nakłady sił i środków, które ponieśli podczas realizacji tej inwestycji. Przedstawiciele spółki Windenergie Rehfelde dawali do zrozumienia, że chcieli, by ich miasteczko stało się wzorem- dlatego też, cieszyli się, że przyjechali do nich dziennikarze z całej Europy Środkowowschodniej. Zdaje się, że zieloni aktywiści nie przypuszczali, iż dane liczbowe, które omówili, mogły napawać ich gości raczej przerażeniem niż podziwem.

Zobacz także: Wojciech Cetnarski z PSEW o energetyce wiatrowej

Trudno się dziwić przedstawicielom prasy, którzy z nieskrywaną ciekawością dopytywali działaczy z Rehfelde o fundusze przeznaczone na realizację ich inwestycji. Dla osób z krajów znacznie biedniejszych niż Niemcy, 10 milionów euro wydanych na transformację energetyczną pięciotysięcznego miasteczka, która- jak się okazuje- zwraca się śladowo, to rzecz niebagatelna. Dla porównania: władze polskiej gminy Wąchock, która liczy sobie siedem tysięcy mieszkańców, w 2016 roku wydały na wszystkie swoje potrzeby ok. 18 milionów złotych. To mniej więcej 4,5 miliona euro. Dlatego też, rozmach inwestycyjny inicjatywy z Rehfelde może szokować.

Pozafinansowe efekty transformacji w Rehfelde również nie zachęcają do podążenia jej ścieżką. Mieszkańcy miasteczka sami przyznają, że owszem, plan zakładał autonomiczność energetyczną, ale ta nie jest na razie osiągalna. ,,Niemniej, dążymy do takiego stanu”- mówią. Trudno im jednak wskazać konkretną datę realizacji ich ambicji. Najbliższym kluczowym momentem będzie kupno instalacji do przesyłu energii w 2026 roku. Będzie to oznaczać uwolnienie się od dyktatu cenowego dużych firm energetycznych oraz kolejne wydatki.

Rehfelde jest miejscem, które może służyć jako okrągły stół do obrad o transformacji energetycznej między zachodem a wschodem Europy. Przedstawiciele krajów z tej pierwszej grupy zapewne wskażą, jak idea czystej energii jednoczy ludzi, jak daje im siłę do wprowadzania zmian, jak pozwala otrzymywać długoterminowe korzyści. Z kolei wysłannicy państw wschodnich z pewnością skupią się na kosztowności całego procesu, wątpliwościach co do funkcjonowania całego systemu i nieprzewidywalności inwestycyjnej. Zielona inicjatywa z tego małego miasteczka może być cenną lekcją dla wszystkich stron dyskusji o Energiewende.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

4 komentarze

krzys Sobota, 16 Września 2017, 8:57
No i jak to wyszło z tą "energetyczną autonomią"? Odcięli się od kotłów i pokazali, że OZE (przy czym wyłączyłbym tu wodne, nieco inna specyfika a i ekologowie mają do nich sporo zastrzeżeń) do tego się nadają?
Cena kWh podana, ok 1,3 zł, nie doprecyzowano tylko czy to już z przesyłem, czy jeszcze plus przesył.

Tym którzy widzą u Niemców przechodzenie ze starego na nowe, a u nas degradację środowiska, to proponuję odszukać statystyk tyczących spalania węgla u naszych sąsiadów za Odrą, oraz emisji CO2 u nich. Może to być dla niektórych szok.
pamietajacy Czwartek, 14 Września 2017, 11:37
Przecież "zabawa" polega na stopniowym (co Niemcy z lekką niecierpliwością, czynią) zmienianiu starego na nowe. My znów za kilka lat staniemy przed nierozwiązywalnym problemem wrzucenia ogromnych kwot (których z pewnością nie będziemy mieli) by dorównać choć w części przodującym krajom. Już dziś to widać na przykładzie polityki wspierania elektrowni węglowych.
pamiętający również Piątek, 15 Września 2017, 11:29
+1. Poza tym autor artykułu nie zwraca uwagi na koszta których nie uwzględniamy w kapitaalistycznym rachunku ekonomicznym - np koszta środowiskowe. Często nieodwracalne.
małe be Piątek, 22 Września 2017, 23:31
dokładnie. a dodałbym w tym rachunku kosztów niezależność od dyktatu cen energii. a koszty 'konserwacji'? to jakaś kpina ktoś ich na minę wsadził. domyślacie się czemu? a co ma ta gmina zrobić teraz? ogłosić przetarg na tą 'konserwację'. ktoś to biznesowo policzy i nagle wyjdzie, że da się to zrobić 5x taniej. nie wierzycie? popatrzcie na Ryanair. rentowne oze to tylko kwestia odpowiedniej konstrukcji. to zadanie dla inżyniera projektanta, musi mieć tylko założenie w ile lat ma się to zbilansować. ja rozumiem, że się lobby energetyki profesjonalnej broni bo to idzie o ich byt i zyski. ale nie róbmy z ludzi idiotów. darmowy wiatr napędza wiatraki i się to nie opłaca? to tak dęte że aż przykro.