„Winter is coming": Putin chce zostać królem Północy [KOMENTARZ]

Czwartek, 27 Lipca 2017, 15:21
Czwartek, 27 Lipca 2017, 15:21
Dr Przemysław Zaleski

Rosja od czasu przejęcia władzy przez Władimira Putina konsekwentnie zmienia swoją politykę międzynarodową, starając się z jednej strony budować wizerunek mocarstwa na miarę dawnej potęgi, a z drugiej odnaleźć najskuteczniejszy sposób, aby móc utrzymać pozycję, którą straciła wobec pojawienia się nowych światowych graczy, jak Chiny. Jednym z obszarów, w których toczy się najbardziej zacięta rywalizacja, jest Arktyka - skrywająca m.in. potężne złoża surowców energetycznych.

Przyjęta niedawno „Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Federacji Rosyjskiej do 2020 roku” jest tego najlepszym dowodem, ponieważ z analizy jej zapisów wynika, że FR nie jest zadowolona ze swojej obecnej pozycji na świecie, choć jednocześnie zauważa postęp, jaki dokonała w ostatnich latach w celu przywrócenia dawnej świetności. Realizacja strategii związana jest z możliwościami budżetowymi, a te opierają się głównie na zasobach surowcowych – głównie ropy i gazu.

Ważną zmianą jest jednak pojawienie się w strategii informacji dotyczącej zagospodarowania i eksploatacji przemysłowej bogactw znajdujących się na Arktyce. Rosja od dłuższego czasu przygotowuje się do przejęcia jak największej części tego obszaru, o czym świadczy powołanie specjalnych jednostek wojskowych – tzw. białej armii z wydzielonym dowództwem arktycznym „Północ”, której przygotowanie i wyszkolenie zostało dostosowane do specyfiki bieguna północnego. Rosja zdaje sobie doskonale sprawę z faktu, że złożami zlokalizowanymi na Arktyce są zainteresowane także inne kraje arktyczne – czyli USA, Kanada, Norwegia oraz Dania za sprawą Grenlandii. Aby podkreślić swoje prawa, 5 grudnia 2014 r., minister spraw zagranicznych Królestwa Danii – Mr Martin Lidegaard poinformował na specjalnie zwołanej konferencji, że w związku z faktem, iż duńskim naukowcom udało się potwierdzić, że: „… ląd Grenlandii jest połączony potężnym grzbietem z podmorskim masywem kryjącym się pod Oceanem Arktycznym, Dania ma prawo do Bieguna Północnego i wszystkich potencjalnych arktycznych surowców…”.

Ponadto prawa do Arktyki zgłaszają także państwa spoza krajów arktycznych, jak Chiny, którym pomimo sprzeciwu Rosji udało się w maju 2013 r uzyskać status stałego obserwatora Rady Arktycznej (dzięki zresztą skutecznej grze dyplomatycznej w pozyskaniu, jako sprzymierzeńca Islandii, której rząd Chin udzielił 500 mln dolarów pożyczki i podpisał umowy o wolnym handlu).

Chiny dla utrzymania rozwoju gospodarczego potrzebują nie tylko olbrzymiej ilości węglowodorów, ale również pierwiastków i minerałów, stąd intensyfikacja nie tylko działań formalnych, czy dyplomatycznych, ale również militarnych. Już w 2004 roku powstała chińska naziemna stacja w Arktyce, a następnie szybko rozbudowywano flotę arktyczną, czego przykładem było zwodowanie w 2012 r. potężnego lodołamacza „Snow Dragon” (śnieżny smok), który jako jeden z nielicznych może spokojnie pływać pomiędzy Azją, a Europą poprzez Ocean Arktyczny. Ponadto, co przyznały chińskie władze, lodołamacz dostosowany jest do prowadzenia badań związanych z wydobyciem bogactw naturalnych. Ponadto chrapkę na wykorzystywanie gospodarcze tego obszaru ma sektor transportowy, na co wskazują  słowa dyrektora Chińskiego Instytutu Badań Polarnych: „(…) jeśli szlak będzie konsekwentnie szykowany, to zapotrzebowanie na niego już istnieje…”. Strategia Chin przewiduje, że  do 2020 roku od 5 do 15 proc. morskiego transportu kontenerowców będzie przebiegało właśnie przez północne koło podbiegunowe. Dlatego udział chińskiej marynarki wojennej, wspólnie z rosyjską, był wyraźnym sygnałem dla świata, że Chiny uznają się również za państwo arktyczne. Rosja prawdopodobnie pogodziła się z tym faktem i woli kooperować z nowym graczem, na co wskazywać może zaproszenie wystosowane przez Gazprom (we wrześniu 2016) dla chińskiej firmy naftowej CNOOC w celu wspólnej eksploatacji złóż na rosyjskim szelfie w Arktyce.

Im mniej pokrywy lodu tym wyścig do bogactw położonych w tym obszarze staje się bardziej widoczny, a jest o co walczyć. Według szacunków US Geological Survey na Arktyce znajduje się 13 % światowych zasobów ropy i 30 % gazu, ponadto są tam również bogate złoża innych zasobów naturalnych, jak aluminium, chrom, cyna, grafit, kobalt, mangan, miedź, nikiel, ołów, tytan, uran a nawet złoto, srebro i diamenty.

Niemniej ważne są także inne aspekty tego obszaru, a mianowicie możliwości skrócenia dróg transportu morskiego pomiędzy Azją, a Europą przez morza syberyjskie. Aktualnie duże kontenerowce nie mogą się przemieszczać poprzez Kanał Panamski i ich szlak transportowy wiedzie wokół przylądka Horn2 (drogi dłuższej i gorszej pogodowo). Dlatego Kanada dąży do przejęcia kontroli nad Przejściem Północno-Zachodnim, czyli szlaku wiodącego z Atlantyku na Pacyfik przez ich obszar arktyczny. Aktywna staje się również Norwegia, która w ogłoszonej niedawno strategii High North określiła  Arktykę kluczowym obszarem swojej ekspansji gospodarczej i politycznej. Stworzyła także w regionie arktycznym własną bazę wojskową.

Rosja doskonale zdaje sobie sprawę, że umocnienie pozycji w Arktyce, to przyszłościowe zabezpieczenie dostępu do olbrzymich zasobów surowcowych, dlatego dąży do uznania prawa do powierzchni szelfu o wielkości 1 mln 191 tys. km2 które według Kremla są przedłużeniem granic szelfu kontynentalnego na Oceanie Arktycznym. Zgodnie z Konwencją o prawie morza z 1982 r. każde z państw arktycznych musi udowodnić, że dane terytorium leży na ich szelfie kontynentalnym. Obecnie cała piątka posiada prawa do 200 mil morskich, na których może przeprowadzać odwierty i eksploatować zasoby naturalne, aby móc prowadzić działania poza tym obszarem każde z państw musi zgłosić odpowiedni wniosek formalny do Komisji Granic Szelfu Kontynentalnego wraz z dokumentacją naukową.

Rosja oprócz złożenia wniosków formalnych, proces zastrzegania praw zademonstrowała na swój sposób w 2007 r., gdy przy pomocy statków podwodnych umieściła flagę Federacji Rosyjskiej na grzebiecie Łomonosowa pod biegunem północnym. Następnie założyła port i dużą bazę wojskową na wyspie Kotielnyj (archipelag wysp Nowosyberyjskich). Następnie w 2013 r. Władimir Putin w wywiadzie dla telewizji Rossija24, poinformował, że „Artyka była i będzie częścią Rosji i że nie przewiduje oddanie jej pod międzynarodową kontrolę…”.

Eksploatacja złóż wcale nie jest dla Rosji sprawą łatwą ponieważ w wyniku spadku cen ropy budżet państwa świeci pustkami, a koszt zagospodarowania szelfu arktycznego do roku 2050 został oszacowany na 500 mld dolarów. Rosja próbuje znaleźć partnerów do współpracy wprowadzając zachęty w postaci obniżenia o 5 % stawki cła na eksport paliw oraz zmieniając ustawy dotyczące posiadania licencji eksploatacji na szelfie dla spółek zagranicznych (obecnie mogą je posiadać tylko spółki, gdzie udział państwa jest na poziomie 50 %, czyli de facto dotyczy to Gazpromu, Rosnieftu, koncernu Novatek i Łukoil). Drugim problemem Rosji jest brak odpowiednich technologii do pracy w warunkach arktycznych, które są wyjątkowo specyficzne. Początkowo udało się zachęcić do współpracy amerykańską spółkę ExxonMobil, która w zamian za możliwość eksploatacji rosyjskich złóż na Morzu Karskim miała udostępnić technologię oraz złoża w Teksasie dla Rosnieftu. W wyniku sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu administracja amerykańska wymusiła jednak na Exxonie rozwiązanie umowy, a szef Rosnieftu Igor Sieczin przyznał, że opóźnienie w związku z tym może sięgać nawet 5 lat. Sankcje utrudniły także kooperacje z włoskim Eni na Morzu Barentsa oraz koncernem Statoil na Morzu Ochockim, choć Rosja podejmuje liczne zabiegi, aby rozwiązać ten problem – między innymi organizuje co roku Międzynarodowe Forum Energetyczne „Arktyka – przestrzeń dialogu”.

Pomimo ponad 138 licencji wydanych dla rosyjskich podmiotów na szelfie arktycznym, to eksploatacja faktycznie jest realizowana jedynie przez Gazpromnieft na złożu Prirazlomnoje, zlokalizowanym Morzu Peczorskim. Poziom wydobycia w 2017 r. wyniósł 13 mln ton ropy i z roku na rok ma być wyższy, ale są to prognozy optymistyczne i raczej motywowane politycznie. Na większym zaangażowaniu spółek w Arktyce zależy przede wszystkim władzom Kremla, dlatego w kwietniu 2017 r. sam Prezydent Rosji wziął udział w ceremonii uruchomienia kolejnych odwiertów za kołem polarnym, które są realizowane w ramach inwestycji Centralno-Olginskaja 1. Choć informacje ze skuteczności prac nie są publikowane (ponieważ jest to jedno z najbardziej wymagających przedsięwzięć i trudno ocenić jego komercyjne działanie), to efekt propagandowy, że Rosja radzi sobie z blokadą technologii i na poważnie rozpoczyna eksploatacje surowców z Arktyki został osiągnięty. 

Zobacz także: Defilada w Moskwie: Rosja chce być gotowa na wojnę o surowce energetyczne [KOMENTARZ]

Zobacz także: Bitwa o Arktykę. Rosyjskie elity walczą między sobą o zasoby północy

Dr Przemysław Zaleski
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

10 komentarzy

Kiks Piątek, 04 Sierpnia 2017, 17:50
Zwiększone wydobycie ropy będzie jeszcze przez max 15 lat. Później równia pochłania. Oczywiście jako paliwo. Ostatni gwizdek, aby jeszcze dorobić się na niej.
Lolek Czwartek, 03 Sierpnia 2017, 10:20
Może Rosja nie radzi z wydobyciem ropy w Arktyce dzis , to poradzi jutro , ropa nie wyparuje a ceny i tak pujdą w górę.
lol Piątek, 28 Lipca 2017, 12:32
Anglia za 20 lat zakaże sprzedaży samochodów spalinowych. Francja w tych samych okolicach zamierza zakazać pojazdów spalinowych.
Finlandia podobnie. Tendencja się dopiero zaczyna, UE pewnie spróbuje wymusić na wszystkich państwach UE jakieś "zniechęcenia" do spalinowców i konieczność przejścia na elektryki. Wniosek jest taki, że ruskich czekają ciężkie czasy.
Ile by się tych złóż ropy nie nakradli, to będą musieli je sami zeżreć, bo okaże się że są monopolistą na wymierającym rynku.
dk. Niedziela, 30 Lipca 2017, 9:02
Także ropę naftową pewnie dałoby się łatwo zgazyfikować, ale po co ? W skali świata, zapotrzebowanie na nią dopiero budzi się. Gdyż zaczyna dopiero gwałtownie wzrastać w najbardziej ludnych państwach świata.
laesir Piątek, 28 Lipca 2017, 19:23
Ale z czegoś ten prąd trzeba wytwarzać. Jak na razie to w Europie butują coraz więcej elektrowni gazowych.
Kiks Czwartek, 27 Lipca 2017, 18:58
To może Polska również upomni się? Ech, te żałosne Chiny.
Prosty Sołdatmen Piątek, 28 Lipca 2017, 6:45
Trzeba było zainwestować na Islandii 500 milionów tak jak Chińczycy, zamiast tego polskie rządy wolą wysyłać pieniądze na Ukrainę...
Kiks Piątek, 28 Lipca 2017, 13:49
A to Chiny tam zainwestowały? Poza tym chyba różne teksty przeczytaliśmy.
Raptorek Sobota, 29 Lipca 2017, 15:12
W jedną z największych hut aluminium w Europie. Oraz w rurociągi.
Tak Piątek, 28 Lipca 2017, 12:50
Polska i bez wydania 500 milionów ma status stałego obserwatora w Radzie Arktycznej