Sąd UE ramię w ramię z Gazpromem przeciw Polsce [ANALIZA]

Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 12:24
Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 12:24
Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 12:24
Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 12:24
Piotr Maciążek

Walka o wykorzystanie przez Rosjan dodatkowej mocy lądowej odnogi gazociągu Nord Stream wkracza w decydującą fazę. Może ona zdecydować o przyszłości dominacji Gazpromu w Europie Środkowej. 

Prezes Sądu Unii Europejskiej (organu sądowego Trybunału Sprawiedliwości UE) oddalił 21 lipca br., wniosek Rzeczypospolitej Polskiej, PGNiG oraz PGNiG Supply&Trading (niemieckiej spółki-córki gazowego potentata) postulujący zawieszenie wykonania decyzji Komisji Europejskiej ws. gazociągu OPAL. Chodzi o przekazanie rosyjskiemu Gazpromowi 80% przepustowości lądowej odnogi biegnącego z Rosji przez Morze Bałtyckie do Niemiec rurociągu Nord Stream oraz przeprowadzenia aukcji na pozostałe 20%. Zgodnie z wcześniejszą decyzją Komisji Europejskiej w przypadku braku zainteresowania innych podmiotów komercyjnych udziałem w wykorzystaniu gazociągu pozostała część również przypadłaby Rosjanom. Oznaczałoby to zwiększenie tłoczenia rosyjskiego gazu na kierunku północnym, ponieważ do tej pory Gazprom mógł wykorzystywać jedynie 50% mocy OPAL (w wyniku udzielonego mu odstępstwa od obowiązującego prawa energetycznego UE). W efekcie zmniejszy to przesył błękitnego paliwa przez Ukrainę do krajów zachodnich.

Początkowo stronie polskiej udało się czasowo zablokować decyzję Komisji Europejskiej niezależnie od toczącego się postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, w wyniku którego można ją unieważnić. Jeszcze w marcu br. prezes PGNiG w rozmowie z Energetyka24 tak opisywał sytuację:

„Zablokowaliśmy Gazprom na rok za pomocą sądowego środka zabezpieczającego czyli zakazu wykorzystywania dodatkowych mocy przesyłowych na gazociągu OPAL (…) To jest postanowienie tymczasowe (…) Następna okazja dla ogłoszenia aukcji dla Gazpromu przypada dopiero za rok w marcu.”

Piotr Woźniak, prezes PGNiG

Oddalenie wniosku nie jest dobrą informacją. Już w przyszłym roku Gazprom będzie mógł tłoczyć znacznie więcej surowca przez Bałtyk w kierunku Niemiec (wygrana w aukcji dotyczącej 15-letniego okresu czasu może skutecznie „zacementować” rynki środkowoeuropejskie, co uderzy w projekty dywersyfikacyjne). Może to mieć różnorakie implikacje. W perspektywie krótkoterminowej zmniejszy zapewne tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę (taka sytuacja miała miejsce w grudniu ubiegłego roku, gdy Gazprom zaczął w większym stopniu wykorzystywać OPAL zanim skrępowały go działania PGNiG). Jednak długofalowo skutki mogą być dużo poważniejsze.

  • Przede wszystkim to niepokojący sygnał w toku toczącego się postepowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, które ostatecznie zdecyduje o przyszłej decyzji KE dotyczącej OPAL. Działania Gazpromu do tej pory koncentrowały się na próbie wykazania innych decyzji tego organu, wobec których nie podporządkowała się Polska. Po decyzji Sądu UE Rosjanie zyskują dodatkowy argument. W orzeczeniu Sądu UE czytamy: „wnioskodawcom nie udało się wykazać poważnego i nieodwracalnego charakteru swoich szkód poniesionych wskutek zaskarżonej decyzji, która pozostaje zatem w mocy do momentu wydania wyroków w przedmiocie jej zgodności z prawem”. Strona polska będzie natomiast chciała wykazać niezgodność decyzji KE z dyrektywą gazową UE.
  • Jeszcze w marcu br. podczas konferencji Gaz dla Polski 2017 minister Piotr Naimski poinformował, że Polska „zachęca inne podmioty do skargi na decyzję KE ws. OPAL”. W efekcie do skargi złożonej przez Warszawę przyłączyła się Ukraina, Litwa i Łotwa. Jednak najwyraźniej na tym kończą się polskie możliwości ws. zawiązania szerszej koalicji. Może się ona okazać niewystarczająca.
  • Większe wykorzystanie OPAL począwszy od przyszłego roku może dać Gazpromowi i wspierającym go spółkom dodatkowe argumenty w walce o realizację projektu Nord Stream 2. Wykaże ono popyt na rosyjski gaz (prawdopodobnie Rosjanie wykorzystają niemal 100 proc. mocy lądowej odnogi Nord Stream) i zostanie wykorzystane propagandowo. Argumenty dotyczące bezpieczeństwa zostaną zapewne zniwelowane poprzez zestawienie przesyłu surowca przez OPAL i system Braterstwo. Należy spodziewać się w tym kontekście generowania przez Gazprom problemów z tranzytem błękitnego paliwa przez Ukrainę, a być może również Gazociąg Jamalski biegnący m.in. przez Polskę.

  • Wykorzystanie przez Gazprom większej przepustowości OPAL oraz konsekwentna realizacja projektu Nord Stream 2 przy mało asertywnej postawie KE utrwali dominację rosyjską na środkowoeuropejskich rynkach i zmniejszy konkurencyjność projektów dywersyfikacyjnych jak dostawy amerykańskiego LNG czy projekt Baltic Pipe (połączenia gazowego Polski z szelfem norweskim). Nie bez powodu Piotr Woźniak, prezes PGNiG ostrzegał podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego: „„Z europejskimi regulacjami jest coś nie tak, jeśli jedna firma jest w stanie w ciągu 24 godzin zarezerwować moce przesyłowe na rurociągach o łącznej długości prawie 2000 kilometrów i przepustowości rzędu 70-80 mld m3”. Także tych nieistniejących jak Eugal.

Decyzja sądu pokazuje, że dotychczasowe działania podjęte przez stronę polską okazują się niewystarczające. Konieczne wydaje się kontynuowania działań prawnych, poszerzenie koalicji skarżącej decyzję KE ws. OPAL o nowe kraje, a także ofensywa dyplomatyczna ukierunkowana na polityczny aspekt działalności Gazpromu. W jej prowadzeniu mogłoby pomóc skoordynowane działanie rządu w Warszawie i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, który w ostatnim czasie krytykował m.in. Nord Stream 2 jako niezgodny z zasadami wdrażanej przez Brukselę Unii Energetycznej. 

Zobacz także: Gospodarka ponad wszystko. Niemcy stają w obronie swoich interesów [ANALIZA]

Piotr Maciążek
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

19 komentarzy

jang Piątek, 28 Lipca 2017, 11:27
"wśród przyjaciół psy zająca zjadły" jak pisał poeta wieszcząc kolejne sukcesy naszej dyplomacji
Prezes Piątek, 28 Lipca 2017, 2:06
Unia nałożyła na Gazprom nakaz rezerwowania 50% przepustowości gazociągu OPAL dla innych podmiotów. Trwało to dwa lata, a notabene chętnych do wykorzystania tej mocy przesyłowej nie było. A więc znieśli ten nakaz. Polska zatrzymała to procesem udając, że polska firma chce przesyłać tam własny gaz. A więc PGNiG (państwowy monopolista) procesował się, by nadal rezerwować 50% przepustowości gazociągu OPAL. Proponuje taki mały eksperyment myślowy. Na podstawie tej samej dyrektywy Unia nałoży nakaz na PGNiG by ta firma rezerwowała 50% swoich gazociągów dla innych europejskich firm. Woźniak z pewnością podskoczy z radości? Polska chcę innym przeszkadzać, a na temat Baltic Pipe słyszymy od lat, a nic się nie dzieje.
Gucek Wtorek, 25 Lipca 2017, 11:26
Sąd UE jest sądem pro-niemieckim , orzeczenie korzystne na rzecz interesów niemieckich i rosyjskich dziwić zatem nie może. Kolaboracja niemiec i rosji w sprawie NS2 i w tle agresja na Ukrainę wygląda żałośnie. Polska znowu musi walczyć samotnie z zalewającą europę czerwoną zarazą.
Naiwny Wtorek, 25 Lipca 2017, 10:46
"Sąd UE" ramię w ramię Gazpromem - bardzo tendecyjna i obraźliwa dla Sądu teza wysnuta tylko na jednej decyzji (i tak podjętej po indolencji Polskiej strony).
Może warto zauważyć, że np. ten sam Sąd oddalił wcześniej wniosek Gazpromu i nie uznał go za trzecią stronę w tym postępowaniu. Samo postanowienie o zabezpieczeniu powództwa zgodne z Naszym żądaniem też nie wyglądało na przychylne Rosjanom. Czyżby szykował się przegrany protest i trzeba szukać usprawiedliwienia wyroku?
Racjonalista Wtorek, 25 Lipca 2017, 11:40
Uwielbiam komentujących tytuły (i sugerujących, że to tezy) zamiast treści.
Boczek Wtorek, 25 Lipca 2017, 20:48
Masz jakaś awersje do faktów?
Bo NS II to nie Niemcy, to Anglicy, Holendrzy, Francuzi, Włosi i Austriacy i dopiero teraz Niemcy. Zainteresuj się i odwagi bo twój świat runie.
We wszystkich innych projektach to ci sami, a Niemców nie ma w ogóle.
Ludzie nie dajmy się wodzić za nos rosyjskiej propagandzie.
rex Środa, 26 Lipca 2017, 13:13
NS II to nie Niemcy? No tak, nie dajmy się wodzić za nos rosyjskiej propagandzie..
Boczek Czwartek, 27 Lipca 2017, 12:58
Shell to Niemcy?
OMV to Niemcy?
Engie (GDF Suez) to Niemcy?
Eni to Niemcy?
Gasunie to Niemcy?

Jeszcze masz wątpliwości co do rosyjskiej propagandy?
Rob ercik Wtorek, 01 Sierpnia 2017, 9:36
Co ma z tym wspólnego rosyjska propaganda? Kilku czołowych europejskich odbiorców gazu doszło do wniosku że opłaci im się kupować na wschodzie i nikt nie zabrania nam kupować gdzie indziej...
Moltke Wtorek, 25 Lipca 2017, 10:43
Gdzie stacjonują wojska USA tam sięga amerykańska strefa wpływów
Zbigniew Brzeziński
PiotrEl Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 22:14
Był przetarg? To jaka była polska oferta? Ile miliardów m3 gazu zapewniliśmy dla tego gazociągu? W jakich terminach ? Po jakich cenach? To jakiś sen wariata!
kongo_kongijskie Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 17:57
To nie UE jest przeciw Polsce, ale Polska przeciw logice i zdrowemu rozsądkowi. Opal powstał dla dystrybucji gazu z Nord Streamu, zatem skoro pozwolono na budowę Nord Stream, to podłączenie do niego Opalu było logiczne. Jak widać logiki nie widzą niektórzy w Polsce. A skoro już tak bardzo nie podoba im się gazociąg w obcym kraju, to mogli zezwolić na nowe gazociągi przez Polskę. No ale polskiemu szlachcicowi na zagrodzie odezwał się pies ogrodnika i powiedział: VETO! Najpierw Steinhoff w rządzie AWS w 2002 dając zielone światło dla Nord Stream, a potem Tusk w 2013 dając "zgodę" na Nord Stream 2.
Anty-Che Wtorek, 25 Lipca 2017, 12:45
Przeciez to Rosjanie nie chcieli budowac Jamal 2 mimo ze koszty bylyby 10 nizsze niz rury podmorskiej. Na jamal 1 wszystko bylo budowane tak, ze bylo miejsce na 2 rure.
Ron Wtorek, 25 Lipca 2017, 0:45
Kongo ma rację. Wstyd to przyznać, ale Polacy grają nie fair.
Frannc Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 16:04
A mówią że nasze sądy będą polityczne .To już jest ewidentna wojna na wyniszczenie .Cel tylko jeden ,zmieszanie naszego państwa z błotem i całkowita pacyfikacja .
Marek1 Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 15:30
Berlin już całkowicie jawnie popiera Gazprom w jego próbach zalania regionu rosyjskim gazem i utrącenia wszystkich inicjatyw dot. realnych dywersyfikacji. Broni on w ten sposób swej pozycji decydującego hubu gazowego dla Europy środk-wsch. w ramach rosyjskiego monopolu gazowego w regionie. NIESTETY, ale jakość polskiej polit. zagranicznej jest obecnie żenująco niska, co całkowicie uniemożliwia skuteczne przeciwstawienie sie gazowemu sojuszowi Berlina i Moskwy.
As Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 13:13
Jeśli w żadnej dziedzinie nie ma solidarności w UE to znaczy, że nie istnieje. Wreszcie po wielu latach udawania prawda wyszła na jaw.
ccc Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 12:59
Niestety, do Niemiec jako "sojusznika" trzeba mieć daleko idącą rezerwę. Nie wiem nawet czy słowo "sojusznik" jest tutaj uprawnione. Oficjalnie, na papierze Niemcy to sojusznik po tej samej stronie co my. Wiele faktów, o ile nie wszystkie, w ostatnich latach temu przeczy i to nie tylko Nord Stream 2. Jeden z wielu faktów. Ponieważ objęcie władzy przez PIS nie spodobało się Niemcom, władze poufnie zorganizowali szkolenie dla dziennikarzy niemieckich o tym jak mają pisać negatywnie o Polsce, tj. o kraju w który łamie się prawo, nie ma demokracji itp. Razi jednak szczególnie troska Niemiec o "dobre samopoczucie" Rosji z arogancją wobec tego samego samopoczucia wobec Polski. Gdy Rosja organizuje ćwiczenia ataku bronią atomową na Warszawę Berlin milczy, ale gdy Polska organizuje ćwiczenia obronne Berlin twierdzi, że to "prowokacja" . Tak zachowuje się sojusznik ? Nie, Niemcy nie są już sojusznikiem (jeśli kiedykolwiek były). Ryzyko zakupów wojskowych w Niemczech to olbrzymie ryzyko polityczne. W razie zagrożenia po prostu nie sprzedadzą nam części zamiennych i uzbrojenia bo uznają to za "prowokację" wobec Rosji. Obawiam się, że gdyby nie zaangażowanie USA i UK, Rosja mogłaby powtórzyć manewr z zielonymi ludzikami na większą skalę po to aby zająć przesmyk suwalski i odseparować kraje bałtyckie od Europy. Wtedy Merkel i Holland negocjowaliby pokój za cenę zatrzymania zajętych terenów Polski a nam kazałyby siedzieć cicho i "nie prowokować Rosji" protestami.
kfdsl Poniedziałek, 24 Lipca 2017, 21:30
"Ryzyko zakupów wojskowych w Niemczech to olbrzymie ryzyko polityczne. W razie zagrożenia po prostu nie sprzedadzą nam części zamiennych i uzbrojenia bo uznają to za "prowokację" wobec Rosji."
Mamy XXI wiek i ryzyko sprzętu z innego państwa wiąże się przede wszystkim z jego elektroniką - zawsze może być w niej 'furtka' pozwalająca Niemcom zdalnie unieruchomić sprzęt.