Gospodarka ponad wszystko. Niemcy stają w obronie swoich interesów [ANALIZA]

Piątek, 21 Lipca 2017, 10:37

Stojące przed dużymi wyzwaniami rozwojowymi Niemcy podejmują kontrowersyjną grę w obronie swoich interesów gospodarczych. 

Interesy ważniejsze od sankcji?

Od 2014 roku Unia Europejska stopniowo wprowadzała sankcje na Rosję. Restrykcje te polegały m.in. na zamrożeniu aktywów i zakazach wizowych dla osób oraz podmiotów odpowiedzialnych za działania wrogie Ukrainie, całkowity zakaz inwestowania na Krymie, zakaz importu towarów kluczowych w określonych sektorach (w tym urządzeń do wydobywania, produkcji ropy naftowej, gazu i surowców mineralnych), zakaz eksportu produktów podwójnego zastosowania. Sankcje obowiązywać mają do 31 stycznia 2018 roku.

Zobacz także: Siemens wstrzymuje współpracę z rosyjskimi firmami

Tymczasem, w elektrowni na okupowanym przez Rosjan Krymie zainstalowane zostały dwie turbiny niemieckiej spółki Siemens, które wkrótce rozpoczną wytwarzanie prądu. Dziennikarze Agencji Reutera zakładają, że maszyny te nie znalazły się tam w skutek bezpośredniej transakcji, jednakże, świadczy to o niedopełnieniu przez Siemensa obowiązków związanych z transferem technologii na Krym w drodze zakupów na rynku wtórnym. Turbiny miały zostać wyprodukowane przez spółkę Siemens Technology Gas Turbines (należącą w 65% do niemieckiego koncernu), która ma siedzibę w Petersburgu. Pozostałe 35% udziałów należy do firmy Silowyje Maszyny, której wyłącznym właścicielem jest Aleksiej Modraszow, drugi najbogatszy biznesmen w Rosji. Co więcej, za montaż turbin odpowiadać miała firma Interavtomatika, w której Siemens posiada 47,5% udziałów. Niemiecki koncern zaprzeczył, by w jakikolwiek sposób uczestniczył w transakcji, jednocześnie jednak potwierdził w wydanym oświadczeniu, że co najmniej dwie turbiny zostały przekazane „wbrew woli” firmy na Krym.

Ujawnienie informacji o technologii Siemensa na okupowanym półwyspie najwyraźniej nie było po myśli władz na Kremlu. Niedługo po upublicznieniu sprawy, w Sankt Petersburgu doszło do zatrzymania dyrektora wykonawczego spółki Silowyje Maszyny, Romana Filippowa, którego FSB podejrzewa o ,,ujawnienie tajemnic państwowych”. Rosyjskie media uważają, że ma to związek z krymskimi turbinami.

Z kolei Siemens pozwał do sądu arbitrażowego w Moskwie spółkę Technopromexport, która, jego zdaniem, bez wiedzy i zgody niemieckiego kontrahenta, przewiozła na Krym sporne urządzenia. Niemiecka spółka w tym roku obchodzi 170-lecie działalności na rynku rosyjskim. Zatrudnia tam prawie 50 tysięcy osób. Rocznie Siemens sprzedaje w Rosji produkty o wartości 1,2 mld euro.

Na tym etapie trudno oczywiście zawyrokować, czy Siemens faktycznie nie wiedział o transporcie turbin na Krym. Pozostaje jednak pytanie: dlaczego w tamtejszych elektrowniach zamontowano turbiny akurat tej produkcji? Przecież w Rosji działa m.in. Renova Group, należąca do rosyjskiego biznesmena Wiktora Wekselberga, która w swoim portfolio posiada zakład produkcji turbin gazowych (ZAO Urals Turbine Plant). Na stronie zakładu można przeczytać, że odpowiada on za około 50% turbin instalowanych w Rosji i Wspólnocie Niepodległych Państw. Logika nakazywałaby użyć do zelektryfikowania Krymu własnych producentów, którzy nie popadną w konflikt z prawem międzynarodowym. Pewnym wytłumaczeniem może być fakt, że rosyjskie turbiny mają mniejszą moc niż te produkowane przez Siemensa - nadal jednak nie tłumaczy to w pełni kroków Rosjan. Niemniej, pomimo potwierdzenia przez niemiecką firmę faktu zamontowania tych urządzeń na Krymie, władze na Kremlu zaprzeczały tym informacjom, twierdząc, że turbiny te są rosyjskiej produkcji. Jeszcze więcej pytań narodziło się po deklaracji ministra energetyki Rosji Aleksandra Nowaka, który stwierdził, że niezależnie od rozwoju sytuacji pierwsze bloki elektrociepłowni na Krymie zostaną uruchomione w I kwartale 2018 roku. Ta pewność rosyjskiego polityka również jest zastanawiająca. Zwłaszcza, że niemiecka minister gospodarki i energii na razie odmówiła komentarza do całej sprawy.

Zobacz także: Rosja nie obawia się wycofania turbin Siemensa z Krymu

Energiewende, czyli kto nie maszeruje, ten ginie

Patrząc statystycznie, Niemcy nie wychodzą najlepiej na jednoczesnym forsowaniu swojej zielonej Energiewende i zamykaniu elektrowni jądrowych. Przede wszystkim, pomimo tego, że na przestrzeni lat 2015-2016 RFN zwiększyło moce swych jednostek wiatrowych o 10% a słonecznych o 2,5%, to w 2016 roku ze źródeł tych wygenerowano o 1% mniej energii elektrycznej. Odpowiedzialna za to jest pogoda, która szczędziła Niemcom dni słonecznych i wietrznych. Choć obrońcy Energiewende tłumaczą, że winę za taki stan rzeczy ponoszą też straty sieciowe oraz wciąż niewystarczająca energooszczędność budynków, to jednak trudno przyjąć, że poprawa kondycji linii energetycznych i lokali da Niemcom więcej wiatru i słońca. Zresztą, śledząc wykresy produkcji energii w Niemczech, można zauważyć, że w czasie tzw. doliny nocnej, za ok. 80-90% produkcji energii odpowiadają źródła konwencjonalne, których Niemcy mają całkiem sporo- z węgla kamiennego i brunatnego produkuje się tam wciąż ok. 42% energii.

Właśnie sprawa niemieckiego węgla jest z polskiej perspektywy bardzo interesująca. Nad Wisłą czerpie się z niego ok. 83% energii, czyli (statystycznie) prawie dwa razy więcej niż w RFN. Paliwo to znajduje się pod silnym ostrzałem Niemiec, głównie na forum Unii Europejskiej. Na węgiel, będący wysokoemisyjnym źródłem energii, patrzy się w UE jako na anachronizm, który musi zostać wyparty – postuluje to m.in. popierana przez Niemcy idea dekarbonizacji, widoczna m.in. w tzw. pakiecie zimowym. Kampania antywęglowa odbija się na Polsce i jej energetyce, która będzie zmuszona do kosztownych reform, celem dostosowania się do nowych wymogów. Jednakże, badając statystki, można zauważyć, że polska energetyka znacznie lepiej wypiera węgiel niż niemiecka. Z danych BP wynika, że w 2005 roku zużycie węgla w Niemczech szacowało się na 81,3 miliony ton oleju ekwiwalentnego (Mtoe). Przez dziesięć lat zużycie to spadło do poziomu 78,3 Mtoe, czyli o ledwie 4%. Tymczasem w Polsce w 2015 roku zużycie węgla osiągnęło pułap 49,8 Mtoe i spadło w porównaniu do 2005 roku o około 10%. Co więcej, Niemcy odpowiadały za 48,2% unijnego wydobycia węgla brunatnego (Polska za 16,3%).

Zobacz także: Bilans wygaszenia- Energiewende kontra niemiecki przemysł [KOMENTARZ]

Niewielkie (biorąc pod uwagę całokształt zainwestowanych środków) zmiany w kwestii węgla nie przeszkadzają Niemcom kreować się na lidera zmian energetycznych. Trudno jednak bezdyskusyjnie przyznać im ten tytuł biorąc pod uwagę dane dotyczące emisyjności. Oparcie przez Niemców energetyki w 34% na źródłach odnawialnych, spowodowało też ustawiczny wzrost emisji dwutlenku węgla. W 2016 roku RFN wyprodukowała 906 milionów ton dwutlenku węgla, czyli o 4 miliony ton więcej niż w 2015 roku. Co więcej, od 2011 roku Niemcy nie potrafią skutecznie zmniejszyć emisji, która albo rośnie, albo utrzymuje się na stałym poziomie.

Jednakże, rząd w Berlinie dalej forsuje swoją ideę transformacji energetycznej, za którą płacą obywatele RFN. Cena prądu u naszego zachodniego sąsiada wzrosła w latach 2006-2016 o 47% i jest teraz dwa razy wyższa niż np. we Francji. Dziesięć lat temu dopłata do energetyki odnawialnej stanowiła 5% niemieckiej ceny prądu. Obecnie jest to już 22%. Koszta liczą też spółki energetyczne. Koncern RWE poinformował, że w roku 2015 odnotował 170 milionów euro straty. To kolejny, po E.ON, niemiecki przedsiębiorca, którego sytuacja ulega pogorszeniu m.in. w wyniku realizowania przez rząd federalny "zielonej rewolucji".

Dlaczego więc rząd RFN tak usilnie nalega na energetyczne zmiany? Czy w grę wchodzi tylko ratowanie globalnego klimatu? Jak zauważył profesor Konrad Świrski, Niemcy dzięki swej polityce klimatycznej, którą forsują na forum całej Unii Europejskiej, chronią swój własny przemysł. Przede wszystkim, jak pisze Świrski, nowe normy i polityki klimatyczne wymuszają postęp technologiczny, który jest korzystny dla zaawansowanej i dynamicznej niemieckiej gospodarki, która stawia na wysoko wyspecjalizowaną produkcję i którą stać na szybki rozwój. Po drugie, rygory stawiane przez Niemcy uderzają w inne gospodarki, bardziej energochłonne i emisyjne, ale dzięki temu tańsze produkcyjnie.

Nie ma w tej kwestii baczenia na zupełnie inny profil energetyczny państw, które muszą się do transformacji dostosować. Nowe rygory musi przyjąć na siebie także Polska, która zwyczajnie nie ma pieniędzy na szybką modernizację swego miksu w kierunku wskazanym przez Niemcy. Przede wszystkim, środki polskich spółek energetycznych, które mogłyby zostać przeznaczone na taką transformację, są wykorzystywane na wspieranie górnictwa, które ledwo co przeżyło lata zaniedbań i niegospodarności, wchodząc w swój okres schyłkowy na przełomie lat 2014/2015. Dopiero teraz, dzięki globalnej koniunkturze węglowej, polskie spółki wydobywcze są w stanie przynosić zyski, a i tal wymagało to miliardowych inwestycji i likwidacji niektórych zakładów.

Dodatkowo, Polska nie ma elektrowni jądrowych, które zapewniają niskoemisyjną i tanią energię, mogącą zbilansować zwrot w kierunku źródeł odnawialnych. Warto zauważyć, że zarówno Niemcy jak i inne kraje dysponują parkiem jednostek wytwórczych, budowanych jeszcze w latach 70-tych lub 80-tych, czyli wtedy, gdy nie obowiązywały jeszcze wyśrubowane rygory bezpieczeństwa (a więc budowa była tańsza). Nie można też oczekiwać od władz w Warszawie, że w ciągu kilku lat pozamyka elektrownie węglowe, bo brakuje alternatywy dla wytwarzania energii. Ponadto, trzeba podkreślić, że biomasa, która jest szczególnie promowana przez rząd Prawa i Sprawiedliwości jako źródło odnawialne, została wykluczona w propozycjach pakietu zimowego z grona OZE. Może to rodzić problemy z wypełnieniem przez Polskę celów klimatycznych (czyli m.in. 15-procentowego udziału OZE w miksie). Trudno też doszukać się merytorycznych argumentów za takim patrzeniem na biomasę.

Co więcej, gospodarkę nad Wisłą duszą ekstremalnie wysokie ceny rosyjskiego gazu. Polska płaci za niego najwięcej w Europie, z kolei za transfer błękitnego paliwa na Zachód dostaje od Rosjan śmieszne pieniądze- ok. 21 milionów złotych rocznie (dla porównania: Ukraina dostaje ok. 2 mld dolarów). Niestety, Niemcy, największy klient Gazpromu, nie rozciągają idei solidarności europejskiej na negocjacje cen gazu dla państw UE. A szkoda, bo tańsze paliwo oznaczałoby większy wzrost gospodarczy i w efekcie więcej środków na transformację energetyczną.

Nord Stream 2, czyli na Zachodzie bez zmian

Rosyjski gaz jest chyba najlepszym papierkiem lakmusowym, jeśli chodzi o sprawdzanie niemieckiej solidarności z resztą Unii. Jako kluczowa jawi się tu sprawa gazociągu Nord Stream 2. Projekt podmorskiego połączenia, którym błękitne paliwo płynęłoby z Rosji do Niemiec wywołał sprzeciw wielu państw UE, w tym Polski. Jest to bowiem inwestycja, która uderza wprost w cele Unii Energetycznej, postulującej m.in. uniezależnienie się od dostaw z jednego kierunku. Tymczasem, już teraz Gazprom odpowiada za 40% dostaw gazu do Europy (wykorzystując jedynie część możliwości przesyłowych gazociągu Nord Stream). Gdy powstanie druga nitka kontrowersyjnego połączenia, do Unii będzie można sprowadzić dodatkowe 55 mld metrów sześciennych rosyjskiego surowca. Scementuje to sytuację na słabo zdywersyfikowanych rynkach Europy Środkowowschodniej.

Zobacz także: Nord Stream 2 jak Jamał, czyli powtórka z roz(g)rywki? [ANALIZA]

Choć strona niemiecka twierdzi, że Nord Stream 2 to projekt ekonomiczny, a nie polityczny, już pierwszy rzut oka na to połączenie budzi poważne zastrzeżenia, co do słuszności tej tezy (która jest prawdziwa chyba tylko w tym zakresie, że RFN odniesie korzyść ekonomiczną w postaci dostępu do taniego i niskoemisyjnego paliwa). Przede wszystkim, pojawia się pytanie: dlaczego Gazprom chce budować gazociąg podmorski, skoro taniej i szybciej można postawić taką infrastrukturę na lądzie? Czy odpowiedzią jest tu schemat działań rosyjskiej firmy, która chce wyeliminować ze swych sieci przesyłowych państwa tranzytowe (szczególnie zaś Ukrainę)? O polityczności projektu świadczyć może też zaangażowanie polityków z ramienia niemieckiej partii SPD, którzy lobbują za Nord Streamem tak na forum RFN jak i na forum UE. Wystarczy wskazać tu przykład Gerharda Schrödera, byłego kanclerza, który w 2016 roku został szefem dyrektorów spółki Nord Stream AG, a wcześniej, przez 10 lat pełnił funkcję przewodniczącego komitetu akcjonariuszy w tej firmie.

Co więcej, wypada zastanowić się, dlaczego Niemcy tak zaciekle bronią (m.in. przed propozycjami sankcji ze strony Senatu USA) inwestycji, angażującej koncern, który przyznał, że działał na rynku europejskim niezgodnie z prawem wspólnotowym. Takie ustalenia pojawiły się bowiem w toku śledztwa antymonopolowego, które przeciwko Gazpromowi prowadzi Komisja Europejska. Rosyjska firma przesłała nawet propozycje rozwiązań, które mają zapobiec podobnym naruszeniom w przyszłości. To nawet nieco zabawne, że podmiot, który złamał prawo wskazuje podmiotowi, który tego prawa strzeże, jak powinien z winowajcą postąpić. Znacznie mniej zabawne jest to, że KE postępuje względem Gazpromu nad wyraz łagodnie- jak chociażby w przypadku udrożnienia położonego w Niemczech gazociągu OPAL, co zagwarantowało Rosjanom możliwość przesłania do Europy dodatkowych 20 miliardów metrów sześciennych gazu. Decyzję zablokował dopiero Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Zobacz także: Waszyngton bije sankcjami w Nord Stream 2, Austria i Niemcy protestują

,,Solidarność europejska leży na dnie Bałtyku" - takie hasło może szczególnie mocno rozbrzmiewać już niedługo. 25 lipca nastąpią dalsze rozmowy na temat mandatu negocjacyjnego dla Komisji Europejskiej w sprawie Nord Stream 2. Jeśli efektem końcowym będzie upoważnienie KE do nieobejmowania gazociągu przepisami tzw. trzeciego pakietu energetycznego (czego zwolennikiem są m.in. Niemcy), wtedy będzie można mówić o ewidentnym faworyzowaniu strony rosyjskiej. Będzie to prawdziwy test unijnej jedności.

Łatwo mówić o ideach takich jak solidarność, gdy dyskusja porusza się w bezkresnej przestrzeni abstrakcji. Jeśli zaś trzeba pochylić się nad realnymi sprawami, które angażują prawdziwe środki i mogą generować wymierne, niekiedy dotkliwe straty, wtedy wyższe wartości niejednokrotnie służą za polityczny wytrych czy narzędzie wpływu. Trudno nie odnieść wrażenia, że tak solidarność europejską na płaszczyźnie energetycznej traktują Niemcy. Sposób, w jaki do energetyki podchodzą zachodni sąsiedzi Polski, jest motywowany przede wszystkim ich interesem i perspektywą ekonomiczną, która ma zagwarantować i zabetonować niemiecką dominację gospodarczą w Unii. Brakuje tu miejsca na ideały, nawet jeśli urastają one do rangi wartości naczelnych we Wspólnocie. Ale- patrząc z makiawelicznej perspektywy- trudno się dziwić. Przecież solidarnością przemysłu się nie napędzi.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

52 komentarze

Smoleg Wtorek, 25 Lipca 2017, 16:51
Świetna analiza. Twarde dane, oparcie na faktach, nie opiniach, mocny wydźwięk. Powinien zarezonować nawet w Bundestagu.

Nawiasem- kim jest red. Wiech? Ostatnio zaczął się często pojawiać w mediach najwyższego formatu i mówi bardzo sensownie (np. w dyskusji z red. Warzechą). Ale po jego mikroblogu poznaję, że to bardzo młody człowiek (wygrał ostatnio jakiś konkurs dla studentów więc jest albo do niedawna był studentem. Czy Energetyka24 ma jakąś szkułkę ekspertów ;))? Do niedawna wchodziłem tu tylko po to, żeby poczytać teksty red Maciążka, a teraz czytam ich obu.
Naiwny Niedziela, 23 Lipca 2017, 11:34
Co za sentymentalizm. A od kiedy to kraje bezinteresownie się przyjaźnią? Niemcy są złe bo dbają o swój interes? A o czyj interes dba np USA? A polska dba o interes Niemiec? To też jest zła. A co Nam szkodzi NS2. Jak powstanie to co?
Rosja przestanie Nam sprzedawać gaz, żeby Nas szantażować? A co takiego od Nas Rosjanie chcą? Chcą Nam sprzedawać swoje produkty i to już robią. Suwerenność to w dzisiejszym świecie silna ekonomia, gospodarka i oczywiście kasa. Dokąd będziemy żyć na kredyt (deficyt budżetowy) to stale będziemy tracić suwerenność. Wystarczy popatrzeć ile suwerenności ma Grecja.
Kuźnia Wtorek, 25 Lipca 2017, 14:53
Gdyby każda ze stron ograniczała się tyko do zrobienia interesu to było by wspaniale.Takie gadanie to w bajki włożyć .I Niemcy i FR dbają o to aby nasz kraj stał gdzie stoi i brał jak wcześniej.Wszelkie przejawy niezależności są zagrożeniem dla ww.państw i w tej kwestii bez zmian -tak już od setek lat
ja Niedziela, 23 Lipca 2017, 18:27
Dokładnie. Polskie oszczędności od lat pozera ogromna, wielkości czarnej dziury kosmicznej - dziura budżetowa. To rzuca nas na łaskę zagranicznego kapitału. Zamiast kredytować polskie inwestycje zasypujemy dziurę budżetową a zagranica pożycza drożej pieniądze naszym bankom-firmom. Żeby kapitał raczył przyjść do nas musi mieć wyższą stopę zwrotu. Koło się zamyka.
Szkoda, że nikt na poważnie nie wyjaśnia Polakom podstawowych zagadnień ekonomii.
Naiwny Niedziela, 23 Lipca 2017, 11:16
Może warto nadmienić, że właśnie Trybunał Sprawiedliwości UE odblokował zakaz udziału Gazpromu w aukcjach na niewykorzystane moce przesyłowe OPALA. Nie jest to wpradwdzie jeszcze ostateczny wyrok ale Rosja eksport może już zwiększyć - jeśli ktoś będzie chciał kuoić ten politycznie śmierdzący gaz. Trybunał Sprawiedliwości zajmuje się tą sprawą na wniosek Polski.
Viggen Niedziela, 23 Lipca 2017, 11:12
,,Niemcy stają w obronie swoich interesów" i ,,Polska" ulica. Zależność korporacyjna jest ogromna.
ja Sobota, 22 Lipca 2017, 21:46
Wiecie kto na świecie najszybciej rozwija energetykę odnawialną? Chiny! To przeczy większości tez zawartych w tekście.
czytelnik Sobota, 22 Lipca 2017, 21:01
Po co te jęki przecież żyłem w tym kraju jak styropianowi politycy zamiast o interes Polski walczyli zaciekle o interes Ukrainy no to mamy co chcieliśmy. Wszystko to dlatego że jesteśmy wasalem USA i realizujemy ich politykę a nie dbamy o własne interesy
single market Sobota, 22 Lipca 2017, 17:54
Jeśli "na zasadach takich jak Norwegia" to nie ma mowy o "braku unijnych regulacji". Norwegia i Szwajcaria są objęte unijnym prawodawstwem i ustawicznie je implementują - to, oraz przestrzeganie unijnych czterech swobód, jest warunkiem dostępu do unijnego single market.
ccc Sobota, 22 Lipca 2017, 16:03
Niemcy w sferze faktów gospodarczych są bardzo konsekwentne i nieuczciwe wobec innych państw UE. Był nordstream1, jest nordstream2 a mówi się o nordstream3, pomimo tego, że jest to rażącym naruszeniem interesów całej wspólnoty, nie tylko krajów wschodniej i centralnej Europy. Opłaca się jednak Niemcom i dlatego będzie promowany wbrew pozostałym państwom. Ba, dla Gazprom'u tworzy się specjalne warunki, które chronią go przed istniejącym prawem UE. Tak będzie z każdym interesem nie tylko gospodarczym ale i politycznym oraz militarnym, który opłaca się Niemcom.

DZIŚ NIEMCY PRZY WSPARCIU FRANCJI STOSUJĄ WOJNĘ HYBRYDOWĄ WYMIERZONĄ W INNE PAŃSTWA UE. Elementem tej wojny jest podporządkowanie sobie gospodarek Włoch, Grecji i Hiszpanii, których możliwości prowadzenia samodzielnej polityki gospodarczej ale i decyzji politycznych zostały ograniczone do minimum. Również niewielkie kraje takie jak Belgia i Holandia zostały podporządkowane Niemcom. Kolejnym krokiem było wypchnięcie z gremiów decyzyjnych Wielkiej Brytanii, w taki sposób aby wyglądało to na decyzję samej Wielkiej Brytanii. W praktyce przedstawicielom Wielkiej Brytanii utrudniano życie na każdym kroku. Wielka Brytania była chłopcem do bicia takim, jakim dziś jest Polska. Belgia, Holandia i Luksemburg wręcz cieszyły się z wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Kolejnym celem wojny hybrydowej Niemiec jest Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, ale także Dania, Austria, Rumunia, Bułgaria. Tak, Polska jest celem wojny hybrydowej Niemiec, do czego służy m.in. dominacja mediów niemieckich w Polsce, w sytuacji gdy w Niemczech i Francji nie dopuszcza się innych mediów niż swoje. Ostatnia próba uruchomienia "obcej" gazety na terytorium Niemiec tj. Financial Times Deutschland skończyła się porażką. We Francji maksymalny poziom udziałów zagranicznych w mediach to 15 %. Tak więc kraje te rozumieją i dbają o odpowiednie kształtowanie opinii publicznej. W Polsce natomiast, przy udziale kapitału zagranicznego w mediach na poziomie 80 %, głównie niemieckiego, Axel Springer twierdzi, że nigdzie się nie wybiera, choć zajmuje otwarcie wrogą pozycje wobec wybranych demokratycznie władz państwowych.

Innym elementem wojny hybrydowej Niemiec jest polityczne i finansowe wsparcie ludzi i organizacji wrogich wobec demokratycznych decyzji narodu w Polsce. Każdy z nas ma takie a nie inne sympatie polityczne i tylko my, Naród mamy prawo decyzji, komu powierzamy władze a nie opłacane organizacje i jednostki.

Najbardziej obecnie znanym elementem wojny hybrydowej Niemiec na Europę jest kryzys "uchodźczy", który w praktyce przekreślił poprzedni trend, naturalnie następującej, stopniowej integracji kontynentu europejskiego. Warto wspomnieć, że przy tym Niemcy złamały prawo UE, które było precyzyjne w kwestii migrantów. Niemcy w praktyce współpracują tutaj z organizacjami przemycającymi ludzi do Europy. Ostatnie informacje mówią o nieoznakowanych samolotach lądujących w Niemczech nocą z uchodźcami.

CZY TO SIĘ KOMUŚ PODOBA CZY NIE, WSPÓLNEJ EUROPY ZA 10 -15 LAT NIE BĘDZIE. Nie chcą tego sami Niemcy, budując jedno państwo z ośrodkiem decyzyjnym w Berlinie i oddziałem w Brukseli. Kolejnym krokiem do tego będzie powołanie Europy dwóch prędkości ze strefą EURO. Jednak w praktyce i to się nie uda z powodu rozbieżnych w praktyce interesów Niemiec i Francji oraz islamizacji kontynentu, którym będą targały coraz większe niepokoje i chaos.
ant Sobota, 22 Lipca 2017, 23:39
Pozostaje pytanie w jakim kierunku przez najbliższe 10 lat będą zmierzały Niemcy. Jeżeli forsowany obecnie przez USA protekcjonizm gospodarczy podejmą inne kraje to obecna polityka socjalna naszego zachodniego sąsiada nie utrzyma rzeszy przybyłych w ostatnich latach "uchodźców". Gdy skończą się pieniądze, zapłoną miasta. Alternatywą może być sztucznie zwiększany poprzez drukowanie Euro popyt wewnętrzny, ale grozi to upadkiem wspólnej waluty nad którą Niemcy nie maja jednak całkowitej kontroli. Wydaje się że Niemcy stoją nad brzegiem Styksu. Ich model gospodarczy nie przewiduje buntu powiązanych z nimi gospodarek krajów UE. Ingerowanie w politykę Włoską i Hiszpańską, z sukcesem zastawiona pułapka na Grecję spowodowało w Europie wzrost nieufności a wręcz wrogość do Niemców i kontrolowanych przez nich instytucji. W chwili gdy wydawało się że kraje te są w stanie podnieść się z zapaści gospodarczej Niemcy otwierają granice UE przyczyniając się do pogłębienia kryzysu w krajach granicznych. Weto wobec stosowanego przez Niemcy kolonializmowi poniesione przez Węgry a następnie Polskę oraz bardzo prawdopodobne rozszerzenie się tego "nieposłuszeństwa" na inne kraje UE spowodowało paniczne ruchy wyrażające się wzmożeniem kontaktów z putinowską Rosją. To obecnie jedyny perspektywiczny obszar ekspansji dla Niemieckiej Gospodarki. Solidarność energetyczna, sankcje, to dla Niemców puste frazesy. Nie mają wyjścia. Muszą za wszelką cenę ratować swoją gospodarkę kosztem sąsiadów i partnerów z UE. Tak więc niestety to przez najbliższe 10 lat będzie ciekawie…
Aro Sobota, 22 Lipca 2017, 11:44
ręce opadają, kto nami rządzi? bo zaczynam wątpić że my Polacy mamy jakikolwiek wybór a suwerenność to tylko hasłeko, Tusk anulował ruskiemu gazpromowi miliard dwieście milionów złotych w 2010 roku i podpisał kolejną niekorzystną dla Polski umowę (wiem nie było alternatywy) ale czy nie można wyjść do narodu i powiedzieć że albo poniesiemy koszt i zainwestujemy w energetykę co pozwoli się nam rozwinąć albo będziemy zawsze klepać bide bo Niemcy i Rosja wciąż współpracują nad naszymi głowami, słowa o kondominium wcale nie były na wyrost, dziś tzw trybunał sprawiedliwości odrzucił polski pozew w sprawie gazociągu Opal i zabezpieczył interesy niemiecko rosyjskie.
kdkdkddfk Piątek, 21 Lipca 2017, 16:45
Niemcy.....ich za każdym rokiem ubywa, a przybywa wiadomo kogo, i wiadomo że się pomnożą. I nie będzie Niemiec
ancymon Piątek, 21 Lipca 2017, 15:47
znowu najazd na Niemcy, trzeba poszkalować bo więksi, mocniejsi i wygrywaja z Legią w Warszawie... ech końpleksy
Alien Piątek, 21 Lipca 2017, 14:57
Każdy normalny kraj dba o swoje interesy, nic nowego.
Jaxa Poniedziałek, 31 Lipca 2017, 12:15
Ale nie każdy łamie przepisy unii do której należy tylko dlatego by zdominować kraje sąsiednie i to ręka w rękę z agresywnym mocarstwem.
Piotr34 Piątek, 21 Lipca 2017, 18:32
Wiec my tez powinnismy-a zaczac trzeba od wyparcia Niemcow bo te ich pomysly nam szkodza.
Alien Sobota, 22 Lipca 2017, 9:31
Na początek proponuję przestać kupować niemieckie samochody - zarówno nowe jak i używane.
FDolas Sobota, 22 Lipca 2017, 20:56
Doskonały pomysł, japońskie samochody są znacznie lepsze a i koreańskie też są niezłe. Proponuję przy tym uzasadniać to troską o środowisko oraz utratą zaufania do niemieckich producentów po głośnych oszustwach vw group i mocno wyciszanych takich samych oszustwach grupy daimler- benz produkującej mn. pojazdy marki mercedes.
ast Niedziela, 23 Lipca 2017, 12:57
Japońskie auta lepsze ? Ciekawe od kiedy...
R Piątek, 21 Lipca 2017, 14:27
Re: "w elektrowni na okupowanym przez Rosjan Krymie zainstalowane zostały dwie turbiny niemieckiej spółki Siemens".
Nie dwie, a cztery. W każdym razie tak podaje TASS.
olo Piątek, 21 Lipca 2017, 13:56
Niemcy dalej są nazistowskim krajem śpiewającym NIEMCY PONAD WSZYSTKO w tym ponad WOLNOŚĆ,DEMOKRACJĘ czy SOIDARNOŚĆ.
Ypsilon Piątek, 21 Lipca 2017, 20:01
"Niemcy ponad wszystko" to prawdziwy nacjonalistyczny patriotyzm. Życzyłbym sobie aby Polacy stawiali swój kraj na pierwszym miejscu, zamiast religii.
fx Piątek, 21 Lipca 2017, 13:54
Te Niemcy krytykują Turcję która robi to samo. Demokracja to UTOPIA co mówił mój dziadek,ojciec i ja też tak twierdzę. Demokracja jest dotąd dokąd zgadza się z NIEMIECKIMI INTERESAMI wszystko inne jest łamanie demokracji co Niemcy pokazują i krytykują patrz Polska,Węgry czy Grecja. Włochom Niemcy zmienili rząd bo ten poprzedni nie chciał spłacać niemieckich lichwiarzy.
Ambroise@ Piątek, 21 Lipca 2017, 13:43
Senat amerykański przegłosował ustawę nakładającą sankcje na firmy zaangażowane w projekt NS2. Wszystko teraz w rękach Trumpa. Jak Trump potraktował Merkel w Waszyngtonie i w Hamburgu wszyscy widzieli. Ograniczenia dla firm niemieckich są tylko kwestią czasu - produkcja np: w Meksyku, sprzedaż w USA. Ronald Reagan kiedy Niemcy nie chcieli sankcji na ZSRR uderzył pięścią w stół i rzekł do kanclerza Schmidta - żebyśmy nie musieli wam przypominać kto wygrał wojnę! Dzisiaj jest nie jest. Wolny rynek na którym Niemcy robią kokosy vide USA, bez wzajemności drażni nie tylko Trumpa. Jakiekolwiek perturbacje w wymianie handlowej Niemcy - USA i Niemcy - GB mogą bardzo zaszkodzić Berlinowi. I to jest problem, reszta to tylko pochodne.
Victor Piątek, 21 Lipca 2017, 13:36
Szkoda że autor w tej analizie nie ujął też wątku Węgier. Nie ma chyba w całęj Unii tak uzależnionego energetycznie od Rocji kraju. Coroczne wzajemne wizyty Putina i Orbana obfitują w podpisywane kontrakty, które już na dziesięciolecia uzależniły Węgry od Rosji. Autor jako specjalista powinien wiedzieć, że dzień przed wizytą Trumpa w Polsce minister spraw zagranicznych Węgier podpisywał w MOskwie kontrakt na udział Węgier w Tureckim Potoku, czyli własnie takim południowym Nord Stream 2. Do tego jeszcze rosyjska ropa i budowa przez Rosjan za rosyjskie kredyty elektrowni atomowej na Węgrzech. Tej pseudo solidarności autor nie dostrzega. Przecież Orban to nasz bliski sojusznik z V4 i główny wspólnik do budowy Międzymorza/Trójmorza. Dlaczego Orban nawet nie chce słyszeć o udziale w naszych projektach LNG czy gazu z Norwegii? Proszę redakcję o całościowe ujęcie sytuacji w naszej częśći Europy a nie tylko koncentrowaniu się na Niemcach.
eth Piątek, 21 Lipca 2017, 13:04
Czemu my tak nie umiemy? Ciągle tylko patrzymy się w za siebie - na jakieś unie, komisje i inne bzdury. Pilnować swojego interesu a nie patrzeć na wytyczne unii czy inne sankcje!
Saracen Piątek, 21 Lipca 2017, 20:06
Unia to kasa a nie bzdury. Niemcy działają w ramach unii i unijnych zobowiązań i jak widać potrafią działać tak aby walczyć o swoje. Tylko brać przykad z naszego sąsiada zza Odry zamiast obrażać się na niego.
Polanski Piątek, 21 Lipca 2017, 23:53
Daj spokój z tą kasą. Aktualnie to już nie ta kasa. Zaraz nie będzie niczego. Nic na tym nie ugramy , za to warunki ekonomiczne będą bardzo trudne do spełnienia żeby dostać kasę.
laesir Piątek, 21 Lipca 2017, 17:47
Bo najpierw trzeba mieć bice i klatę, a potem dopiero kozaczyć na dzielni. W skrócie trzeba mieć pieniądze, nie fantazję. Jak polska gospodarka będzie porównywalna do niemieckiej to też będziemy mogli robić takie numery.
Popatrz na Chińczyków. Przez prawie 40 lat siedzieli cicho (od de facto przegranej wojny z Wietnamem w 1979) i budowali swoją siłe. Amerykanie zorientowali się jak już było za późno.
kim1 Sobota, 22 Lipca 2017, 1:51
My już za to 70 lat siedzimy cicho od wygranej II W.Ś. Efektów jak nie było tak nie ma. Po za tym zobacz jak nasz kraj został zniszczony w wyniku II W.Ś.
laesir Sobota, 22 Lipca 2017, 9:35
Przez ostatnie 2 lata polski suchoklates biega po wszystkich i krzyczy jaki to z niego fafarafa. Do czasu aż ktoś nie powie sprawdzam.
Poza tym, nie chodzi o to żeby tylko cicho siedzieć, ale żeby w ciszy ciężko pracować. A czy my ciężko pracujemy? Czy reformujemy gospodarkę?
Polanski Piątek, 21 Lipca 2017, 23:54
Trafna uwaga. Tez tak myślę.
ribbentrop Piątek, 21 Lipca 2017, 12:31
Nie uzależnienie od gazu rosyjskiego obecnie jest poblemem, a właśnie różnice w cenie dla Niemców i dla nas. Należy więc na forum UE naciskać na wspólne zakupy, co powinno się opłacić wszystkim (większy wolumen = niższa cena).
Polak Piątek, 21 Lipca 2017, 11:55
Niemiecki patriotyzm to "Niemcy, Niemcy ponad wszystko". Niemcy jako naród, Niemcy jako państwo.
Polski patriotyzm to "Bóg Honor Ojczyzna". Czyli Ojczyzna na miejscu ... ostatnim.
Taka różnica.
Oskarm Piątek, 21 Lipca 2017, 11:54
"Po drugie, rygory stawiane przez Niemcy uderzają w inne gospodarki, bardziej energochłonne i emisyjne, ale dzięki temu tańsze produkcyjnie."

Większa energochłonność = tańsza produkcja? Ciekawa teza.
Mac Piątek, 21 Lipca 2017, 23:31
To jest dość proste w tym kontekście, gospodarka mniej zaawansowana jest bardziej energochłonna zatem potrzebuje tańszej energii (z węgla kam. i bun.), zatem większa energochłonność potrzebuje tańszej energii aby taniej produkować.
Polish blues Piątek, 21 Lipca 2017, 11:44
Wniosek jest jeden, należy konsekwentnie, cierpliwie i z głową dążyć do dywersyfikacji dostaw gazu minimalizując udział Rosji. Nawet jeżeli NS 2 powstanie - dalej realizować swoją niezależną politykę energetyczną.
Logik007 Piątek, 21 Lipca 2017, 11:35
Niemcy rządzą Unią i kierują się tylko swoim własnym interesem, nigdy naszymi przyjaciółmi nie byli i nie będą. UE opłaca się Polsce jeszcze w tej perspektywie budżetowej ale po roku 2022 może być już różnie. Jeśli faktycznie zlikwidują dopłaty do rolnictwa, przesuną te środki na projekty "innowacyjne" i przestaną nas obejmować projekty z polityki spójności, to może się okazać, że biedna Polska będzie dopłacać do budżetu Unii, z którego pieniądze będą szły na zwiększenie dominacji niemieckich koncernów (tzw. polityka innowacyjna, promująca największe niemieckie i francuskie koncerny). Jeśli dodać do tego wzrost kosztów energii wynikających z "pakietu zimowego" i wszystkie obciążające nasz biznes przepisy unijne, to można się zacząć wtedy zastanawiać czy taka Unia coś nam oferuje w zamian. Może się okazać, ze bardziej opłacalną opcją będzie po prostu zwykła umowa o likwidacji ceł i otwartych granicach, taka jaką ma Ukraina czy Norwegia. Byliśmy w Unii te parę lat, trochę pieniędzy wzieliśmy, ale na dłuższą metę jeśli Unia się nie zreformuje i nie wróci do korzeni, pozbywając się dominującej roli Niemiec, to niedługo ten układ będzie opłacalny tylko dla nich i ew Francja coś z łaski dostanie może, a reszta krajów będzie do tego dokładać. My jesteśmy za biednym krajem, żeby móc sobie pozwolić na tzw. standardy europejskie, czyli 0-1% wzrostu PKB, zamrożenie pensji i ciągły wzrost cen - to droga donikąd w naszej sytuacji.
Zak77 Piątek, 21 Lipca 2017, 16:14
Myślisz że z Polską poza Unia Niemcy już nie będą dbać o własne interesy. Proszę was o trochę spokojnego myślenia. Na ten czas myślenie Polski o wielkim morzu itd itp jest jedynie sennym marzeniem i to tylko naszym. Potrzeba oczywiście zmian z czym że można je robić znacznie skuteczniej w Unii aniżeli poza nią.
Jaxa Piątek, 21 Lipca 2017, 20:16
Jak można je robić skuteczniej wewnątrz skoro Polacy którzy nie są namaszczeni przez Berlin nie mają nawet startu w jakimkolwiek urzędzie UE? Nie mamy żadnego komisarza który pilnowałby naszych interesów. A każdy który dostawał się okazywał większą troskę dla interesów niemieckich niż Polskich. Poza Unią nie będą nas obchodziły unijne - czyli niemieckie - regulacje. Na początku po wyjściu będzie trudniej ale Polacy nie takim wyzwaniom sprostali i koniec końców wyjdzie to nam na zdrowie i nikt już nie będzie miał zakusów na suwerenność Polski.
FDolas Sobota, 22 Lipca 2017, 21:30
Przy próbie wyjścia Polski z UE, niemcy wycofają swój kapitał w możliwie najbardziej dewastujący sposób.
Polska niema własnego kapitału i własnego przemysłu jak UK bo wszystko "zreztrukturyzowała" i sprywatyzowała, czyli zamknęła a resztę wyprzedała za grosze by niestanowić potencjalnej konkurencji zachodnio europejskiego przemysłu. POLexit zakończyłby się powrotem do XVIII wieku i wielkim głodem bo nawet rolnicy w Polsce nie produkują żywności bo się nie opłaca.
Jaxa Poniedziałek, 31 Lipca 2017, 12:12
I wycofanie z Polski pozostanie to bez wpływu na ich gospodarkę? Żarty. Poczują to solidnie i cała UE również. Poza tym czym wtedy mieliby wpływać na Polskę? Chyba już tylko Bundeswehrą. Polska 2017 to nie Polska 1980 ani 1945. Mamy możliwości być suwerennym krajem. USA też chętnie zobaczą porażkę Berlina w Europie którego alians z Moskwą zagraża ich interesom. UE w obecnej formie to tylko kaganiec naszego rozwoju. Protekcjonizm interesów Niemiec i Francji oraz Rosji i ich kolejne ustawy krajowe i na forum UE to żadna perspektywa rozwoju dla byłych demoludów.
Polanski Niedziela, 23 Lipca 2017, 8:43
Jesteśmy eksporterem żywności. Nawet netto.
Wypalony Koksu Sobota, 22 Lipca 2017, 15:54
"Poza Unią nie będą nas obchodziły unijne - czyli niemieckie - regulacje" -jeżeli niebędzie nam zależało na unijnym rynku to tak. W innym przypadku będziemy choć część regulacji unijnych spełniać.Dodatkowo unia celna czy wspólny rynek oznacza że nasze firmy muszą konkurować z zachodnimi wspomaganymi różnymi "funduszami innowacyjnymi".
Ad_summam Piątek, 21 Lipca 2017, 11:26
I wszystko w tym temacie.
men Piątek, 21 Lipca 2017, 11:25
Piękna analiza- dzięki, - i tyle w temacie o solidarnościach wszelakich w UE
Gwarek Piątek, 21 Lipca 2017, 15:24
Ma pan zupełną rację Niemcy tak samo jak i Rosjanie nigdy nie byli nie są i nie będą przyjaciółmi Polski , liczy się tylko to czego oni chcą .
cynik Piątek, 21 Lipca 2017, 11:02
Jak ktoś stawia wyżej wojsko od gospodarki to kończy jak Sowiety, które robiły odwrotnie...
hyru Sobota, 22 Lipca 2017, 10:39
Jak to mam rozumieć ?
cynik Sobota, 22 Lipca 2017, 20:32
Tak, że Niemcy wolą inwestować w gospodarkę niż w kupno F-35 przeciw mitycznemu zagrożeniu ze strony Rosji.
Jaxa Poniedziałek, 31 Lipca 2017, 12:18
Jak się ma praktycznie wspólne interesy niemal jak w 1938 to można się traktować jak w 1938.