Ile może Trójmorze, czyli realizm w czasach euforii [ANALIZA]

Piątek, 07 Lipca 2017, 17:16
Piątek, 07 Lipca 2017, 17:16

Ostatnie dwa dni można określić mianem ,,karnawału Trójmorza". Inicjatywa dwunastu państw Europy Środkowowschodniej, wsparta przez prezydenta USA Donalda Trumpa, była w centrum zainteresowania wszystkich komentatorów, którzy nie szczędzili jej pochlebstw i pomyślnych prognoz. Szczególny nacisk kładziony był przy tej okazji na kwestie energetyczne, będące jednym z filarów współpracy dwunastki. Jednak każdy karnawał kiedyś dobiega końca. Następuje wtedy otrzeźwienie i czas rozrachunku z czynami tegoż okresu. Ile zatem pozostanie z szumnych energetycznych haseł Trójmorza, gdy spojrzymy na nie przez pryzmat realiów rynkowych?

Analizę zacznijmy od podstawowych informacji dotyczących tej inicjatywy. Trójmorze tworzy dwanaście państw położonych między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym (tzw. morza ABC). Do grupy tej zaliczają się Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. Pierwszy szczyt inicjatywy odbył się w Chorwacji w sierpniu 2016 roku.

Trójmorze silnie akcentuje swój biznesowy charakter. Grupa ma bowiem działać przede wszystkim jako platforma do zacieśniania więzów gospodarczych- ze szczególnym uwzględnieniem kooperacji w sferze energetyki, transportu i telekomunikacji. Przywódcy tej inicjatywy starają się podkreślać, że nie jest ona wymierzona w któregoś z jej sąsiadów- polityka ma w tym rozumieniu ustąpić pola gospodarce.

Państwa Trójmorza zajmują około 1/3 całego terytorium Unii Europejskiej. Mieszka w nich 22 proc. jej ludności, ale ich gospodarki generują ledwie 10 proc. PKB Wspólnoty. Trzeba też zauważyć, że (patrząc całościowo) grupa jest silnie uzależniona od rosyjskiego gazu. Zależność ta stanowi średnio 50-60 procent, choć w niektórych państwach (np. w Estonii czy Bułgarii) wynosi 100 procent.

To właśnie sektor gazowy ma być podstawowym łącznikiem energetycznym dla państw Trójmorza. Grupa zamierza dokonać ,,otwarcia" swych rynków na nierosyjskich dostawców dzięki dużym terminalom LNG (jeden, polski, działa już w Świnoujściu, drugi, na chorwackiej wyspie Krk, jest w budowie, która planowo potrwać ma do 2019 roku). Po tym, jak prezydent Trump wybrał się na szczyt inicjatywy w Warszawie, spodziewać można się, że Stany Zjednoczone będą jednym z kluczowych dostawców tego paliwa. Z nadmorskich terminali, gaz ma być tłoczony przez zintegrowany system połączeń, dzięki czemu dotrze do ,,interioru" grupy. Takie są przynajmniej założenia.

Zobacz także: Po co nam wizyta Trumpa? "Interesy zamiast emocji" [ANALIZA]

Do najbardziej aktywnych gazowych graczy w grupie należy Polska, która boryka się z horrendalnymi stawkami za błękitne paliwo narzuconymi przez Gazprom. Wyliczenia powstałe w oparciu o dane ujawnione przez agencję Interfax pozwalają ustalić, że rząd w Warszawie płaci za 1000 metrów sześciennych gazu o ok. 50-60 dolarów więcej niż inne kraje Europy (choć to kraj uboższy niż np. Niemcy, a jest stosunkowo dużym odbiorcą). Z tego względu, Polska, chcąc uwolnić swoją gospodarkę od duszących cen tego surowca, stara się zbudować maksymalnie szeroką koalicję państw, które będą dywersyfikować swoje portfele dostaw. W krótszej perspektywie, przełoży się to na uzyskanie pewnych ilości tańszego surowca (np. z dostaw spotowych). W dłuższej- ma wywrzeć presję na Gazpromie, który będzie musiał radzić sobie z konkurencją.

Jednym z państw, które przyjęły podobny modus operandi jest Litwa. Kraj ten- dzięki budowie pływającego terminala LNG, który cumuje w Kłajpedzie- znacznie zdywersyfikował swój portfel dostawców. Wzorem Polski podpisał nawet umowę z firmą Cheniere, która w połowie sierpnia br. ma dostarczyć na Litwę pierwszy ładunek amerykańskiego skroplonego gazu. Istotną rolę odgrywa też Chorwacja, która intensywnie szuka rynków zbytu dla gazu z nowopostającego terminala.

Jednakże, ambitne plany w obszarze gazu mogą się rozbić o partykularyzmy poszczególnych państw. Już teraz wiemy, że istotna część Trójmorza może nie być zainteresowana zmienianiem dostawcy gazu.

Za przykład służyć mogą Węgry, których roczne zapotrzebowanie na gaz oscyluje wokół 9 mld m3. Władze w Budapeszcie podpisały w mijającym tygodniu porozumienie z Gazpromem, na podstawie którego Węgry skorzystają z mocy przesyłowych gazociągu Turkish Stream i od 2019 roku będą kupować od Rosjan 8 mld m3 błękitnego paliwa rocznie. Trudno więc znaleźć na tamtejszym rynku więcej miejsca dla amerykańskiego LNG.

Z kolei w Austrii, za sektor gazowy odpowiada głównie firma OMV, która jest jednym z pięciu zachodnich podmiotów inwestujących w projekt rozbudowę gazociągu Nord Stream. Spółka ta nie tylko wspiera Gazprom finansowo (OMV ma wesprzeć te plany kwotą 950 mln euro), ale także intensywnie lobbuje za budową drugiej nitki podbałtyckiego połączenia. Według raportu Transparency International, Rosjanie inwestują w austriacki lobbing minimum 100 tysięcy euro rocznie. Można więc zakładać, że austriacka spółka również liczy na gaz od Gazpromu.

Ciężko będzie też wciągnąć w gazowe Trójmorze Bułgarię, która, będąc uzależniona niemalże w 100% od dostaw gazu z Rosji, negocjuje nowe długoterminowe umowy z Gazpromem. Warto nadmienić, ze eksport błękitnego paliwa od rosyjskiego giganta do Bułgarii rośnie nieustannie od 2013 r.

Taka sytuacja sprawia, że Trójmorze już na starcie traci istotne rynki zbytu dla gazu, który zamierza pozyskać. Dodatkowo, zauważyć należy, że w skład tej grupy nie wchodzi Ukraina. Rząd w Kijowie, całkowicie wypierając ze swego rynku gaz od Gazpromu, otworzył nowe, atrakcyjne możliwości przed państwami regionu, chcącymi eksportować gaz. Ukraińskie zapotrzebowanie na ten surowiec sięga 34 mld metrów sześciennych rocznie- nie sposób zatem pominąć ten kraj na mapie potencjalnych odbiorców trójmorskiego błękitnego paliwa. Ukraina może bowiem okazać się większym rynkiem zbytu tego surowca niż wszystkie kraje inicjatywy razem wzięte. Warto nadmienić, że Polska, będąc gospodarczą potęgą Trójmorza, zużywa rocznie ,,jedynie" 16 mld metrów sześciennych. Niezaangażowanie Ukrainy w inicjatywę może oznaczać powstanie swoistego dualizmu w dostawach gazu dla rejonu Europy Środkowowschodniej.

Zobacz także: Gazowe „American Dream”. Czy eksport LNG uczyni Amerykę wielką? [ANALIZA]

Tymczasem, jak się wydaje, to właśnie rynek ukraiński szczególnie kusi najpotężniejszego sojusznika Trójmorza, czyli Stany Zjednoczone. Warto zauważyć, że niemalże równolegle do wizyty Trumpa w Warszawie przebiega wizyta Sekretarza Stanu Rexa Tillersona w Kijowie (ma on przylecieć tam 9 lipca). Choć wiele sygnałów wskazuje na to, że stworzenie trójmorskiej platformy biznesowej jest Trumpowi na rękę, to jednak warto pamiętać o biznesowym profilu 45. prezydenta USA. Istnieje możliwość, że przy wycofaniu zainteresowania gazem z USA przez niektóre z państw Trójmorza, Trump skupi swoje działania na Ukrainie. Choć wciąż będzie do tego potrzebował współpracy z przynajmniej niektórymi państwami inicjatywy, to jednak energetyczny łącznik grupy de facto przestanie istnieć.

Patrząc na te wszystkie aspekty, można dojść do wniosku, że- przynajmniej w sferze energetycznej- idea Trójmorza odstaje od realnych warunków w obszarze Europy Środkowowschodniej. Przede wszystkim, zapowiadany i podkreślany biznesowy charakter grupy stoi w pewnej sprzeczności z sytuacją energetyczną w tym regionie. Tutaj bowiem, liberalna niewidzialna ręka wolnego rynku dostaje ,,po łapach", gdy próbuje chwycić i uregulować rosyjskie gazociągi. Monopolistyczna pozycja Gazpromu na tym obszarze daje tej spółce możliwości do swobodnego wykorzystywania dostaw błękitnego paliwa do gier geopolitycznych. Biorąc to pod uwagę, można stwierdzić, iż założenie, że Trójmorze nie będzie przeciwwagą dla sąsiadujących państw czy bloków trąci naiwnością. Jeśli przywódcy tej inicjatywy nie będą zważali na polityczny wymiar gospodarki surowcami energetycznymi w tym regionie, to zostaną ograni przez wytrawnych graczy z Gazpromem na czele.

Przez ostatnie godziny, wielu nadwiślańskich komentatorów bardzo pochlebnie odnosiło się do inicjatywy Trójmorza, traktując je jako stabilny blok państw zjednoczonych wspólnym interesem, które cieszą się poparciem światowego mocarstwa. Jednakże, polskie doświadczenie z tego rodzaju grupami skłania raczej do ostrożności w prognozach i ostudzeniu emocji. Wykazanie się opanowaniem w chwili pełnej swoistego triumfalizmu i radości pozwoli bowiem zachować spokój także w chwili kryzysu. A potencjalnych punktów zapalnych, w których kryzys taki może powstać, jest pod dostatkiem- nawet w fundamentalnej dla Trójmorza kwestii energetycznej.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

26 komentarzy

pl Wtorek, 11 Lipca 2017, 8:46
A może dopisać Rosjan do Trójmorza ? Bedą ciągneli gaz z USA przez Kamczatkę. A dalej to juz rurociągi są ! To by rozwiązało problemy logistyczne.
Bartek Wtorek, 11 Lipca 2017, 5:22
1. Inicjatywa Trojmorza może wypalic tylko i wyłącznie przy bardzo mocnym i stalym wsparciu USA
2. USA są zainteresowane tą inicjatywą ponieważ dodatkowo stanowi przeciwwagę dla Niemiec i Francji (głównie Niemiec)
3. Inicjatywa musi mieć i ma charakter polityczny a to że się tak nie mowi to dlatego żeby nie drażnić Niemców
4. Ukraina na pewno jest brana pod uwagę ale ze względu na pole dzialania UE nie wskazuje sie jej oficjalnie. Trojmorze moze byc elementem stabilizacji i reform systemu przesyłu i zapewnienia dostaw gazu na Ukrainę. To jest kolejny argument dlaczego USA wesprą tą inicjatywę.
5. Trojmorze powinno jak najszybciej powołać władze wykonawcze i otworzyc siedzibę np w Warszawie i na Chorwacji.
As Poniedziałek, 10 Lipca 2017, 17:13
12 krajów, a pieniedzy tyle co kot napłakał. Ta organizacja będzie miała takie osiągnięcia jak nasza Agencja od kosmosu.
Marian Poniedziałek, 10 Lipca 2017, 6:09
A może o to chodzi żeby zmusić Rosję do budowy nowych gazociągów bo to kosztuje grube miliardy dolarów. A potem jak już to zbudują to zdampować ceny na LNG żeby klientom bardziej opłacał się LNG a nie gaz z ruskiej rury. Tym bardziej że ruskim łatwo dostępne złoża gazu pomału się kończą i ich koszty własne będą coraz wyższe. Podobnie jest z ropą.
911 Niedziela, 09 Lipca 2017, 21:09
Czy My zwykli smiertelnicy wreszcie dowiemy się prawdy , który gaz jest droższy , a który tańszy ? Bo nawet tu na tym , forum jest różnie !
dim Poniedziałek, 10 Lipca 2017, 7:24
dowiemy się gdy tylko Pan Bóg sam to będzie wiedział, ile który gas będzie tańszy, za kilka lat i gdzie. Potrzebne są oba.
Jarek Niedziela, 09 Lipca 2017, 20:59
Skoro była tylko jedna dostawa LNG to skąd wiadomo ile ten baz będzie kosztował w przyszłości.
Yuio Poniedziałek, 10 Lipca 2017, 18:06
Gazoport w Świnoujciu przyjął na dzień dzień dzisiejszy już 15 dostaw LNG
krzys Niedziela, 09 Lipca 2017, 13:01
Jeśli politycy zaczną szukać tego co łączy, a nie jest wymierzone w innych, to może cos podziałają. Szkoda, że takiego myślenia nie było zaraz po 89, że nie otwarto natychmiast granic między byłyby demoludami, przy okazji dając przez jakiś czas ochronę tego rynku przed zachodnimi korporacjami. Myslę, że wtedy ten rejon byłby znacznie bogatszy.
A z obecną formą, mocno nakierowaną na politykę jest już większy problem. Czesi nie pójdą na konfrontację z Niemcami, Węgrzy nie będą darli kotów z Rosją, my z kolei wiążemy się z Anglosasami. Ten region dzielą między sobą mocniejsi. I to też moim zdaniem było widać na G20, USA stara się normalizować stosunki z Rosją, dogadywać co jest czyje, przy jednoczesnej próbie marginalizacji Niemiec.

Pisałem to już ileś razy - mi najbardziej po 89 żal Białorusi, że nie podaliśmy jej ręki, nie otwarliśmy się na nią natychmiast po upadku ZSRR. To jest nasz najbardziej naturalny sojusznik. Kilka wieków wspólnego państwa, dobrych relacji, genetycznie to samo co my, kulturowo prawie to samo, narody bardzo pozytywnie nastawione do siebie.
Kori Wtorek, 11 Lipca 2017, 14:05
Trzeba szukac tego co laczy. I jakie interesy mozemy razem robic, nie przeciwko komu (po co wymyslac takie kwestie jak Czechy przeciw Niemcom? Wegrzy przeciw Rosji? Przeciez oni tez szukaja dywersyfikacji i nowych kierunkow, bo nie mozna stac na jednej nodze.
A z Bialorusia nalezy szybko nadrabiac, jesli stracilismy 20 lat.
Rene110 Wtorek, 11 Lipca 2017, 3:41
100 % racji!!
LNG second (D. Nabucco first) Niedziela, 09 Lipca 2017, 10:36
Węgry i Austria stanowią barierę dla naszego LNG. Realnie możemy dostarczać do naszych najbliższych sąsiadów: Ukraina, Słowacja, Czechy, Litwa?. Bułgarzy niepotrzebnie się śpieszą, gdyż za kilka lat będą mieli azerski, skroplony i być może cypryjsko-izraelski na wyciągnięcie ręki w Grecji. Co do Węgier nie mamy wiedzy na ile lat został podpisany kontrakt z Rosjanami i na jakich warunkach. Mimo wszystko zgadzam się z autorem, że głosy komentatorów popadających w entuzjazm są przedwczesne i potrzeba jeszcze wiele lat pracy, żeby kruszyć potęgę Gazpromu.
dropik Poniedziałek, 10 Lipca 2017, 12:49
Ukraina kupuje ruski gaz od Niemców i jest on tańszy tego bezpośrednio od Gazpromu. oczywiście ciężko powiedzieć czy tak może to trwać latami. Pewnie nie bo jak nagle Niemcom zacznie brakować gazu to przymkną kurek.
Kijów kupi gaz Ameryki o ile nie będzie atrakcyjny cenowo, a w to cięzko uwierzyć. Pewnie szybciej bedzie to gaz azerski.
Jaxa Niedziela, 09 Lipca 2017, 9:38
Branie pod uwagę Ukrainy to hazard na wielu polach od politycznego przez militarne aż do gospodarczego. Jeśli zaczyna się przedsięwzięcie biznesowe na taką skalę to trzeba trzymać się stabilnych krajów i zakotwiczonych prawnie i gospodarczo w UE bo tego się nie obejdzie. Ukrainę można brać pod uwagę po tym gdy przedsięwzięcie się powiedzie i wtedy ją włączyć do systemu jeśli będzie to opłacalne i akceptowalne. Bo sponsorowanie dzisiaj tego kraju to wyzwanie nawet dla USA a dla byłych demoludów to żaden interes a dla Polski samobójstwo.
MP Niedziela, 09 Lipca 2017, 1:10
zapomnieliście o projekcie Baltic Pipe i surowcach z szelfu Norweskiego, gdzie PGNiG i Lotos mają swoje koncesje
dshfhfd Niedziela, 09 Lipca 2017, 0:50
podobno amerykański czy katarski skroplony gaz jest i tak tańszy niż rosyjski, przynajmniej wg cen, które płaci Polska. A cena gazu ma zasadnicze znaczenie - od ogrzewania domów po gospodarkę - droższy gaz = większe koszty.
dimitris Sobota, 08 Lipca 2017, 19:41
jeszcze jeden koment...

Mieszkając w Grecji, mogłem bez cenzury, bez np. 20-sekundowego opóźnienia reżyserskiego, przypatrywać się wystąpieniom Putina w Grecji, z greckich kamer TV. Gość był ciężko znerwicowany, czego potem, w reżyserowanych wydaniach wiadomości, nie pokazuje się wcale. No, ale mniejsza...

Zatem Putin wycofał się obiecanej rok wcześniej Grekom 5-miliardowej inwestycji w gazociąg w Grecji, na rosyjski gaz, dalej w świat.

Istnieją dwie opcje logiczne: jedna że Putin kłamał, druga że Putin, podając wyjaśnienia, powiedział prawdę. My przeanalizujmy obie.

1) Mamy pieniądze, niemniej wydamy je tylko na inwestycję gwarantującą zyski biznesowe. Oczeniamy, że w przypadku naszego rurociągu przez Grecję nie jest to pewna perspektywa. - Czyli Putin boi się o opłacalność rurociągu dla Rosji, z powodu grecko-bułgarskiego gazoportu, powstającego już akurat na wlocie z Turcji do Europy rosyjskiego, także budowanego już gazociągu TAP.

2) Opcja 2: Putin nie wyciągnął pieniędzy, bo ich nie miał dosyć.

Obie te opcje świadczą o sytuacji rosyjskiego gazu dokładnie odwrotnie niż Putin podaje to dziś "ze zdecydowanym optymizmem".
Sobota, 08 Lipca 2017, 18:41
W interesie zdecydowanej większości państw tzw. "Trójmorza" jest kupować gaz jak najtaniej, a nie jak najdrożej. A ponieważ amerykański LNG jest wyraźnie droższy niż ten proponowany przez Gazprom, to biznesu zarówno politycznego, jak i ekonomicznego na tym nie zrobimy. Tym bardziej, że nie stać nas na stałe sponsorowanie Ukrainy.
LNG second (D. Nabucco first) Niedziela, 09 Lipca 2017, 10:41
W interesie większości państw sąsiadujących z Rosją jest to, żeby Rosja miała mało pieniędzy, bo jak ma ich dużo to urządza sobie wycieczki krajoznawcze czołgami po krajach sąsiednich. Gruzja i Ukraina są tego najlepszymi przykładami.
dropik Poniedziałek, 10 Lipca 2017, 12:56
Najśmieszniejsze jest to , że ruskie mogą wszystkim dookoła sprzedawać ten gaz po tych niższych cenach, a dla nas nie zgodzić się na takie ceny. Tak na złość ;)
janek Niedziela, 09 Lipca 2017, 2:43
Nie stać nas też na szantaż ze strony Rosji. Na tym polega dywersyfikacja energetyczna. W każdej chwili możemy sprowadzić gaz z każdej strony i nie powtórzy się sytuacja jaką mieli Bułgarzy którzy marzli po zakręceniu kurka przez Kreml.
dim Poniedziałek, 10 Lipca 2017, 7:23
Właśnie pamiętam to szczegółowo - Grecy proponowaliśmy wtedy Bułgarom dostawy ratunkowe. Gdyż Grecy gazoport mają od dawna. Bułgarzy odmówili, ponieważ nie mieli pieniędzy. Czasy się zmieniają i dziś, drugi (a licząc mniejsze - chyba trzeci) grecki gazoport, Grecja buduje wspólnie z Bułgarią. W Tracji, niedaleko granicy z Turcją.
az Niedziela, 09 Lipca 2017, 0:20
Biznes ekonomiczny na amerykańskim LNG PGNiG zrobi na przeciętnym Polaku i na naszych państwowych fabrykach chemicznych którym jako monopolista każe po prostu płacić więcej
R'n'R Sobota, 08 Lipca 2017, 21:49
Dostawy spotowe są zawsze tańsze od Rosyjskiego gazu.
leming Sobota, 08 Lipca 2017, 15:09
Ja sądzę że wspólnota gazowa Trójmorza jest również zależna od tego ile i na jakich warunkach uda sie Gazpromowi sprzedawać gaz w Azji.Jeżeli gazociągi do Chin wypalą to presja Gazpromu na rynki europejskie zmaleje.
dim Niedziela, 09 Lipca 2017, 10:56
Tyle, że to czy dostawy rosyjskie do Azji "wypalą" zależeć będzie od zaoferowanej przez Rosjan ceny. Wiadomo już, że o cenach europejskich Chińczycy ani nie chcą słuchać.

Podobno ani też nie zechcieli rosyjskich gazociągów i naftociągów doiwestować. Czyli tak czy owak rosyjskie zyski muszą spadać, rosyjski gaz musi tanieć.

Czyli i kwoty, dysponowane przez Rosję na zbrojenia. A nam o to chodzi, tak czy owak.
Poza tym światowe, odkryte złoża gazu są bardzo duże. To sztucznie wytwarzana sytuacja militarno/polityczna blokuje ich szybsze udostępnianie. Przykłady dużych i tuż przy Europie podmorskich złóż greckich, cypryjskich, syryjskich...