Politycy zdewastowali polskie górnictwo. "Restrukturyzacja jak tani film klasy B" [ANALIZA]

Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 9:29
Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 9:29
Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 9:29
Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 9:29
Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 9:29

Jeśli czytając raport Najwyższej Izby Kontroli ktokolwiek liczył na ujawnienie nowych i sensacyjnych danych, to srodze się zawiódł, bo jest ich tam naprawdę niewiele. Siła tego dokumentu, jako obszernego, choć niekoniecznie szczegółowego, omówienia sytuacji w górnictwie węgla kamiennego lat 2007-2015, tkwi w czymś zupełnie innym. I niejako przy okazji, gdzieś w tle, odsłania smutną prawdę nie tylko o branży węglowej, ale przede wszystkim mizernym poziomie naszej klasy politycznej – niezdolnej do nadzorowania jednego z kluczowych obszarów krajowej gospodarki.

Najwyższa Izba Kontroli zadbała o to, aby jej raport nie przeszedł bez echa. Od jakiegoś czasu systematycznie budowano napięcie, którego momentem kulminacyjnym była prezentacja dokumentu połączona z dyskusją ekspertów - m.in. autora ostatniej poważnej restrukturyzacji sektora, byłego wicepremiera Janusza Steinhoffa. Równocześnie opinia publiczna otrzymała nie tylko ponad stustronnicowy dokument, ale również przejrzystą prezentację jego najważniejszych konkluzji oraz wyselekcjonowane wypowiedzi (m.in. prezesa NIK, czy przedstawicielki Ministerstwa Energii) stanowiące formę komentarza do postawionych tez i wniosków.

Powiedzmy sobie jednak, raz jeszcze, szczerze - raport NIK nie zawiera oszałamiającej liczby informacji, które moglibyśmy uznać za nowe i nieznane wcześniej politykom, dziennikarzom ekonomicznym oraz ekspertom. W takiej, czy innej formie, mniej lub bardziej sprecyzowane, funkcjonowały one w tzw. „środowisku” od dłuższego czasu. Wielokrotnie były także obiektem analiz oraz krytyki autorów publikujących m.in. na łamach serwisu Energetyka 24. Siłą dokumentu przygotowanego przez Najwyższą Izbę Kontroli nie są zatem, jak już wcześniej wspomniano, sensacyjne odkrycia - jego potencjał tkwi czymś zupełnie innym.

Choć wszyscy od dawna zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że branża górnicza jest zarządzana w sposób wysoce daleki od ideału - przy czym należałoby tutaj użyć innego słowa, zdecydowanie bardziej dosadnego - to brakowało dokumentu, który zbierałby wszystkie dostępne dane w spójną całość. Dokumentu przygotowanego pod auspicjami instytucji, której kompetencjie trudno w absurdalny sposób podważać (drzewiej bywało tak z firmami doradczymi wykonującymi audyty dla sektora). Lektura raportu NIK, nawet dla osób znających okołogórnicze realia, jest porażająca. Nie pozostawia on bowiem cienia wątpliwości co do skali patologii, niekompetencji, niegospodarności oraz, proszę wybaczyć określenie, zwykłego niechlujstwa, z którym mieliśmy do czynienia w latach 2007 - 2015. I tutaj kolejna uwaga - raport wprawdzie dotyczy konkretnego okresu, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to swoisty akt oskarżenia wobec nieomal wszystkich partii politycznych, które podczas sprawowania swoich rządów nie potrafiły (a w moim głębokim przekonaniu - nie chciały) skutecznie rozwiązać problemów sektora. Nieodpowiedzialnie pozwalając im narastać, kumulować się i generować kolejne straty dla budżetu państwa. A to wszystko w imię źle pojmowanego “spokoju społecznego”.

Lektura raportu staje się jeszcze bardziej porażająca, kiedy wyjdziemy poza „warszawski paradygmat” i przypomnimy sobie, że za tymi wszystkimi słupkami, wykresami oraz liczbami stoją realni ludzie - górnicy, osoby pracujące w branżach związanych z sektorem oraz, last but not least, ich rodziny. Nie wszyscy z nich potrafią organizować potężne manifestacje, aby upominać się o swoje interesy, wszyscy natomiast „na koniec dnia” (mówiąc żargonem korporacji) jako jedyni zapłacili (i nadal płacą) cenę za działania polityczno-ekonomicznych amatorów zarządzających branżą. Aby uświadomić sobie skalę patologii toczącą polskie górnictwo, pochylmy się nad kilkoma najciekawszymi wątkami poruszonymi przez kontrolerów NIK.

Analizując efekty “Programu działalności górnictwa węgla kamiennego w Polsce w latach 2007–2015”, należałoby zadać sobie pytanie, czy do pewnej aberracji nie doszło już na etapie wymyślania jego nazwy. Proszę sobie wyobrazić, że W ostatnim roku trwania Programu kondycja finansowa oraz efektywność funkcjonowania głównych producentów węgla była gorsza niż na początku jego realizacji”. Uprzedzając pytania – nie jest to fragment dowcipu lub anegdoty parodiującej słusznie minione czasy PRL. To opis rzeczywistości, z jaką mieliśmy do czynienia w czasach, które nieźle pamiętają nawet dzisiejsi licealiści.

Najwyższa Izba Kontroli wzięła pod lupę pięć podstawowych obszarów funkcjonowania sektora górniczego. W każdym z nich wykazano poważne nieprawidłowości, które przy dużej dawce miłosierdzia należy określić mianem skrajnej niekompetencji. Podejmując refleksję na ten temat, warto w killku miejscach zadać sobie pytanie zawarte w starej rzymskiej paremii „Qui bono?”. Zupełnie przypadkowo okazuje się bowiem, że w paru przypadkach (i nie tylko w okresie 2007-2015) głównymi beneficjentami podejmowanych przez przedstawicieli państwa działań były podmioty prywatne, zaś największymi przegranymi - państwowe spółki lub strona społeczna. Obszary poddane kontroli, to:

  • Wytyczne i założenia funkcjonowania górnictwa;
  • Realizacja przyjętych planów działania
;
  • Czynniki oddziałujące na funkcjonowanie górnictwa
;
  • Działania podejmowane w związku z niestabilną sytuacją górnictwa;
  • Prywatyzacja podmiotów górniczych.

Jak już wcześniej odnotowaliśmy, tłem realizowanej kontroli były założenia dokumentu, który pierwotnie nosił nazwę: “Strategia działalności górnictwa węgla kamiennego w Polsce w latach 2007–2015” i został przyjęty przez Radę Ministrów 31 lipca 2007 roku. Z upływem czasu trzykrotnie go modyfikowano (w 2009 oraz 2011 roku). Ostatecznie przestał być tytularną „strategią” i stał się znacznie skromniej brzmiącym „programem”. Jak się później okazało, było to zdarzenie tyleż niepozorne, co symboliczne. Choć, gdyby się głębiej zastanowić, to w świetle zarzutów podnoszonych przez Najwyższą Izbę Kontroli również i to określenie wydaje się być na wyrost:

„Program rządowy, określający wytyczne działalności górnictwa w latach 2007–2015, został opracowany w sposób nierzetelny, co utrudniało prowadzenie skutecznej polityki gospodarczej wobec sektora górnictwa oraz monitoringu i nadzoru nad realizacją Programu”.

Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

W dalszej częsci czytamy:

„Także wykonane m.in. na jego podstawie strategie działalności poszczególnych spółek węglowych zostały opracowane w sposób, który nie prowadził do zapewnienia ekonomicznej efektywności ich funkcjonowania. Powyższe dokumenty, a w szczególności strategie spółek węglowych, zostały oparte na mało realistycznych założeniach i prognozach – oderwanych od realiów rynkowych oraz cykli koniunkturalnych. Dotyczyło to głównie zbyt optymistycznych założeń dotyczących strony przychodowej działalności producentów węgla10, przy jednoczesnym marginalizowaniu znaczenia strony kosztowej tej działalności11 – jako obszaru społecznie wrażliwego".

Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

Oznacza to, ni mniej ni więcej tyle, że cały sektor funkcjonował przez lata w sposób doraźny, bezbronny wobec wyzwań, które w dużym stopniu nie były nowe, powodując okresowe wstrząsy od wielu lat. Zwracają na to uwagę kontrolerzy, pisząc, że spółki węglowe działały de facto na podstawie rocznych (!) planów, ponieważ opracowywane przez nie strategie szybko się dezaktualizowały. Doskonałą egzemplifikacją tych słów jest jeden z wykresów przygotowanych przez NIK:

Źródło: Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

Jeśli dodamy do tego fakt, iż w górniczych spółkach fluktuacja na kierowniczych stanowiskach jest znacząca, to dojdziemy do trywialnej konstatacji, że w takich warunkach nawet największe korporacje stanęłyby na skraju katastrofy. Nie zapominajmy w tym momencie, że nad Wisłą kłopot był także z nadzorem nad realizacją przyjętych wcześniej założeń:

„Nadzór nad realizacją Programu przez podmioty sektora górnictwa prowadzony był w sposób nierzetelny i niezgodny z jego założeniami. Minister Gospodarki w praktyce zaniechał monitorowania realizacji Programu, bowiem nie ustosunkował się do większości strategii spółek węglowych ani nie monitorował stopnia ich realizacji".

Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

Efektem opisanych powyżej „grzechów założycielskich” było zmarnowanie szansy na restrukturyzację sektora, którą otwierała koincydencja kilku czynników – wśród najważniejszych wymienić należy reformę z lat 1998-2002, umorzenie górnictwu 18,1 mld zł długu w 2003 r. oraz dobrą koniunkturę w większości lat 2003-2011. Nadwyżki finansowe przeznaczano w istotnym stopniu nie na inwestycje podnoszące efektywność pracy spółek, ale np. na szeroko rozumiane koszty osobowe. Co więcej, dochodziło do sytuacji, w której spadała wydajność, a rosły pensje:

Źródło: Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

W raporcie Najwyższej Izby Kontroli możemy także przeczytać, iż osoby oraz instytucje odpowiedzialne za branżę dysponowały pewnym zasobem wiedzy o sytuacji sektora, ale... nie wykorzystały jej w kompetentny sposób:

„Minister Gospodarki, Minister Skarbu Państwa, Pełnomocnik Rządu ds. restrukturyzacji górnictwa oraz zarządy spółek węglowych dysponowały bieżącymi informacjami o sytuacji finansowej podmiotów górniczych oraz o czynnikach zewnętrznych i wewnętrznych oddziałujących na sektor gwk. Posiadane informacje były wystarczające dla prowadzenia skutecznego nadzoru nad podmiotami tego sektora oraz do podejmowania działań pozwalających na reagowanie na zmienne warunki na rynku węgla kamiennego. Wiedza ta jednak nie została efektywnie wykorzystana przez Ministra Gospodarki i zarządy spółek”.

Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

Negatywny efekt tego zjawiska spotęgował fakt, że wymienione powyżej organy nie posiadały równocześnie informacji na temat niedoboru środków w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. I mówimy tutaj o naprawdę poważnych sumach – w świetle szacunków NIK państwo dopłaciło  58,4 mld zł do emerytur i rent górniczych w latach 2007-2015. Dla porównania pomoc publiczna udzielona sektorowi w tym okresie oraz środki przeznaczone na dokapitalizowanie państwowych spółek, wyniosły łącznie 7,2 mld zł. Na zadania związane z nadzorem przeznaczono, uwaga uwaga, niecałe 0,1 mld zł. Czy trzeba to komentować? Niemniej, gwoli uczciwości zaznaczyć należy, że w tym okresie górnictwo wpłaciło do wspólnej kasy, poprzez rozmaite podatki i daniny, około 64,5 mld zł. I chyba wszyscy zgodzimy się, że nie są to właściwe proporcje. Być może jest to moment, w którym należałoby się zastanowić nad zmianą systemu fiskalnego oraz mechanizmów wsparcia, aby nie dochodziło do kuriozalnych sytuacji, kiedy de facto "przesypujemy" pieniądze z jednej kieszeni do drugiej – marnotrawiąc przy tym ich część. NIK zwraca również uwagę, że kiedy już podjęto działania naprawcze, to były one spóźnione, nieadekwatne, doraźne, słabo skoordynowane i mało transparentne - dzisiaj pewną trudność sprawia przypisanie odpowiedzialności za konkretne decyzje, konkretnym osobom.

Trudny do wytłumaczenia, choć w jakimś stopniu zrozumiały, jeśli chodzi o społeczny odbiór tego zjawiska, jest również brak procesów prywatyzacyjnych, realizowanych na istotną skalę - od roku 1990. To potężne upaństwowienie kopalń wepchnęło je w objęcia polityków, za co wielokrotnie płaciły wysoką cenę, blokującą możliwości rozwojowe i utrudniającą wdrażanie ambitnych planów restrukturyzacyjnych. W latach będących przedmiotem kontroli NIK nie tylko nie zmieniono tego stanu rzeczy, poprzez podjęcie efektywnych działań prywatyzacyjnych, ale dopuszczono wręcz do pogłębienia problemu:

„Z kolei nietrafna decyzja Ministra Gospodarki o braku zgody na zakup akcji REMAG przez WKS skutkowała m.in. drastycznym wzrostem kosztów dzierżaw kombajnów chodnikowych ponoszonych przez spółki węglowe. Ministerstwo Gospodarki, przed wdrażaniem działań prywatyzacyjnych w sektorze gwk, nie dokonywało analiz potencjalnych skutków prywatyzacji, jak również nie monitorowało – po dokonanej prywatyzacji, jej następstw, w tym oddziaływania wybiórczej prywatyzacji na inne podmioty górnictwa”.

Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

W ramach ciekawostki warto zwrócić uwagę na grafikę prezentującą wyniki spółek węglowych w roku 2015, z uwzględnieniem ich struktury własnościowej - owczywiście z zastrzeżeniem, że LW Bogdanka funkcjonuje w innych uwarunkowaniach geologicznych, niż górnośląskie zakłady.

Źródło: Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

Kontrolerzy NIK wskazują również, że zarówno w jej przypadku, jak i prywatnej PG Silesia (zlokalizowanej na Górnym Śląsku) występowały potężne róznice w wydajności:

„Osiągane wydajności w KW, KHW i JSW były około 1,5–3 razy niższe niż uzyskiwane w tym czasie w prywatnych kopalniach PG Silesiai LW Bogdanka”.

Raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015 na tle założeń programu rządowego"

Omówione powyżej fragmenty opracowania Najwyższej Izby Kontroli to oczywiście tylko niewielki zarys poruszonych przez nią zagadnień. Taka forma pozwala jednak nabrać wyobrażenia o skali oraz istocie problemu, bez rozmywania ich w niezrozumiałych i niekończących się detalach. 

Obrazowo można powiedzieć, że czytanie raportu NIK o zaniedbaniach w górnictwie jest jak oglądanie taniego filmu klasy B - przy czym nie chodzi tu o poziom samego dokumentu, ale raczej systemu moralnego głównych aktorów. Na początku estetyka bierze górę nad rozsądkiem i instynktownie nie dowierzamy, że coś takiego mogło w ogóle mieć miejsce. Później powątpiewanie zastępuje oburzenie – uzasadnione, bo marnowanie potencjału zawsze budzi tego rodzaju emocje. A na końcu zaczynamy czuć pewien szczególny rodzaj odrazy - powodowanej w tym przypadku łamaniem elementarnych zasad, nieodzownych dla poprawnego funkcjonowania jakiegokolwiek organizmu – artystycznego, biznesowego, a przede wszystkim państwowego.

Na zakończenie warto zaznaczyć, że kompromitacja programu wdrażanego w latach 2007-2015 nie stoi w jakiejś szczególnej awangardzie wobec sześciu innych planów implementowanych od 1989 roku - oczywiście, skala zaniedbań oraz błędnych decyzji była ogromna, ale nie możemy zapominać, że dotychczas nikomu w Polsce nie udało się doprowadzić do trwałego urentownienia funkcjonowania górnictwa węgla kamiennego. I nie łudźmy się, powodem nie jest tutaj brak wiedzy. Przed laty Zbigniew Herbert apelował ustami Pana Cogito: “Bądź odważny. W ostatecznym rozrachunku jedynie to się liczy”. Dziś należałoby dodać, dedykując te słowa politykom ze wszechstron: “Tchórze nie przechodzą do historii”.

Zobacz także: Między niezależnością a opłacalnością, czyli o polskiej strategii energetycznej [RELACJA]

Zobacz także: Kroplewski dla E24: dzięki technologiom metanowym węgiel może być czystym paliwem [WYWIAD]

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

18 komentarzy

Bren Wtorek, 20 Czerwca 2017, 12:04
Problem z górnictwem polega na tym, że zarządzają nim górnicy ;)
A PSL w MG nie sprawdził się nigdy. Nota bene Min. Gospodarki to był niesprawny moloch z kiepską kadrą.
otgees Wtorek, 20 Czerwca 2017, 9:44
Ważne, że zatrudnienie w górnictwie spada z roku na rok. To mi wystarcza. A że ze związkami ciężko cokolwiek produktywnego ustalić, to nic nowego.
Cleo Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 19:43
Za pieniądze utopione w górnictwie przez ostatnie kilkadziesiąt lat mogliśmy mieć 2 elektrownie atomowe nie mówiąc o czystszym środowisku.
gegroza Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 19:33
Za słupkami stoją ludzie. Ale oni nie są ofiarami. Ci ludzie są beneficjentami tej patologii. I oni wszystkimi siłami jej bronią bo to oznacza dla nich po prostu bogate status quo.
ccc Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 14:42
Nie tyle co politycy, a związki zawodowe ! Mogę jeszcze opowiedzieć o czasie pracy górników. Przepisy mówią, że czas pracy górnika to 7,5 godziny od zjazdu do wyjazdu, a jeśli temperatura na stanowisku pracy jest powyżej 28 stopni, to 6 godzin. Pod ziemią jest 100 km wyrobisk, a górnik musi dotrzeć na stanowisko. I górnik z pierwszej zmiany zwykle zjeżdża na dół między 6 a 6.30, spóźnialscy zjeżdżają często o 6.50. Na stanowisko docierają, często na piechotę, po ósmej, nawet pół do dziewiątej. Taki górnik usiądzie, coś zje, bo się już zmęczył drogą. Popracuje trzy godziny i zbiera się do wyjścia. A jak pracuje w wyższej temperaturze, wyjdzie wcześniej. Już o 12 ma prawo do wyjazdu, ale żeby zdążyć, o 11 musi być pod szybem. Więc o 10.30 składa narzędzia. Zdaję sobie sprawę, że dotarcie do stanowiska pracy zajmuje czas i nie krytykuję ludzi, że pilnują swojego interesu. Ale jak ma się górnictwo opłacać, skoro przy takiej organizacji efektywny czas pracy pod ziemią bywa bardzo krótki.
Chriss Wtorek, 20 Czerwca 2017, 15:51
W Polsce nie ma związków zawodowych. Są przybudówki partyjne, udające związki. Takie OPZZ i ZNP, podczepione pod agonalne SLD. Solidarność dawno wchłonięta przez PiS. U nas nie ma ruchu związkowego, choć wszyscy udają, że jest dokładnie na odwrót... Hoffa przy nich, to mały pikuś...
*.* Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 13:02
Tradycja że, nikt za nic w Polsce nie odpowiada ciągnie się chyba od XVIw. O czym się w górnictwie myśli, bo nie o wydobywaniu węgla ani o ekonomii, to wiadomo. Podobno już samo wybudowanie pochylni do wydobywania węgla zamiast wyciągania wagoników przez windę zmienia rentowność kopalni. A ile wybudowano pochylni. To tak wygląda że, że decydenci rządowi zamiast naszych pieniędzy liczą głosy. W artykule jest dużo użalania się nad górnikami i ich rodzinami a nic o podatnikach, i ich rodzinach, którzy to wszystko opłacają. Nawiasem mówiąc w Polsce jest tak że, im kto krócej pracuje tym ma większą emeryturę i to wcześniej wypłacaną.
Adam Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 15:34
Windą nie wyciąga się pojedynczych wagoników to nie XIX wiek. Pochylnia jest OK - ale z tego powodu że obniża koszty budowy nowej kopalni. w starej się nie opłaca zmieniać...
Kiks Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 15:29
Nie do końca. Ten stan mocno pogłębiła sowiecka podległość. Te kilkadziesiąt lat mocno wypaczyły polska rzeczywistość i mentalność. Zaszczepiły radziecką kulturę pracy. I totalną bylejakość.
Zibi Sobota, 24 Czerwca 2017, 18:24
Mądrze powiedziane.
Zibi Sobota, 24 Czerwca 2017, 18:23
Zgadzam się z tym całkowicie.Bardzo trafne stwierdzenie.
Kiks Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 12:55
Tak to jest jak funkcjonuje coś takiego jak przywileje. Najwyższy czas z tym skończyć, bo nie dotyczy to tylko górników.
say69mat Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 11:52
@def24.pl:
Politycy zdewastowali polskie górnictwo. "Restrukturyzacja jak tani film klasy B"

say69mat:
Podobnie jak w przemyśle zbrojeniowym brak tradycji i kultury zarządzania własnością powoduje tego typu negatywne konsekwencje. Edukacja w kapitalizmie bywa szalenie kosztowna, bywa również ... bolesna. Tym bardziej, że zauważalny jest ekstremalny opór czynnika ludzkiego przed edukacją i sprawdzoną historycznie doktryną. Króluje porażający ...'widzimisizm'.
zuch6 Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 11:38
“Tchórze nie przechodzą do historii” - ale niestety dobrze sobie żyją i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje tchórzostwo
jk Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 11:26
czyli sami politycy winni, a górnicy to oczywiście ciężko pracujące anioły. Wszystkie grupy do spółki zarzynają od lat tę branżę. I tak samo będzie teraz. Zamykanie nierentownych kopalń generując przy tym większe koszty niż jakby ich nie zamykano. Mistrzowie świata.
dropik Poniedziałek, 19 Czerwca 2017, 10:39
politycy od lat boją się górników i tu jest pies pogrzebany. Tylko prywatyzacja może cóś tym zrobić, a tu zamiast prywatyzacji mamy nacjonalizacje Bogdanki przez panstwowy koncern energetyczny.

Z przytoczonych liczb wynika, że dopłaciliśmy do górnictwo : 83.6 mld zł ale to nie jest całość bo nie uwzględnione są odpłaty do emerytur z lat 1989-2007. Także spokojnie było tego ponad 100mld zł. Aktualnie same dopłaty do emerytur to jakieś 8mld rocznie. Nasze panstwo jest bardzo hojne dla pewnych grup ludzi.
Liczyrzepa Wtorek, 20 Czerwca 2017, 13:29
Uwaga! Gospodarka w Polsce w 87% jest oparta na węglu! Kopalni nie wolno sprzedawać tzn. prywatyzować! Rząd może zamykać kopalnie jeżeli będą inne sprawdzone technicznie źródła zabezpieczające energię elektryczną dla kraju! Tylko nie donkiszoteria wiatrakowa! Praca górnika jest zagrożeniem zdrowia i życia, więc nie żałujmy im pieniędzy. Mądrala powie, że nie muszą pracować pod ziemią. Tylko wtedy zdechniemy z zimna! Ku przestrodze!
Walter Niedziela, 25 Czerwca 2017, 17:30
Jak nie chca to nie musza pracowac pod ziemia. Zaorac kopalnie bez perspektyw a reszte sprywatyzowac. To zadna filozofia. A Bogdanka doskonale sobie radzi, ale tam stare zle slaskie nawtki nie maja miejsca