Grupa Azoty chce amerykańskiego gazu, ale od PGNiG [KOMENTARZ]

Środa, 10 Maja 2017, 7:40
Piotr Maciążek

Według dziennika „Rzeczpospolita”, mimo że jeszcze do niedawna Grupa Azoty analizowała możliwości zakupu skroplonego gazu LNG ze Stanów Zjednoczonych, to obecnie nie jest zainteresowana dostawami z tego kierunku. Według gazety, wynika to z kalkulacji, wedle której surowiec z Ameryki Północnej byłby droższy aniżeli obecnie zakontraktowany przez koncern. Rzeczywiste powody takiego stanu rzeczy wydają się jednak dużo głębsze.

Przede wszystkim, Grupa Azoty podpisała w kwietniu ub.r. ogromną umowę z PGNiG. Wielkość dostaw w okresie jej obowiązywania może wynieść łącznie nawet 4,5 mld m3 gazu. Wartość kontraktu szacuje się na około 3,3 mld zł. Ma ona obowiązywać do września 2019 r. W takiej sytuacji trudno wyobrazić sobie by, chemiczny potentat akurat w tym momencie- w dodatku na własną rękę- prowadził negocjacje z Amerykanami. 

Ponadto, taka hipotetyczna sytuacja tworzyłaby wewnętrzną konkurencję pomiędzy podmiotami zarządzanymi przez tego samego właściciela (państwo) i to w chwili, gdy do niedawna monopolistyczną pozycję PGNiG powoli narusza proces liberalizacji rynku gazowego (wzrasta presja ze strony prywatnych spółek nierzadko posiłkujących się błękitnym paliwem z Nord Stream). Choć warto na marginesie dodać, że proces ten dość skutecznie ograniczyły nowe przepisy zwiększające obciążenia mniejszych podmiotów z tytułu obowiązkowego magazynowania błękitnego paliwa.

Zobacz także: Grupa Azoty nie chce gazu z USA

Równie istotnym czynnikiem dla zrozumienia motywacji chemicznego potentata jest oficjalne stanowisko władz, które od początku swojej kadencji wielokrotnie podkreślały, że ich celem nadrzędnym jest osiągnięcie jak największej synergii pomiędzy spółkami z udziałem skarbu państwa. Równoległe do prowadzonych przez PGNiG rozmowy Grupy Azoty z Amerykanami zdecydowanie nie wpisują się w tę narrację. To pierwsza ze wspomnianych spółek ma mandat negocjacyjny (teoretycznie firmy same prowadzą tego typu rozmowy, jednak de facto poparcie polityczne jest kluczowe) oraz stosowne rezerwacje mocy terminalu LNG w Świnoujściu.

Oczywiście cena, o której wspomina „Rzeczpospolita” także gra tu istotną rolę. Faktycznie w dobie taniej ropy indeksowany cenowo do niej gaz rosyjski jest niezwykle tani, a to on dominuje w portfelu PGNiG (obok LNG i wydobycia krajowego). W efekcie obecnie ceny surowca (należy zawsze poskreślać zmienność cen w zależności od dynamiki czynników makroekonomicznych o czym Rosjanie zwykle milczą) zakontraktowanego przez Grupę Azoty będą korzystniejsze od amerykańskiego LNG (choć to uproszczenie ponieważ zestawienie dotyczy spotu realizowanego przez Cheniere Energy, a nie kontraktu średnioterminowego).

Zobacz także: Rosjanie sprzedadzą udziały w Grupie Azoty? „Strategiczny pat w wieloletniej batalii” [ANALIZA]

Reasumując - w ogólnym rozrachunku to jednak nie bezpośrednia cena (zwykle nie podkreśla się pośredniego znaczenia dywersyfikacji dla jej redukcji), a polityka wyraźnie dominuje w odniesieniu do strategicznych decyzji spółek z udziałem skarbu państwa. Tak jest za obecnej ekipy rządzącej. Tak było również za poprzedniego rozdania, gdy Grupa Azoty zdawała się interesować projektem gazociągu pomiędzy Niemcami i Polską. Miał on przebiegać niedaleko terminalu LNG i ze względu na swoją docelową przepustowość i możliwości lokalnej infrastruktury przesyłowej mógłby mu wyraźnie zaszkodzić (ograniczając konieczność kupna surowca dostarczanego w ramach drogiego „pierwszego kontraktu katarskiego” oraz torpedując rozbudowę obiektu). Jednocześnie, wspomniana rura umożliwiałaby przesył taniego surowca z Nord Stream do Polic, gdzie znajdują się aktywa Grupy Azoty – największego konsumenta błękitnego paliwa w Polsce. Interesy państwa przeważyły jednak wtedy nad pozorną opłacalnością wikłania się w takie przedsięwzięcie. Dzisiejsza sytuacja, w kluczowym aspekcie polityczności decyzji, jest podobna.

Piotr Maciążek
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

5 komentarzy

mefis58 Niedziela, 14 Maja 2017, 17:53
Grupa Azoty wcale nie "chce" amerykańskiego gazu. Grupa ma w nosie skąd PGNiG, z którym ma podpisany kontrakt na dostawę surowca, ten surowiec weźmie. On może być nawet z Hondurasu, albo Nowej Gwinei bo to problem PGNiG, a nie odbiorcy, czyli "Azotów". Problemem dostawcy jest też utrzymanie reżimu cenowego, bo umówił się z "Azotami" na dostawę surowca w określonej cenie. W związku z tym, że PGNiG na żądanie władz państwowych będzie MUSIAŁ przyjąć ten gaz, więc państwo będzie MUSIAŁO jakoś zrekompensować mu straty. Jak myślicie, KTO za to szaleństwo ZAPŁACI i dlaczego to będzie zwykły konsument gazu ?
leming Czwartek, 11 Maja 2017, 17:32
Pardzo mi się nie podoba zakonczenie tej analizy. Oznacza ona po prostu dyktat polityki i polityków nad ekonomia przedsięwzięć gospodarczych. Złe skutki dla gospodarki są pewne, choć oczywiscie musi minąc trochę czasu nim ujawni się naga prawda.przerabialiśmy juz takie podejście do gospodarki za komuny z oczywistymi skutkami. nauka idzie w las a nie w nas ?
LNG second (d. Nabucco first) Piątek, 12 Maja 2017, 1:17
Mądry protekcjonizm zbudował niejedną potęgę: koreański przemysł samochodowy, chińskie przedsiębiorstwa eksportujące etc. Zbyt wczesne otwarcie rynku zabija własne zdolności.
mefis58 Niedziela, 14 Maja 2017, 17:56
To nie jest żaden "protekcjonizm" !!! To zwykłe szaleństwo ludzi, którzy nigdy nie popełnili by go gdyby kierowali swoim przedsiębiorstwem i którzy są pewni bezkarności za ten przekręt !!! Protekcjonizm to wspieranie swojego WŁASNEGO przemysłu (zakładu, gałęzi gospodarki- właściwe podkreślić), a nie wspieranie amerykańskiej firmy gazowej !!!
LNG second (d.Nabucco first) Środa, 17 Maja 2017, 16:25
Wspieramy własny przemysł konsekwentnie budując zróżnicowane źródła dostaw m.in. gazu. Gdybyśmy wpuścili gaz rosyjski na nasze Pomorze Zachodnie (Niemcy kupuja go po ca $220) to gaz katarski z pierwszego kontraktu za ca $260 miałby problemy ze zbytem, a rosyjski niejako "zapchałby" istniejące gazociągi. Kolejne kontrakty na LNG będą najprawdopodobniej znacznie tańsze od $220 i dodatkowo rozbudowujemy gazociągi łączące rejon Szczecina z pozostałym naszym terytorium. W ten sposób budujemy niejako szlak transportowy dla LNG (po $170-$180). Sytuacja ma charakter przejściowy i ma ułatwić nam przejście przez newralgiczny okres jaki jest w tej chwili. Gdybyśmy dzisiaj niejako "wlali" znaczące ilości gazu rosyjskiego z NS, to w dobie Kontraktu Jamalskiego nasze dążenie do dywersyfikacji napotkałoby na barierę małej skali potencjalnego popytu w Polsce, a co za tym idzie na niemożność optymalizacji kosztów. Po Kontrakcie Jamalskim rzeczywistość będzie inna i nasz oraz naszych najbliższych sąsiadów rynek będzie w stanie bez problemu zapewnić odpowiednią skalę B-Pipe, Świnoujściu i ew. FSRU. Polski import to około 11mld m3, czeski ponad 7mld m3, słowacki ponad 4mld m3. Do tego Ukraina bez wysiłku może zamowić 3-4mld m3. Tak więc widać, że potencjalny rynek dla naszej Bramy Północnej to 11+0,25*(7+4)+3=17mld m3, bez uwzględniania popytu ze strony Węgier, Litwy.