Jałowa dyskusja o klastrach energii: "Niezrozumiałe dla obywateli" [KOMENTARZ]

Wtorek, 02 Maja 2017, 9:28
Krzysztof Księżopolski

Klaster energii to nowa konstrukcja obowiązująca w ustawie o odnawialnych źródłach energii. Został on opisany, jako cywilnoprawne porozumienie, w skład którego mogą wchodzić osoby fizyczne, osoby prawne, jednostki naukowe, instytuty badawcze lub jednostki samorządu terytorialnego. Porozumienie ma dotyczyć wytwarzania i równoważenia zapotrzebowania, dystrybucji lub obrotu energią z OZE oraz innych źródeł, czy paliw – co ważne, w ramach sieci dystrybucyjnej o napięciu znamionowym niższym niż 110 kV. Zapis ustawowy ogranicza obszar działania klastra do granic jednego powiatu lub 5 gmin. Wydaje się jednak, że same z regulacje ustawowe są niewystarczające do realizacji koncepcji nakreślonej przez ME.  

Choć o samej koncepcji klastrów pisałem już na blogu, sądzę, iż warto wrócić do tego tematu w związku z propozycjami Komisji Europejskiej dotyczącymi przyszłości rynku energii w Europie. Towarzyszą im dyskusje nt. sposobów produkcji energii elektrycznej w Polsce, znaczenia odnawialnych źródeł energii i zagrożeń z nimi związanych. Nie będę powtarzał wcześniejszych argumentów dotyczących pozytywnego wpływu klastrów na bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju, skupię się na dokumencie „Koncepcja funkcjonowania klastrów energii w Polsce” przygotowanym przez KAPE,  WiseEuropa i Atmoterm S.A. na zlecenie Ministerstwa Energii.

Raport stanowi rozpoznanie ewentualnych możliwości regulacyjnych i ekonomicznej opłacalności tworzenia klastrów energii. Z tego powodu zbyt dużo jest tam założeń i tez, których autorzy w moim przekonaniu w dostateczny sposób nie tłumaczą. W liczącym 343 strony dokumencie wariantowość wyboru drogi realizacji idei klastrów powinna być więcej, niż jedna. Ogranicza to pole dyskusji z powodu pominięcia poziomu konceptualizacji idei klastrów i powoduje duże problemy w ustawieniu aparatu pojęć celów, narzędzi oraz definicji w całym raporcie. Prowadzi to do wniosku, iż temat przerósł możliwości autorów.

Nie będę omawiał całości dokumentu, ponieważ jest on zbyt obszerny, skupię się jedynie na kilku istotnych elementach.

Po pierwsze, w raporcie jest mowa o dyskusyjnym stanie sieci energetycznej. W rzeczywistości sieć energetyczna w Polsce jest w stanie złym, zdekapitalizowana przez lata braku wystarczających inwestycji i wymagająca obecnie dużych nakładów. Z tego powodu stosowanie eufemizmu „dyskusyjnym” (s. 16) nie oddaje stanu rzeczywistego, a tego typu dokumenty powinny być krytyczne, ponieważ w przeciwnym razie są bezwartościowe. Dalej autorzy piszą „szacuje się, że na obszarach o dużym rozproszeniu odbiorców energii, częstotliwość występowania przerw w dostawach prądu z powodu awarii może być kilkukrotnie większa niż w miastach” (s.16) - wystarczy sięgnąć do danych, aby wyciągnąć oczywiste wnioski - na obszarach wiejskich, szczególnie rozproszonych, częstotliwość awarii jest duża, a jakość energii niska. Nie bez powodu RWE przejęło stołeczny STOEN, dziś INNOGY, którego wskaźniki awaryjności i jakości prądu są wiodące w Polsce, a nie sieci np. na Warmii i Mazurach. Na marginesie w Niemczech mamy od jakiegoś czasu zjawisko komunalizacji sieci energetycznych, czyli przejmowanie ich przez samorząd od firm prywatnych. Tego mi w ustawie o odnawialnych źródłach, w kontekście klastrów brakuje, tym bardziej, iż mówimy o sieciach dystrybucyjnych o mocy znamionowej niższej niż 110 kV.

Zobacz także: Paraliż innowacyjny w polskiej energetyce. „Te same kategorie, co w epoce Gierka” [KOMENTARZ]

Po drugie, autorzy piszą „Rozwój energetyki rozproszonej wykorzystującej najlepsze możliwe techniki wykorzystujące inteligentne i niskoemisyjne rozwiązania, wymaga jednak również decyzji o charakterze strategicznym” (s. 16). W dalszej części materiału nie nawiązują do tego zdania. Jakiej sfery mają dotyczyć te decyzje strategiczne? Bezpieczeństwa państwa, planowania przestrzennego, czy strategicznego wykorzystania miodu pszczelego? Wbrew pozorom ma to ogromne znaczenie, ponieważ określa adresata tego stwierdzenia. Na marginesie, jeśli miał to być dokument z którym zapoznają się przedsiębiorcy, rolnicy i inni obywatele to z punktu widzenia komunikacyjnego jest więcej, niż klapą. Być może na jego podstawie ME powinno przygotować raport 10-20 stron, który zawierałby kluczowe dylematy przed jakimi staje państwo polskie w zakresie rynku energii, czy klastrów i dopiero ten dokument poddać dyskusji, skupiając uwagę na tym, co najważniejsze.     

Po trzecie, w kolejnym akapicie autorzy piszą na temat propozycji Komisji Europejskiej z 30 listopada 2016 roku, tzw. „Pakietu Zimowego” ,iż „rozpoczyna nowy rozdział w budowie europejskiej gospodarki po roku 2020”. Zdanie to świadczy o braku znajomości procesów integracyjnych oraz dynamiki zmian w polityce europejskiej. Proponuję autorom zapoznać się przynajmniej z dwoma artykułami dotyczącymi polityki klimatycznej i energetycznej, które zostały opublikowane, jako efekt kilkuletniego projektu badawczego, finansowanego przez NCN, prowadzonego przez prof. Grosse (Polityki europejskie w dobie kryzysu), które zostały prezentowane w styczniu 2017 r. w Sejmie RP. Wtedy uniknęliby kopiowania założeń, stwierdzeń, a szerzej narracji prowadzonej przez inne państwa i instytucje europejskie. Tak więc moje wątpliwości budzi uznanie, iż same propozycje KE wnoszą coś nowego, biorąc pod uwagę rolę KE w Unii Europejskiej. Zgodnie z procedurami, to jest jedynie określenie pola do dyskusji przez instytucję, której znaczenie spada. Zresztą, jak wiadomo KE zawsze maksymalizuje swoje stanowisko na początku negocjacji. Po drugie, ilość nowości w stanowisku KE nie jest rewolucyjna, czy przełomowa. Warto zastanowić się nad zagrożeniami, jakie „Pakiet Zimowy” niesie dla Polski i jakie jest nasze stanowisko negocjacyjne – a dopiero później w tym kontekście poddać analizie klastry.

Po czwarte, z jednej strony autorzy piszą (i słusznie):„(…) przy obecnych kosztach produkcji energii ze źródeł rozproszonych oraz otoczeniu rynkowym ograniczenie ryzyka projektowego dzięki udziałowi w klastrze nie stworzy bodźca zachęcającego inwestorów do zaangażowania w projekt bez dodatkowego wsparcia”. Jednocześnie stwierdzają: „W praktyce skala obniżki całkowitych opłat dystrybucyjnych ponoszonych przez członków klastra będzie zależała od specyfiki lokalnej sieci, (…).Dlatego też z perspektywy ogólnej oceny efektywności finansowej klastrów użyteczne jest ustalenie minimalnego stopnia redukcji opłat dystrybucyjnych dla członków klastra, która zapewniłaby poszczególnym technologiom opłacalność bez dodatkowego wsparcia” (s.136). Uważam, iż to założenie jest nierealistyczne i stoi w sprzeczności ze wcześniejszym stwierdzeniem. Obniżenie kosztów dystrybucji energii w przypadku tak dużej zakładanej ilości uczestników klastra nie będzie występować z powodu dużej dekapitalizacji sieci i wysokiego CAPEX-u przy zakładaniu nowych.  Tak więc z tego źródła nie da się sfinansować projektu.

Po piąte, w dokumencie brak jest oceny, jak rozwój klastrów może wpłynąć na redukcję kosztów rozwoju sieci i jakie oszczędności z tego tytułu osiągnąć może PSE oraz kluczowe firmy energetyczne. Nie znajduję w nim również refleksji na ile rozwój klastrów wpływać będzie na strukturę miksu energetycznego.

Na koniec jedna uwaga metodologiczna. Definiowanie bezpieczeństwa energetycznego w taki sposób, jak zrobili to autorzy (s.19) jest zbyt dużym uproszczeniem, a w związku z tym prowadzi do błędnych interpretacji. Podane wyjaśnienie pojęcia nie znajduje potwierdzenia, ani w ujęciu nauk o bezpieczeństwie, nauk politycznych (w tym stosunków międzynarodowych), ani w najczęściej stosowanym w Polsce technokratycznym ujęciu tego pojęcia. Powoduje to, iż autorzy mają problem z określeniem tego co jest celem, a co skutkiem polityki bezpieczeństwa państwa. Ten błąd jest powielany na kolejnych stronach. Również mówienie o bezpieczeństwie energetycznym jednostki, to kolejne kuriozum. W tym wypadku należy zastosować pojęcie human security w zależności od tłumaczenia  bezpieczeństwa człowieka lub jednostki. Czy definiowanie pojęć jest ważne? Uważam, że tak ponieważ z mojej perspektywy cała koncepcja klastrów energii stanowić może istotny element polityki bezpieczeństwa państwa, wzmacniając bezpieczeństwo energetyczne i redukując ryzyka przy relatywnie niskich kosztach wprowadzenia tej koncepcji.

Reasumując powstał dokument, który jest zgodnie z intencją autorów punktem wyjścia do dyskusji. Poprzez poruszenie zbyt wielu wątków, jak również brak określenia dylematów przed którymi staje Polska, słabość założeń i metodologiczne problemy przedstawiony Raport może być interpretowany i dyskutowany z różnych perspektyw. Z punktu widzenia obywatela jest on całkowicie niestrawny, tak więc trudno będzie o szerszą refleksję na ten temat.

Uważam, iż z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego budowanie samowystarczalnych struktur na poziomie lokalnym redukuje ryzyka dla systemu i powinno być rozwijane - niestety ten dokument nas do tego nie przybliża, co więcej, spycha na mieliznę. Regulacje dotyczące klastrów powinny być jasne i czytelne dla wszystkich, a nie tylko dla firm dysponujących rozbudowanymi departamentami prawnymi. Konsument powinien wiedzieć, czy uczestniczyć w klastrze, bo mu się to będzie opłacało, czy też będzie płacił więcej, bo będzie miał lepsze warunki środowiskowe. Przedsiębiorca powinien być pewien, iż zainwestowane środki się zwrócą, a nie ryzykować, że decyzją administracyjną stanie się bankrutem.

Zobacz także: Wiceprezes PGE dla Energetyka24: Jesteśmy gotowi na milion samochodów elektrycznych [WYWIAD]

Krzysztof Księżopolski
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

19 komentarzy

cgt Piątek, 05 Maja 2017, 15:03
Dwa tygodnie temu wracałem prze Niemcy. I zobaczyłem z jakim rozmachem zabudowywane są dziesiątki hektarów łąk elektrowniami słonecznymi. Czyli Niemcy już przeszli drogę i wiedzą, jak dostać pieniądze z UE - tak myślę.
jaan Sobota, 06 Maja 2017, 19:10
To nie były środki unijne. Państwo dotowało budowę paneli na dachach. Teraz już temat jest już zamknięty z pomocą państwa ale wszystkie dachy na wsiach są zabudowane instalacjami.
Mariusz Piątek, 05 Maja 2017, 12:23
o mocy znamionowej niższej niż 110 kV ????
WojtekMat Piątek, 05 Maja 2017, 10:00
Rzadko zgadzam się z Autorem, ale tutaj trafił w punkt.
dfg Środa, 03 Maja 2017, 10:12
Niezrozumiałe dla obywateli, to są podwyżki opłat za prąd przez dopłaty do tych śmiesznych paneli.
Jak właściciel domku chce sobie założyć panele, to niech energię z tych paneli zużywa we własnym domu.
Bo póki co, to niektórzy zakładają minielektrownie tylko po to, żeby sprzedawać śmieciową energię drożej na zewnątrz, a sami korzystają ze stabilnej energii z elektrowni. A my za tę zabawę płacimy w podwyżkach za prąd.
Easy Środa, 03 Maja 2017, 17:57
Wielokrotnie więcej dopłacasz do utrzymania polskiego górnictwa węgla, które jest utrzymywane pod pretekstem zapewniania surowca dla energetyki. Do tego dochodzą koszty środowiskowe. Odetchnij pełną piersią w zimie w Rybniku, a sam poczujesz o czym piszę.
Obserwator 2017 Wtorek, 02 Maja 2017, 22:42
A ja mam proste pytanie - w Polsce wykonano tysiące głębokich odwiertów w poszukiwaniu gazu oraz ropy, które okazały się niewypałami. Zostały zaczopowane. To wielki potencjał który należy wykorzystać dla geotermii. Wystarczy dalej powiercić a wyłożone miliardy złotych się zwrócą. Dlaczego nikt o takiej możliwości nie pisze ???
suawek Czwartek, 04 Maja 2017, 8:45
Hmmm... może dla tego, że... takiej możliwości niema?
Alternator Wtorek, 02 Maja 2017, 19:26
Nie mogę się nadziwić tym wszystkim szaleństwom: dopłaty grubych miliardów do wydobycia węgla - jako surowiec energetyczny nie pokrywa przecież kosztów wydobycia, oczywiście co innego, gdy jest surowcem dla przemysłu chemicznego,dla kompozytów węglowych, superkondensatorów, filtrów aktywnych itd - ale o tym.... CISZA. Jakieś problemy z kojarzeniem na poziomie szkoły podstawowej? Mamy geotermię pod nogami, wieczną, najtańszą, niewyczerpaną i absolutnie bezpieczną - a budujemy wielką wrażliwą bombę paliwowo-powietrzną tak na 2 MT mocy [czyli rozbudowa gazoportu], która w razie czego zmiecie pół zachodniopomorskiego, nie mówiąc o uzależnieniu od obcego gazu [dywersyfikacja importu to nie jest żadna autonomia i bezpieczeństwo, zwłaszcza w czasie wojny]. Czytałem szczegółowe opracowanie prof Żakiewicza w Rurociagach 1-2/70/2016. Czas zwrotu inwestycji półtorej roku, moce są trwałe i nie ma problemu z magazynami mocy i "blackoutami", nie ma siły, żeby zniszczyć taką elektrownię, jeżeli będzie głęboko pod ziemią. W naszej sytuacji geopolitycznej to jedyne wyjście, inne są zwyczajnie dużo, dużo gorsze pod każdym względem. To na co jeszcze czekają w Warszawie? Może jakiś kopniak na zapęd jest im potrzebny? Albo raczej wymiana kadr - na kompetentne.
Tadzio z Torunia Wtorek, 02 Maja 2017, 23:05
Problemem są koszty. Na Islandii geotermia jest dostępna od 10-50 metrów, a w Polsce jak pamiętam od 1500-2000 m. Dlatego nie jest to opłacalne.
I'm a scatman ablababadaba Piątek, 05 Maja 2017, 15:34
Głębiej, od 3000-3500. Nie słuchaj tego drugiego który mieni się "geologiem" bo nim nie jest. W Polsce HDR nie żadne "HTR" to brednia którą lobbują tacy, którzy starają się wyciągnąć pieniądze na długie długie projekty które jak zwykle nie dadzą nic oprócz solidnego zatrudnienia dla grupy zainteresowanych. Jak dotąd żaden "czysty" system HDR na świecie nie funkcjonuje tak, żeby usprawiedliwić wielki koszt całej zabawy. Tak jak mówisz, ma to sens jedynie w miejscach gdzie wysoki gradient geotermalny pozwala na korzystanie z płytkich zbiorników wód. Do tego znacznie taniej (o ile nie jest to jedyna słuszna metoda) jest korzystać z naturalnie istniejących systemów geotermalnych bo budowa sztucznego od podstaw czyli szczelinowanie skał naturalnie nieprzepuszczalnych jest bardzo trudne do poprawnego wykonania, wymaga kosztownych, długich badań i modelowania... i i tak jest nieprzewidywalne. Na przykładzie największego projektu na świecie: przedsięwzięcia geotermicznego UE w Soultz które nawet we wzorowym położeniu pochłonęło absurdalne sumy pieniędzy a po bardzo intensywnych wręcz desperackich próbach stworzenia systemu EGS (stosowane było m.in kwasowanie- LOL ekologiczna europa która boi się gazu z łupków bo chemikalia) uzyskano mizerne połączenie hydrauliczne, zainstalowano symboliczną eksperymentalną elektrownę o mocy 1.5MW przy czym projekt zakładał stworzenie instalacji o mocy co najmniej 25MW. Podczas prac okoliczni mieszkańcy trochę spanikowali bo przy okazji pojawiła się też indukowana sejsmiczność- zaczęto odczuwać normalne tąpnięcia. To zupełnie niegroźne, ale wcześniej tego nie znali więc pojawił się lokalny opór przeciwko kontynuacji, to tak na marginesie. Schemat powtarza się w reszcie świata- wielkie plany, brak sukcesów. Często jako przykład tego, że to możliwe podaje się projekt z początków koncepcji w Fenton Hill w USA- czysto badawczy którego sukces był taki, że coś zadziałało- w idealnych warunkach, jako drogi eksperyment i z niską wydajnością. W Japonii były umiarkowane rezultaty ale stymulowano istniejące już naturalne systemy, również tylko z ciekawości, doświadczalnie. Do tego tam zaistniał problem jak na pewno pojawiłby się u nas z racji dużych głębokości- ciężkie, wysoko zmineralizowane solanki które wymuszają użycie mocniejszych pomp, kolmatują i niszczą rury i cały sprzęt, muszą też być odpowiednio utylizowane. Nawet jeżeli jesteśmy gotowi ponieść takie wydatki to geotermia może mieć sens w wąskim zakresie na południowym wschodzie i na Niżu Polski a i tak zawsze trzeba pamiętać- Polska nie jest atrakcyjna geotermalnie. Wszyskie teoretyczne zasoby o których ci mówią podziel przez 10, a nawet z tego tylko część będzie się dało komercyjnie eksploatować. Obecnie wydobycie poniżej 3000m nie jest opłacalne- być może w przyszłości będzie, nie wiadomo. W Polsce dostępna realistycznie geotermia nadaje się do takich rzeczy jak rekreacja, balneologia, ogrzewanie szklarni, stawów chodowlanych, topienie śniegu i lodu z ulic. Perspektywy jak to mówią pewni specjaliści "bomby termalnej" pod polską to w najlepszym wypadku przeszacowanie, w najgorszym przekręt, ale będzie o tym słychać i będa się starali wciskać kit i przepychać- bo duża część lobbystów tego rozwiązania od dawna jest związana ze środowiskami które akurat teraz rządzą. Niezorientowanemu łatwo zaimponować autorytetem ale dr albo prof. przy nazwisku nie świadczy o uczciwości tych ludzi. No, trochę się rozpisałem a nikt pewnie zdania przez to nie zmieni więc chyba ostatni raz o tym piszę. Jeżeli nawet nic z tego nie wyciągniecie to tylko polecam pamiętać o ostrożności względem wszelkich tego typu wielkich obietnic, i zachowywać szeroki sceptycyzm bo "nauka" nie jest niestety bezstronna a o dowody w każdym temacie jest zaskakująco łatwo.
Tępiciel głupot i dezinformacji Środa, 03 Maja 2017, 22:41
Brednie - mamy najlepsze warunki geotermii na świecie - ale tej głębokiej, stałej i niewyczerpanej - a nie jak na Islandii, że raz za gorąco, a za rok nie ma.. Koszty HTR i Żakiewicza i średniej geotermii Kozłowskiego [opartej o 3 tys otworów istniejących, zakwalifikowanych pod geotermię] nie są małe, ale czas zwrotu inwestycji jest bardzo krótki - 1, roku. ROI=1,5 roku - to decyduje o wszystkim.
volk Wtorek, 02 Maja 2017, 16:49
Nie potrzeba żadnych klastrów. Wystarczy dać ludziom święty spokój. Sami sobie zrobią jeśli uznają to za opłacalne.
Geolog Wtorek, 02 Maja 2017, 14:46
Każdy fragment Polski jest dostępny dla geotermii głębokiej HTR prof Bohdana Żakiewicza. 3000 otworów średniej głębokości jest dostępnych dla geotermii "średniej" prof. Ryszarda Kozłowskiego. W obu przypadkach odcina się kupony od olbrzymiego postępu w skróconym czasie i kosztach odwiertów. W obu przypadkach ROI=1,5 roku. Są to systemy niewyczerpane, proekologiczne, bezpieczne, niewrażliwe na zmiany pogody czy atak powietrzny czy rakietowy czy atomowy czy terrorystyczny. Moc o rzędy wielkości większa od potrzeb - dlatego możemy być głównym punktem dostaw taniej energii i wykosić wszelką konkurencję. Budować je można w systemie wyspowo-rozproszonym, ale i łączyć w sieć. Warunki mamy idealne - pewnie dlatego jest totalna ściana informacyjna - zapewne za duże pieniądze obcych graczy. Czyli mówię o zdradzie stanu. Być może kilka kulek w łeb by spowodowało, że nagle "cudownie" by się oczka otwarły różnym specom i mediom. Pewnie w końcu do tego dojdzie - bo zmowa milczenia przynajmniej od 1,5 roku jest bijąca w oczy. Rozwiązanie na wyciągnięcie ręki zastępuje się tunelowaniem przekazu i kierowaniem na fałszywe alternatywy: węgiel-gaz-atom-ogniwa PV-wiatraki. Przy czym geotermia jest w istocie energia atomową [rozpad pierwiastków promieniotwórczych "nabił" temperaturę magmy] - ale bezpieczną i pozbawiona problemów wygaszania ludzkiej elektrowni atomowej - a wtedy koszty okazują się w praktyce i w PEŁNYM rachunku ekonomicznym niewarte "taniej" energii...
Czytelnik Wtorek, 02 Maja 2017, 14:14
Mieszkam w Sudetach. Przed wojną każda wieś, wiele gospodarstw miało swoje mini elektrownie na potokach jakich tu mnóstwo wszędzie. Woda płynie w nich prawie cały rok, część tylko wysycha w upalne lato.
Przez mój ogród płynie taka rzeczka. Mogę sobie zrobić elektrownię?
Otóż teoretycznie tak a praktycznie nie. Otóż muszę dociągnąć linię do linii przesyłowej elektrowni, sprzedać prąd elektrowni ( oczywiście liczniki za które mam zapłacić) a potem dopiero odkupić prąd od elektrowni. Tylko drobiazg - prąd od elektrowni muszę odkupić za wyższą cenę niż jej przedtem sprzedam. A to Polska właśnie!
wodnik Wtorek, 02 Maja 2017, 17:53
trafiasz w sedno. Pojąć nie mogę, że my jako kraj wykorzystujemy raptem 17% potencjału energetycznego naszych rzek.
Politycy wolą tracić czas na bezowocne gadania, pompowania miliardów górnictwo, kiedy wręcz na wczoraj trzeba analogicznie do tego jak są zmuszane do ratowania górnictwa grupy energetyczne, przymusić je do budowy elektrowni wodnych na terenie ich działalności (+ oczywiście normalizacja prawa dla pasjonatów i ludzi wielkiego serca, którzy we własnym zakresie chcą budować za swoje pieniądze ww. elektrownie). W Polsce odłogiem leżą setki jeżeli nie tysiące spiętrzeń/jazów (m. in. pod dawnych młynach wodnych), których potencjał energetyczny ucieka nam bezpowrotnie z każdą m3 wody jaki przez nie przepływa.
witt Wtorek, 02 Maja 2017, 17:21
i tu sie mylisz- masz zagwarantowaną cenę wyższą niż producenci z wegla ,dlatego własnie wszyscy dopłacamy do OZE w naszych rachunkach,czyli finansujemy fanaberie Komisji Europejskiej walczacej ze smogiem,który w większej ilosci pochodzi z Chin ,Indii , Rosji niż UE
tombak Środa, 03 Maja 2017, 9:35
@witt,
to jest już całkiem inna bajka. Ogólny problem polityki UE, która rzekomo walczy z tzw. "ociepleniem klimatu" (który jak wiemy ze szkoły podstawowej zmienia się cyklicznie) jest taki, że opiera się ją na ideologii a nie racjonalności, w wyniku czego sprawne i nowe bloki węglowe idą się paść a my jako konsumenci łożymy niemałe pieniądze na eko-fanaberie w postaci wiatraczków i innych drogich zabawek z dziedziny OZE, kiedy jednocześnie ta sama UE nie dostrzega specyfiki danych rynków w dziedzinie odnawialnych źródeł energii jak choćby wspomniane wyżej elektrownie wodne (małe/mikro), których w Polsce można pobudować bardzo wiele.
krzys Wtorek, 02 Maja 2017, 10:20
Powtórzę się - jestem naprawdę gorącym zwolennikiem tego, by fani OZE zrobili sobie gdzieś taki "klaster", a gdyby jeszcze odcięli się od złych kotłów to byłoby cudnie. Oczywiście bez dopłat, w końcu OZE tak tanie, że żadnych dopłat nie potrzebuje. Byłaby to dla nich doskonała lekcja ekonomii i bilansu energetycznego.

Co do "lepszych warunków środowiskowych" - autor art nie poda kto jest u nas emitentem syfu do powietrza, jaki udział tutaj energetyki zawodowej, nie poda celowo. Jeszcze by wyszło, że taki "klaster" mający 100% energii elektrycznej z OZE, to w zasadzie niczym się nie różni od innych terenów w kwestii emisji zanieczyszczeń do atmosfery, różnicę kilku % można chyba pominąć.