„Łupki jak Tomahawki” – Trump użyje energetyki do nacisku na Rosję? [ANALIZA]

Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 9:48

Był czas, kiedy informacje o cenach ropy naftowej napływały do nas ze wszystkich nieomal stron. Media, słusznie i nie bez powodu, szeroko informowały o rekordowych spadkach, albo niespodziewanych podwyżkach, wpływających na sytuację międzynarodową. Dzisiaj jest nieco inaczej, mniej spektakularnie, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że to tylko cisza przed burzą. Może ją wywołać co najmniej kilka czynników, na czele z Donaldem Trumpem, prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Ostatnie dni na rynkach ropy nie należały do przesadnie fascynujących - ceny WTI oraz Brent, pomimo chwilowego wzrostu w środę, utrzymywały się na relatywnie zbliżonym poziomie. Różnica kursów na początku i końcu tygodnia wynosiła odpowiednio 1,17% oraz 0,65%. Międzynarodowa Agencja Energii ogłosiła nawet, że rynek jest bliski równowagi. Zauważono równocześnie obecność kilku zmiennych, które w stosunkowo niedługim okresie mogą doprowadzić do jego destabilizacji. 

Od 20 grudnia 2016 roku oczy świata zwrócone są na supermocarstwo, którego obywatele dokonali wyboru zwiastującego, że globalną politykę czekają poważne przemeblowania. Jednym z obszarów, w których zapowiadały się one szczególnie interesująco, była energetyka - zarówno z powodu nominacji Rexa Tillersona na stanowisko Sekretarza Stanu, jak i słów samego Donalda Trumpa, który wielokrotnie zapowiadał zmianę kierunku obranego przez administrację Obamy. W dużym uproszczeniu rzecz ujmując, bo nie o tym dziś rozważamy, wzrosnąć miała m.in. rola amerykańskich surowców energetycznych, jako narzędzia geopolityki.

I chociaż nowy prezydent USA wykonał pewne ruchy, które zdają się potwierdzać przynajmniej częściową korektę polityki energetycznej (o nich za moment), to mimo wszystko dość nieoczekiwanie na pierwszy plan poczęły wysuwać się kwestie związane z sytuacją międzynarodową. Mam tu oczywiście na myśli ostrzelanie bazy al-Szajrat oraz napięcie w relacjach z Koreą Północną. Pierwsze z wydarzeń spowodowało wzrost cen ropy (warto jednak zauważyć, że krótkotrwały i dość szybko zbilansowany), drugie natomiast stanowi potencjalne zarzewie konfliktu, który w pośredni sposób może wpłynąć destabilizująco na co najmniej kilka rejonów świata. Jeśli zostanie podjęta decyzja o kolejnych ostrzałach terytorium Syrii lub na Półwyspie Koreańskim dojdzie do istotnej eskalacji, to rynek z pewnością będzie reagował  równie dynamicznie.

Nie mniej istotne w kontekście cen ropy naftowej są również informacje płynące z Departamentu Energii. Urzędnicy poinformowali, że w ubiegłym tygodniu zapasy surowca w amerykańskich magazynach zmniejszyły się o 2,17 mln baryłek, w skutek czego cena odmiany WTI wzrosła, by niedługo później zanotować obniżkę i uplasować się finalnie na poziomie zbliżonym do najwyższych obserwowanych w tym roku. To dobra wiadomość dla koncernów, które w świetle danych administracji zwiększyły wydobycie – osiągając najwyższy pułap od sierpnia 2015 r. Do tej układanki należy również dodać informację, iż 14 maja uruchomiony rurociąg Dakota Access Pipeline, który zdaniem projektantów pozwoli na transport 470 tys. baryłek ropy dziennie i ułatwi proces eksportu surowców z USA. Zarysowany powyżej obraz sytuacji, choć obejmujący tylko najistotniejsze kwestie, pozwala nabrać wyobrażenia o potencjale, jakim dysponuje (oczywiście nie wprost i nie bezpośrednio) Donald Trump. 

Zobacz także: USA dalej krzyżują plany OPEC. ,,Rozdrażnienie na rynkach"

Kolejnym czynnikiem, który może zachwiać rynkami ropy jest oczywiście porozumienie OPEC i toczące się wokół niego dyskusje. Z jednej strony słyszymy, że państwa zrzeszone w kartelu wypełniają założenia redukcyjne w 99%, zapasy spadają, popyt będzie rosnąć, zaś porozumienie powinno zostać przedłużone. Z drugiej natomiast, niezadowolenie z jego skutków wyraża Rosja, nadwyżka surowca na rynkach wynosi blisko 270 mln baryłek, zaś sygnatariusze umowy z poza OPEC wywiązują się z ograniczeń produkcyjnych w zaledwie 68% (dane na marzec). Toczą się rozmowy, sceptycyzm wobec prolongaty wiedeńskiego porozumienia wyrażają Rosjanie, a dane OPEC wskazują, że należy oczekiwać wzrostu produkcji ropy łupkowej w USA. Tak duża liczba zmiennych o relatywnie dużym poziomie nieprecyzyjności, sprawia, iż rynek staje się podatny na chwilowe impulsy, które mogą przerodzić się w długotrwałe trendy. Potencjalne przedłużenie obowiązywania regulacji redukcyjnych, prawdopodobnie pozwoli zachować względną stabilizację cen, ale równocześnie wzmocni rykoszetem procesy podażowe w Stanach Zjednoczonych - przygotowując de facto grunt do istotnych obniżek w dłuższym horyzoncie czasowym.

Zobacz także: Łupkowa erupcja w USA: 120% poprawa wydajności, opłacalność wydobycia przy 40$

Wartą omówienia, last but not least, jest również sytuacja w Rosji, ponieważ i Kreml ma ambicję kreowania impulsów dla polityki cenowej. Świadczy o tym m.in. fakt, iż ograniczanie produkcji u naszego wschodniego sąsiada nie ma charakteru strukturalnego - liczba nieaktywnych odwiertów utrzymuje się co do zasady na poziomie z końcówki ubiegłego roku, a za obecne spadki odpowiadają raczej, zdaniem analityków Sbierbanku, redukcja zatrudnienia sezonowego, zmniejszenie intensywności prac eksploracyjnych oraz sytuacja na rynkach walutowych. Tempo cięć, ich charakter oraz zachowanie „rezerw organizacyjnych”, pozwalających na ewentualne dynamiczne zwiększenie produkcji w stosunkowo krótkim czasie, dają Kremlowi pewne pole manewru. I chociaż ów potencjał ma charakter raczej „destabilizacyjny”, to może zostać wykorzystany, jako narzędzie wymuszające określone działania na innych uczestnikach rynku. Warto odnotować w tym kontekście, iż rosyjski bank centralny oraz Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego nie wykluczają, że cena ropy naftowej może sięgnąć w najbliższej przyszłości 40 dolarów. 

Zobacz także: Rosja niezadowolona z porozumienia OPEC

Niewiele otuchy w serca eksporterów ropy naftowej, liczących na stabilizację cen, wlewają prognozy Międzynarodowej Agencji Energii, która prognozuje osłabienie dynamiki wzrostu zapotrzebowania na „czarne złoto”. W 2017 roku ma ono sięgać 1,3 mln b/d - o 700 tys. b/d mniej, niż w 2015. 

Kolejność omawiania czynników, które mogą w najbliższych tygodniach mieć największy wpływ na notowania ropy naftowej, nie jest oczywiście przypadkowa. Jeżeli Donald Trump będzie konsekwentnie wdrażał politykę ekspansji amerykańskich węglowodorów, to można sobie wyobrazić sytuację, w której porozumienie OPEC, nawet jeśli zostanie przedłużone, straci jakiekolwiek realne znaczenie i potencjał stabilizacyjny. Obserwując dotychczasowe poczynania prezydenta z Nowego Jorku, trudno wykluczyć (choć raczej nie należy to do najbardziej prawdopodobnych), że decyduje się on np. na pewien rodzaj wojny cenowej, wykorzystującej efektywność amerykańskiego sektora wydobywczego oraz oddziaływanie polityczne Waszyngtonu. To zmusi pozostałych graczy do reakcji, pogłębiając poczucie niepokoju i wzmacniając proces, którego finałem może być poważne przemodelowanie światowego rynku ropy.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

23 komentarze

leming Wtorek, 18 Kwietnia 2017, 15:18
Sądzę że przy tak dużej aktywności militarnej na świecie, zapotrzebowanie na węglowodory będzie rosło.Ten "nadmiar" jest, moim zdaniem zjawiskiem dość chwilowym. Ciekaw jestem też skutków ekologicznych w Ameryce ? Palenie paierosów też początkowo uważano za zdrowotne....
maxiu Poniedziałek, 24 Kwietnia 2017, 7:19
Zuzycciepaliwa samochodowego powinno malec, popularne pickupy pala mniej, ludzie w miastach kupuja mniejsze samochody, wsrod tego straconego pokolenia milenialsow panuje moda na nieposiadanie samochodu
MIlton Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 11:02
Trump wie co robi, rezerwy walutowe rosji topnieją. Przy cenie ropy poniżej 60$ nie mają szans na zabilansowanie budzetu.
As Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 8:51
Polska jeśli chce płacić mniej za gaz, musi płacić dużo więcej na obronę.
Grzesiek Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 14:07
Jeżeli koszty w obu wariantach miałyby być te same, to osobiście wolę żeby Polska miała tani gaz i silną armię niż drogi gaz i słabą obronę
jang Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 22:58
znowu sprawdza sie powiedzenie Clintona"Gospodarka głupcze"...Zamiast prężyć muskuły i popisywać sie oratorskimi wyczynami w mediach, szefowie USA z biznesmenem na czele ,penetrują kieszenie wojownikom z Rosji.....
Piotrek Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 16:54
Ale tu nie ma żadnego "zamiast". USA ma najsilniejszą armię świata, i choćby w ostatnich dniach prężyli muskuły przed całym światem dwukrotnie ( Tomahowki w Syrii i Matka Bomb w Afganistanie ).

Gdyby USA były bezbronne Rosja by na taką "penetrację swojej kieszeni" nie pozwoliła...
jang Wtorek, 18 Kwietnia 2017, 14:54
silna gospodarka umożliwia posiadanie silnej armii i samodzielnej polityki.To jest myśl przewodnia mego postu.Są tacy którzy uważają,że pokrzykiwaniem nastraszą cały świat.I należy im to wybijać z głowy...
trw Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 13:03
I bardzo dobrze... :))
Sailor Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 22:53
Rosja od dłuższego czasu używa węglowodorów jako siły nacisku. Dlaczego wiec USA nie miały by tego robić? Tym bardziej, że może być to z pożytkiem dla nas. Cena ropy z czasów koniunktury buła grubo ponad 100 dolarów za baryłkę i względem tej ceny był skonstruowany budżet Rosji i w oparciu o ten budżet były zaplanowane zbrojenia i wszelkie agresje na kraje ościenne w tym Ukrainę. Oraz plany podporządkowanie wszystkich krajów byłego ZSRR gdyż Putinowi roiło się, że zostanie nowym carem Rosji. Zapomniał tylko, że Rosja oprócz węglowodorów i broni (średniej jakości dla krajów trzeciego świata) tak w zasadzie nic nie produkuje. Nawet pralki sami nie potrafią wyprodukować. Dlatego też jak Putin odkrył karty to nagle w magiczny sposób cena ropy zaczęła spadać na pysk tak, że cały budżet Rosji się zawalił i teraz Putin ledwo wiąże koniec z końcem. Natomiast Amerykanie nie zasypiali gruszek w popiele i udoskonalili wydobycie ropy i gazu z łupków tak, że obecnie opłaca się ją wydobywać gdy cena wynosi około 40 dolarów za baryłkę i dużo więcej nie podskoczy. Dokładnie w taki sposób USA wykończyła ZSRR i w taki sposób wykończy Rosję putinowską, a przy okazji uwolni Europę Wschodnią od agresywnego i upierdliwego sąsiada.
nie wykończą ich Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 11:09
Myślisz, że uwolnią Eur. Środkową? A jaki mają w tym biznes, może poza sprzedażą trochę zabawek militarnych? Kiedyś może i gazu z ropą? Jesteśmy jeszcze słabi gospodarczo i nie sądzę by USA nadmiernie się nami interesowała. Może nieco by nie wpuszczać tu graczy spoza UE jak Chiny. Bardziej widzę chęć upokorzenia i osłabienia Rosji z nadzieją, że ta zresetuje Putina i już posłusznie będzie działać po kolejnym resecie USA-Rosja. Cel: Rosja musi mniej fikać i wejść pod skrzydła USA by odciągnąć Chiny od morza i by stały w rozkroku: armia lądowa na Rosję i morska na USA. Dlatego USA nigdy Rosji nie dobije bo to może się źle skończyć dla Rosji a taka słaba Rosja z republikami dryfującymi to łatwy cel dla Chin.
Realista Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 21:11
USA wykorzysta Rosję przeciwko Chinom m.in naszym kosztem
Piotr Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 20:20
Proszę nie przejmować sie komentarzami typu "nic nie rozumiem z tej analizy" i nie obniżać poziomu. Nie istnieją proste odpowiedzi kiedy trzeba wziąć pod uwagę tak dużą liczbę czynników.
Polanski Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 13:05
Nie mądruj się tylko udziel towarzystwu odpowiedzi. "dynamika zapotrzebowania na ropę słabnie" to świadczy o większym czy mniejszym popycie? Cena rośnie czy spada? Istnieją proste odpowiedzi. Pytanie mogą być tylko zbyt skomplikowane. Dla niektórych.
Polanski Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 16:59
Nic nie rozumiem z tej analizy. To eksporterzy się cieszą, że dynamika zapotrzebowania na ropę słabnie? Litości!!
pln Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 19:42
Dzięki temu cena rośnie, spada nadwyżka - wystarczy czytać ze zrozumieniem:)
czarpo Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 15:32
Cena ropy rośnie, bo wolniej niz przewidywano rośnie zapotrzebowanie? Czyli jakby zapotrzebowanie na ropę rosło to by cena spadała? Mamy nowego Nobla z ekonomii.
Matt Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 16:12
Czyżby możliwym było powtórzenie scenariusza z przed WW II kiedy to Amerykanie przycisnęli Japonię tak, że nie miała wyjścia. Teraz podobnie może stać się z Rosją. Oby nie!
Na dziś Wesołego Alleluja :O)
ech Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 11:12
Rosji? Nie ma szans. Tzn. jak odciąć Rosję od surowców jak Japonię? Można odciąć od kasy, ale kasa to nie surowiec i można go "wirtualnie" przelać z Chin. za to mogą USA chcieć odciąć Chiny jak Japonię przed WWII. To bardziej zasadne porównanie wagi przeciwnika, narzędzi.
dim Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 9:40
Już nie ma takich obaw. Budżet Rosji został zrównoważony, m.in. przez cięcia w planach zbrojeń. Ich rezerwy walutowe powoli ale rosną. Czyli Rosja nie stoi pod ścianą, ale z drugiej strony sankcje dobrze pełnią rolę hamowniczego.
nie jestem robotem Poniedziałek, 17 Kwietnia 2017, 1:01
Jakiego wyjscia nie ma rosja ?
wystarczy przestac sie zbroic i inwestowac w rozwoj
chateaux Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 23:46
Tak, oczywiście. Japonia nie miała wyjścia. I dzięki atakowi na Stany Zjednoczone, zaczęła już mieć ropę.
Qq Niedziela, 16 Kwietnia 2017, 22:08
Przycisnęli czym? Tym, że Japnia tych surowców nie miała, a były w Indochinach, Indonezji, Malezji i Japonia musiała uderzyć.