"Gazprom z myśliwego stanie się zwierzyną?" Norweski ekspert o presji prawa unijnego [ANALIZA]

Piątek, 07 Kwietnia 2017, 10:44
Dr Przemysław Zaleski

Pobłażliwość urzędników Komisji Europejskiej wobec rosyjskiej polityki gazowej nie daje raczej nadziei na zatrzymanie projektu Nord Stream 2. Dla państw Europy Środkowowschodniej, uzależnionych w znaczącym stopniu od importu gazu, ta sytuacja jest niekorzystna, ponieważ na wiele lat cementuje status „dominującego dostawcy” ze Wschodu. Wieloletnie relacje - zarówno Polski, jak i innych krajów - z Gazpromem każą zakładać, że Rosja będzie starała się wykorzystać taką sytuację zarówno w obszarze handlowym, jak i politycznym.

Realizację polityki gazowej przez rosyjskiego giganta lepiej określa pojęcie geopolityka, niż geoekonomia, ponieważ Gazprom, korzystając z bogactwa posiadanych złóż, technologii i potencjału handlowo-ekonomicznego, dąży nie tylko do utrzymania swojej pozycji na rynkach europejskich, ale także służy, jako narzędzie dające możliwość wpływania na decyzje o znaczeniu politycznym. Niestety, działalność Gazpromu mocno wpisuje się w realizację polityki zagranicznej Rosji, co skłania do określenia jego strategii, jako geopolitycznej i ukierunkowanej na wspomaganie ekspansji Kremla. Dowodem tego są zapisy dotyczące głównych celów strategicznych zawartych w zatwierdzonej „Strategii energetycznej państwa do roku 2020”.  

Pierwszym istotnym celem jest pomoc koncernu w zabezpieczaniu politycznych interesów Rosji w Europie. Dodatkowo, dokument zakłada, że dostawy surowców energetycznych powinny być realizowane w taki sposób, aby omijać państwa sąsiadujące i ograniczyć tym samym ich pozycję tranzytową poprzez całkowite wyeliminowanie. Taką możliwość stworzy druga nitka gazociągu północnego, ponieważ pozwoli Gazpromowi pozbawić Ukrainę statusu kraju tranzytowego, a warto przypomnieć, że jeszcze w roku 2014 przez jej terytorium zostało przesłanych 62 mld m3 surowca. Realizacja tego celu ma więc wprost przeniesienie na działania polityczne, ponieważ administracja Putina doskonale zdaje sobie sprawę, że pozbawienie Ukrainy dochodów z tranzytu wpłynie na destabilizację państwa. Już podczas wojny gazowej w 2009 r. Rosja przedstawiała Ukrainę, jako partnera niewiarygodnego, który korzysta z pozycji tranzytowej do bezprawnego przejęcia gazu przeznaczonego dla Europy. Oczywiście proponowanym rozwiązaniem dla tej sytuacji była budowa drogi alternatywnej przez Bałtyk, czyli gazociągu Nord Stream.

Zobacz także: Rosyjsko-białoruskie negocjacje gazowe w cieniu zamachu w Petersburgu [KOMENTARZ]

Gazprom niedawno ogłosił plan optymalizacji kosztów w postaci „likwidacji niepotrzebnej infrastruktury” na terenie Rosji, co oznacza, że koncern nie będzie odtwarzał infrastruktury gazowej służącej przesyłowi gazu w kierunku ukraińskim. Według wypowiedzi pracowników Gazpromu, dotyczyć to będzie głównie tłoczni związanych z gazociągami „Braterstwo”, które były odpowiedzialne za przesył prawie 107 mld m3 gazu na Ukrainę i dalej do Rumuni, Bułgarii, Turcji. Jest to potwierdzenie planów całkowitej rezygnacji z przesyłu gazu ziemnego drogą lądową na rzecz Nord Stream 2. Ukraina pozbawiona przychodów ma mniejsze możliwości finansowania reform, czy skutecznego zapanowania nad wieloma obszarami rządzonymi przez grupy lokalnych oligarchów. Co jednak ważniejsze, słabość budżetu państwa to budowanie negatywnego obrazu władz proeuropejskich i co istotne, brak środków na prowadzenie wojny hybrydowej z siłami rebelianckimi.

Drugim elementem strategii Gazpromu jest angażowanie zachodnich koncernów energetycznych w realizację swoich projektów w zamian za obniżki cen, czy odsprzedaż udziałów w infrastrukturze na terytorium Europy. Dzięki temu Rosja konsekwentnie zwiększa swoje wpływy poprzez kontrolę nad magazynami gazu, czy operatorami przesyłowymi. Ponadto, koncern zakłada liczne spółki energetyczne w państwach UE, które osłabiają pozycję krajowych przedsiębiorstw, często doprowadzając do ich prywatyzacji, a tym samym przejęcia przez Gazprom, co niestety nie jest postrzegane jako ryzyko przez rządy tych państw. Współpraca przy projektach gazowych jest także kierowana do spółek bezpośrednio podległych rządom, dzięki czemu łatwiejsze jest uzyskanie zgody większościowego akcjonariusza.

Trzecim elementem strategii Gazpromu jest dbałość o bliską współpracę z krajem dominującym w Unii Europejskiej, czyli Niemcami. Znamienne są tu słowa Klausa Schafera z zarządu spółki E.ON, który podsumowując zawarcie porozumienia dotyczącego drugiej nitki gazociągu północnego powiedział: ,,Wraz z rozwojem projektu Nord Stream będziemy zabezpieczać przyszłe niezawodne dostawy gazu ziemnego do Niemiec i UE w perspektywie długoterminowej. Projekt ten wzmocni naszą współpracę z Gazpromem, trwającą ponad 40 lat". Kontrakty niemieckich firm z Gazpromem są lukratywne, dlatego niemiecka gospodarka zyskuje na tandemie gospodarczym z Rosją i raczej nie należy oczekiwać, że zechce rezygnować z płynących korzyści na rzecz solidarności energetycznej. W praktyce oznacza to, że strona niemiecka nie jest państwem, w którego interesie jest blokowanie Nord Stream 2, co potwierdza zaangażowanie się niemieckiego regulatora Bundesnetzagentur BNetzA (Federalna Agencja Sieci Elektrycznej, Gazowej, Telekomunikacyjnej) w pomoc dla realizacji projektu.

Tak bowiem można interpretować stanowisko niemieckiego organu z 3 marca 2017 złożone na ręce szefa Dyrektoriatu Generalnego ds. Energii, dotyczącego budowy gazociągu Nord Stream 2. Szef DG Energy zwrócił uwagę niemieckiemu regulatorowi, że w przypadku budowy naziemnej infrastruktury gazowej, włączającej się w sieci europejskie, każdorazowo ma zastosowanie prawo Unii Europejskiej. Ponadto zwrócił uwagę, że morskie odcinki infrastruktury gazowej nie powinny być budowane i eksploatowane na podstawie regulacji prawnych krajów spoza UE i zalecił dokonanie oceny podmorskiego odcinka gazociągu Nord Stream 2 pod kątem zgodności z prawem unijnym. Rozszerzenie jurysdykcji oznaczałoby dla Gazpromu wiele utrudnień i wiązałoby się z wyznaczeniem innego (niezależnego) operatora gazociągu, co pozbawiałoby koncern możliwości ustalania opłat taryfowych oraz ustalenia poziomu dostępu stron trzecich dla mocy przesyłowych. Niestety Jochen Homann , przewodniczący Bundesnetzagentur odrzucił zalecenia DG Energy odpisując iż ,,Jak wiadomo, rząd federalny Niemiec uważa, że morskie-połączenia z państw trzecich do UE nie wchodzą w zakres trzeciego pakietu rynku energii, który obejmuje zasady rozdziału”. Tak twarda obrona drugiej nitki gazociągu północnego może wynikać z faktu, że Niemcy staną się de facto głównym beneficjentem rosyjskich projektów gazowych. 

Zgodnie z Rozporządzeniem (z dnia 20 października 2010 r. w sprawie środków zapewniających bezpieczeństwo dostaw gazu ziemnego i uchylenia dyrektywy Rady 2004/67/WE, załącznik nr IV Współpraca regionalna) wyłoniono kilka zespołów uzgodnieniowych, w tym grupy: Polska - Niemcy, Niemcy - Republika Czeska i Słowacja, Niemcy - Francja – Belgia - Holandia - Luksemburg. Obecność Niemiec w tylu grupach pozwala im wpływać i decydować o istotnych kwestiach dotyczących kształtowania dywersyfikacji dróg i źródeł zaopatrzenia Unii w gaz. Zwłaszcza, że stosownie do zapisów rozporządzenia PE i RUE współpraca regionalna jest wymagana szczególnie przy opracowywaniu oceny ryzyka, planu działań zapobiegawczych i planu na wypadek sytuacji nadzwyczajnej, standardów w zakresie infrastruktury i dostaw oraz przepisów dotyczących reakcji w sytuacji nadzwyczajnej na szczeblu unijnym i regionalnym. Prowadzona przez Niemcy polityka tolerancji i zacieśniania relacji z Rosją uderza jednak nie tylko w interesy państw Europy Środkowo-Wschodniej, ale może stanowić zagrożenie dla słabszych surowcowo i kapitałowo firm europejskich. 

Czwarty element strategii to działania pozorne, budujące „prawidłowy” klimat i narrację wokół rosyjskich projektów gazowych. Z takie należy uznać złożenie deklaracji Gazpromu o dostosowaniu się koncernu do prawa obowiązującego na terenie Unii Europejskiej. Gazprom w ramach ugody zobowiązał się w szczególności zapewnić zniesienie ograniczeń dla możliwości odsprzedaży gazu poprzez połączenia transgraniczne, wdrożyć działania ułatwiające transgraniczny przepływ gazu w Europie Środkowej i na rynkach gazu Europy Wschodniej oraz kształtować ceny gazu w Europie Środkowej i Wschodniej tak, by mogły zostać ocenione, jako odzwierciedlające wartości rynkowe - bez wykorzystywania przewagi wynikającej z posiadania infrastruktury gazowej.

Piątym elementem strategii jest lobbing na rzecz rosyjskich projektów gazowych poprzez pozyskiwanie autorytetów politycznych i naukowych w krajach europejskich. Słynne jest zaangażowanie się w realizację Nord Stream byłego kanclerza niemieckiego rządu federalnego Gerharda Schrödera, co nastąpiło po przegranych wyborach do niemieckiego parlamentu przez rodzimą partię byłego kanclerza - SPD (24 października 2005 r.). Niemiecki polityk podjął decyzję o rezygnacji z polityki i został przewodniczącym Rady Nadzorczej w Nord Stream AG. Zatrudnianie niemieckich polityków kontynuowano również w latach następnych, czego dowodem było powołanie w 2009 r. do rady nadzorczej rosyjskiej firmy doradczej Energy Consulting ministra Nadrenii Północnej-Westfalii Wolfganga Clementu (SPD). Natomiast w 2012 roku były burmistrz Hamburga Henning Voscherau (SPD) został wybrany na szefa rady nadzorczej South Stream AG. Z kolei w 2016 do spółki tej przeszła wpływowa urzędniczka niemieckiego ministerstwa gospodarki Marion Scheller.

Koncern umiejętnie buduje także obraz gazociągu, jako projektu ekonomicznego, w prestiżowym środowisku naukowym - przykładem jest raport ekonomistów z Cambrigde (Chi Kong Chyong, Pierre Noël and David M. Reiner, The Economics of the Nord Stream Pipeline System, Cambridge Working Paper in Economics 2010). Jego twórcy ocenili ten projekt, jako ekonomicznie opłacalny, jednakże nawet w tej korzystnej analizie wyliczono, że koszty poprowadzenia gazociągu trasą lądową przez Białoruś i Polskę są nieznacznie niższe od trasy po dnie Bałtyku. 

Lobbing wokół rosyjskich projektów nasila się w ostatnim czasie, o czym świadczy zorganizowanie 23 marca 2017 debaty dotyczącej europejskiej współpracy energetycznej z Rosją w trudnych czasach (Deep Dive Dialogue on “the European Energy Partnership with Russia in Difficult Times”). Gospodarzami spotkania byli Friedbert Pflüger - były minister obrony Niemiec, a obecnie Dyrektor Europejskiego Centrum Energii i Bezpieczeństwa Zasobów (European Centre for Energy and Resource Security -EUCERS) oraz Klaus Schäfer, prezes energetycznej firmy Uniper (wyodrębnionej z E.ON i zaangażowanej w projekt Nord Stream 2). Celem spotkania było rozwianie wątpliwości wokół rosyjskich projektów gazowych, a zwłaszcza przedstawienie ich, jako pozytywnie wpływających na konkurencyjność rynku gazu w Europie. 

Pojawiają się jednak głosy nakłaniające o prawno-formalne rozstrzygnięcie sporu o Nord Stream 2 w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. Szczególnie warto przywołać dwie analizy- Pavola Szalai z Euroactiv oraz  prof. Alana Rileya dla CEPS. Batalia o powstanie drugiej nitki gazociągu północnego jeszcze się nie zakończyła i wymagać będzie dużej aktywności ze strony Polski oraz krajów zainteresowanych ograniczeniem dominacji rosyjskiego koncernu w Europie. Może wtedy, zgodnie z inną ciekawą publikacją autorstwa Indra Overland z Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Gazprom jednak ulegnie presji unijnego prawa i z myśliwego stajnie się zwierzyną (The Hunter Becomes the Hunted: Gazprom Encounters EU Regulation).

Zobacz także: Amerykańskie LNG w Polsce? "Dobre perspektywy, ale w horyzoncie lat 20." [KOMENTARZ]

Dr Przemysław Zaleski
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

13 komentarzy

Stefffan Poniedziałek, 10 Kwietnia 2017, 16:23
Czytając komentarze, widać, że większość na serio bierze obawy, że Rosja może nam zakręcić kurek z gazem. Bezpieczeństwo dostaw jest istotne, ale nie jest najważniejsze. Gdyby było najistotniejsze to powinniśmy dożyć do powstania NS II, do wykorzystania rurociągu Opal w 100% i powstaniu interkonektorów między Polską a Niemcami. Wtedy mielibyśmy pewność dostaw, bo jeśli gaz przestałby płynąć ze wschodu to bralibyśmy go z zachodu.

Polska jednak blokuje te wszystkie inicjatywy. Dlaczego? No cóż, polityka energetyczna jest tutaj funkcją naszych strategicznych celów, a celem strategicznym jest osłabianie Rosji i wypieranie jej wpływów z Europy. Im mniej powiązań gospodarczych między Europą a Rosją tym dla nas lepiej. Dlatego nie chcieliśmy Jamału II i NS a teraz nie chcemy NS II.

Naszym najbardziej czarnym snem jest takie powiązanie interesów gospodarczych Rosji i Niemiec, że spowoduje to jakąś formę sojuszu politycznego. Na razie do tego daleko, ale ryzyko jest duże, bo gospodarki tych krajów mogłyby się znakomicie uzupełniać. Niemcy potrzebują surowców i rynków zbytu, a te dwie rzeczy może im zapewnić Rosja.
Maribu Sobota, 08 Kwietnia 2017, 10:07
Czy chęć ominięcia gazociągiem Polski nie sprzyja naszemu uniezależnieniu się od Gazpromu.
Rozumowanie ekspertów jest jest tak oryginalne i niezrozumiałe, że trzeba w nie po prostu wierzyć
Kosmit Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 23:55
Ujmę to tak. Jeśli jedną rurą Gazprom przesyła gaz nam, a drugą nas omija, żeby przesłać gaz Niemcom, to paradoksalnie jesteśmy bardziej zależni, niż gdyby żadna z tych rur nas nie omijała. Bo mogą zakręcić kurek nam, jednocześnie nie zakręcając Niemcom. W ten sposób jesteśmy bardziej zależni, bo nie mamy kontrargumentu na wypadek szantażu.
Nabucco first Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 22:44
Tranzyt jest dobry. Będąc krajem tranzytowym mamy lepszą pozycję niż w sytuacji gdy krajem tranzytowym nie jesteśmy.
mefis58 Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 10:03
Prawda ? Skoro tak uparcie, wręcz "maniacko" chcemy "uniezależnić się" od tego rosyjskiego gazu to powinniśmy raczej stać w pierwszym szeregu entuzjastów budowy gazociągu OMIJAJĄCEGO nasz kraj !!! Wtedy na pewno już żadne uzależnienie od tego gazu by nam nie groziło ! Logiczne? A tak swoją drogą, czy te europejskie regulacje dotyczą wszystkich graczy na rynku gazowym, czy tylko Gazpromu ? Jak to będzie z egzekwowaniem tych uregulowań wobec gazu sprowadzanego z Azerbejdżanu czy choćby z budową gazociągu z Izraela, którą szumnie zapowiedziano ? Czy Izrael też będzie zobowiązany do oddania połowy przepustowości tego gazociągu konkurentom (na przykład Syrii)?
jang Piątek, 07 Kwietnia 2017, 17:34
siedzę w branży niewiele ponad 30 lat.W biznesie ponad 40 Iat i nie rozumiem dlaczego tak straszliwie martwimy się projektami p Putina utopienia majątku Rosji w orurowaniu świata. Oruruje z południa na północ i ze wschodu na zachód ale jak będzie drogi to nikt od niego nie kupi .Ważne by kraje-nabywcy tak jak Polska ostatnich lat, miały logistykę dla alternatywy....I niech sobie oruruje Jak dotychczas, głównie w zapowiedziach.Vide Chiny,Turcja....
Nabucco first Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 22:57
Skoro siedzisz w biznesie 40 lat to zapewne rozumiesz pojęcie kontroli kanałów sprzedaży, kontroli dystrybucji etc. Jest niewyobrażalna różnica pomiędzy możliwością dostarczania gazu na granicę Polski/UE Jamałem, a dostarczaniem gazu bezpośrednio do serca Niemiec.
bang Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 19:59
Zapomniałeś drogi kolego napisać w jakiej to "branży" siedzisz niewiele ponad 30 lat bo jak widac po tym i wcześniejszych komentarzach zapewne z "gazem" ma ona niewiele wspólnego.
MacGawer Piątek, 07 Kwietnia 2017, 20:47
Też tak uważam, jak chce topić kasę w coraz droższych projektach niech to robi. My powinnismy robic swoje czyli dbać o dywersyfikację dostaw. Ale zwróciłbym uwage na jeszcze jedną rzecz - eksport Gazpromu do Europy nie rośnie, a do wielu byłych republik nawet spada. Co prawda w 2016r sprzedali wiecej lecz to typowe wydarzenie jednorazowe, mroźna zima + niskie ceny gazu z powodu b. niskich cen ropy na początku 2016r. Ale ropa obecnie waha się miedzy 50-55$ czyli znacznie wyżej od średniej za 2016r i nie jest powiedziane, że zima 2017/18 będzie równie mroźna. A zatem co zostaje Gazpromowi? IMHO tacy odbiorcy jak Białoruś gdzie zużycie per capita jest gigantyczne i nic nie wskazuje na to, że spadnie. Ale przy cenach jakie Łukaszenka jest gotów zapłacić zysk jest mikroskopijny lub wręcz dopłacają do interesu.

Jeszcze jedno - w Polsce gros gazu zużywanego przez odbiorców prywatnych jest przeznaczone na ogrzewanie wody. Ostatnio PV tak staniało, że przy obecnych cenach da sie zrobić instalację z czasem zwrotu poniżej 10 lat (w odniesieniu do taryfy W2 i zużycia do 500 m3 rocznie, w W1 ceny są wyższe wiec zwrot szybszy). Moim zdaniem z tego powodu spadnie zużycie indywidualne, a w zamian wzrośnie przemysłowe i energetyczne i bilans moze wyjśc na zero. Inaczej mówiąc po uruchomieniu kilku GW w gazowych elektrociepłowniach dalej będziemy zużywali 15-16 mld m3 gazu rocznie.
lo Piątek, 07 Kwietnia 2017, 14:23
Pilnie wdrażać projekty polskie geopolityczne a nie geoejonomiczne. Deficyt z Rosja mamy ogromny. Kupować gaz i ropę poza Rosja z umowami że w zamian kupią nasze lokomotywy, autobusy, spożywke.
Gość Piątek, 07 Kwietnia 2017, 12:56
A konkretnie jaki procent przychodów budżetowych Ukrainy stanowią dochody z tranzytu rosyjskiego gazu że ten czynnik jest aż tak istotny?
Nabucco first Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 22:54
Najważniejsza jest KONTROLA. Jeśli jesteś krajem tranzytowym to KONTROLUJESZ cudzy biznes. To dlatego Gazprom wyłazi ze skóry, żeby ominąć Ukrainę i przy okazji Polskę.
mefis58 Niedziela, 09 Kwietnia 2017, 10:47
Z danych, podawanych przez b.premiera Jaceniuka (artykuł pochodził z września 2014 roku) z powodu oddania do użytku NS-2 Ukraina straci dochody z tytułu opłat tranzytowych w wysokości ok. 2 (dwóch) miliardów Euro !!! Były to informacje podane przez Jaceniuka na konferencji z premierem Słowacji Fico. Fico też ostro protestował przeciwko budowie NS-2 bo Słowacja straciła by również ogromne pieniądze z racji tranzytu gazu. Te kwoty w porównaniu z budżetem Ukrainy to znaczący procent. Nie dysponuję dokładnymi danymi, ale biorąc pod uwagę wielkość PKB Ukrainy (ok 200 mld dolarów) i przyjmując, że budżet kraju rozdysponowuje ok 30% PKB kraju można stwierdzić, że ta kwota odpowiada ok 3% wpływów budżetowych Ukrainy. Zauważyć tez należy, że Ukraina jest faktycznym bankrutem, egzystującym wyłącznie dzięki międzynarodowym kredytom i donacjom, a zatem ubytek w kasie tych 2 mld Euro to dla Ukrainy - KATASTROFA !!! I bardzo dobrze.