Bolesny kompromis na Donbasie? "W tle energetyczny stan wyjątkowy" [ANALIZA]

Czwartek, 16 Lutego 2017, 11:46
Paweł Kost

Blokada ekonomiczna okupowanych rejonów Donbasu prowokuje możliwe przerwy w dostawach energii, wywołane deficytem węgla grup antracytowych. Sprawa uwypukliła zależność Ukrainy od tego surowca, a także uległość oficjalnych władz wobec oligarchów. Imitacja wysiłków na rzecz rezygnacji z antracytu przez Kijów oraz  oficjalna linia władz wobec tego problemu może także oznaczać próby badania reakcji społecznej na potencjalne zawarcie kompromisu z Moskwą w sprawie statusu Donbasu. Nie wykluczone również, że Kreml zechce wykorzystać problemy Ukrainy.

Blokada i zależność

Blokadę ekonomiczną okupowanych rejonów Donbasu rozpoczęto pod koniec stycznia. Choć jej podstawowym postulatem oficjalnie było zwolnienie ukraińskich żołnierzy z więzień na terenach tzw. DRL i ŁRL, to szybko całą uwagę skupiły na sobie walka z kontrabandą i kontynuowanie kontaktów biznesowych z tym obszarem, a przede wszystkim problem uzupełniania deficytów antracytowych grup węgla. Według blokujących najwyższy czas zaprzestać tego procederu, a ton ich postulatom zaczęli nadawać politycy.

W krótkiej perspektywie czasu, czyli obecnego sezonu opałowego, blokada ma oczywiste, negatywne implikacje. Na jej skutek antracyt przestał być dostarczany do ukraińskich elektrowni, co zmusiło rząd do wprowadzenia stanu wyjątkowego w energetyce, który oznacza ręczne zarządzanie sektorem w celu optymalizacji zużycia surowca. Władze nie wykluczają także tymczasowych przerw w dostawach prądu i ciepła już za około miesiąc. Działania blokujących i polityków ich wspierających są w tym kontekście wyjątkowo mało odpowiedzialne. Jednak w dłuższym terminie, pod wpływem dyskusji publicznej konflikt może sprzyjać podjęciu przez Kijów dawno oczekiwanych i strategicznych decyzji wobec okupowanych rejonów, w tym zależności od antracytu.  

Zobacz także: Energetyczny stan wyjątkowy na Ukrainie. ,,Możliwe cięcia dostaw prądu"

Antracytowe grupy węgla są wydobywane wyłącznie na terytorium Donbasu pozostającym poza kontrolą Ukrainy. Tymczasem 7 z 14 ukraińskich elektrowni cieplnych, a także 5 elektrociepłowni pracuje tylko na antracycie. W 2016 roku elektrownie wyprodukowały 37% energii elektrycznej kraju, z której 40% przypadło na elektrownie antracytowe. Znaczenie węgla grup antracytowych pokazują także inne dane: w ubiegłym roku ukraińskie elektrownie zużyły 24,1 mln. ton węgla, w tym 9 mln. ton antracytu. Nie mniej istotnym jest także fakt, że energia pochodząca z elektrowni cieplnych pełni bardzo istotną rolę z uwagi na zdolności manewrowania mocami w zależności od bieżących potrzeb. Ma to szczególne znaczenie w okresach szczytowego zapotrzebowania, zwłaszcza zimą. 

Jedna z elektrowni antracytowych (Starobesziwska) znajduje się na terytorium okupowanym. Produkuje ona energię elektryczną nie tylko dla tzw. DRL i ŁRL, ale także obszarów znajdujących się pod kontrolą Kijowa, np. tak ważnego ośrodka jakim jest Mariupol. Niezwykle istotnym czynnikiem dla tego problemu jest fakt, że elektrownie funkcjonujące na węglu wysokokalorycznym znajdują się przeważnie w rękach prywatnych: DTEK Rinata Achmetowa (trzy obiekty) i Donbasenerho związana z Ołeksandrem Janukowyczem (dwie elektrownie, w tym jedna na terytorium okupowanym). W rękach państwa są tylko dwie antracytowe elektrownie, co ogranicza pole manewru Kijowowi. Dodatkowo, DTEK włada także elektrowniami pracującymi na węglu grup gazowych i gazie, co łącznie daje mu 75% udziałów w energii produkowanej przez ukraińskie elektrownie. Wreszcie, DTEK jest właścicielem kopalń antracytowych, co czyni go zwolennikiem zachowania status quo. Blokada uwypukliła zatem wrażliwość Ukrainy wobec surowca wydobywanego na Donbasie. Ponadto dobitnie pokazała następstwa monopolu DTEK na rynku (spotęgowanego zbieżnością interesów z Donbasenerho), co stwarza przesłanki do dyktowania warunków państwu, które de facto jest zakładnikiem interesów najbogatszego Ukraińca.        

Jak zrzucić zależność?

Istnieje zaledwie kilka sposobów na uniezależnienie od dostaw antracytu, które od dawna są dobrze znane. Pierwszym jest intensyfikacja importu tego surowca z rynków międzynarodowych. Jednak problemem jest wysoka cena węgla w porównaniu do pochodzącego z Donbasu. Według danych ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego, w lutym tego roku antracyt sprowadzany ze strefy ATO kosztował około 63 dol. za tonę, a surowiec importowany średnio 103 dol. za tonę. Ponadto antracyt jest wydobywany tylko w nielicznych państwach np. w USA, RPA, Australii, Wietnamie czy też Rosji. Dostawy to zatem dodatkowe problemy logistyczne, także w związku z ograniczonymi możliwościami ukraińskich portów. Import na razie nie odgrywa znaczącej roli w uzupełnianiu deficytów – w zeszłym roku sprowadzono zaledwie 1,2 mln. t.

Kolejnym wariantem wyjścia z sytuacji jest modyfikacja bloków elektrowni pracujących na antracycie na węgiel grup gazowych. Wymaga to czasu i pieniędzy, ale nie to jest kluczową przeszkodą. Są nią wspomniana słaba pozycja państwa na rynku, a z drugiej interesy prywatnych kompanii. Wreszcie, trzeci kierunek dywersyfikacji polega na zwiększaniu produkcji energii elektrycznej z innych źródeł (elektrownie atomowe, wodne i OZE). Musi to się wiązać z rozbudową infrastruktury – powstaniem nowych linii energetycznych i podstacji, bo w niektórych częściach kraju Ukraina ma nadwyżki energii, których nie może przesłać do terenów zależnych od energii pochodzącej z elektrowni antracytowych.

7 lutego minister Ihor Nasałyk na specjalnej konferencji prasowej poświęconej tylko temu tematowi, zaprezentował rezultaty dotychczasowych wysiłków rządu i plany na przyszłość. Według ministra, Ukraina realizuje lub zrealizowała cztery duże projekty, które zmniejszą zapotrzebowanie na antracyt o około 3 mln ton. Pierwszym jest oddanie do użytku jednego bloku i rozpoczęcie budowy kolejnego na Dnistrowskiej elektrowni wodnej. Drugi projekt, to modyfikacja dwóch bloków Zmijewskiej elektrowni (obwód charkowski) pozwalająca na pracę na węglu grup gazowych. Pierwotnym terminem zakończenia tych prac była jesień ubiegłego roku, ale przeniesiono go na październik tego roku. Nasałyk wspomniał także o oddaniu do użytku w grudniu 2015 roku linii energetycznych łączących Równieńską elektrownię atomową z podstacją Kijowska, co pozwala na przesyłanie tradycyjnych nadwyżek energii na Ukrainie Zachodniej do deficytowych części kraju i odciążenie elektrowni, w tym antracytowych. Czwartym projektem ma być zakończenie jesienią budowy połączenia Zaporoska elektrownia atomowa – podstacja Kachowska.

Jednak wystąpienie ministra jest co najmniej manipulowaniem faktami. Za wyjątkiem projektu modyfikacji bloków na elektrowni Zmijewskiej, pozostałe przedsięwzięcia rozpoczęto i zaplanowano na długo przed wydarzeniami na Donbasie i nie jest związane z systemową polityką ukierunkowaną na rezygnację z antracytu.

Jeszcze więcej dowiadujemy się z zapowiedzi Nasałyka i opublikowanego 10 lutego przez Ukrenerho „Planu Rozwoju Zjednoczonego Systemu Energetycznego na lata 2017–2026”. Minister poinformował, że rząd zaplanował całkowitą modyfikację bloków antracytowych na gazowe na drugiej państwowej elektrowni – Trypilskiej (w obwodzie kijowskim). Problem w tym, że zamierza tego dokonać w latach 2017–18 (jeden blok), 2020–21 (drugi blok) i 2023–24 (trzeci), co świadczy o dość dużej opieszałości. Jednak znacznie istotniejszymi dla oceny działań rządu są plany rekonstrukcji elektrowni należących do DTEK i Donbasenerho. Władze zaplanowały ich modernizację, ale polegającą nie na umożliwieniu funkcjonowania na węglu grup gazowych, a zwykłej poprawie efektywności pracy bloków antracytowych. Do tego wszystkie prace mają się przeciągnąć do 2024 roku. To dość twardy dowód, że Kijów nie traktuje na poważnie pomysłu rezygnacji z antracytu.

Można zatem skonstatować, że po pierwsze, wysiłki rządu w zakresie rezygnacji z antracytu są imitacją lub, co najwyżej bardzo powolnymi ruchami, które niewiele poprawiają sytuację. Po drugie, władze nie rozważają na poważnie scenariusza przewidującego zmuszenie prywatnych właścicieli do rezygnacji z antracytu.   

Biznes, wojna i kompromis

Jeszcze dosadniej o tym można się przekonać analizując inne wypowiedzi czołowych urzędników. W ostatnich tygodniach premier Wołodymyr Grojsman kilkakrotnie podkreślał, że „nie ma alternatywy dla węgla ze strefy ATO”. 10 lutego podczas tzw. godziny pytań do rządu w Radzie Najwyższej, Nasałyk stwierdził, że zrezygnować z antracytu można, ale Ukraina potrzebuje na ten cel 15 mld. hrywien, które trzeba będzie zabrać „płatnikom podatków”. Przywołanie znacznie zawyżonej sumy świadczy o próbach przekonania opinii publicznej do zaniechania aktywnych działań ukierunkowanych na uniezależnienie od antracytu. To samo można powiedzieć o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w energetyce i zapowiedziach tymczasowych przerw w dostawach energii na skutek blokady Donbasu.

Pozostaje tylko pytanie o motywację tych zabiegów. Można tu wskazać dwie wersje odpowiedzi, jedna nie wykluczająca drugiej. Po pierwsze, nie ma wątpliwości, że podstawowym elementem kształtującym taką politykę rządu jest uleganie interesom wpływowego Achmetowa. Od kilku miesięcy w Kijowie mówi się o tym, że prezydent Poroszenko znalazł wspólny język z najbogatszym Ukraińcem. Zawarcie jakiejś formy kompromisu między władzą i DTEK jest więc wysoce prawdopodobne.

„Biznesowe” wyjaśnienie kursu władz przedstawił także portal „Ekonomiczna Prawda”, ale w nieco innej wariacji. Jeszcze jesienią zeszłego roku portal informował o apetytach struktur związanych z Ihorem Kononenką (szarą eminencją w szeregach Bloku Petro Poroszenki i jednym z najbliższych sojuszników prezydenta) dotyczących stworzenia nowej grupy węglowej. Jej trzon miałyby stanowić aktywy Ołeksandra Janukowycza, które w znacznej mierze operują węglem grup antracytowych. Jeśli te doniesienia się potwierdzą, a w kontekst wydarzeń wpisują się przecież idealnie, to przyczyny pasywnej postawy rządu stają się jasne.

Po drugie, uwadze nie powinien umykać fakt braku jasnej strategii Kijowa wobec Donbasu. Ten swoisty stan „zawieszenia” wpływa destrukcyjnie na efektywność bloku energetycznego w rządzie także w zakresie rozwiązania kwestii antracytu. W tle mamy politykę Moskwy stosującą na przemian przeróżne instrumenty wpływu na Kijów. Lokalna eskalacja działań wojennych, presja ekonomiczna, ataki cybernetyczne, wojna informacyjna. Ale co najmniej od drugiej połowy zeszłego roku nasiliły się tendencje (równoległe do wymienionych) polegające na narzucaniu tonu pojednawczego. W całości można to określić jako zmuszanie do kompromisu na własnych warunkach. I sprawa Donbasu ma być centralnym punktem tego dealu. Nawet prawdopodobne kolejne zaostrzenie na froncie nie będzie przekreślało realizacji takiego scenariusza. Przeciwnie, będzie się wpisywało w podobny rozwój wydarzeń, bo wtedy będzie można przekonać opinię publiczną, że „kompromis jest znacznie lepszy niż wojna i straty ludzkie”. Tak samo jak „kompromis jest lepszy od poważnych problemów w energetyce”. Tym bardziej na tle doskwierających podwyżek na usługi komunalne.

Jeszcze 6 lutego reprezentujący Ukrainę w podgrupie ds. bezpieczeństwa podczas negocjacji w Mińsku Jewhen Marczuk oświadczył, że na Ukrainę „na Donbasie czeka bolesny kompromis”. W świetle przywołanych wypowiedzi i działań oficjeli wydaje się zatem, że blokada ekonomiczna terytorium okupowanego i szum medialny tym wywołany, są wykorzystywane do szerszej gry władz w Kijowie. Polega ona na badaniu potencjalnej reakcji społecznej na próby przywrócenia kontroli nad Donbasem, nawet na niezbyt korzystnych warunkach. Głównym przesłaniem w ostatnich dniach ze strony władz jest rzekoma niemożność funkcjonowania bez donbaskiego antracytu. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w energetyce i możliwych przerw w dostawach energii ma być dla opinii publicznej przekonującym argumentem.

Na razie możemy mówić o braniu pod uwagę podobnego rozwiązania przez władze w Kijowie. Ale jeśli ukraińscy decydenci zechcą przejść od rozważań do czynów, to warto im przypomnieć, że re-integrowany Donbas po trzech latach rosyjskiej okupacji, działalności służb i propagandy będzie dla Rosji wymarzonym kanałem wpływu na Ukrainę. Dlatego dalsze konserwowanie zależności od węgla grup antracytowych oznaczać będzie zachowanie priorytetu interesów biznesowych nad bezpieczeństwem państwa i zastosowanie tylko doraźnego rozwiązania problemu, który z czasem powróci ze zdwojoną siłą. Mimo wysokiego stopnia upolityczniania problemu blokady, ma ona szansę stać się przyczynkiem do szerszej dyskusji publicznej nad Dnieprem, co może sprzyjać nie tylko ostatecznemu rozwiązaniu kwestii deficytów węgla, ale także sprecyzowaniu celów w polityce wobec okupowanych rejonów Donbasu.

Zaniedbany, sztucznie sprowokowany i eksploatowany do wewnętrznych sporów politycznych temat niedoboru antracytu jest także zachętą do agresywniejszego kursu dla Moskwy. Na tle problemów Ukrainy w energetyce cieplnej nie można wykluczyć wzmożenia ataków cybernetycznych, czy też sprowokowania przez Kreml pod byle pretekstem kryzysu z tranzytem rosyjskiego gazu do krajów UE. Prawdopodobieństwo zastosowania przez Rosję któregoś ze wspomnianych rozwiązań wzrosło, choćby z uwagi na dogodne warunki do wygrania takiego kryzysu propagandowo.

Zobacz także: PE postuluje zaostrzenie polityki klimatycznej Unii

Paweł Kost
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

14 komentarzy

lukas123 Piątek, 17 Lutego 2017, 11:25
Nich się w końcu ukraińcy ze wschodu dogadają z ukraińcami z zachodu. Wówczas ta kretyńska wojna domowa się zakończy bez względu na obce mocarstwa które tam "mącą" jak rosja na wschodzie i usa na zachodzie. To jest co najmniej śmieszne, że ten naród musi siłowo zmieniać sobie rządy co kilka lat. To tylko problem dla obywateli, którzy ponoszą cały koszt tych "dobrych zmian".
Geoffrey Piątek, 17 Lutego 2017, 14:09
Nie ma "kretyńskiej wojny domowej", jest rosyjska agresja na Ukrainę. Jak to się stało, że terroryści mają 600 czołgów, jeśli dwa lata temu nie mieli ani jednego? Wyprodukowali???
TakiJeden Niedziela, 19 Lutego 2017, 20:45
Ne wiem czy udajesz czy moze nie widziales filmow jak na poczatku tej pseudo wojny zolnierze ukrainscy razem ze sprzetem przechodzili na strone ukrainska.. moze tez przeoczyles filmy jak przejmowali wszystkie bazy wojskowe łacznie ze sprzetem ktore sa po stronie donbasu i luganska i wszystko jest teraz separatystow. Niie nie maja 600 czolgow bredzisz jak potluczony wymyslajac sobie dane jak poroszenko i jego ludzie ktorzy oficjalnie juz 27 inwazji przetrwali. wedlug slow poroszenka 200 tysiecy rosyjskich zolnierzy ich napadlo buhahahaha.. A i moze tez przeoczyles jak ukraincy walczyli do tej pory zostawiaja dziesiatki sprzetu uciekajac jak pod debalcewem. Nie wiem moze ty przymykasz oczy ja tam te filmy widzialem. NIe twierdze ze nie maja sprzetu od ruskich ale 100 czolgow lekko maja od samych ukraincow po samym debalcewie bylo kilkadziesiat filmy sobie zobacz ile sprzetu zostawili ukraincy uciekajac.
ito Piątek, 17 Lutego 2017, 9:20
Co za pierdoły? JAKA BLOKADA? Blokować to można było Krym- co w wydaniu ukraińskim okazało się nie tylko głupie ale i nieskuteczne, próby "blokowania" Donbasu, od którego są zależni, a który granicę lądową z licznymi szlakami komunikacyjnymi z przyjazną Rosją ma co najmniej tak długą jak granicę z Ukrainą świadczą o zupełnym oderwaniu od rzeczywistości. Do uzyskania jest w ten sposób dokładnie to, co na Krymie- skuteczne oderwanie od Ukrainy i popchnięcie w jedynym możliwym kierunku- Rosji. Zresztą władze w Kijowie cały czas zachowują się tak, jakby wepchnięcie Donbasu w objęcia Rosji było ich podstawowym celem.
Geoffrey Piątek, 17 Lutego 2017, 14:06
Niby jak Ukraińcy mieliby "wepchnąć" Donbas w rosyjskie ręce, kiedy on jest w rosyjskich rękach? To rosyjska armia "skutecznie oderwała" najpierw Krym, a teraz Donbas. Blokada Donbasu to jedyny sposób jakiejkolwiek kontroli (celnej, paszportowej, antyterrorystycznej) ze strony Ukrainy wobec wszystkiego, co przybywa z Rosji - broni, najemników, towarów.
ito Niedziela, 19 Lutego 2017, 13:17
Nie powielaj bajek- na razie Donbas jest w rękach Donbasu- chcieli do Rosji (w końcu większość ludności jest tam albo rosyjskojęzyczna albo wręcz rosyjska), ale Rosja wystraszyła się kosztów. Jeśli Ukraina zachowałaby więzi infrastrukturalne, administracyjne i gospodarcze to ponowne włączenie Donbasu w granice Ukrainy byłoby procesem szybkim i w miarę bezproblemowym- ponieważ jednak rząd w Kijowie z uporem maniaka zrywa wszelkie możliwe więzi i cały czas forsuje rozwiązanie siłowe, co zresztą jednoznacznie świadczy o tym, że w "okupację Donbasu" przez Rosję nikt w Kijowie nie wierzy, nawet w razie osiągnięcia skutecznego porozumienia czeka ich długi i kosztowny proces odtwarzania tychże więzi z dużą szansą, że otrzymają w efekcie własną wersję Ulsteru- z wieczną, pełzającą wojną. A przy działaniach, jakie podejmuje Poroszenko Donbas gotów się przerodzić w coś w rodzaju Osetii- coś co wyemancypowało się z kraju i stało bytem niezależnym choć w większości nieuznanym- a w końcu, po wielu latach wyrównywania poziomu gospodarki i życia (redukcja kosztów przyłączenia!) przyłączyła się do Rosji- choć to pewnie by nie nastąpiło gdyby nie próba siłowego rozwiązania konfliktu przez Gruzję.
Naiwny Czwartek, 16 Lutego 2017, 22:02
A jak ma sie sama blokada i ew. rezygnacja z donbaskiego antracytu do porozumień mińskich w zakresie obowiązującym Kijów. Czy przypadkiem rezygnacja z kontaktów handlowych tzw. blokada ekonomiczna Donbasu nie jest równoznaczna z rezygnacją Ukrainy z tych republik. Czy w efekcie takich działań nie nastąpi realne powstanie "Noworosji" i dalsza integracja z Rosją? Jak sobie wyobrażaja władZE Ukrainy odzyskanie tych terenów po takiej eskalacji wrogości?
dropik Piątek, 17 Lutego 2017, 9:13
mogą sobie wyobrazić odzyskanie tylko siłą bo na inne rozwiązanie Rosja się nie zgodzi.
niCk Czwartek, 16 Lutego 2017, 17:13
W porównaniu do Polski nie toczymy wojny (chyba ze na słowa),a węgiel u nas rządzi czysta ekonomia wydobywany jest tylko czyściutki węgiel, nierentowne kopalnie są zamykane, górnicy pracują normalnie zmianowo a nie po 6 godzin dziennie, przechodzą na emerytury tak jak czołowi tj po 1,7 współczynnik, nie dostają 14, 15 pensji etc. A węgiel dla ludności sprzedawany jest po cenach światowych a nie 6 krotnie drożej! normalnie niech biorą przykład z Polski!
Geoffrey Czwartek, 16 Lutego 2017, 13:11
Autor bardzo łagodnie nazywa współpracę ukraińskich oligarchów z bandyckimi "republikami", i wskazuje na fakt, że doraźne zakupy węgla nie rozwiązują żadnego problemu ukraińskiej energetyki. Ja dodam, ze współpraca z bandytami wpływa dewastująco na morale obrońców Ukrainy i na zaufanie do ukraińskiego rządu. Jak Ukraińcy mają skutecznie walczyć z terrorystami, kiedy to właśnie ukraiński rząd, poprzez zakupy węgla, finansuje broń, z której giną potem ukraińscy żołnierze? Jak Ukraina może oczekiwać sankcji od Zachodu, gdy sama handluje z bandytami? Będą wyłączenia prądu? Żołnierze na linii frontu marzną codziennie. Może co niektórzy mieszkańcy Ukrainy w końcu zauważą, że jest wojna.
Obronę Ukrainy należałoby zacząć od obrony przed wpływami oligarchów, szczególnie pana Achmetowa. Powinien zostać aresztowany za działania prowadzące do naruszenia integralności terytorialnej państwa, a cały jego majątek - skonfiskowany i renacjonalizowany.
Ukrainiec Czwartek, 16 Lutego 2017, 23:55
Geoffrey. Gdzie jest wojna? Proszę zacytować chociaż jeden dokument? Jest ATO - operacja antyterrorystyczna i właśnie po to, by słodycze Poroszenki były we wszystkich sklepach na Krymie i Donbasie. Również po to, aby w przyszłości Poroszenko i spółka nie mogli odpowiadać przed sądami międzynarodowymi w oparciu międzynarodowe prawo wojny. Nie ma wojny - nie ma odpowiedzialności. Więc jeśli kogoś należałoby aresztować i zabrać mu mienie, to na pewno bandę organizatorów majdanu, którzy doprowadzili do obecnego stanu.
Geoffrey Piątek, 17 Lutego 2017, 13:04
Organizatorzy Majdanu doprowadzili do aneksji Krymu? A może do zbrojnego zajęcia połowy Donbasu przez Rosjan? A może do tego, że Putin wysyła na Ukrainę wojsko i broń? Za agresję odpowiada ofiara - bo się broni? Tylko rosyjscy propagandziści spod znaku Sputnika mogą wymyśleć taką "logikę". Co do faktu, że strona ukraińska nie nazywa konfliktu wojną - też mi się to nie podoba, ale rozumiem motywację Poroszenki - nikomu o zdrowych zmysłach nie zależy na tym, aby być w stanie wojny z mocarstwem atomowym. Ogłoszenie wojny z Rosją mogłoby być dla Putina pretekstem do pełnoskalowego ataku i do likwidacji Ukrainy jako państwa. Nie wiemy, czy doszłoby do tego, ale stawka jest zbyt wysoka, by ryzykować taki rozwój wypadków.
Fakty Niedziela, 19 Lutego 2017, 20:55
Tak organizatorzy majdany obalili demokratycznie wybrana wladze powodujac ze instytuacja ta przestala byc wiarygodna. Ludzie na krymie jak i ze wschodu popierali tego prezydenta a obalili go ludzie z zachodu ktorzy go nie popierali. Majdan podzieli ukraine. Ci ktorzy wybrali Janukowczy przestali miec juz zaufanie to ukrainy bo po co oni wybieraja w wyborach prezydenta skoro inni sobie go obalaja. Majdan spowodowal ze ludzie z zachodu narzucili swoja wole ludzia z wschodu i krymu a ci po prsotu sie na to nie zgodzili i olali ukraine. To wszystko jest wynik majdanu i w 100% majdan za rozpad ukrainy odpowiada sa to bezposrednie nastepstwa.
Fanuel Piątek, 17 Lutego 2017, 10:17
Czy to z Majdanu czołgi pojechały na Krym i Donbas ? Czy to Zbrojne oddziały Majdanu anektowały Krym? Czy to Majdański specnaz walczył w Donbasie?Jest to interwencja zbrojna(agresja) Rosji na Ukrainie.