PKEE: elektromobilność i ciepło systemowe receptą na smog

Poniedziałek, 13 Lutego 2017, 16:31

Zgodnie z zapowiedzią premier Beaty Szydło, rząd omówi na najbliższym posiedzeniu propozycje rozwiązań, mających na celu walkę ze smogiem. W tę bardzo potrzebną inicjatywę wpisuje się także polski sektor elektroenergetyczny, już przyczyniając się do ograniczenia tzw. niskiej emisji, będącej główną przyczyną dużego zanieczyszczenia powietrza w polskich miastach.

Związane z określonymi warunkami atmosferycznymi zjawisko okresowo nasilającego się zanieczyszczenia powietrza w miastach występuje w Polsce w większym lub mniejszym stopniu podczas każdego sezonu grzewczego, potęgując się przy silnych mrozach. Główną jego przyczyną w polskich miastach, co potwierdza m.in. zeszłoroczny raport ONZ Global Compact pt. „Zrównoważone miasta. Życie w zdrowej atmosferze”, jest tzw. niska emisja. 

Za tym określeniem kryje się emisja zanieczyszczeń powietrza ze źródeł znajdujących się na wysokości do 40 m. W przypadku Polski te źródła to przede wszystkim niskie kominy (domowych pieców, kominków, małych, lokalnych kotłowni, niewielkich zakładów produkcyjnych) oraz samochody. Należy podkreślić, że do źródeł niskiej emisji nie należą elektrownie i elektrociepłownie.

Według przywoływanego wyżej raportu ONZ Global Compact największym problemem, jeśli chodzi o stan powietrza w polskich miastach, jest bardzo wysoki (od lat) i w związku z tym szczególnie groźny dla ludzkiego zdrowia poziom zanieczyszczenia tzw. pyłem zawieszonym (PM 10 i PM 2,5) i rakotwórczym benzo(a)pirenem. Dominująca część emisji pyłu zawieszonego, a także benzo(a)pirenu w Polsce przypada właśnie na niską emisję (dane KOBiZE). Ilustrujące to dane pokazujemy na zamieszczonych dalej wykresach.

Jedną z optymalnych metod walki z niską emisją jest tzw. ciepło systemowe, czyli zaopatrywanie budynków w energię cieplną (ogrzewanie i ciepła woda użytkowa) dostarczaną – ciepłociągami – z elektrociepłowni i ciepłowni. Zaletą tego rozwiązania jest dużo mniejsza – w przeliczeniu na wyprodukowaną jednostkę energii – emisja zanieczyszczeń powietrza w porównaniu do domowych pieców i lokalnych kotłów (szczególnie tych starszych generacji). Dzieje się tak głównie dzięki dużo większej efektywności energetycznej elektrociepłowni i ciepłowni oraz ich wyposażeniu w urządzenia do wychwytywania zanieczyszczeń (m.in. pyłów, dwutlenku siarki i tlenków azotu) ze spalin, uchodzących przez kominy.

Po ciepło systemowe – jako jedną z metod walki z niską emisją – sięga wiele polskich miast. Wśród nich jest m.in. Warszawa. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki większość (w 2015 r. było to 63 proc.) produkcji ciepła systemowego w naszym kraju przypada na elektrociepłownie (kogeneracja), z których duża część należy do wiodących w Polsce firm elektroenergetycznych: PGE S.A., TAURON Polska Energia S.A., ENEA S.A., ENERGA S.A. i Grupa EDF. Należy też napomknąć, że wg statystyk URE sprawność (efektywność energetyczna) wytwarzania w przypadku ciepła systemowego wzrosła u nas w latach 2002-2015 z 79,7 do 86,7 proc., co – jak wyżej napisaliśmy – oznacza zmniejszenie emisji zanieczyszczeń powietrza. Co więcej, w Polsce stale rośnie liczba budynków, ogrzewanych ciepłem systemowym, czego dowodem jest fakt, że sieć ciepłownicza w naszym kraju wydłużyła się w ostatnim piętnastoleciu o ¼ (dane URE).  

Kolejną z optymalnych metod walki z niską emisją jest elektromobilność, czyli transport szynowy oraz auta i autobusy elektryczne (zerowa emisja zanieczyszczeń powietrza!). Transport drogowy ma bardzo duży udział w niskiej emisji oraz jest jednym z głównych źródeł zanieczyszczeń powietrza w Polsce (największym w przypadku tlenków azotu, w których przypadku udział transportu samochodowego wynosi aż 30,5 proc.). Na dodatek emisja zanieczyszczeń w jego przypadku bardzo wolno spada. Np. emisja tlenków azotu przez transport drogowy w naszym kraju zmniejszyła się w latach 2005-2014  tylko o 1,5 proc.

Najlepszym rozwiązaniem tego problemu, przy uwzględnieniu gospodarczych interesów Polski, byłoby stopniowe zastępowanie aut i autobusów z silnikiem spalinowym pojazdami elektrycznymi. Taka transformacja jest częścią programu gospodarczego polskiego rządu. Włączyły się w nią już również największe polskie firmy elektroenergetyczne: PGE S.A., TAURON, ENEA, ENERGA i innogy Polska. Pierwsze cztery założyły spółkę Electromobility Poland, która zajmie się rozwojem rozwiązań technologicznych w tej dziedzinie. Innogy wybudowało pierwsze w Polsce stacje ładowania aut elektrycznych. Grupa ENERGA uruchomiła sieć takich stacji w Trójmieście, poprzez należącą do niej spółkę Enspirion, która prowadzi też badawczy projekt eMobility i jest pierwszą polską spółką, badającą  kompleksowo preferencje polskich użytkowników aut elektrycznych.

Z kolei Grupa PGE już w tym roku ma zbudować swą pierwszą pilotażową sieć stacji ładowania aut elektrycznych w Łodzi. W ramach programu E-Mobility PGE zamierza też opracować system zachęt dla posiadaczy samochodów elektrycznych, m.in. preferencyjne stawki dla klientów korzystających z publicznych ładowarek aut elektrycznych oraz dla klientów flotowych. PGE zamierza również rozszerzyć tę ofertę o usługi dodatkowe przygotowane wespół z producentami aut elektrycznych oraz z firmami leasingowymi.

To, co na tym polu osiągnęła polska energetyka, lokuje ją w gronie europejskich liderów proekologicznych zmian. Na tym jednak nie koniec, ponieważ sektor elektroenergetyczny w Polsce realizuje obecnie największy w UE (w tej branży) program modernizacyjny, którego głównym celem jest dalsze zmniejszenie emisji zanieczyszczeń powietrza (SO2, NOx, pyły itd.) oraz dwutlenku węgla

Zobacz także: Szydło: chcemy opierać naszą energetykę o nasze własne źródła

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

por. elektryk Środa, 15 Lutego 2017, 9:35
Co do elektromobilności - zamiast bawić się w tworzenie jakichś "programów", analiz, dyrektyw, studiów... pojedźcie lepiej do jakiegoś rozwiniętego kraju - np. Norwegii, gdzie ludze, urzędy miast, gmin, firmy... od wielu już lat jeżdżą autami elektrycznymi, mają infrastrukturę do ładowania i prawo, które co najmniej nie przeszkadza obywatelom myśleć o autach elektrycznych, bądź produkowaniu własnej energii (indywidualnie, zbiorowo etc.). W Norwegii za góra 5 lat (idę o zakład) - paliwo na stacjach benzynowych będzie sprzedawane przede wszystkim turystom (z centralno-wschodniej Europy?) i TIR-om (póki co, nie jest to jeszcze tak popularne, ale prace nad elektrycznymi ciężarówkami także trwają). Wystarczy spytać PRAKTYKÓW zamiast za pieniądze podatnika tworzyć wielkie, nikommu niepotrzebne, poważnie brzmiące dokumenty.