Bez atomu wzrasta niemiecka emisja CO2. "Nauka dla Polski" [WYWIAD]

Wtorek, 07 Lutego 2017, 10:19

Energetyka atomowa może umożliwić Polsce budowanie nowych bloków węglowych oraz spełnienie wymagań polityki klimatycznej UE - klaruje dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ, w rozmowie z Energetyka24. Naukowiec zauważa również, że nasi zachodni sąsiedzi - Niemcy - pomimo wydatkowania ogromnych środków nie byli w stanie zmniejszyć w ostatnich latach emisyjności swojej gospodarki, zaś tzw. "zielona energia" okazała się, po uwzględnieniu wszystkich okoliczności, nie tylko znacznie droższa konwencjonalnej, ale i mniej przyjazna dla środowiska.

Jakub Kajmowicz: Jaką rolę może odegrać energia atomowa w procesie dostosowywania naszego sektora elektroenergetycznego do wymogów europejskiej polityki klimatycznej?

Prof. Andrzej Strupczewski: Polska opiera obecnie swą produkcje energii elektrycznej na spalaniu węgla. Emisje CO2 z elektrowni węglowej wynoszą około 900 gramów CO2/kWh, podczas gdy według projektu regulacji przygotowywanych przez Komisję Europejską maksymalnie dopuszczalna emisja to 550 g CO2/kWh. Gdy te regulacje wejdą w życie, nie będzie można de facto w Polsce – która przecież należy do Unii Europejskiej – budować elektrowni węglowych. Natomiast elektrownie jądrowe nie powodują żadnych emisji CO2, bo – oczywiście – nie spalają one węgla. Tak więc przy uzyskiwaniu energii elektrycznej z atomu nie będziemy płacić kar za emisje CO2. Co więcej, może uda się nam wynegocjować z Komisją Europejską, że emisje będą liczone nie dla indywidualnej elektrowni, ale dla grupy nowych elektrowni, obejmujących razem węglowe i jądrowe. Wtedy średnie emisje z tej grupy elektrowni, obejmujące zerowe emisje z elektrowni jądrowej i wysokie emisje z elektrowni węglowej, byłyby łącznie niższe od 550 gramów CO2/kWh.  Takie rozwiązanie umożliwiłoby budowanie nowych bloków węglowych. Tak więc energetyka jądrowa nie jest wrogiem energetyki węglowej, a przeciwnie, pomoże jej w spełnieniu wymagań europejskiej polityki klimatycznej.

Zapytam kolokwialnie – skąd wziąć pieniądze na budowę elektrowni atomowej w Polsce? Jaki model finansowania byłby optymalny przy założeniu, że odrzucamy kontrakt różnicowy?

Koszt bloku jądrowego w fazie inwestycyjnej jest wysoki, ale za to średni koszt energii w ciągu życia elektrowni jest niski. Po uwzględnieniu kosztów współpracy bloku z systemem energetycznym oraz kosztów społecznych, tj. kosztów strat zdrowia i szkód w środowisku wyrządzanych przez zanieczyszczenie atmosfery, okazuje się, że koszt energii jądrowej jest niższy od kosztu energii z elektrowni węglowych i dużo niższy, niż koszt energii z wiatraków lub paneli słonecznych. Aby nie być gołosłownym, przytoczę porównanie nakładów inwestycyjnych na wiatraki na lądzie i elektrownie jądrowe. Współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej w wiatrakach w Niemczech, a więc i w Polsce, bo mamy podobne warunki meteorologiczne, wynosił przez wiele lat około 0,2, tzn. moc średnia w ciągu roku była 5 razy mniejsza od mocy nominalnej. Najbardziej optymistyczne oceny dla warunków w Polsce wskazują na współczynnik 0,25, więc średnio przyjmiemy dla wiatru w Polsce współczynnik 0,225. Dla elektrowni jądrowej przyjmiemy współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej równy 0,9. A więc dla przeliczenia nakładów na wiatraki z mocy nominalnej na moc średnią w ciągu roku porównywalną z elektrownią jądrową, trzeba nakłady na wiatraki mnożyć przez cztery.

Wielkość nakładów inwestycyjnych na wiatraki na lądzie wynosi wg ocen lobby wiatrowego około 1700 USD/kW mocy nominalnej. Przeliczając je na współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej, taki jak dla elektrowni jądrowej (to jest 0,90), otrzymamy nakłady na moc średnią w ciągu roku równe 6800 USD/kW mocy średniej. Dla elektrowni jądrowej przewidywane bezpośrednie nakłady inwestycyjne wynoszą 4500 USD/kW, a z oprocentowaniem kapitału podczas budowy o 25% więcej, czyli 5625 USD/kW. Są więc one mniejsze niż na porównywalną moc średnią w elektrowni wiatrowej. Jeszcze dobitniej widać przewagę elektrowni jądrowej, gdy policzymy nakłady na jednostkę energii produkowanej w ciągu życia elektrowni, bo wiatraki pracują przez 20 lat, a elektrownie jądrowe przez 60. Nakłady na jednostkę energii produkowanej w ciągu życia są więc ponad 3 razy mniejsze dla elektrowni jądrowej, niż dla wiatrowej na lądzie.

Podobne wyniki daje ocena farm wiatrowych na morzu. Weźmy przykład z Wielkiej Brytanii, w której dzięki stałym i silnym wiatrom zachodnim znad Atlantyku występują szczególnie korzystne warunki dla MFW (nieosiągalne w Polsce).

Niemiecki koncern energetyczny E.ON zainwestuje ponad 1,9 mld euro w morską farmę wiatrową u brzegów Wielkiej Brytanii, 13 km na południe od wybrzeży Sussex County. Południowe wybrzeża Anglii należą do najbardziej wietrznych i dające się  wykorzystać w siłowniach wiatrowych wiatry wieją tam ponad 300 dni w roku, trudno więc o lepszą lokalizację. Na elektrownię składać się będzie 116 turbin wiatrowych o mocy 3,45 MW każda. Cała elektrownia osiągnie moc rzędu 400 MW. Koncern szacuje, że pozwoli ona wygenerować 1400 GWh energii elektrycznej rocznie. Oznacza to współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej równy 0,40. Jednostkowe nakłady inwestycyjne wyniosą więc 1900 mln EUR/(400 x 0,4) = 11,87mln EUR/MWe mocy średniej. Jest to wartość 3-krotnie większa od nakładów na elektrownię jądrową. Jeśli uwzględnimy czas życia farm wiatrowych na morzu i elektrowni  jądrowej, to okaże się, że wartość tę trzeba pomnożyć jeszcze przez trzy – a więc  na jednostkę energii dostarczaną w ciągu życia trzeba wyłożyć 30 razy większe nakłady na wiatraki na morzu niż na atom. Koszty eksploatacji farm wiatrowych na morzu są też większe niż łączne koszty eksploatacji i paliwa dla elektrowni jądrowej.  A minusy finansowe OZE wcale na tym się nie kończą.

W chwilach nadmiaru mocy w systemie, powodowanego silnym wiatrem lub dobrym nasłonecznieniem, cena energii spada do zera lub do wartości ujemnych, to znaczy Niemcy muszą dopłacać, by ich sąsiedzi zechcieli przyjąć produkowaną przez niemieckie OZE energię do swych systemów.

dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ

Co ma Pan na myśli?

Budowa źródeł wiatrowych lub słonecznych, pracujących z wieloma przerwami i zmieniających swą moc w zależności od pogody, oznacza wielkie dodatkowe koszty dla systemu energetycznego. Według ekspertów niemieckich, koszty te wynoszą od 25 do 35 euro/MWh przy udziale OZE koło 30-40%, a według analiz komitetu energetycznego OECD przy udziale wiatru w produkcji energii elektrycznej na poziomie 30% koszty integracji farmy wiatrowej z siecią wyniosą 32 euro/MWh .

Łączne koszty subwencji dla OZE ponoszonych przez Niemcy przerażają. Subwencje te rosną ciągle. Gdy zwolennicy „transformacji energetycznej” dochodzili w Niemczech do władzy, twierdzili oni, że koszty eliminacji elektrowni jądrowych i wprowadzenia wiatraków i paneli fotowoltaicznych będą zaniedbywalnie małe, a odnawialne źródła energii zapewnią ciągłe i niezawodne zasilanie całego kraju. Lider partii zielonych, Jürgen Trittin obiecywał w 2004 roku, że obciążenie domowego gospodarstwa niemieckiego subwencjami na OZE wyniesie 1 euro miesięcznie – tyle ile kosztuje porcja lodów. W rzeczywistości, subwencje na OZE szybko rosły. Jeszcze za rządów następnego aktywisty OZE pana Sigmara Gabriela jego ministerstwo środowiska mówiło politykom, że koszty subsydiów na panele słoneczne nie przekroczą 3 euro na miesiąc, czyli miało to być w skali kraju nie więcej niż miliard euro rocznie. Ale już w latach 2009-2010 łączne dopłaty do energii wiatrowej i słonecznej były w przedziale 8-10 miliardów euro rocznie, w 2011 roku wzrosły do 13,5 a w 2012 roku do 14,1 miliardów euro rocznie.

W 2011 r. niemieccy lobbyści OZE wprowadzili ustawę o transformacji energetycznej ”Energiewende”, która zapewniła, że w Niemczech za energię z farm wiatrowych na morzu trzeba będzie płacić producentowi 190 euro za MWh, za geotermiczną 250 euro za MWh i za energię ze spalania biomasy 140 euro za MWh. W tym czasie we Francji za energię z elektrowni jądrowych płacono 42 euro za MWh.

W październiku 2012 roku, gdy okazało się, że prawie wszystkie prognozy dotyczące kosztów rozwoju wiatraków i paneli fotowoltaicznych w Niemczech były błędne, z kosztami zaniżonymi przynajmniej dwa a czasem pięć razy, a na subsydia dla zielonej energii w 2013 roku potrzeba było ponad 20 miliardów euro, Niemcy odczuli to jako szok. Oburzone organizacje przemysłowe oświadczyły, że ciężar subsydiów dla zielonej energii „osiągnął poziom trudny do zaakceptowania, grożący ucieczką przemysłu z Niemiec”. Stowarzyszenia konsumentów skarżyły się, że 800 tys. rodzin w Niemczech nie może już zapłacić rachunków na elektryczność.

Więc rząd niemiecki przyrzekł, że dopłaty na OZE będą mniejsze – po czym dopłaty rosły i rosły. W 2014 roku subwencje na OZE oraz na modyfikację sieci przesyłowej koniecznej dla potrzeb OZE doszły do 24 miliardów euro rocznie. W połowie 2014 roku rząd wprowadził ograniczenia subwencji na wiatr na lądzie i panele fotowoltaiczne, ale łączne subwencje rosły nadal. W 2015 roku doszły do 28 miliardów euro na rok. Według ocen analityków z Niemieckiego Instytutu Ekologii ten poziom subwencji będzie utrzymywał się jeszcze przez wiele lat, przy czym do roku 2024 subwencje na OZE będą rosły. A koszty te ponoszą odbiorcy energii elektrycznej, – zwłaszcza gospodarstwa domowe, wskutek czego energia elektryczna jest w Niemczech niemal dwukrotnie droższa, niż w sąsiedniej Francji, opierającej swą elektroenergetykę na elektrowniach jądrowych.

Nakłady na jednostkę energii produkowanej w ciągu życia są więc ponad 3 razy mniejsze dla elektrowni jądrowej, niż dla wiatrowej na lądzie.

dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ

A jak w tym kontekście wygląda zmniejszanie emisji CO2? Może to cena, którą trzeba zapłacić za czystsze powietrze?

Według niemieckiego Instytutu Gospodarki (Institut der deutschen Wirtschaft) w 2016 roku dodatkowe koszty ponoszone w ramach programu „Energiewende” znów wzrosły i doszły do 31 miliardów euro /rok, w tym same dopłaty do OZE wyniosły 23 miliardy euro. Trzeba dodać, że przy tych kolosalnych wydatkach Niemcom nie udało się w ciągu ubiegłych 7 lat zmniejszyć emisji CO2. To efekt sukcesywnego, przymusowego wyłączania z eksploatacji jądrowych bloków energetycznych i zastępowania ich blokami opalanymi węglem brunatnym, a także kompensowania zmiennej i nieprzewidywalnej produkcji źródeł OZE, co skutkuje zwiększonymi emisjami CO2 na jednostkę wytwarzanej energii elektrycznej (wskutek spadku sprawności wytwarzania w blokach elektrowni cieplnych zapewniających rezerwę „wirującą”, oraz wykorzystania „stojących” rezerw mocy).

Łączne koszty transformacji energetycznej „Energiewende“ w latach 2000-2015 wyniosły około 150 miliardów euro (wartości nominalne), przy czym suma ta nie objemuje kosztów rozbudowy sieci energetycznej. Całość wydatków wraz z kosztami rozbudowy sieci szacowanych na lata od 2000 do 2025 roku wynosi około 520 miliardów euro (wartości nominalnej).

Wróćmy do Polski – jaki model finansowania programu atomowego byłby najkorzystniejszy z naszego punktu widzenia?

Odpowiedzą na to eksperci finansowi, którzy właśnie teraz opracowują propozycje dla Polski. Przyjęcie ich nastąpi po negocjacjach z dostawcami reaktora. Wiadomo jednak, że Agencje Kredytów Eksportowych OECD mogą zapewnić, że banki dostarczą dużą część kapitału na budowę elektrowni na niski procent, rzędu 2% rocznie, zgodnie z regulacjami przyjętymi dla finansowania elektrowni jądrowych w krajach OECD. Kapitał pochodzący ze środków własnych inwestora będzie oprocentowany wyżej, dlatego w  analizach ekonomicznych przyjmuje się średnie oprocentowanie całości kapitału 6% lub 7% rocznie. Nakłady inwestycyjne na elektrownię jądrową są wyższe, niż na węglową, ale dzięki bardzo niskim kosztom paliwa jądrowego uśredniony na 60 lat pracy elektrowni koszt energii elektrycznej jest najniższy dla elektrowni jądrowej. Dzięki tym niskim kosztom paliwa możliwe jest spłacenie pożyczek na nakłady inwestycyjne przy zachowaniu cen energii elektrycznej niższych, niż przy wykorzystaniu innych źródeł.

Modele finansowania są różne, nie tylko kontrakt różnicowy. Inwestor może wypuścić obligacje długoterminowe, np. w związku z budową Flamanville 3, we wrześniu 2010 r. EDF ogłosił emisję 40-letnich obligacji denominowanych w funtach szterlingach na łączną kwotę 1 mld GBP, z kuponem na poziomie 5,125% w skali roku. Oznacza to przedłużenie terminu spłat kapitału własnego do 40 lat. Oprocentowanie kapitału dłużnego, to jest kredytów bankowych, pozostaje nadal na poziomie 2% rocznie, a więc średnie oprocentowanie kapitału jest bardzo niskie.

Budowa może być też finansowana wg. fińskiego modelu Mankala, gdzie zespół firm przemysłowych finansuje budowę EJ, by po jej uruchomieniu mieć prawo zakupu wytwarzanej przez nią energii elektrycznej po cenie kosztów.

Podobny model to francuski układ 'Exceltium”, w którym firmy pokrywające koszty budowy EJ mają prawo do zakupu energii elektrycznej z EJ po cenie kosztu przez 24 lata

Można zaciągnąć w bankach komercyjnych kredyt na budowę elektrowni przy pewnej stopie procentowej, a po uruchomieniu EJ uzyskać kredyty od innych banków komercyjnych po znacznie niższych kosztach, bo znika już wtedy ryzyko, że EJ nie będzie wybudowana. Podobna rolę mogą spełnić gwarancje rządowe, które nie oznaczają, że rząd traci pieniądze, natomiast dają inwestorowi pewność, że rząd nie przerwie budowy ani nie będzie opóźniał realizacji jej harmonogramu. Ogólnie biorąc, można długo i dogłębnie analizować bezpieczeństwo elektrowni przed wydaniem zezwolenia na budowę, ale gdy raz to zezwolenie jest wydane, powinno ono gwarantować, że elektrownia wybudowana zgodnie z zezwoleniem będzie mogła rozpocząć pracę bez przeszkód.

Według niemieckiego Instytutu Gospodarki (Institut der deutschen Wirtschaft) w 2016 roku dodatkowe koszty ponoszone w ramach programu „Energiewende” znów wzrosły i doszły do 31 miliardów euro /rok, w tym same dopłaty do OZE wyniosły 23 miliardy euro. Trzeba dodać, że przy tych kolosalnych wydatkach Niemcom nie udało się w ciągu ubiegłych 7 lat zmniejszyć emisji CO2.

dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ

Na jakim poziomie mogłaby ukształtować się cena energii elektrycznej z siłowni jądrowej? Są eksperci, którzy mówią nawet o 400 zł / MWh, czy to realny scenariusz?

Analizy ekspertów zachodnich wykonywane dla Komisji Europejskiej oraz nasze własne oceny wykonywane przez niezależne firmy specjalizujące się w ocenach dla energetyki wskazują, że cena energii elektrycznej uśredniona w ciągu życia elektrowni będzie na poziomie 85 euro/MWh. Cena ta obejmuje pełne koszty paliwowe, koszty unieszkodliwiania odpadów promieniotwórczych, koszty likwidacji elektrowni, współpracy elektrowni z systemem energetycznym a także koszty zewnętrzne, to jest koszty strat zdrowotnych i szkód w środowisku. W tym samym czasie podobnie liczone koszty energii z innych źródeł będą większe. Wg oceny NCBJ, pełne koszty ponoszone przez społeczeństwo wyniosą dla węgla 155 euro/MWh, a przy udziale w generacji energii wynoszącym 30% dla wiatru na lądzie w warunkach polskich (współczynnik wykorzystania mocy 0,24) 177 euro/MWh i dla paneli fotowoltaicznych (współczynnik wykorzystania mocy 0,11) 222 euro/MWh.

Łączne koszty transformacji energetycznej „Energiewende“ w latach 2000-2015 wyniosły około 150 miliardów euro (wartości nominalne), przy czym suma ta nie objemuje kosztów rozbudowy sieci energetycznej. Całość wydatków wraz z kosztami rozbudowy sieci szacowanych na lata od 2000 do 2025 roku wynosi około 520 miliardów euro (wartości nominalnej).

dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ

Jak wygląda kwestia dotycząca „elastyczności” bloków atomowych, pracy w różnych obciążeniach? Pytam w kontekście zjawisk, które determinują taką pracę części źródeł, czyli rosnącego udziału OZE w miksie oraz pierwszeństwa tej energii w dostępie do sieci.

Bloki jądrowe wymagają dużych nakładów inwestycyjnych, ale zużywają bardzo tanie paliwo. Dlatego najbardziej opłacalne jest eksploatowanie ich na pełnej mocy, wtedy przynoszą największe korzyści społeczeństwu. Ale bloki jądrowe mogą pracować także na mocy zmiennej, jest to technicznie możliwe i tak pracują elektrownie jądrowe np. w Niemczech i we Francji.

Francuskie EJ pracują podobnie. A reaktory UK EPR zaprojektowano do cyklicznych zmian mocy w granicach 25%- 100%. Tak więc elektrownie jądrowe mogą pracować nawet przy zapewnieniu OZE pierwszeństwa w dostępie do sieci.

Jednakże ani elektrownie jądrowe, ani węglowe nie mogą pracować opłacalnie, gdyby musiały stale dostosowywać swą moc nie tylko do obciążenia, ale i do nagłych podmuchów wiatru. Jest to problem, który już obecnie powoduje w Niemczech poważne trudności i uniemożliwia planowanie rozwoju energetyki. W chwilach nadmiaru mocy w systemie, powodowanego silnym wiatrem lub dobrym nasłonecznieniem, cena energii spada do zera lub do wartości ujemnych, to znaczy Niemcy muszą dopłacać, by ich sąsiedzi zechcieli przyjąć produkowaną przez niemieckie OZE energię do swych systemów.

Na przykład w dniu 30 marca 2015 r. od godziny 0 do 5 wiatraki wyprodukowały 160 000 MWh, chociaż prawie nikt tej energii nie potrzebował, co obniżyło jej cenę do minus 20 euro/MWh.

Minus?

Tak, minus! Niemcy musiały dopłacić jeszcze 2,69 miliona euro, by znaleźli się zaprzyjaźnieni odbiorcy gotowi przyjąć ten prąd. A te dopłaty musieli przecież też pokryć normalni użytkownicy energii w Niemczech.

Te wahania cen energii niewiele szkodzą OZE, bo społeczeństwo daje pieniądze na OZE poprzez system zielonych certyfikatów. Natomiast elektrownie systemowe – utrzymujące się ze sprzedaży energii elektrycznej, a nie z dotacji ustalonych przez rząd, - tracą opłacalność ekonomiczną. Dlatego wielka niemiecka firma energetyczna E.On. poniosła w ostatnich latach poważne straty, a budowa nowych elektrowni stała się nieopłacalna.

Załóżmy przez chwilę, że za kilka miesięcy zapada decyzja o zapaleniu w pełni zielonego światła dla budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Jaką technologię powinniśmy wybrać, przez kogo dostarczaną?

Z punktu widzenia bezpieczeństwa jądrowego, wszystkie elektrownie generacji III i III + są dobre, chociaż stosuje się w nich różne rozwiązania konstrukcyjne. Najbardziej rozbudowane układy bezpieczeństwa maja reaktory EPR, zaprojektowane wspólnie przez Francję i Niemcy, a sprzedawane i budowane przez koncern francuski Electricite de France. Mają one zarówno aktywne (to jest wymagające napędu z zewnątrz) jak i pasywne (to jest działające samoczynnie bez zasilania) układy i urządzenia bezpieczeństwa. Reaktory te zostały już sprawdzone i licencjonowane przez dozory jądrowe we Francji, Finlandii, Chinach i Wielkiej Brytanii, a przechodzą proces licencjonowania w USA. Reaktory amerykańskie AP1000 mają rozwiązania oparte na działaniu systemów pasywnych, które nie potrzebują zasilania przez 3 doby od chwili awarii. Oba te typy reaktorów to reaktory wodne ciśnieniowe, w których wszystkie obiegi radioaktywne znajdują się wewnątrz obudowy bezpieczeństwa. Do reaktorów ciśnieniowych należą też reaktory oferowane przez firmy japońskie i koreańskie. Innym typem są reaktory wodne wrzące, w których para wytwarza się w rdzeniu reaktora i przepływa do turbiny, znajdującej się poza obudową bezpieczeństwa. Te reaktory rozwijane są od pół wieku przez firmę General Electric, a oferowane będą w Polsce przez koncern General Electric Hitachi.

Konkretne rozwiązania tych reaktorów będą analizowane przez dozór jądrowy. Z informacji które obecnie posiadamy wynika, że będą one spełniały wymagania bezpieczeństwa jądrowego obowiązujące w Polsce, bardzo wysokie, porównywalne z najwyższymi wymaganiami stosowanymi na świecie. O wyborze reaktora będzie decydowała jego cena oraz warunki finansowe i wielkość udziału przemysłu polskiego w budowie elektrowni. Wobec tego, że koszty wyspy reaktorowej stanowią tylko ¼ kosztu elektrowni, a koszty projektowania i zarządzania budową poniżej 1/10, można oczekiwać, że dużą część prac przy budowie wykonają firmy krajowe. Jak wykazała niedawna konferencja „Polski przemysł dla energetyki jądrowej” nasze firmy mają już duże doświadczenie i dobrą współpracę z głównymi dostawcami elektrowni jądrowych w Europie. 

Francuskie EJ pracują podobnie. A reaktory UK EPR zaprojektowano do cyklicznych zmian mocy w granicach 25%- 100%. Tak więc elektrownie jądrowe mogą pracować nawet przy zapewnieniu OZE pierwszeństwa w dostępie do sieci.

dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ

Jak Pan ocenia stan i perspektywy sektora atomowego w Europie? Czy jego rozwój może stymulować na przykład elektromobilność?

Sektor atomowy zapewnia czyste powietrze, inne źródła energii – nie. Świadczy o tym dobitnie przykład emisji CO2 z energetyki w Niemczech i we Francji pokazany dla roku 2015.

Średnia emisja z elektrowni niemieckich wyniosła 560 gramów CO2/kWh, a z francuskich – 47 gramów CO2/kWh. Podobny był stosunek emitowanych do atmosfery skażeń szkodliwych dla zdrowia. A mimo dalszego rozwoju OZE, wskutek zamknięcia w połowie 2015 roku elektrowni jądrowej Grafenrheinfeld emisje CO2 spowodowane przez energetykę wzrosły w Niemczech o dalsze 0,9%.

Studia przebiegu praktycznego rozwoju energetyki w dużej skali wykazały, że zmienność generacji mocy z wiatraków i paneli fotowoltaicznych zmusza nie tylko do utrzymywania elektrowni rezerwowych, ale także narzuca konieczność cyklicznego wyłączania i włączania elektrowni systemowych. Te częste zmiany mocy powodują wzrost emisji, bo elektrownie najlepiej pracują na mocy nominalnej lub bliskiej nominalnej, a w czasie rozruchu emisje są większe. Dlatego autorzy studium BENTEC obejmującego cały stan Kolorado stwierdzili, że wprowadzenie energetyki wiatrowej w taki sposób, że zmusza ona do cyklicznych zmian mocy elektrowni węglowych, często powoduje nie spadek, lecz wzrost emisji SO2, NOX i CO2.

Energetyka jądrowa jest największym bez emisyjnym źródłem energii. Potwierdzają to rezolucje Parlamentu Europejskiego z 2007 i 2016 roku, a także raporty IPCC. Wobec tego, że w reaktorze nie ma spalania węgla, nie ma też oczywiście emisji nie tylko CO2, ale i zanieczyszczeń szkodliwych dla naszego zdrowia, jak SO2, NOx, benzo-a-piren, pyły, rtęć itd. Energetyka jądrowa jest pierwszą gałęzią przemysłu, która przyjęła pełną odpowiedzialność za swe odpady i  stale utrzymuje je w pełni bezpiecznie, oddzielone od człowieka i jego środowiska. Raporty bezpieczeństwa wykonywano dla elektrowni jądrowych zanim jeszcze narodził się ruch ekologiczny i zanim zaczęto zwracać uwagę na inne odpady przemysłowe.

Dzięki tej długiej tradycji i stałemu doskonaleniu rozwiązań technicznych energetyka jądrowa należy do najczystszych gałęzi przemysłu.

Rozwój sektora atomowego w Europie jest nieodłącznym warunkiem powodzenia polityki klimatycznej Unii Europejskiej i Parlament Europejski w grudniu 2016 r. zalecił Komisji Europejskiej popieranie rozwoju energetyki jądrowej w tych krajach, gdzie jest to politycznie akceptowalne. Zaproponowany przez wicepremiera Mazowieckiego plan elektromobilności będzie oznaczał znaczne zwiększenie zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce. Do jego realizacji będzie więc trzeba zwiększać moc naszych elektrowni,  a to ze względu na ograniczone zasoby węgla, konieczność redukcji zanieczyszczeń atmosfery i emisji CO2 oraz zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego bez względu na kaprysy pogody  oznacza potrzebę budowy elektrowni jądrowych w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz także: SKANER Energetyka24: Jaka będzie przyszłość polskiej energii jądrowej?

Zobacz także: Pochopna decyzja ws. atomu może pchnąć Polskę w objęcia krajów autorytarnych [OPINIA]

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

21 komentarzy

Leszek Niedziela Sobota, 25 Lutego 2017, 11:46
Bardzo ciekawy wywiad, ale moim zdaniem manipulujący perspektywami krótkookresowych kosztów OZE, a analizujący koszty energetyki nuklearnej w perspektywie długookresowej. Jak sam prof. Andrzej Strupczewski mówi elektrownia atomowa może działać nawet 60 lat, dlatego należy porównywać trendy długookresowe. W okresie ostatnich 60 lat koszty energii OZE spadły rzędu 80-90 %, a w ciągu następnego półwiecza można spodziewać się dalszego spadku. Natomiast budując elektrownię atomową zaciągamy kredyt i uzależniamy się od dostawców i cen paliwa jądrowego na dziesiątki lat. Biorąc pod uwagę powrót do energetyki atomowej w części perspektywicznych krajów i biorąc pod uwagę zasoby uranu są ograniczone, to należy analizować również w długiej perspektywie ceny paliwa nuklearnego i można spodziewać się ich wzrostu. Biorąc pod uwagę perspektywę 60 lat jest to zdecydowanie trudniejszy rachunek do wykonania i porównania niż wykazany w artykule. Zupełnie innym aspektem są koszty wsparcia dla energetyki odnawialnej. To, że Niemcy wydają 30 miliardów € nie oznacza, że to jest jedyny sposób i w Polsce też tak będzie. Trzeba się uczyć na ich błędach. Energię z OZE należy kupować po cenach rynkowych, wsparciem powinien być zwrot części nakładów inwestycyjnych, np. z akcyzy na prąd, a dodatkowym zyskiem dla producentów OZE powinna być sprzedaż praw do emisji CO2 z wytworzonej energii. Ponadprzeciętni emitenci CO2 musieliby kupić prawa do emisji do średniej krajowej czy też poziomu np. 550gr/kWh. W ten sposób koszty funkcjonowania systemu wsparcia dla OZE nie będą się kumulowały wraz z ich wzrostem.
Inżynier Czwartek, 23 Lutego 2017, 9:15
Polsce nie potrzeba elektrowni atomowych, które są największym zagrożeniem dla środowiska i ludzi. Nie kołujcie ludzi wyrwanymi z kontekstu argumentami i nie czarujcie, że 1 elektrownia atomowa oczyści powietrze w Polsce !!. To problem filtrowania spalin i pochłaniania CO2
gru Środa, 08 Lutego 2017, 19:26
Tak mi sie jakos wydaje ze polaczenie farmy wiatrowej z elektrownia szczytowo-pompowa mialo by sens. Instalacja oczywiscie musiala by byc w terenie gorzystym. Ktoc cos wie o projektach tego typu?
MacGawer Czwartek, 09 Lutego 2017, 20:28
Norwegowie testuja inna mozliwość - elektrownia na sprężone powietrze zamknięta słupem wody. Tutaj nie potrzebujemy gór, wystarczą głębiny (podobno w latach 70-tych testowaliśmy ten pomysł nad Hańczą). Mamy też zalane stare kopalnie które są wręcz stworzone do takich magazynów. Zaletą spręzonego powietrza zamknietego słupem wody jest 2, a nawet 3x większa pojemnośc na jednostkę objętości (zalezy od głębokości). Sprawność magazynowania jest porównywalna z el. szczytowo-pompowymi, a teoretycznie m ozliwe są sztuczki pozwalajace ją zwiększyć (np. uzycie elektrociepłowni do ogrzewania rozprężającego sie gazu).

Jednak w kraju gdzie pół roku trwa sezon grzewczy to nie jest konieczne. Wystarczy obok azowych elektrociepłowni postawić zwykłe zbiorniki z wodą jako magazyny ciepła. Rozwiązanie tanie i kilka takich instalacji juz mamy, niestety przy mało elastycznych węglowych EC.
Extern Czwartek, 09 Lutego 2017, 13:46
Wiki podaje że jest kilka elektrowni szczytowo-pompowych w Polsce ale w naszych warunkach to raczej odbierają one energię od elektrowni węglowych których moc w pewnych okresach czasu by się marnowała bo wygasić przecież nie można.

Jednak podczas tych przemian prąd w grawitację i z powrotem sporo energii jest traconej (podobno 30%) więc nie jest to aż taki idealny sposób.

Elektrownia Żarnowiec – 716 MW (największa w Polsce)
Elektrownia Porąbka-Żar – 500 MW
Zespół Elektrowni Wodnych Solina – Myczkowce – moc 200 MW po modernizacji 2000-2003[1], przed modernizacją 136 MW
Elektrownia Żydowo – moc 167 MW po modernizacji zakończonej w 2013 r. (pierwsza w Polsce)[2], przed modernizacją 156 MW
Elektrownia Czorsztyn-Niedzica-Sromowce Wyżne – 94,6 MW
Elektrownia Dychów – o mocy 90 MW (do września 2005 – 79,3 MW)
Dongfeng 41 Środa, 08 Lutego 2017, 13:49
Nauką dla Polski powinna być też sytuacja w Fukuszimie !
lo Środa, 08 Lutego 2017, 11:53
1. Jedyne argumenty podane przez autora za energetyką atomową to CO2 i czyste powietrze. Otóż 1 czy 2 elektrownie nie uwolnią Nas od problemu CO2 ani tym bardziej nie zapewnią zdrowego i czystego powietrza.
2. Dla zdrowego i czystego powietrza, czyli to co najważniejsze dla Nas-Polaków musimy podjąć inne i szersze działania. CO2 to tylko cześć zanieczyszczenia powietrza - są jeszcze inne przyczyny i to gorsze dla zdrowia (gazy i pyły). Elektrownie atomowe poprawią sprawy CO2 tylko w zakresie energetyki i to w kilkunastu procentach a przecież nie tylko energetyka produkuje CO2. W dodatku udział CO2 w zanieczyszczeniu ogólnym powietrza też jest ograniczony. Reasumując 2 elektrownie atomowe zmniejszą o kilkanaście % emisję CO2 tylko w energetyce, która to jest jednym z wielu emitentów CO2. Zaś sam CO2 to tylko element szerszego problemu gazu i pyłów w powietrzu. Proponuje atomem powietrza nie "uzdrawiać" bo są metody tańsze i skuteczniejsze dla Nas-Polaków.
3. Zostaje ostatni argument za elektrownią atomową - kary z UE. I tu mamy kuriozum, że kary z UE są realnie jedynym argumentem za atomem. Ciekawe też jest że UE-czytaj Francja bardzo liczy iż to ona wybuduje elektrownie. Ciekawsze jest to, ze walka walka z CO2 w UE jest tylko w UE a już Chiny i USA kładą la... Kuriozum jest to, że grożą nam wielkie kary za CO2 mający niewielki wpływ na Nasze powietrze i zdrowia a inne gazy i pyły w powietrzu możemy emitować i UE Nas za to słabo "goni" - choć są to gazy i pyły bardziej szkodliwe.
4. Efekt energii atomowej będzie jak wybudujemy z 6 takich elektrowni. Będzie to z 18GW i stanowić będzie ok 60GW mocy razem z węglem lub jak wygasimy cześć el. węglowych to min. 50GW. Wtedy jest jakiś efekt (18 z 50 GW mocy), inaczej 1 czy 2 elektrownie nic nie zmienią! Za to koszt takiej budowy to 1 elektrowni to 50mld zł. Na start 3 razy drożej od węgla. Nam już do 2030 ma brakować 10GW mocy (1GW z węgla kosztuje 6 mld i budują to Polacy pod Opolem i w innych lokalizacjach). Zatem jak mamy problem z finansowaniem 10GW mocy z węgla za 60mld zł to jak ma nam starczyć na np: 3 elektrownie x 3GW x 50 mld = 150 mld zł? Nie starczy pieniędzy i ta 1 elektrownia atomowa wyczyści nas z pieniędzy. Zatem brakujący prąd będzie od: Niemiec z OZE. Mamy kolejny podmiot zainteresowany karami za CO2. Bo chyba nie kupimy brakującej mocy z atomówki z Kaliningradu. Autor artykułu ten problem zostawia ekonomistą - czyli to chyba artykuł sponsorowany a nie analiza potrzeb i możliwości Polski, mieszkańców i gospodarki.
5. Nawet jak zechcemy budować el. atomową to taki proces trwa ok 10 lat a w Finlandii jest poślizg już kilka lat przy budowie i koszt wzrósł z 3,5mld do 8mld USD! Dane z defence24. Już dziś wiemy, że nawet mając teoretycznie pieniądze jest problem realizacji budowy w terminie w jakim potrzebna nam będzie moc. Do tego jak D24 pisało na rynku elektrowni jest problem z dostawcami technologii i bywa tak, że teraz na rynku najokazalej prezentują się oferty rosyjskie (nie dla Nas) i chińskie (te też nie są takie bezpieczne politycznie).
6. Czy ktoś rozważa najlepsze rozwiązanie czyli wyciśniecie dla PL okresów dodatkowych przejściowych na kary za CO2 np; w zamian za poprawę jakości powietrza w innych aspektach (dla nas korzystniejszych zdrowotnie). Przeczekanie z tanim i produkowanym w Polsce węglem np; do czasu spadku kosztów OZE? To, że Niemcy przepłacili 12 lat wstecz nie oznacza, że za 12 lat te ceny nie spadną a technologia się rozwinie.
lolas Środa, 08 Lutego 2017, 11:11
"89,5 GBP/MWh (czyli ~105 euro/MWh) dla elektrowni jądrowych budowanych w Hinkley Point C i w Sizewell C"
i to przez 30 lat, to ~105 euro/MWh, Pan Profesor w każdym wywiadzie i artykule powtarza jaki o prąd z atomówek jest tani, a jak padają jakieś liczby odnośnie nowo budowanych elektrowni atomowych to wychodzi ~105 euro/MWh

"W 2011 r. niemieccy lobbyści OZE wprowadzili ustawę o transformacji energetycznej ”Energiewende”, która zapewniła, że w Niemczech za energię z farm wiatrowych na morzu trzeba będzie płacić producentowi 190 euro za MWh" - to było w 2011, a mamy 2017 i
Morska farma wiatrowa Kiegers Flak 600 MW, Szwedzi zaproponowali w aukcji sprzedaż energii po rekordowo niskiej cenie 49,9 euro/MWh. to jak na razie najniższa cena, a nie standard, ale ceny energii z wiatru na morzu systematycznie spadają i wyniki aukcji grubo poniżej 105 euro/MWh to już norma

ceny paneli fotowoltaicznych w ostatnich 7 latach spadły o ponad 80%, i nadal spadają

"Meksykańskie władze podpisały kontrakty na budowę farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 1,8 GW. Najniższa zaakceptowana oferta – złożona przez firmę Fotowatio – zakłada sprzedaż energii po cenie wynoszącej zaledwie 26,99 USD/MWh, a średnia cena z ofert zakwalifikowanych do wsparcia wynosi 31,7 USD/MWh", Meksyk to nie Polska i słońce tam świeci znacznie lepiej niż u nas, ale w coraz większej ilości lokalizacji

Pan profesor rzuca dużo nieaktualnych danych odnośnie OZE, a problemy energetyki atomowej delikatnie mówiąc przemilcza,
a tymczasem we Francji bez problemu i wzrostu kosztów buduje się elektrownie atomowe
"Aż 10,5 mld euro wyniosą koszty wybudowania elektrowni atomowej we Flamanville w Normandii, czyli grubo ponad trzy razy więcej od planowanych 3,3 mld. Wydłużył się również termin oddania instalacji do użytku – o 6 lat."
jang Środa, 08 Lutego 2017, 10:44
nareszcie o energetyce wypowiada sie ktoś kto sie na niej zna.A miłośników energetyki OZE proszę o wyjaśnienie jak będą pracowały zasilane przez nią instalacje chemiczne /np produkcja acetylenu,amoniaku czy elektrolizy/...Czy spust z elektrycznego pieca hutniczego będzie zależał od kierunku i intensywności wiatru? No i na deser.Przyszłością energetyki jest synteza jąder czyli energia słońc.Skąd do tej przyszłości brać kadry techniczne wyszkolone jedynie na wiatrakach i spalaniu "wągla"?
Extern Środa, 08 Lutego 2017, 14:29
Wiatr wieje gdzieś zawsze i słońce też zawsze gdzieś świeci, trzeba tylko przesłać tą energię tam gdzie akurat jest potrzebna co jest akurat dosyć kłopotliwe bo sieci przesyłowe to strasznie obciąża. Poza przesyłem drugi poważny problem dla OZE to kiepskie sposoby na magazynowanie energii aby uzupełniać dziury.
Ale ogólnie to tak, synteza jąder to przyszłość branży energetycznej (lepsza by już mogła tylko być anihilacja) i pierwsza komercyjna elektrownia tego typu wyśle do muzeum wszystkie inne pomysły, ale prawdopodobnie to dopiero za 20-30 lat.
Do tego czasu musimy jakoś dociągnąć. W Polsce to ja bym akurat poszedł w hydroenergetykę bo mamy tu spore niewykorzystane krajowe zasoby, to też jest OZE (i to mniej kłopotliwe) a nie tylko wiatraki i panele większość zauważa.
MacGawer Wtorek, 07 Lutego 2017, 21:12
Zajrzałem do statystyk BP i przed Fukushimą Niemcy pozyskiwali z atomu 30 Mtoe, a w 2015r 20 Mtoe. Z drugiej strony energia z OZE zwiększyła się z 20 Mtoe do 40 Mtoe. Tylko te liczby pokazują, że teza jakoby wzrost emisji CO2 wynikał li tylko z rezygnacji z atomu jest nieuzasadniona. Znacznie większy wpływ miał wzrost cen gazu co zmniejszyło jego konsumpcję z 75 w 2010r do 67 w 2015r - nawet biorąc poprawkę na konsumpcje indywidualną (nie wliczana do unijnych statystyk emisji CO2) wszystkie w/w wyraxnie pokazują dlaczego Niemcy sięgnęli po węgiel - zamknięcie starych elektrowni jądrowych z pewnością nie było najważniejsze.
revvvv Środa, 08 Lutego 2017, 10:52
Jak nie wieje/nie świeci to niemcy żyłują węglówki bo muszą sieć utrzymać. I jeżdżą nimi non stop góra dół. A elektrownia nie pracując w parametrach nominalnych ma gorsze wskaźniki emisji.
MacGawer Środa, 08 Lutego 2017, 21:28
A co to ma do rzeczy? Energia to nie moc i nie ma najmniejszego znaczenia czy wieje/świeci czy nie. Niemcy zmniejszyli produkcję z atomu o 10 Mtoe, a z OZE zwiększyli o 20 Mtoe i jednoczesnie zmniejszyli zużycie gazu. To ostatnie dobitnie pokazuje, że tłumaczenie więskzej emisji gorszymi warunkami pracy el. węglowych nia ma uzasadnienia bo gazowe stoją bezczynnie. Twoj argument gotówbyłbym przyjąć jedynie pod warunkiem większego zużycia gazu w energetyce.
xyz470 Wtorek, 07 Lutego 2017, 17:30
Ja osobiście stoję na stanowisku, iż budowa elektrowni atomowych w Polsce o łącznej mocy około 6000 MW do roku 2050 jest jak najbardziej na miejscu. W tej sprawie perspektywiczne patrzenie w przyszłość jest koniecznością, To, iż energia z węgla będzie stanowiła jeszcze długo największy udział w jej wytwarzaniu jest bezdyskusyjne. Dla mnie modelowym rozwiązaniem do którego powinniśmy dążyć powiedzmy do roku 2050 to 20% energii z atomu, 15% gaz, 15 % odnawialne źródła, 50 % węgiel.
*.* Wtorek, 07 Lutego 2017, 13:35
Do tego trzeba jeszcze rozwijać technologię magazynowania energii by stabilizować pracę źródeł.
Szwejjakobyły Wtorek, 07 Lutego 2017, 12:20
Energetyka oparta na OZE jest tania, i tanieje niemal z dnia na dzień. Zwiększenie "emisyjności" niemieckiej energetyki powstało w wyniku potrzeby szybkiego zasypania dziury po likwidowaniu elektrowni jądrowych. Zwiększył się udział wegla w energetyce, zmniejszył się udział energii jądrowej, zwiększył się udział energii ze źródeł odnawialnych. Każdy Niemiec widzi to na rachunku za prąd (takim rocznym, podsumowującym) - każdy dostaje procentowy wykaż skąd powstaje energia u jego dystrybutora. Znam ludzi, którzy są tam energetycznie samowystarczalni. Niech nikt nie próbuje udowadniać, że to jest złe - to jest manipulacja. Trend w Niemczech jest taki, że bez względu na to, co dzieje się z innymi źródłami energii z roku na rok KONKRETNIE rośnie udział OZE w produkcji energii - i to jest prawda, to widać. Popytajcie znajomych, rodziny tam mieszkające. PS. byłem w paru miastach w Niemczech ostatnio - nie czułem tam takiego smogu jak w Krakowie czy Warszawie, czy nawet mniejszych miastach, a np. pompa ciepła, solary to na zachodzie obecnie STANDARD przy budowaniu nowych domów jedno i wielo- rodzinnych. Czekamy na polskie perowskity.
Puenta Wtorek, 07 Lutego 2017, 18:10
Dobrze piszesz, każdy Niemiec widzi to w rachunku za prąd bo jest on coraz wyższy! No niestety farmy wiatrowe oraz fotowoltaiczne kosztują krocie, energia produkowana przez nie jest droga, a nawet bardzo droga.
Co do jakości powietrza w niemieckich miastach to masz rację, u nas też w dużych miastach powinny być zakazy wjazdu szrotów do centrum, również powinni sprawdzać spaliny przez samochody (ach te wycinki katalizatorów oraz DPF'ów)
Szwejjakobyły Piątek, 10 Lutego 2017, 14:17
Miałem na myśli Niemców, którzy są coraz bardziej samowystarczalni energetycznie. Płacą za prąd 0 Euro miesięcznie, albo nawet zarabiają na swoich małych "elektrowniach". Zwykły Kowalski czy Schmidt podłączony do elektrowni (jeśli jest tylko bezwiednym konsumentem) będzie zawsze łupiony - w Polsce też jest ta sama tendencja - cena za KWh może być niska, za to kroją coraz lepiej na opłatach przesyłowych i innych wymyślonych "opłatach". Ludzie już jeżdżą za darmo samochodami elektrycznymi. Też tak chcę, ale łatwiej zrobić mi to np. w Norwegii (polecam widok Oslo z wychodzącymi z użycia, jeszcze gdzieniegdzie do zobaczenia - autami spalinowymi :) niż w moim ojczystym kraju.
Extern Wtorek, 07 Lutego 2017, 11:24
Hydro elektrownie też są bez emisyjne, dlaczego nie promuje się w Polsce wykorzystania hydroenergetyki? A tylko promuje się uzależnienie nas od zagranicznego paliwa i jego późniejszej utylizacji za granicą. Wykonawstwo byłoby krajowe, krajowe zasoby wody by się zwiększyły, na rybki byłoby gdzie pojechać. Według ocen, ponad 80% naszych zasobów hydrodynamicznych jest nie wykorzystane, jest to spory potencjał do zagospodarowania i to krajowymi siłami.
krzys Środa, 01 Marca 2017, 13:25
Dwa razy piszesz o hydroenergetyce, a nie chce się Tobie sprawdzić danych (albo wyrywkowo to robisz). Faktycznie, wykorzystujemy zasoby hydroenergetyczne na poziomie ok 20%, średnia w naszym regionie to ok 50 %. Ale raz nie podajesz wielkości tych zasobów hydroenergetycznych u nas (one są bardzo małe, nie mamy rzek w górach), a dwa to jest dość droga energetyka. Co prawda przy okazji np zbiorników retencyjnych zabezpieczamy się przeciw powodziom, a przy okazji budowy zapory mamy tanim kosztem szczytowo-pompową, to też jakieś plusy, niemniej wykorzystując zasoby hydroenergetyczne na poziomie naszych sąsiadów zastąpimy może jeden blok węglowy o mocy 1GW - tyle co nic.
rob ercik Środa, 08 Lutego 2017, 18:05
Extern, w swoim pytaniu zawarles odpowiedz ... amerykanskie fanboje musza gdzies sprzedac swoja technologie, uran a nastepnie za bardzo duze pienadze skladowac (w demokratycznych warunkach( poprodukcyjne odpady... cena tych trzech elementow jest zdecydowanie na niekorzysc atomu. Oczywiscie hydroelektrownie sa dobrym rozwiazaniem ale nigdy nie powstana ... niestety