Kurdyjski separatyzm uderzy w porozumienie OPEC?

Wtorek, 10 Stycznia 2017, 16:14

Choć porozumienie OPEC obowiązuje formalnie dopiero od początku stycznia br., to już zbierają się nad nim czarne chmury. Postawa części sygnatariuszy każe przypuszczać, że wpływ zawartej w Wiedniu umowy na światowe rynki ropy będzie bardzo ograniczony - o ile nie zostanie wcześniej zerwana, czego również nie można wykluczyć.

Państwa eksportujące ropę naftową liczyły, że uzgodnione w końcówce listopada 2016 r. porozumienie, pozwoli ustabilizować sytuację na rynku i doprowadzi do trwałego wzrostu cen „czarnego złota”. Nadzieje były tym większe, że to pierwsza tego typu umowa od wielu lat (od 2008), a jej sygnatariuszami zostały także państwa, które nie są formalnie członkami kartelu (ostatni raz miało to miejsce w 2001) - m.in. Rosja. Limity produkcyjne i regulacje odnoszące się do poszczególnych państw wykuwane były w bólach - kilka wcześniejszych spotkań (bardziej i mniej oficjalnych) zakończyło się fiaskiem, a na wszystkie procesy negocjacyjne cieniem kładły się nie tylko narodowe partykularyzmy, ale również fatalne doświadczenia organizacji z lat 1980-1985. Podjęto wówczas decyzję o zmniejszeniu produkcji „czarnego złota”, która, jak się później okazało, nie miała większego wpływu na światową nadpodaż surowca i doprowadziła do ograniczenia rynkowych udziałów państw członkowskich. 

Niezależnie od tego, po długich bojach i utarciu przynajmniej pozornego kompromisu, Organizacja Państw Eksportujących Ropę zadecydowała o zredukowaniu od stycznia swej produkcji do 32,5 mln baryłek dziennie, czyli w sumie o ok. 1,8 mln b.d. Z tego 1,2 mln b/d miałoby przypaść na kraje OPEC, zaś ok. 0,56 - 0,6 mln b/d na państwa niezrzeszone, udział Rosji (bijącej historyczne rekordy wydobycia) określono na poziomie 0,3 mln b/d. 

Choć tuż po podpisaniu porozumienia ceny ropy wystrzeliły w górę, to bardzo szybko okazało się, że wzrost nie jest, ani tak dynamiczny, ani (co istotniejsze) tak trwały, jak można było się wcześniej spodziewać. Wśród ekspertów bardzo szybko podniosły się głosy, że kiedy weźmiemy pod uwagę poziom nadpodaży surowca, rekordowe zapasy ropy zgromadzone w amerykańskich magazynach (najwyższe w stosunku r/r od 30 lat) oraz polityczną niepewność części sygnatariuszy, to może okazać się, że umowa ma charakter raczej symboliczny i oddziaływać będzie głównie na sferę psychologiczną – nawet pomimo prognoz MAE w zakresie przewidywanego popytu w 2017 r. 

Jeszcze wczoraj beneficjentów naftowego konsensusu optymizmem mogły napawać informacje agencji Reutera, które wskazywały, że część najważniejszych dla jego wdrożenia państw stosuje się do przyjętych zobowiązań. Źródła agencji podawały, że dzienna produkcja ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej została zmniejszona o co najmniej 486 tys. baryłek dziennie, do poziomu 10,6 mln b/d. Natomiast w przypadku Kuwejtu ograniczenie produkcji wyniosło 131 tys. b/d, w odniesieniu do wolumenów notowanych w październiku 2016 roku. Także podmioty zajmujące się wydobyciem surowca w Federacji Rosyjskiej, wedle oficjalnych danych zmniejszyły o 1,2% produkcję ropy i kondensatu - cięcia objęły głównie "ciężką" ropę. To istotna informacja, z perspektywy kształtowania się cen, ponieważ za wzrost popytu na surowiec odpowiadają głównie państwa, które preferują  ropę "średnią" (o gęstości od 0,878 do 0,884 g/cm³) i właśnie ciężką (powyżej 0,884 g/cm³).

Naftową sielankę zburzyły bolesne dane napływające z Iraku oraz Stanów Zjednoczonych. W pierwszym przypadku chodzi o państwo, które ma kluczowe znaczenie dla efektywności działań na rzecz podniesienia cen i od samego początku prac nad porozumieniem podchodziło do niego w sposób nader sceptyczny - Irakijczycy od pewnego czasu regularnie zwiększali dobową produkcję, bijąc przy tym kolejne wewnętrzne rekordy i uzasadniali swoje zachowanie koniecznością pozyskiwania funduszy na walkę z Daesh. Kwestionowali również dane OPEC, które miały stanowić punkt bazowy dla przyszłego ograniczania produkcji. Koniec końców rząd w Bagdadzie zgodził się na przyjęcie zobowiązań wynikających z porozumienia OPEC - cięcia mają wynieść 210 tys. b/d.

Kłopot polega jednak na tym, że tuż po zawarciu kompromisu Irakijczycy zaczęli wysyłać sygnały jednoznacznie wskazujące, że mają do niego wyjątkowo osobliwy stosunek. Najpierw Iracka Państwowa Organizacja Sprzedaży Ropy (SOMO) poinformowała, że owszem, ograniczenia zostaną wprowadzone, ale nie w styczniu, lecz generalnie w pierwszym kwartale 2017. W tak zwanym międzyczasie Wall Street Journal dotarł do planów tegoż podmiotu, z których wynikało, że jeszcze 8 grudnia miał w planach zwiększenie (o 7%) dostaw surowca do portu w Basrze - odpowiadającego za 80-85% eksportu irackiej ropy. W odpowiedzi na zarzuty i pytania dotyczące wywiązania się z wiedeńskiego porozumienia, premier Haider al-Abadi nie przedstawił żadnych merytorycznych danych, lecz oskarżył Kurdów o utrudnianie realizacji założeń w tym zakresie. I choć pozornie może to wyglądać na wygodną wymówkę, to okazuje się, że kurdyjska "nadprodukcja" ropy naftowej, sięgająca nawet 250 tys. b/d, może niemal całkowicie zrównoważyć cięcia dokonywane przez Kuwejt i Oman. Oczywiście zakładając, że informacje dotycząc wolumenów są prawdziwe, a nie służą wyłącznie znalezieniu wygodnego kozła ofiarnego. 

Sytuację dodatkowo utrudnia fakt, że w kontraktach naftowych zawieranych przez Irak z zagranicznymi podmiotami, znajdują się zapisy mówiące o rządowych rekompensatach w sytuacji, kiedy prace zostają ograniczone z "przyczyn niezależnych" od spółek. Dla znajdującego się w poważnych tarapatach finansowych kraju byłoby to zjawisko nader niekorzystne i bez cienia wątpliwości stanowiące kolejne potencjalne zagrożenie w kontekście wywiązywania się Bagdadu z porozumienia OPEC. 

Jakby tego było mało, z opublikowanych niedawno oficjalnych danych wynika, iż w grudniu ub.r. eksport ropy naftowej z portu w Basrze wyniósł 3,51 mln b/d (w porównaniu z 3,407 mln b/d w listopadzie), bijąc tym samym kolejny rekord. Nie ujawniono informacji dotyczących przesyłu z wykorzystaniem sieci rurociągów na północy kraju, ale średnio kształtują się one na poziomie 600 tys. b/d. I chociaż przedstawiciele rządu twierdzą, że nie będzie to miało żadnego negatywnego wpływu na porozumienie OPEC, to światowe rynki zareagowały błyskawicznie - cena ropy spadła o 4%. 

Mając na uwadze rozmaite trudności i kontrowersje pojawiające sie na etapie negocjowania porozumienia, nie można wykluczyć, że w niedługim czasie także pozostałe kraje skorzystają z furtki otworzonej przez Irak. I choć krótkookresowo raczej nie dojdzie do oficjalnego wycofania się, któregoś z państw, to w dłuższej perspektywie przełożenie takiej postawy na wolumeny produkcyjne doprowadzi do zachowania rynkowego status quo. Efekt będzie taki, że pomimo “małej stabilizacji” z Wiednia, problem nie zniknie, lecz wróci za jakiś czas ze zdwojoną siłą. Zwłaszcza, że wg. danych firmy Baker Hughes w USA dziesiąty tydzień z rzędu rośnie liczba czynnych odwiertów ropy łupkowej i aktualnie wynosi 529, co stanowi najwyższy wskaźnik od dwunastu miesięcy. Kiedy dodamy do tego rekordowe zapasy zgromadzone przez USA (najwyższe od 30 lat w ujęciu r/r) oraz zapowiedzi Donalda Trumpa o zniesieniu ograniczeń eksportowych dla amerykańskich węglowodorów, to sytuacja krajów uzależnionych od cen ropy staje się ponownie nie do pozazdroszczenia.

Zobacz także: Paliwowe kontrakty Orlenu za 11 mld zł

Zobacz także: Azerska ropa trafi do Polski? Zadba o to nowy prezes

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

11 komentarzy

Ddr Czwartek, 12 Stycznia 2017, 10:29
Jak Kurdystan będzie zjednoczony, to będzie problem. Jednak wszystkie znaki mówią, że Kurdystan będzie zgnieciony. Oczywiście najpierw turecki i syryjski, a potem iracki. Może być z tego wojna, ale nie wierzę w rozbiór Turcji, Iraku, Iranu i Syrii.
Niniu Środa, 11 Stycznia 2017, 13:40
Ministerstwo Finansów RF szacuje (10.01.2017), że wzrost średnior rocznej ceny ropy Ural o 1$ ponad zakładaną w budżecie RF na 2017r cenę 49$ za baryłkę przyniesie dodatkowe wpływy budżetowi Rosji w wysokości 2,36 mld $ prz zaplanowanym wydobyciu 10,8 mln baryłek dziennie. Dodatkowe zwiększone wpływy nastąpią ze wzrostu ceny gazu która to cena w większości kontraktów długoterminowych powiązana jest proporcjonalni z ceną ropy. Faktyczny wpływ na budżet RF będzie jednak mniejszy gdyż wzrost cen ropy automatycznie powoduje umocnienie kursu rubla co zmniejsza wpływy budżetowe (budżet i wydatki RF liczone są w rublach). A według dzisiejszych danych ceny na ropę znów idą do góry w następstwie informacji o ograniczeniu wydobycia przez Arabie Saudyjską. Z kolej dalszy wzrost stoi pod znakiem zapytania po informacjach o zwiększeniu zapasów ropy w USA o 1,5 mln baryłek w ostatnim tygodniu. Poziom zapasów w USA jest najwyższy od 30 lat.
mefis58 Środa, 11 Stycznia 2017, 15:03
Budżet skonstruowano przy założeniu, że cena ropy Brent ustali się na poziomie 40, a nie 49 dolarów. Rozumiem , że paluszek się "omsknął" na klawiaturze, ale należy sprostować bo to prawie 25% ponad zakładaną cenę ropy. Można też dodać, że te przeszło 10 dolarów (Rosjanie ustawiają budżet w zależności od ceny ropy Brent, a nie Urals, bo do Brent choćby jest ustawiana cena gazu w kontraktach), które obserwujemy obecnie to przy eksporcie na poziomie 5,5 mln baryłek dziennie daje 55 mln dolarów dziennie, 1,7 mld miesięcznie i ok 20 mld rocznie (sama ropa, nie liczę zysków z tytułu wzrostu cen gazu) !!! Poziom zapasów ropy w USA jest podawany różnorako. I tak w stosunku do poziomów rekordowych, znacznie spadł. Oczywiście zawsze można dokonać roszady danych i pokazać, że rok temu o tej samej porze poziom zapasów był niższy. Tak ale wtedy mieliśmy tendencję wzrostową w produkcji amerykańskiej ropy (szczególnie łupkowej), a krótko później tendencja się odwróciła i od wielu miesięcy mamy spadek produkcji i spadek zapasów . Zobaczymy jak to się ustali na przestrzeni roku bo zdania "ekspertów" są podzielone (chociaż raczej nikt nie prognozuje powrotu do poziomów rzędu 30 dol/baryłkę, a nawet tych zbliżonych do 40 dolarów, ale... . Tym niemniej jak się wydaje ta strona dochodowa budżetu Rosji (przypomnę ropa i gaz to w sumie poziom 35-40% wpływów, nie jak w Arabii Saudyjskiej, czy kilku innych "mocarstwach" 80-90% budżetu) wydaje się być raczej dosyć stabilna !!!
Polanski Środa, 11 Stycznia 2017, 8:26
Decydująca jest postawa kontrolera cen. Czy wysoka cena jest mu na rękę czy nie? Ot i wszystko.
Naiwny Wtorek, 10 Stycznia 2017, 21:00
Może warto wziąć pod uwagę nie tylko samą cenę ropy w $ ale i to, że $ zyskuje ostatnio znacznie na wartości. W efekcie wzrost cen ropy jest jeszcze większy. Jak na razie efekty porozumienia producentów ropy są bardzo dla nich zadawalające. A do tego ostra zima w Europie, Azji i USA.....Autor artykułu wykazuje się wyjątkowym optymizmem. Analitycy rynku cytowani przez Blomberg podnieśli prognozę sredniej ceny ropy marki Brend z 55$ do 57 w 2017r, 60$ w 2018 i 64$ w 2019. oczywiście tak długoterminowa prognoza to wróżenie z fusów. Ale ceny na poziomie 55-57$ są dla największych eksporterów bardzo satysfakcjonujące.
mefis58 Wtorek, 10 Stycznia 2017, 18:22
Kurdystan produkuje za mało ropy, żeby być graczem "torpedującym" porozumienie OPEC. Poza tym nie ma aż tak wielkiego potencjału przeładunkowego. W efekcie Kurdowie mogą stracić resztki sympatii sąsiadów, a na ropie, którą będą sprzedawać za niższe ceny oczywiście zarobią mniej niż gdyby nie szaleli z produkcją !!! Poza tym nie wydaje się aby Kurdowie chcieli popełnić ekonomiczne i polityczne seppuku , nawet jeśli bardzo o to sponsorzy z USA prosili !!! Nie jest też prawdą, że porozumienie przeżywa kryzys, a ceny rosną wolniej niż się spodziewano. Jeśli komukolwiek zechce się poszukać to znajdzie zapowiedzi z przed podpisania porozumienia o próbie unormowania ceny na poziomie 50-52 dolary za baryłkę. Tak więc aktualny poziom cen (po spadku z ostatnich 2 dni) jest i tak znacznie POWYŻEJ zakładanego poziomu !!!
qlik Wtorek, 10 Stycznia 2017, 19:28
Kurdowie wybudowali sobie rurociąg w stronę Turcji i nieoficjalnie zaopatrują nie tylko ten kraj… Na papierze wygląda to rzeczywiście w miarę ok, ale realnie problem istnieje. Zwłaszcza, jak weźmiemy pod uwagę trudność przy podpisywaniu tego porozumienia - nie trzeba wiele, aby część krajów zaczęła je kwestionować. Tu nie idzie o wolumeny, ale skutki psychologiczne. Autor nie pisze przecież o kryzysie porozumienia, tylko o zagrożeniach i perspektywach, to różnica:)
mefis58 Wtorek, 10 Stycznia 2017, 20:30
Kurdystan to wciąż jeszcze część składowa Iraku. Kurdystan nie był członkiem porozumienia ani jako członek OPEC ani jako kraj z poza OPEC. Irak nie podpisywał porozumienia jako "Irak bez Kurdystanu" tylko jako Irak (z Kurdystanem). Tak też jest liczona produkcja nafty w Iraku. Problem to może jest, ale niewielki, bardziej obliczony na grę na nastrojach spekulantów giełdowych niż jako realne zagrożenie czegokolwiek !!!
qlik Wtorek, 10 Stycznia 2017, 23:25
Po pierwsze o cenach ropy, czy to nam się podoba czy nie, decydują jednak w istotnym stopniu właśnie Ci "spekulanci" (kimkolwiek są) oraz podaż surowca na rynku. Podwyżka cen nie była spowodowana jej istotnym zmniejszeniem, ale właśnie efektem psychologicznym porozumienia, które znacząco traci w sytuacji, kiedy wyłamie się z niego Irak (bardziej lub mniej oficjalnie). Zwłaszcza, że wielu eksporterom może, eufemistycznie mówiąc, nie spodobać się tak swobodne podejście do zobowiązań. Po wtóre, kiedy opadnie emocjonalny kurz przyjdzie moment, w którym trzeba będzie powiedzieć "sprawdzam" - wtedy okaże się, że dzięki realny wpływ porozumienia (m.in. dzięki takim państwom jak Irak) jest znikomy. Ponadto, Irak i Kurdystan traktowane są łącznie, jak słusznie zauważyłeś, a to oznacza, że po pierwsze za naftowe "łotrzykowanie" separatystów polityczną cenę poniesie Bagdad, a po drugie, że iracki rząd ma ograniczone możliwości w zakresie regulowania wolumenów produkcji w tamtym regionie. Inną kwestią jest, czy to realna niemoc, czy całkiem przydatna i służąca wykorzystaniu szansy. Przy takich porozumieniach, negocjowanych w taki sposób, symbolika i jakaś względna "sprawiedliwosć" mają potężne znaczenie - wpływają na postawe innych państw, ona wpływa na produkcję, produkcja na nadwyżkę, a nadwyżka na cenę.
mefis58 Środa, 11 Stycznia 2017, 15:19
Całkowicie się zgadzam i to właściwie z wszystkim co napisałeś. Zahaczę jednak o małe "ale", które nie daje podstaw do prognozowania ze szczególną dozą pewności. Jeśli Kurdowie "sobie wybudowali" to zrobili to, jak słusznie zauważyłeś "w kierunku Turcji"! Nie muszę chyba specjalnie się rozwodzić nad "miłością" jaka pałają wobec siebie te dwa narody (państwa, społeczeństwa, klasy polityczne- niewłaściwe skreślić). Jest oczywiście prawdą, że jeszcze niedawno Turcja handlowała ropą na potęgę z ISIS, ale jak się wydaje tylko do czasu rozbratu z tą organizacją po kilku "wybuchowych akcjach" na terytorium Turcji. Podobna wolta może zostać wykonana przez Turcję w handlu ropą z Kurdystanem (nie jest to państwo ale też zakres autonomii jest b. duży i to faktyczny, bardziej niż prawny). Nie wiadomo jak to będzie gdy Turcja zażąda aktywnego zwalczania "terrorystów kurdyjskich przez siły autonomii, nie wiadomo jak zachowają się USA gdy Turcja na własną rękę będzie chciał uregulować problem Kurdystanu itd. Jak by nie było tenże Kurdystan oprócz tego, że sąsiaduje z Turcją (wróg), Iranem (mało przyjaznym i Irakiem (z wszystkimi zastrzeżeniami wyżej podniesionymi) nie może liczyć na innych sąsiadów, bo ich nie ma (mówimy cały czas o irackim Kurdystanie). Tak więc to raczej Kurdowie muszą być zainteresowani ułożeniem sobie stosunków z sąsiadami oraz niepodkopywaniem grzędy , na której siedzą. Może się bowiem okazać, że "przelicytują" i zamiast korzystać z renty jaką im daje zwiększony eksport droższej ropy (dzięki porozumieniu OPEC) doprowadzą do jego storpedowania, a wtedy ceny spadną i dochody z ropy również !!! Te uwagi nie zmieniają prawdziwości twoich słów, ale stanowią (jak mawiał Stirlitz "materiał do przemyślenia")
QDark Wtorek, 10 Stycznia 2017, 18:08
Tak trzymać :)